Konkurs – Dzień Dziecka – szczęśliwy czas.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 61)
  • Autor
    Wpisy
  • #108360

    konkursy

    Czas ma ogromne znaczenie w naszym życiu. Warto by nasze dzieci umiały mądrze nim dysponować. Pomoże im w tym zegarek Timex, który jest nagrodą w naszym konkursie.

    Jeśli chcesz wygrać jeden z 5-ciu zegarków Timex wystarczy, że w tym wątku zamieścisz wypowiedź (max. 7 zdań) na temat:

    Opisz swój najciekawszy dzień z lat dzieciństwa?

    Więcej szczegółów na temat konkursu oraz zdjęcia i opis nagród znajdziesz

    Przeczytaj
    Na odpowiedzi czekamy do 1 czerwca.

    #4548627

    ztforka

    To ja może opowiem nie o dniu, ale o najciekawszym śnie z dzieciństwa…

    Śniło mi się, że żyję w wyidealizowanym świecie, w którym nie ma wirtualnego spamu a za kliknięcie w linki pojawiające się w podejrzanych postach wyskakuje ptyś z bitą śmietaną…



    #4548628

    smoki

    Zapraszam Was serdecznie!

    Z tego nicka: też będą pojawiały się nowe konkursy, a jak obiecałam, będzie ich teraz sporo :Wow!::Wow!:

    #4548629

    ahimsa

    Tu w tym wątku opisać?:)

    #4548630

    smoki

    tak 🙂

    #4548631

    ahimsa

    7 lat byłam jedynaczką i marzyłam po prostu o rodzeństwie…
    Pamiętam ten dzień dokładnie- nawet po 25 latach 3 miesiącach i 17 dniach.
    Spędzałam ferie u dziadków-do domu wpadł mój osobisty Dziadek, cały czerwony z emocji i krzyknął; „masz Rodzeństwo!!!! Zgadnij co!”
    Oczywiście obstawiłam Siostrę-ale na wieść, że mam Brata oszalałam z radości.
    Obiecywałam, że będę się nim zajmować, będę wozić-po prostu szał!
    Potem bywało oczywiście różnie-dni lepsze i gorsze, jak to u rodzeństwa ale emocji z tamtego dnia nie zapomnę nigdy! Po prostu czyste Szczęście!



    #4548632

    Anonim

    Wielka ucieczka:
    ja lat 6 + bracia lat 5 i 2 + koleżanki lat 5 i 3 – taki oto zespół postanowił odwiedzić babcię mieszkającą 4 kilometry dalej.
    Środek lata, polna droga, żyto złote i piątka maluchów wędrująca.
    Gdy ktoś przejeżdża, skok w żyto – niezła zabawa dla nas, do tej pory pamiętam ten dreszczyk emocji : Zobaczą nas czy nie zobaczą?:)
    Doszliśmy, napiliśmy się kawy inki, zjedliśmy po pajdzie chleba z cukrem – mmm cudowne.
    Powrót godny królów- wóz ciągnięty przez konika, gromada dzieciaków wyśpiewująca Stokrotkę bodajże…

    Co nasi rodzice przeszli, przemiliczę:Wstyd: nawet wojsko już było zawiadomione:Wstyd:

    #4548633

    chilli

    Wszystkie dzieci dookoła już miały „prawdziwe” rowerki czterokołowe (takie z łańcuchem), a ja nadal miałam swojego trzykołowca, któremu guma z przedniego koła spadała – co doprowadzało mnie do szału – bo nie dość, że przegrywałam wszystkie zawody, to jeszcze po drodze „gumę” łapałam 😀
    Inna sprawa, ze ja najmłodsza z tego towarzystwa byłam 😉
    Razu jednego pojechaliśmy z rodzicami naszym czerwonym maluchem w okolice Olsztyna pod Częstochowa- często takie wypady do lasu w weekend czyniliśmy. Do dzisiaj pamietam zapach tamtego lasu, to popołudniowe słońce kładące sie brązowej korze drzew (gorzej – nadal trafiam w to miejsce). Dojechaliśmy – a tam nasi znajomi posiadający dużego fiata (bo rower do malucha nie wchodził), a w nim, w jego bagażniku czaił się..
    najprawdziwszy czerwony Reksio :Wow!::Wow!::Wow!:
    Do dzisiaj pamiętam tamto uczucie: swoiste połączenie satysfakcji i ulgi, że wreszcie przestanie mi ta guma spadać z koła 😀

    #4548634

    asik

    Zaczynały się ferie zimowe. Rodzice postanowili mnie zawieźć do babci na wieś.
    Póki jechaliśmy po główniejszych drogach było ok, ale im dalej tym było mniej przejezdnie.
    W końcu zostawiliśmy samochód u jakiegoś gospodarza kilka wsi wcześniej – nie było szansy żeby dalej jechać i ruszyliśmy na pieszo.
    Na drogach zaspy, górki, dołki, totalne szaleństwo – ja byłam zachwycona
    rodzice mniej, a ciocia, która była z nami ledwie nadążała 😉
    Po drodze spotkaliśmy sąsiada dziadków jadącego saniami zaprzężonymi w 2 konie.
    Ofkors zabrał nas ze sobą – do dziś pamiętam ten mróz szczypiący w uszy i nosy,
    piękny, biały śnieg pod nogami, rżenie koni – poczułam się jak w krainie Królowej Śniegu.

    Ps. Nie wiem czemu mi ten dzień przyszedł na myśl, ja nawet nie lubię zimy 😉

    #4548635

    niki81

    Rumieńce na policzkach.

    Dziwna może się wydaje moja historia, ale do dzisiaj mi utkwiły – kolory…

    To był rok około 1989rok – wiadomo u nas pustki w sklepach, wszystko zwykłe, szare.
    Byłam wówczas małym dzieckiem, chyba zaczęłam chodzić do szkoły podstawowej.
    Mój wujek pracował w Niemczech (wówczas RFN) i przysłał paczkę.
    Akurat byłam z mamą i siostrą u cioci, która zaczęła rozpakowywać przesyłkę no i zaczęło się … jako wówczas małe dziecko chyba pierwszy raz widziałam tyle słodyczy, tyle ich rodzajów – czekolady, czekoladki, żelki, gumy.
    Najbardziej utkwiło mi jakie one były kolorowe i różne.
    Moja mama do dzisiaj wspomina, że miałyśmy z siostrą ogromne wypieki- rumieńce, a szczęście na naszych twarzach biło na kilometr, czekałyśmy tylko co nowego ciocia wyjmie z pudełka i wtedy właśnie dostałam swój pierwszy zeszyt z kolorową okładką.
    Pamiętam go do dzisiaj żabka na niebieskim tle… (chyba z dwa lata dzień w dzień zachwycałam się moim kolorowym zeszytem, zanim się odważyłam w nim coś napisać) 🙂



    #4548636

    cotomabyc

    WOZEM

    PRLowskie blokowisko jakich wiele. Byliśmy tam z bratem nowi i strasznie samotni. Czasem zmuszani przez rodziców sterczelismy trochę pod klatką nie zawierając jednak nowych znajomości. I ten jeden pamiętny lipcowy dzień kiedy pod blok zajechał zaprzęgnięty w konia wóz z naszym dziadziem, który przywiózł ziemniaki. Chwilę potem cała chmara dzieciaków jeździła wozem z NASZYM dziadziem Edziem w tę i z powrotem po całym osiedlu. Od tej chwili kazdy chciał się z nami „kolegować”:) Boże jacy myśmy wtedy byli szczęśliwi:)

    #4548637

    shirley84

    Prawie jak w niebie 🙂

    Wszystko działo się 20 lat temu podczas wakacji, które jak co roku spędzaliśmy w górach u rodziny. Pogoda dopisywała więc wujek postanowił zorganizować nam czas, podjechał pod dom wozem zaprzęgniętym w konie i pojechaliśmy na pole pomagać zbierać siano. Byliśmy strasznie zmęczeni lecz to co nas czekało później wynagrodziło nasz wysiłek, wszystkie dzieciaki wraz z rodzicami jechały na samym szczycie sterty siana, która sięgała aż do 1wszego piętra. Z góry wszystko było takie malutkie, czułam się jak w niebie. Magię tego dnia dopełniło wieczorne ognisko na polanie.



    #4548638

    jazkz

    Najpiękniejsze urodziny

    Jak miałem 6 lat mój tata wyjechał do Ameryki do pracy i przyjeżdżał do nas tylko na święta Bożego Narodzenia. Nadszedł maj a wraz z nim moje urodziny, nigdy nie było to dla mnie wyjątkowe święto bo w odwiedziny przychodzili do mnie bracia cioteczni wraz obojgiem rodziców a ja miałem przy sobie tylko mamę. Goście przyszli, dostałem już wszystkie prezenty i usiedliśmy razem przy stole. Rozległ się dźwięk dzwonka – poszedłem otworzyć a za drzwiami stał mój ukochany tata z wielką siatą prezentów. Jednak nawet ich nie otworzyłem- bo w tym momencie najważniejszym i największym prezentem był mój ojciec :).

    #4548639

    dziewiatka

    Czterolatek ma niepodważalne przekonanie, że jest już PRAWIE dorosły i w związku z tym sam dużo może…. ja też byłam takim czterolatkiem!

    Mieszkałam w 4-piętrowym bloku w małej miejscowości na Śląsku i wszystko toczyło się zwyczajnym torem, aż do momentu, gdy starsze koleżanki z podwórka zabrały mnie koło Odry na nowe osiedle wieżowców.

    10-cio piętrowe olbrzymy nie miały wówczas domofonów, dlatego bez problemu można było wejść do klatki, potem do windy i pojeździć sobie na górę i na dół do woli!

    Odkryłam wówczas nowe horyzonty, nowe możliwości, którym towarzyszyły piękne emocji i…. atrakcje żołądkowe 😉

    Pewnej niedzieli po obiedzie wyszłam ze starszym bratem na podwórko i po chwili zniknęłam mu z oczu.

    Rodzice odnaleźli mnie późnym wieczorem…. w windzie jednego z wieżowców nad Odrą.

    Nie wiem ile razy jeździłam z góry na dół i z dołu na górę przez te kilka godzin, ale pamiętam, że byłam usatysfakcjonowana. 🙂

    #4548640

    dorotasonne

    Najciekawszy dzień to na pewno, ten który dobrze pamiętam z mojego dzieciństwa, pełen obaw czy dam radę ale też i radości – nauka jazdy na rowerze, nauczy się raz i nigdy nie zapomina. Jeździć uczył mnie Tata na parkingu przed blokiem, do dwukołowego roweru pelikan miał wetknięty kij. Pamiętam, że prosiłam, go aby trzymał i nie puszczał, tak było aż zaczęłam coraz szybciej jeździć, a tata za mną biegał, aż w końcu rozpędziłam się dość szybko, odwracam się, a tata jest daleko i wcale mnie nie trzyma, hurra! umiem jeździć. Co to był za piękny dzień, mieliśmy co opowiadać Mamie, gdy wróciliśmy do domu.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 61)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close