>>>MAJOWIĄTKA 2009 – DEBIUT<<<

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 4,742)
  • Autor
    Wpisy
  • #99787

    lilusia

    No to zapraszam Kochane do rozważań o naszych słodkich maleństwach !!!
    Aż się wierzyć nie chce, że niedawno testowałyśmy, tyle obaw miałyśmy….poznawałyśmy się, coraz bardziej lubiłyśmy (przynajmniej ja ze swojej strony :))….
    teraz tulimy swoje dzieciątka 🙂

    Zatem gadu gadu Kochane 🙂

    #2559645

    jaewa

    No to pozwólcie, że w imieniu Majówek 2008 powitam Was serdecznie w tym dziale życząc zdrowia dla Was i Maluszków oraz samych słonecznych dni w szczęściu.
    Czas tak szybko pędzi!- dopiero nasze szkraby się pojawiały, a już prawie wszystkie skończyły roczek 🙂



    #2559646

    olcia

    No to i ja się zgłaszam na nowym majówkowym wątku 🙂
    Ufff… właśnie przebrnęłam przez wszystkie zaległości w czytaniu, a przez półtora miesiąca się tego nazbierało że hoho… Rozgadałyście się na końcówce, nie powiem 😉
    <O:p
    Wracając do poprzedniego wątku na "oczekujących" czytałam, czytałam… i kilka razy leciały mi łezki po policzkach. Opisy Waszych porodów, pierwsze doświadczenia z maluszkami, no i te cudowne zdjęcia – po prostu mnie rozklejały… Troszkę mi się przykro zrobiło, że nie mogłam byc wtedy z Wami… W ogóle brak dostępu do netu to masakra – ale na szczęście moge już serfować na ile mi tylko czas pozwoli ;)<O:p</O:p
    <O:p</O:p

    c.d.n. bo właśnie Niunia się obudziła na cyca…

    #2559647

    mrowka82

    A to mój synuś ukochany:) – Mateuszek:)

    #2559648

    olcia

    Zanim zacznę z Wami gadu-gadu, to może napiszę pare słów jak to u mnie było…

    Do końca kwietnia musieliśmy się wyprowadzić ze sprzedanego mieszkania. Pakowanie rzeczy w kartony, kombinowanie z przeprowadzką – wszystko było na mojej głowie, no oprócz dźwigania 😉 Co dzień się modliłam, żeby Domi wytrzymała jeszcze w brzuszku, jeszcze troszkę… Byleby w większości ogarnąć to wszystko. I z brzuchem wielkości piłki lekarskiej biegałam po spółdzielniach, notariuszach, skrabówkach itp, ale udało się.

    28 kwietnia podpisywalismy u notariusza akt sprzedaży, i wtedy się śmiałam z męzem – teraz może się już dziac co chce. No i Dominika widocznie musiała nas podsłuchać, bo w nocy 28/29 kwietnia około 3 po którejś z kolei wizycie w ubikacji stwierdziłam w śluzie czerwone niteczki z krwią. Skurcze miałam juz od kilku dni, ale tej nocy były zdecydowanie silniejsze. Mąż jechał na 7.00 do pracy i chciałam się z nim zabrać przy okazji, ale stwierdziłam że poczekam na rozwój akcji w domku.

    Około 8.30 skurcze były na tyle bolesne i regularne (co 6 min.), że obudziłam teścia z pytaniem, czy nie zawiózłby mnie na porodówkę. On cały w strach czy mu nie urodzę po drodze, pruł do Lęborka że chyba wszystkie przepisy łamał. Z Łeby to ok. 30km.

    Po przyjeździe do szpitala okazało się, że 3cm rozwarcia i że nie pójdzie tak szybko. Ktg wykazało skurcze co 5 min, ale zrobiły się mniej regularne. Lekarz który mnie przyjął, stwierdził że przyspieszymy akcję przebijając pęcherz płodowy. No to ja do tescia, że jednak mnie zostawiaja i będę rodzić, do męża tel. że to niebawem. Płacz do sluchawki, czy jednak nie dałby zrobić czegoś, by byc tam ze mną w tej chwili. Niestety nie mógł – taka praca 🙁 Zadzwoniłam po moją umówioną położną, w międzyczasie sporo chodziłam żeby przyspieszyć poród. Bolało coraz bardziej…

    Kolejny lekarz i znowu badanie, rozwarcie na 5-6 palców po godzinie. Każą się kłaść na łóżko, lekarz przebija pęcherz, czuję ciepło… Okazuje się że wody są zielonkawe i cały poród spędzę w pozycji leżącej, podłączona pod ktg. Masakra, tego sie nie spodziewałam, a krzyż bolał jak cholera. Połozna jeszcze nie dojechała, a boli coraz bardziej.

    Jest połozna – pani B. która również odbierała poród mojego Adaśka. Rozwarcie na 7cm. Skurcze zaczynaja być nie do wytrzymania, sczególnie gdy trzeba leżeć. B. pozwala mi wstać do łazienki, potem próbuję trochę na stojąco przy łóżku, ale jednak nie mam sił stać, więc się kładę.

    Zaczynam wyć z bólu, aaaaaaa….aaaaaaa…. Jestem w stanie błagać o cesarkę, ale wiem że w moim szpitalu to ostateczność, nie chcą robić bo szpital niby pro naturalny i statystyki im sie psuje :/

    Jestem wściekła, wykonczona, cała mokra, pytam B. ile to jeszcze potrwa. Mówi że już niedługo, że dam radę. Zaczynają się parte. Nie wiem ile ich było, ale coś koło 5. Wyszła główka, B. mówi „dotknij główkę”, dotykam. Dostaję powera i za kolejnym partym wychodzi reszta ciałka Dominisi… Słyszę płacz, sama płaczę… ze szczęścia… z ulgi że juz po wszystkim. Zawijają małą w kokon i dają mi, przytulam ją i płaczę, śmieję się i znowu płaczę… Nawet nie boli jak B. mnie zszywa. Mam w ramionach swoją ukochaną upragnioną córeczkę – to się teraz tylko liczy!

    Zawożą nas na salę, przystawiam małą do cyca. Pięknie ssie i obie zasypiamy…
    Tak jak już wiecie, ważyła 4100g i miała 58cm. Przy moim wzroście (160cm) i filigranowej figurze (sprzed ciąży ;)) to możecie sobie wyobrazić, jaki to klocuszek musiałam wypchnąć. Adaś też miał ponad 4kg, ale Domi go ciut przebiła. Taka moja natura chyba do rodzenia duzych dzieci hihi.

    No i szpital. Spędzilismy tam aż 11 dni, bo okazało się, że w posiewie moczu wyszła bakteria e-coli i Mała dostawała antybiotyk. Troszkę miałam doła, jak patrzyłam na wkłuty welflon w takiej malutkiej rączce. Potem go jeszcze przekłuwali do drugiej rączki, i do nózek, bo się robiły skrzepiki krwi i się zapychał. Wolałabym sama cierpieć, żeby Małej tak nie kłuli, ale nie było wyjścia…

    Żeby nie było za mało atrakcji to w czasie kiedy byłam w szpitalu, Adaś bardzo sie rozchorował. Była to jego pierwsza choroba w życiu, nie licząc małych przeziębień. Nic nie jadł, nie miał siły stać na nogach, wymiotował. Prawie znalazł się w szpitalu pod kroplówką. Wizyty u tzrch lekarzy. Teściowa dzielnie się nim opiekowała. Ja ryczałam w szpitalu że nic nie mogę zrobić, że nie moge go przytulić… Miałam zakaz kontaktu z nim, żeby choroba nie przeszła na Małą. Wszytko to okazło się jakimś wirusem, który rozwijał się wewnątrz organizmu. to co mąż i teściowie przeszli z Adasiem w domu, a ja telepatycznie w szpitalu, to długa historia…

    Na szczęście teraz wszyscy jesteśmy w domku, tzn już nie w swoim ale u teściów. Zamierzamy tu pomieszkac jakieś 2-3 latka. Oprócz minusów – wiadomo, są tez plusy. Teściowa gotuje, pierze, zajmuje się dużo Adasiem, więc ogólnie nie moge powiedziec że jestem zmęczona.

    Dominika też jest ogólnie spokojnym dzieckiem, zupełnie inna niż Adaś jak był mały. Owszem, kłopoty z kupkami, gazami i spaniem są dosyc częśto ostatnio, ale wszystko jest do przezycia.

    W kolejnych postach juz nie o sobie, tylko gadu-gadu z Wami….
    Ufff, ale się rozpisałam… sorki…

    A jesli ktoś miałby ochotę na fotki to zapraszam na NK bo nie mam juz dziś siły, żeby tu kombinować 🙂

    buziaczki i do usłyszenia jutro,
    dziś juz nie dam rady sklepić kolejnego posta… wybaczcie… 🙂

    Aha, i jeszcze raz chciałabym podziękować wszystkim za kciuki i gratulacje, zarówno tu na forum jak i sms-owo.

    Olcia, Adaś (02.05.2006) i Dominika (29.04.2009)

    #2559649

    olcia

    Cześć Mroweczko, śliczny twój Mateuszek, i jakie ma ładne oczka 🙂
    Zresztą rozklejają mnie wszystki zdjęcia naszych majowych maluszków… sa po prostu boskie…

    buziaki



    #2559650

    as1112

    Zamieszczone przez Lilusia
    No to zapraszam Kochane do rozważań o naszych słodkich maleństwach !!!
    Aż się wierzyć nie chce, że niedawno testowałyśmy, tyle obaw miałyśmy….poznawałyśmy się, coraz bardziej lubiłyśmy (przynajmniej ja ze swojej strony :))….
    teraz tulimy swoje dzieciątka 🙂

    Zatem gadu gadu Kochane 🙂

    Też myślałam ostatnio o tym jak to było gdy nasze szkraby siedziały jeszcze w brzuszkach, zastanawiałyśmy się jak to będzie gdy już do nas wyjdą, czy wszystko jest z nimi ok, waga, ruchy, pierwsze objawy porodu… ach… a teraz już maleństwa siedzą u naszych boków i powoli zapomina się wszystko z rozdziału pierwszego.

    A zaczęłam myśleć o tym gdyz moja mała często się wzdryga jakby ze strachu. Przypomniało mi się jak zastanawiałyśmy się nad trzepotaniem jeszcze w brzuszku – teraz juz wiem co moja mała wtedy robiła :Hyhy:

    #2559651

    as1112

    Zamieszczone przez Mrówka82
    A to mój synuś ukochany:) – Mateuszek:)

    Mały miodzio – śliczny jest i wygląda na tym zdjęciu juz tak poważnie, Fajniusi :Hura!:

    #2559652

    as1112

    Zamieszczone przez olcia_
    Zanim zacznę z Wami gadu-gadu, to może napiszę pare słów jak to u mnie było…

    Do końca kwietnia musieliśmy się wyprowadzić ze sprzedanego mieszkania. Pakowanie rzeczy w kartony, kombinowanie z przeprowadzką – wszystko było na mojej głowie, no oprócz dźwigania 😉 Co dzień się modliłam, żeby Domi wytrzymała jeszcze w brzuszku, jeszcze troszkę… Byleby w większości ogarnąć to wszystko. I z brzuchem wielkości piłki lekarskiej biegałam po spółdzielniach, notariuszach, skrabówkach itp, ale udało się.

    28 kwietnia podpisywalismy u notariusza akt sprzedaży, i wtedy się śmiałam z męzem – teraz może się już dziac co chce. No i Dominika widocznie musiała nas podsłuchać, bo w nocy 28/29 kwietnia około 3 po którejś z kolei wizycie w ubikacji stwierdziłam w śluzie czerwone niteczki z krwią. Skurcze miałam juz od kilku dni, ale tej nocy były zdecydowanie silniejsze. Mąż jechał na 7.00 do pracy i chciałam się z nim zabrać przy okazji, ale stwierdziłam że poczekam na rozwój akcji w domku.

    Około 8.30 skurcze były na tyle bolesne i regularne (co 6 min.), że obudziłam teścia z pytaniem, czy nie zawiózłby mnie na porodówkę. On cały w strach czy mu nie urodzę po drodze, pruł do Lęborka że chyba wszystkie przepisy łamał. Z Łeby to ok. 30km.

    Po przyjeździe do szpitala okazało się, że 3cm rozwarcia i że nie pójdzie tak szybko. Ktg wykazało skurcze co 5 min, ale zrobiły się mniej regularne. Lekarz który mnie przyjął, stwierdził że przyspieszymy akcję przebijając pęcherz płodowy. No to ja do tescia, że jednak mnie zostawiaja i będę rodzić, do męża tel. że to niebawem. Płacz do sluchawki, czy jednak nie dałby zrobić czegoś, by byc tam ze mną w tej chwili. Niestety nie mógł – taka praca 🙁 Zadzwoniłam po moją umówioną położną, w międzyczasie sporo chodziłam żeby przyspieszyć poród. Bolało coraz bardziej…

    Kolejny lekarz i znowu badanie, rozwarcie na 5-6 palców po godzinie. Każą się kłaść na łóżko, lekarz przebija pęcherz, czuję ciepło… Okazuje się że wody są zielonkawe i cały poród spędzę w pozycji leżącej, podłączona pod ktg. Masakra, tego sie nie spodziewałam, a krzyż bolał jak cholera. Połozna jeszcze nie dojechała, a boli coraz bardziej.

    Jest połozna – pani B. która również odbierała poród mojego Adaśka. Rozwarcie na 7cm. Skurcze zaczynaja być nie do wytrzymania, sczególnie gdy trzeba leżeć. B. pozwala mi wstać do łazienki, potem próbuję trochę na stojąco przy łóżku, ale jednak nie mam sił stać, więc się kładę.

    Zaczynam wyć z bólu, aaaaaaa….aaaaaaa…. Jestem w stanie błagać o cesarkę, ale wiem że w moim szpitalu to ostateczność, nie chcą robić bo szpital niby pro naturalny i statystyki im sie psuje :/

    Jestem wściekła, wykonczona, cała mokra, pytam B. ile to jeszcze potrwa. Mówi że już niedługo, że dam radę. Zaczynają się parte. Nie wiem ile ich było, ale coś koło 5. Wyszła główka, B. mówi „dotknij główkę”, dotykam. Dostaję powera i za kolejnym partym wychodzi reszta ciałka Dominisi… Słyszę płacz, sama płaczę… ze szczęścia… z ulgi że juz po wszystkim. Zawijają małą w kokon i dają mi, przytulam ją i płaczę, śmieję się i znowu płaczę… Nawet nie boli jak B. mnie zszywa. Mam w ramionach swoją ukochaną upragnioną córeczkę – to się teraz tylko liczy!

    Zawożą nas na salę, przystawiam małą do cyca. Pięknie ssie i obie zasypiamy…
    Tak jak już wiecie, ważyła 4100g i miała 58cm. Przy moim wzroście (160cm) i filigranowej figurze (sprzed ciąży ;)) to możecie sobie wyobrazić, jaki to klocuszek musiałam wypchnąć. Adaś też miał ponad 4kg, ale Domi go ciut przebiła. Taka moja natura chyba do rodzenia duzych dzieci hihi.

    No i szpital. Spędzilismy tam aż 11 dni, bo okazało się, że w posiewie moczu wyszła bakteria e-coli i Mała dostawała antybiotyk. Troszkę miałam doła, jak patrzyłam na wkłuty welflon w takiej malutkiej rączce. Potem go jeszcze przekłuwali do drugiej rączki, i do nózek, bo się robiły skrzepiki krwi i się zapychał. Wolałabym sama cierpieć, żeby Małej tak nie kłuli, ale nie było wyjścia…

    Żeby nie było za mało atrakcji to w czasie kiedy byłam w szpitalu, Adaś bardzo sie rozchorował. Była to jego pierwsza choroba w życiu, nie licząc małych przeziębień. Nic nie jadł, nie miał siły stać na nogach, wymiotował. Prawie znalazł się w szpitalu pod kroplówką. Wizyty u tzrch lekarzy. Teściowa dzielnie się nim opiekowała. Ja ryczałam w szpitalu że nic nie mogę zrobić, że nie moge go przytulić… Miałam zakaz kontaktu z nim, żeby choroba nie przeszła na Małą. Wszytko to okazło się jakimś wirusem, który rozwijał się wewnątrz organizmu. to co mąż i teściowie przeszli z Adasiem w domu, a ja telepatycznie w szpitalu, to długa historia…

    Na szczęście teraz wszyscy jesteśmy w domku, tzn już nie w swoim ale u teściów. Zamierzamy tu pomieszkac jakieś 2-3 latka. Oprócz minusów – wiadomo, są tez plusy. Teściowa gotuje, pierze, zajmuje się dużo Adasiem, więc ogólnie nie moge powiedziec że jestem zmęczona.

    Dominika też jest ogólnie spokojnym dzieckiem, zupełnie inna niż Adaś jak był mały. Owszem, kłopoty z kupkami, gazami i spaniem są dosyc częśto ostatnio, ale wszystko jest do przezycia.

    W kolejnych postach juz nie o sobie, tylko gadu-gadu z Wami….
    Ufff, ale się rozpisałam… sorki…

    A jesli ktoś miałby ochotę na fotki to zapraszam na NK bo nie mam juz dziś siły, żeby tu kombinować 🙂

    buziaczki i do usłyszenia jutro,
    dziś juz nie dam rady sklepić kolejnego posta… wybaczcie… 🙂

    Aha, i jeszcze raz chciałabym podziękować wszystkim za kciuki i gratulacje, zarówno tu na forum jak i sms-owo.

    Olcia, Adaś (02.05.2006) i Dominika (29.04.2009)

    O 2 w nocy wycisnęłaś ze mnie masę łez. Pięknie to opisałaś- bardzo się wzruszyłam. Szkoda, ze oprócz pięknego porodu malutka musiała być kłuta – choć to dla jej dobra, no i synuś biedactwo się namęczył – nie dość że choroba to jeszcze brak mamy – współczuję.

    Najważniejsze, ze teraz już wszyscy w komplecie, szczęśliwi a pomoc teściów na pewno się przydaje.

    Fotek nie udało mi się obejrzeć – galeria zablokowana 🙁

    #2559653

    as1112

    Zamieszczone przez Lilusia
    Dobry wieczór 🙂

    As, z tym bephantenem to mi dałaś zagwozdkę ;)…sprawdziłam…dla naszych bobo i do smarowania brodawek to jest MAŚĆ. Właśnie mi się skończyła i teraz nie pamiętałam czy to był krem czy maść. Okazuje się, że krem to jest bardziej na rany itp.
    Dla mnie bephanten to number 1, linomag jest również ok, ale nie sądziłam, że bep tak się sprawdzi.

    w temacie tego lekarza, to przychodniani tacy bywają, ale z tym podnoszeniem to norma…rzeczywiscie ma to na celu sprawdzenie siłę główki 🙂

    No właśnie- krem się raczej nie nadaje do codziennej pielęgnacji pupy dlatego zaczęlam stosować Linomag maść który akurat miałam wcześniej kupiony. Kremik natomiast wykorzystam na krostki i te suche miejsca – chyba będzie ok? Stronka, którą podałaś nie wchodzi 🙁

    Pocieszyłyście mnie z tym badaniem poprzez podnoszenie za rączki. Nie wiedziałam,ze to standard. Teraz już jestem spokojniejsza i ustąpił żal do lekarza 🙂

    No to super, ze u Was obyło się bez żółtaczki – jedno zmartwienie mniej 😉



    #2559654

    as1112

    Zamieszczone przez arabellka
    Ass no fajowy lekarz hm…ale powiem ci ze jak bylam z malym u neonantologa na kontroli to tez tak zlapala malego za raczki – mialo to na celu sprawdzenie sztywnosci karku czy cos takiego – czy glowka nie opada za bardzo – tak mowila u nas bylo ok

    no a co do szczepiuonek to my tez mamy dylemat ale w po niedzieli pojde do przychodni to sie poradze ale chyba zdecydujemy sie na skojarzona 6 w 1 i meningokoki nie wiem co z rotawirusem ech dylematy.. no nic pozdrawiam i zycze dzis spokojniejszej nocki:))

    Arabellko, do neunatologa chodzisz ze względu na przedwczesny poród? Coś mi się obiło o uszy ale nie bardzo wiem w jakim celu tam się chodzi. Może napiszesz coś na temat tych wizyt? Miałaś skierowanie? Moja też wczesniej urodzona ale nie uznan za wczesniaka więc chyba nie muszę tam chodzić?

    Dziś sporo usłyszałam na temat szczepień w przychodni ale dużo tego i nie wszystko zapamiętałam. Na szczęście obdarowano nas takze ulotkami na ten temat – poczytam lekturę i będzie trzeba się na coś zdecydować. Już widzę sprzeczki na tym tle z męzem – on twierdzi, ze wcześniej nie szczepili i było ok a teraz wymyślają i doszukuje sie skutków ubocznych – ech, szkoda gadać :Boje się:

    #2559655

    as1112

    Ależ się rozpisałam – ale taki fajny spokój w mieszkanku zapanował (mężyk i córcia śpią) no i zostało mi jakieś 30 min do kolejnego karmienia.

    Tak oto dziecko zmieniło mnie z „rannego ptaszka” w „nocnego marka” :Śmiech:

    A tak na poważnie to wyspałam się troszkę ( 21-24 :Hyhy:)- nie obejrzałam finału „You can dance” 🙁
    Mała mnie zaniepokoiła – nie obudziła się na jedzonko a w zasadzie obudziła się ale nie płakała tylko leżała sobie obok mnie i spokojnie dała mi się wyspać – coś zbyt wyrozumiała mi sie wydała i dlatego teraz ja czuwam nad nią. Tak źle tak nie dobrze – wczoraj zbyt aktywna dziś zbyt senna – nie dogodzi mi chyba nigdy. Kupki nie zrobiła od południa a póki co nie płacze, zrobiłam jej większy skos w kołysce i jak na razie nie charczy, śpi bez jęków i wykrzywień, nie odbiło jej się po jedzeniu a nie ulała – wiem że się powinnam cieszyć ale jakoś bardziej się martwię tymi skumulowanymi zmianami. Dlatego jeszcze sobie posiedzę nad nią – a co tam, w końcu się wyspałam :Hyhy:



    #2559656

    lawinia

    U mnie chyba się zaczynają nieprzespane nocki. Młody od północy strasznie stękał i prężył się. W momencie gdy zdecydowałam się wziąć go do łóżka, wszystko przeszło. Chyba wziął mnie na sposób. Nie sądziłam, że taki będzie cwany od małego. Dzisiaj też jakiś niespokojny od rana. Zauważyłam, że szybko nudzi mu się pozycja leżąca i najlepiej mu jak ma główkę wyżej w pozycji pół siedzącej. Przecież nie będę go sadzać :Strach:

    #2559657

    lawinia

    Zamieszczone przez olcia_
    Zanim zacznę z Wami gadu-gadu, to może napiszę pare słów jak to u mnie było…

    Olcia pięknie to napisałaś. Jak w ciąży byłam niewrażliwa, to teraz aż się poryczałam.:Hyhy:

    #2559658

    olcia

    Zamieszczone przez as1112
    Dziś sporo usłyszałam na temat szczepień w przychodni ale dużo tego i nie wszystko zapamiętałam. Na szczęście obdarowano nas takze ulotkami na ten temat – poczytam lekturę i będzie trzeba się na coś zdecydować. Już widzę sprzeczki na tym tle z męzem – on twierdzi, ze wcześniej nie szczepili i było ok a teraz wymyślają i doszukuje sie skutków ubocznych – ech, szkoda gadać :Boje się:

    Rzeczywiście nocny marek z Ciebie As :Fiu fiu:

    No właśnie odnośnie szczepień… na co szczepicie swoje dzieci oprócz standardowych szczepień oczywiście? I czy w ogółe szczepicie?
    Ja pytając o to dwóch pediatrów w szpitalu spotkałam się z negatywnym podejściem do nich. Twierdzą że maluszki i tak mają obniżoną odporność a po co organizm obciążać jeszcze dodatkowymi szczepieniami. Echhh, a byłam w sumie zdecydowana na pneumokoki i ewentualnie rotawirus.
    Teraz jestem w kropce i nie wiem co zrobić, a decyzję należy podjąć w zasadzie już na dniach…

    A co do mojej galerii na NK, to już ją odblokowałam dla „ciekawskich” :Hyhy:

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 4,742)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close