Krysia od aniołków

Postów wyświetlanych: 4 - od 1 do 4 (wszystkich: 4)
  • Autor
    Wpisy
  • #31869

    vievioorka

    Wczoraj miałam niezłego doła po tym jak okazało się moje pęcherzyki nic nie urosły.
    Przeryczałam prawie cały wieczór. Dopiero mój kochany, cierpliwy mąż ( Boże, jak on ze mną wytrzymuje ?) mnie pocieszył stwierdzeniem, że i tak się nie mamy najgorzej. Są tacy, którzy przeżyli jeszcze więcej a jednak się nie załamali.
    To fakt, wtedy przypomniała mi się historia mojej dalekiej kuzynki Krysi ( przez wiele lat myślałam że ona jest moją ciotkę, to ze względu na dużą różnicę wieku -ok. 20 lat)

    Cała historia Krysi zaczęła się prawie 30 lat temu, kiedy Krysia wyszła za mąż. Od samego początku starali się z mężem o dziecko. Owszem, Krysia zachodziła w ciążę, ale żadnej nie potrafiła donosić. Dzieci taciła różnie, w 7 tyg, 12 tyg, 15 .
    Przez 10 lat małżeństwa była w ciąży kilkanaście razy!!!!!!
    Niestety nie udało jej się urodzić żadnego dziecka. W końcu lekarze powiedziali im że to nie ma najmniejszego sensu, ona nigdy nie donosi ciąży. Mają sobie wybić z głowy dziecko.
    Bardzo to przeżyli.
    W końcu postanowili adoptować dziecko
    I tak w styczniu 1984 roku w ich domu zawitała maleńka, bo zaledwie kilkudniowa dziewczynka. Dali jej na imię Karolinka.
    Po tym Krysia wyraźnie odżyła. Miała swoją maleńką, tak wyczekaną kruszynkę. Karolinka stała się całym jej światem. Krysia przestała tęsknić za biologicznym dzieckiem.

    Kiedy Karolinka miała około pół roczku okazało się że Krysia jest znowu w ciąży.
    Od samego początku nie miała żadnych złudzeń. Pamiętała co mówili lekarze. Wiele czasu spędziła w szpitalu, nie będę mówić że było lekko bo to nie byłaby prawda, ale wydarzył się cud…
    W miesiąc po pierwszych urodzinach Karolinki, w lutym 1985 roku na świat przyszła…. Marta.
    Lekarze powiedzieli że gdyby nie było Karoliny pewnie nigdy nie byłoby też Marty.

    Nieraz się zastanawiałam patrząc na Krysię jaka ona musiała być silna, że to wszystko przetrwała.
    Nie wiem czy to pocieszy którąkolwiek z was, ale kiedy ja sobie przypominam Krysię to wtedy na nowo wstępuje we mnie wiara że się uda.
    Cuda się zdarzają, tylko trzeba się grzecznie w kolejce ustawić i odczekać swoje. Na każdą z nas w końcu przyjdzie kolej, co nie dziewczynki?? Tylko czasem ta niecierpliwość…

    rrenya

    #420599

    agustek

    Re: Krysia od aniołków

    Powiem Wam, ze ja starałam się 10 m-cy o dziecko – może to mało, nie wiem… Pamiętacie mnie przecież… Też się załamywałam, ale po raz któryś z kolei udało sie i jestem w ciąży.
    Teraz, gdy mogę spokojnie ocenić całą sytuację, to stwierdzę jedno najważniejsze zdanie- nie mogłam zajsć w ciążę z powodu tego, że za bardzo tego chciałam, liczyłam, mierzyłam, płakałam, załamywałam się. Gdybym sobie odpuściła, to pewnie moje dziecko byłoby już na swiecie.
    Wiem, że łatwo się mówi, ale robilismy z mężem badania i wszystko wskazywało na to, ze dzieci mieć możemy, a tu nadal nic. To była blokada, jakaś dziwna blokada. Kiedyś moje cykle były równo 29 dniowe, a potem, po tych 10 miesiącach starań stały się nagle 32, a nawet 36 dniowe!!!!! Owulacja ode mnie uciekała!!!
    Przykładem o wiele bardziej pokazowym, jest moja kuzynka, która obecnie ma 32 lata. Od 8 lat starali się o dziecko, byli oboje zdrowi, ale nic i nic. Nawet lekarze rozkładali rece.
    W pewnym momencie zaczęło się miedzy nimi źle układać, moja kuzynka postawiła wszystko na pracę, znalazła na prawdę swietną, jak na jej wykształcenie, poszła do szkoły, zaczęła robić prawo jazdy. Po prostu miała dosyć pasożytniczego i olewackiego trybu życia swego męża. I pewnego dnia musiała udać się do onkologa, bo piersi ją potwornie bolały… Nie przypuszczała nawet, że to ciąża.
    Teraz od czerwca 2003 roku jest z Nimi Karolinka, która uratowała ich związek…
    Gdyby nie to wszystko, zapewne moja kuzynka dziś byłaby sama.
    Myślę, że nie ma co myśleć, strasznie chcieć, jeśli jest się zdrowym, jeśli badania nic nie wykazują, a tym bardziej, jak się żadnych badań nie przebyło!!!
    Powoduje to jakieś dziwne zatrzymanie się lub poprzesuwanie płodności. Wiem to z autopsji.
    Nie chcę tu broń Boże nikogo umoralniać, ale na prawdę pamiętam do niedawna sama to, co czułam, nie mogac zajść w ciążę. Moja ciąża jest cały czas zagrożona, ale żyję nadzieją i wiem, że dziecko urodzi się zdrowe, duże i kochane.
    Życzę Wam, dziewczynki, żeby każda z Was mogła doświadczyć narodzin swojej Kruszynki i potem wychowywać ją całe życie.
    Pozdrawiam!!!

    Aga z marcowym dzieciątkiem (29 marca 2004)



    #420600

    sonik

    Re: Krysia od aniołków

    Moja mama tez ma taka kolezanke. Ponad 10 lat starali sie z mezem o dziecko. Tylko ze ona wcale nie zachodzila w ciaze. Najpierw proby naturalne, potem stymulacje, w koncu kilka prob in vitro. Tyle czasu, bolu, nadziei,` pieniedzy i nic…na szczescie bardzo dobrze im sie powodzi i mogli sobie na to pozwolic. Kiedy juz sie pogodzili z tym ze beda mogli miec dziecka…ona zaczela miec problemy z tarczyca. Dostala jakies hormony. zatrzymala jej sie miesiaczka…byla przerazona, ze jakis kolejne swinstwo jej sie przyplatalo. Ale okazalo sie, ze jest w ciazy. I teraz maja 5 letnia Julcie. I sa najszczesliwsi na swiecie…
    te historie rzeczywiscie podnosza na duchu…ale jak sie pomysli, ze trzeba by bylo czekac 10 lat…brrrr

    #420601

    jjjjjjjjjj

    Re: Krysia od aniołków

    też znam kilka takich przypadków, poprostu tak musi być nasz organizm w pewnym momencie naszego życia wkońcu dostraja się do zajścia w ciążę. J znam kobietę która miała NIGDY NIE MIEĆ DZIECI I JUŻ Z TYM SIE POGODZIŁA( ADOPTOWAŁA ŚLICZNĄ DZIEWCZYNKĘ),a tu los spłatał prześlicznego figla w wieku 39 lat urodziła synka:::::)))))))))

    JOVI_(przerwa do stycznia )
    w styczniu napewno się uda!!!!!!

Postów wyświetlanych: 4 - od 1 do 4 (wszystkich: 4)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close