Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)
  • Autor
    Wpisy
  • #32882

    aggulka

    Powiedzcie, jak ja się mam zachować? Co robić?
    Sytuacja wyglada następująco:
    Ja jestem 2 tygodnie po zabiegu – drugim w tym roku – nerwy w strzępach. Postanowiliśmy wyjechać na weekend do znajomych w innym mieście, gdzie jakis czas mieszkaliśmy i mamy trochę przyjaciół. Zapraszają nas już od dawna – pomyśleliśmy – fajnie, trochę się oderwiemy. Zatrzymujemy się tam zwykle u przyjaciół, którzy nie mają dzieci. Ich historia jest strasznie smutna. Jakieś 6 lat temu ta dziewczyna straciła dziecko w bardzo zaawansowanej ciąży – nie wiem, czy to nawet nie było urodzenie martwego dziecka… Potem mieli długą przerwę, wiem, że po jakichś 3 latach postanowili się znowu starać… I nic… Nie pytaliśmy, nie wnikaliśmy – nie było tematu… Kiedyś (na początku tego roku) wyrwało im się, że oni to już raczej pożegnali się z nadzieją… Smutne…
    No i wczoraj – mój mąż dzwoni do nich, zeby potwierdzić przyjazd… Umawiamy się do zaprzyjaźnionej knajpy na wieczór i – ona nie pójdzie – bo jest w ciąży!!!
    Boze, przecież to powinna być taka cudowna wiadomość!!! Sześć – a może więcej – lat niepowodzeń, strata nadziei – i nagle coś takiego! I ja naprawdę cieszę się z tego niezmiernie, życzę im obojgu wszystkiego co najlepsze!
    Ale na litość boską, jak ja sobie tam poradzę??? Nie mogę patrzeć na nic, co ma jakikolwiek związek z dziećmi – reklamy, produkty w sklepie, ubranka, wózki na ulicy… Ten weekend to miało być takie zapomnienie, oderwanie sie, trochę szaleństwa i włóczenia po klubach. I trafię w sam środek wielkiego ciążowego szczęścia! No i co? Nie jechać? Zaskorupić się i zgorzknieć? Wstrętna jędzowata baba, która ma za złe innym ich szczęście? To nieprada, nie mam nic nikomu za złe – ale jak to wyglada z zewnątrz? Własnie tak! Dlaczego takie rzeczy zdarzają się zawsze nie w porę? Dlaczego nie mogę sie z nimi cieszyć ch szczęściem? Ta wiadomość to jak kopanie leżącego… Chociaż wiem z drugiej strony, ze powinno mi to dać nadzieję – im się udało, wiec może i u mnie nie wszystko stracone… Tylko, że rany zbyt świeże, bolą przy każdym muśnięciu… Właśnie teraz mieliśmy wszystkim powiedzieć… I już nie mamy o czym…
    Musiałam to z siebie wywalić. Mam do siebie pretensję o taką reakcję…
    A na dokładkę – okazało sie, że koleżanka – dosć bliska – która niedawno wyszła za mąż i za cholerę nie chciała mieć jeszcze dzieci – jest w ciąży! I wcale sie z tego nie cieszy – jest wsciekła, bo jej to krzyżuje plany… A najbardziej się przejmuje tym, ze znajomi ją potępią, bo teraz to się najpierw robi karierę zawodową, a potem ewentualnie myśli o dzieciach… A ona tak zaraz po studiach… Cholera mnie bierze, jak tego słucham… Ci co chcą – nie mogą, ci co nie chcą mają w nadmiarze… Wszystko na odwrót. Nawet dobre wiadomości nigdy nie przychodzą w porę – tylko jeszcze dobijają!
    Jak zaczynaliśmy myśleć o dzidzi, to marzyłam o tym, zeby jakaś blismka koleżanka była w ciąży albo,żeby się chciała starać o dziecko… To nie – wtedy nic – a teraz? Jak z rękawa, jedna za drugą. Aha, jeszcze bratu mojej najbliższej przyjaciółki urodziła się córeczka – też już nie miał nadziei na dizecko… No i zachwycałam się wczoraj zdjęciami maleństwa, cóż mi pozostaje… (oni nie wiedzą…)
    No, to tyle, przepraszam za te wywnętrzenia, ale właściwie dokąd z nimi jak nie tutaj?
    Agata

    #433963

    k8-77

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    wiesz, mysle, ze zdarza sie to wielu dziewczynom. ja tez to przeszlam: stracilam ciaze, przez nastepne 2 lata nic sie nie udawalo, a tu nagle wiadomosci ta zaciezyla, tamta. idziesz do sklepu a tam same ciezarne, usmiechniete matki.
    mysle, ze to jest na zasadzie ogromnego wyczulenia zmyslow. ja plakalam widzac kobiete w ciazy, serio. maz nie chcial chodzic ze mna do sklepu. a nie daj boze IKEA. tam to juz same ciezarne.
    patrze teraz na to zperspektywy czasu i doswiadczen. udalo mi sie zajsc w ciaze, ktora – odpukac – rozwija sie prawidlowo. ale tamto przejscie zmienilo mnie o tyle, ze nie wykrzyczalam calemu swiatu i kazdej napotkanej kobiecie, ze jestem szczesliwa. bo wlasnie mysle sobie, ze yc moze ktos jest po stracie i to go boli.
    my z mezem rowniez nie powiedzielismy znajomym o naszej stracie. i moze to byl blad. bo nie chodzi o to, zeby znajomi plakali razem z wami nie mogac cieszyc sie swoim szczesciem. chodzi tylko o to, ze nieswiadomie bardzo cie rania. a moze gdyby wiedziel to zmienila by sie ta sytuacja? oni pohamowali by odrobine euforie, nie zadawali serdecznych pytan w stylu: no a co z wami? teraz na was kole! a ty moze tez poczulabys sie lepiej nie noszac w sobie tej tragicznej tajemnicy?
    trzymam kciuki za ciebie, zycze jednak wiary w to, ze moze byc lepiej
    pozdrawiam cieplo
    k8 i …?



    #433964

    aggulka

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    Ciągle sobie powtarzam, że trzeba wierzyć… Tylko czasem nie mam siły.
    Ci ludzie wiedzą o pierwszym razie i pewnie nie będą o nic pytać, tym bardziej, że sami najlepiej wiedzą, jak to boli… Ale może własnie dlatego, mogłabym pogadać z nią o tym… Ona zrozumie. Bo poza tym nie mam nikogo poza moim mężem, z kim mogłabym otwarcie porozmawiać… A jego nie chcę cały czas tym zadręczać, bo też nie radzi sobie z tym najlepiej… Więc na ogół milczę…
    No tak, zebrało mi się dziś na smutki… A tak miało być fajnie – wyjazd, dawno nie widziane miejsca, znajomi, wspomnienia beztroskich czasów… eeech.
    Dzięki za miłe słowa, Agata

    #433965

    abe

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    Jak ja poroniłam też nikomu o tym nie chciałam mowić, wiedział tylko mąż. Gryzłam to w sobie, jednocześnie bardzo potrzebowałam komus się wyżalić. Wreszcie umówiłam się z przyjaciółką na kawę i wypłakałam się. Ona tez się stara o dziecko. Wczoraj powiedziała mi „boje sie co jak Ci powiem jak okaże się ze jestem w ciązy”. No i pomyślałam sobie że nie moge jej zazdrościć, po tym jak mnie pocieszała, że to nie byłoby fair wobec niej, że napewno kiedyś się uda. Ale to tylko wobec niej mam takie uczucia, bo jednak kłuje mnie jak widzę kobiete w ciązy. Mam na swieta jechac do tesciów a tam roczne dziecko, rodzice młodzi, wpadli, nie doceniają tego co maja, ciągle małego podrzucaja do teściów. Ciężko będzie i nie wesoło…:((

    #433966

    marti1

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    Aga,

    No to dosłownie jakbym siebie czytała!!! Ja mam ten sam problem…koleżankę w ciąży…która ma termin tylko kilka tygodni po mnie…wykręciłam się z zaproszenia do nich tydzień temu a teraz jest kolejna impreza w piątek na której mają być i nie wiem czy iść!!! Czuję się jak podła jędza ale normalnie się boję, że rozrycze się na środku jak ją zobaczę ze słodkim brzuszkiem!!!

    Nie wiem co robić i czuje się źle i nie mam komu o tym powiedzieć bo nie sądzę, że ktoś zrozumie także naprawdę wiem co czujesz teraz i nawet nie wiem co CI poradzić…to chyba zależy od charakteru….

    Na pewno podejmiesz trafną decyzję a nawet jak nie to bądź silna…
    Trzymam kciuki,

    Marti z aniołkiem i wielką nadzieją

    #433967

    anita200

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    Agatko,
    nie jedż do koleżanki…myślę,że się jakoś wykręcisz..ten wyjazd nie będzie dla Was odpoczynkiem tylko wspomnieniem ostatnich złych przeżyć, a nie o to chodziło.Macie wypocząć i oderwać sie od ciążowych i dzieciowych spraw, tak więc uważam że w takiej sytuacji zmień plany.Ja bym nie potrafiła pojechać…



    #433968

    aroszka

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    Moja najbliższa przyjaciółka jest w ciąży..
    i to ja ją namawiałam, trzymałam kciuki-chciałam żebyśmy razem chodziły z brzucholkami i wózeczkami…
    Zaszła 1,5 miesiąca po mnie
    i tylko przez pierwsze chyba 8 jej tygodni cieszyłyśmy się razem
    A teraz…………
    teraz nie umiem zacząć z nią tego tematu i myślę że ona też się boi
    w sms-ach omijamy temat ciąża, jeszcze nie rozmawiałyśmy na żywo ani telefonicznie
    i właśnie dlatego że jest moją przyjaciółką drżę z niepokoju, że coś by mogło się jej przytrafić-nie zniosłabym tego jakby coś złego się wydarzyło
    ale boję się na samą myśl że przyjedzie do mnie w końcu i że będę płakać, i płakać i będzie mi smutno i nie będę potrafiła odgonić czarnych myśli
    narazie tylko mówimy „tęsknie za Tobą chciałabym Cię zobaczyć” ale nic więcej – nie ustalamy terminu spotkania.
    Kurcze wiem że mnie rozumie i że to nie zniszczy naszej przyjaźni.
    Nie umiem poradzić-myślę że jakbym miała zaplanowane wcześniej to spotkanie to pewno bym pojechała-zresztą zależy od relacji między Wami, i od Twojego nastroju…
    Trzymaj się i ściskam bardzo

    Agnieszka

    #433969

    aggulka

    Jadę!

    Nie dam się! Jeżeli nie pojadę, jeżeli schowam głowę w piasek – to będzie początek końca, będzie coraz trudniej stawić czoła „normalności”. Nie chcę się chować, nie będę uciekać. To nic nie da. Kobiety nie przestaną zachodzic w ciążę i rodzić dzieci – prawda? Ludzie nie przestaną być szczęsliwi… A ja nie chcę się nagle ocknąć na bocznym torze. To moi przyjaciele, może ostatni jakich mam… Oni czekali latami na to szczęscie – kto ma ich lepiej zrozumieć niż ja – my…? I kto mnie lepiej zrozumie niż oni?
    Dziękuję Wam za wsparcie!
    Agata

    #433970

    aroszka

    Re: Jadę!

    Dzielna Dziewczyna!

    Agnieszka

    #433971

    aniusia

    Re: Jadę!

    Masz rację, to nic nie da jak będziesz uciekała od każdej sytuacji. Ja na początku nie mówiłam nikomu ze jestem w ciąży, ale kiedy trafiłam do szpitala na podtrzymanie, nagle wszyscy znajomi czegoś pptrzebowali-i nie udało się ukryć, z jakiego tam jestem powodu. Przez 2 tyg. po zabiegu spotykałam się jedynie tylko z 2 dziewczynami, ktore także straciły maleństwa- właśnie one potrafiły nawet bez słów wiedzieć co czuję. Twoja koleżanka przeżyła ogromne cierpienie i ona napewno cię zrozumie. Powinaś pojechać i jej powiedzieć, aby niebyło jakiejś niejasnej sytuacji,ze coś powie nietaktownego, albo ty zle zareagujesz.Wszystko jest możliwe, bo to przecież gra hormonów i emocji. O tym trzeba mówić,



    #433972

    marti1

    Re: Jadę!

    Aga,

    Baaardzo podziwiam CIę za odwagę..mam nadzieję, że niebawem uda mi się wziąć z CIebie przykład!

    Buziak,

    Marti z aniołkiem i wielką nadzieją

    #433973

    martys

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    Cześć Aguś to ja Marta 🙂
    Mam juz wynik histopatologiczny, posłałam mojego Michała…ale juz przez telefon babka powiedziała mi że jest ok.



    #433974

    martys

    Re: Jadę!

    Ja od początku rzuciłam się na głeboką wode. A na złość sobie patrze i widzę i ciągle mnie „prześladują” kobiety w ciąży i z małymi dzieciątkami i uważam ,że to dobrze. Na poczatku bolało, ale juz przywykłam i czekam na swoje szczęście:) I nie przebywam zbyt długo na forum poronienia raczej na pogaduchach ciężarówek:) To mnie nastraja pozytywnie. Nie chce rozpamiętywać mojego poronienia. Stało się, nic nie mogłam zrobić, widocznie tak musiało być.

    #433975

    aggulka

    Hej!

    Witaj!!!
    Właśnie wróciliśmy po weekendzie do domu. Jeszcze dochodzę do siebie Ale warto było pojechać!
    Cieszę sie, że Twoje wyniki są w porządku. Ja też sama nie poszłam po wynik badania 🙂 Marcin odbierał… Też ok!
    Buziaki, Agata

    #433976

    aniusia

    Re: Kpiny losu… No i co ja mam zrobić?

    I jak udal się weekend u znajomych, którego tak sie bałaś? Udało Ci się stawić czoła? Powiedziałaś koleżance o tym co się zdarzyło?
    Czekam na kilka słów o twoim samopoczucie wkontekście tego zdarzenia.
    Ania

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close