Mam dość Mężczyzny bez emocji…chyba się rozwiodę;(

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 90)
  • Autor
    Wpisy
  • #106121

    jersay

    Postaram się w miarę streścić.Ale błagam napiszcie mi co o tym sądzicie,bo czasami myśle że może to ja zwariowałam.
    Otóż jesteśmy małżeństwem od 10 lat ,pobraliśmy się po 1,5 mc znajomośći i wszelkie wcześniejsze problemy traktowałam jako docieranie się lub udawałam że ich nie widzę,bo istniały inne pozytywne czynniki: jak np to że mój mąż jest idealnym ojcem – poprostu idalnym…
    Za to mężem…lepiej nie mówić.
    Na początku starałam się przejąć inicjatywe bo liczyłam na to że może mu się udzieli.Pisałam romantyczne liściki,organizowałam kolacyjki ,prezenty,zapraszałam do kina i nawet striptiz robiłam…
    Efekt: żaden… o liścikach nawet nie wspominał że znalazł,jak pytałam czy mu było miło to słyszałam że „tak” ( to pyło jedyne wypowiedziane słowo), kolacje jedliśmy w milczeniu bo „no ale o czym mamy gadać,przecież jemy”, wspólne wyjścia okraszone były godzinnym narzekaniem „że dzieci mamy zostawić itp” a po seksie mogłam usłyszeć „dobranoc”.Kiedy chciałam się w nocy przytulić to albo było mu za gorąco,albo niewygodnie, kiedy chciałam pogadać że coś się z nami dzieje(dodam że na spokojnie ) to słyszałam że jest dobrze i o co mi wogóle chodzi…Przy dzieciach wiecznie słyszałam że coś robie żle, podważał moje słowa i mój autorytet,rzucał do mnie mięsem przy synu i sprawił że w taki sam sposób syn zaczął mnie traktować .Próbowałam tłumaczyć że nie może się tak zachowywać przy dzieciach,że rodzice to wspólny autorytet itp.gapił się tylko w telewizor nie zaszczycając mnie ani jednym spojrzeniem ani słowem.( jak zawsze )Jak grochem o ściane.Miliony rozmów( monologów moich) ,łez,próśb żebyśmy coś zrobili i zero reakcji.
    A mimo to trwałam.Bo może tak ma wyglądać życie ? Może to proza ? …Przecież nie zdradza,nie włóczy się i nie bije….nie licząć słów które raniły bardziej ( jak się żaliłam że będzie mi smutno przy kolejnym jegonsłużbowym wyjeździe i że ciężko mi z własną firmą i 2 dzieciaczków jak go nie ma ,to słyszałam” że tylko ty możesz byc tak zawistna i tępa żeby nie rozumieć że taką ma prace” „głupia ograniczona” „ta co powinna się leczyć „” pierd..na księżniczka” ..to wszystko było mówione z takim jadem że aż się zastanawiałam dlaczego on mnie tak nienawidzi..Kiedy go o to pytałam słyszałam że wymyślam.
    Półtora roku na wakacjach w Grecji coś we mnie pękło,kiedy zobaczyłam rodziny normalne ( dzieci bawiące się a rodzice rozmawiający ze sobą .U nas jest tak że mój mąż „ucieka w zajmowanie się i rozmowy z dziećmi,a kiedy ja się włączam do zabawy to on idzie odppocząć – taka mijanka.Ja siadam on wstaje,on się bawi z dzieciakami ja zaczynam on kończy )
    I kiedy kolejny grecki wieczór spędziłam samotnie nad książką,stwierdziłam że tak nie może być.Chce rozwodu!
    Usłyszałam że żaden śąd mi go nie da i że on dzieci nie zostawi.Kiedy się rozpłakałam powiedział że jak się nie dogadamy to możemy próbować póść na terapie i jakoś to będzie.
    Pół roku później poprosiłam go o tą współną terapie bo zmian nie było.Wyśmiał mnie…
    Tak jest do dziś a w tej chwili to obojętność została zastąpiona nienawiścią bo żremy się o wszystko.Nie śpimy już ze sobą bo po ostatnich epitetach .którymi mnie obrzucił stwierdziłam że nie zniosę nawet wspólnego łóżka a on nie protestował…
    Mój 7 letni syn ,3 mc temu stwierdził że tata mnie nie kocha bo tak się do mnie odnosi.A w jego głosie była przerażająca normalność.
    Nie chce wychować dzieci w domu bez miłości,szacunku,gdzie dwoje ludzi się mija (choć pewnie na mojego syna już zapóźno) Ale czy mam prawo zabrać dziciom ojca,którego kochają może i bardziej ode mnie….?
    Jak rozmawiać z kimś kto milczy i nie cce rozmawiać bo nie widzi problemu?
    A może to ja oszalałam i faktycznie powinnam się leczyć ,jak mawia mój mąż ?
    Przepraszam za haos i długość postu.Dziękuje wytrwałym…

    #3937166

    gevalia2006

    szczerze powiem nie wiem co mam Ci napisać, ale jedno wiem jesteś NORMALNA !
    Każda kobieta, żona oczekuje od męża szacunku, lojalności i zrozumienia, pomocy w wychowywaniu dzieci, doradzenia w razie potrzeby. Każda z nas chce normalnego domu opartego na miłości i słuchania potrzeb drugiej osoby , wzajemnych kompromisów itp….

    Z tego , co piszesz tak nie jest i mimo Twoich starań nie ma efektu, a nawet jest gorzej. Nie znam Twojego męża i nie wie jaka terapia wstrząsowa na niego by podziałała.
    Gdy bym to ja była w takiej sytuacji, to wiem jedno że gdy bym to ja wyprowadziła się z domu z dzieckiem to mój mąż by zwariował i kazał mi wrócić jak bumerang, aby porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić.
    U mnie jest odwrotnie, to ja czasami nie mam siły porozmawiać z mężem, obejrzeć filmu czy coś porobić razem i mąż zwraca mi uwagę, że tęskni za obecnością mojej osoby.
    Jak byłam z dzieckiem 5 dni w szpitalu, to przyznał mi się że po 1 dniu słyszał nasze głosy w domu, że dziwnie było jemu bez nas, brakowało mu hałasu , cisza go dobijała !
    Myślę, że jeżeli nie ma z jego strony chęci i nie wykazuje inicjatywy to ja bym chyba sobie dała spokój. Ja jestem prawie 10 lat po ślubie i nie mijam się z moim mężem. Zapytaj jego , czy jemu rodzina i Ty znudziła się, bo na dzień dzisiejszy rodziną nie jesteście tylko praktycznie obcymi osobami mieszkającymi pod jednym dachem

    NIE POZWÓL, ABY OBRZUCAŁ CIEBIE MIĘSEM I UBLIŻAŁ W OBECNOŚCI DZIECI ! taka postawa świadczy tylko o nim, on ma problem sam ze sobą !



    #3937167

    ahimsa

    Poczytaj to!

    Elżbieta: ?Kiedy pierwszy raz powiedział do mnie ? głupia cipo ?, a było to, gdy nie udawało mi się przekręcić klucza w zamku, pomyślałam, że to jakiś idiotyczny żart. Ale popatrzyłam na niego, był śmiertelnie poważny, miał pogardliwe spojrzenie i zaciętą furię na twarzy. I od tej pory poleciało. Myślałam sobie najpierw, że siedzi w nim obcy facet, który za naciśnięciem guziczka wyskakuje jak kukułka ze szwajcarskiego zegara i trzeba się po prostu nauczyć, żeby nawet przypadkiem tego guziczka nie tknąć. Ale chyba się nie nauczyłam wystarczająco, bo przynajmniej raz w tygodniu widziałam nienawistne oczy i słyszałam syk, który nieuchronnie przechodził we wrzask: ?Ty babo tępa, flejo, szmato, nie możesz wbić sobie wreszcie do kurzego móżdżka tego, co ci mówiłem tyle razy, gazetę jak składasz, idiotko, po przeczytaniu, ile listonoszowi za paczkę dałaś, klucze gdzie znowu wieszasz, jak idziemy między ludzi, to chociaż tej swojej płaskiej dechy w dekolty nie pakuj… z tłumokiem się ożeniłem, ciemna maso, prostaczko, krowo nieszczęsna ty?. Powoli do mnie dochodziło, że tego wszystkiego jednak nie wygłasza pomyłkowo wbudowany obcy program, ale mój mąż, ojciec naszych wspólnych dzieci, ktoś, kogo dopuściłam do siebie najbliżej jak można. Zawalczyłam ze względu na córki. Nie chciałam, żeby się nauczyły, że kobiecie się należy takie traktowanie. Jak się postawiłam, to się przestraszył i trochę przydusił tego chama w sobie. Teraz najwyżej patrzy wściekły albo odęty. A ja czekam na każdą dobrą okazję, żeby powiedzieć: ?Ty durniu, ile razy ci mam powtarzać, że we wtorki dziecko bierze do szkoły dres… i co się tak tępo wgapiasz w telewizor, rusz się lepiej, bo dupa ci urosła jak stodoła… nie lubisz cykorii, to nie jedz, hak ci w smak, a my akurat lubimy… lepiej nie idź z nami, bo tylko zabawę popsujesz, tego twojego nudnego ględzenia już nikt słuchać nie może, za plecami ludzie się z ciebie śmieją, ty jeden tego nie widzisz, zadufku?.

    Uwaga: niektórzy agresorzy tłumaczą swoją brutalność porywczym charakterem – „Ja już taki nerwowy jestem, ale przecież potem przeproszę, wiadomo, że tak nie myślałem… jak co gorszego palnę, to kwiaty nawet potem kupuję”. Jednak osobom nazywanym „durną suką *******oną” czy „śmierdzącym kutasem” niewiele pomaga świadomość, że współmałżonkowi tylko tak się wymyka w niekontrolowanym porywie uczuć. Narasta żal, upokorzenie, chęć odwetu wreszcie. Przychodzi moment, gdy róże ani nawet brylanty nic już nie pomogą. Często stosowane przez brutala tłumaczenie to obwinienie drugiej strony: „bo on (ona) zawsze mnie tak sprytnie potrafi sprowokować”. To prawda, że niektórzy współmałżonkowie zachowują się tak, że aż język, a nawet ręka świerzbi. Ale zwykłe prowokacje nie naruszają godności drugiej strony, nie powodują nieodwracalnych zniszczeń, zjadliwa pogarda i obelgi – tak.

    Przemoc, poniżenie, opuszczenie, nielojalność, zaniedbanie, sprzeniewierzenie – to tylko niektóre ze sposobów okaleczenia związku, tak by bliskość w nim obumierała nieuchronnie. Nawet jeśli ta destrukcja jest wyrazem bezradności i cierpienia, to głównym jej skutkiem są kolejne spalone mosty. I w jakimś momencie nie ma już możliwości spotkania. Warto o tym pamiętać, zanim desperacko lub z nawykowej bezmyślności zacznie się niszczyć drugą osobę – i siebie.

    #3937168

    jersay

    Mój mąż jakbym się spakowła i zabrała dzieci to też wydzwaniałby jak wściekły….za dziećmi.
    Wiem bo próbowałam…Ja raczej niewiele go obchodzę ale dzieci są dla niego wszystkim.

    Jak rykne że nie życze sobie takiego traktowania i oczekuje szacunku,to też jego wypowiedzi zmieniają się w zajadły syk na jakiś czas…i nienawiść oraz pogarde w oczach.
    Kiedyś po kolejnej kłótni poszłam spać do przyjaciółki( bez dzieci na jedną noc )
    Na drugi dzień ( i do tej pory – 1,5 mc ) nie spytał nawet gdzie byłam,a dodam że w tą noc zamykałam lokal z całym utargiem więc równie dobrze mogło mi się coś stać…

    #3937169

    zuzel

    Czytałam Cię już wczoraj wieczorem, ale nie wiedziałam co powiedzieć i postanowiłam przespać się z tematem.

    Zamieszczone przez Jersay
    Nie chce wychować dzieci w domu bez miłości,szacunku,gdzie dwoje ludzi się mija (choć pewnie na mojego syna już zapóźno) Ale czy mam prawo zabrać dziciom ojca,którego kochają może i bardziej ode mnie….?

    Nie masz prawa odbierać ojca. Co nie znaczy, że musicie razem mieszkać. Jeżeli dzieci mają silne więzi z ojcem, to przecież możecie dzielić się opieką nad dziećmi. Wiem że to skomplikowane i że wymaga dobrej woli obu stron, ale na pewno jest wykonalne.

    Zamieszczone przez Jersay
    Jak rozmawiać z kimś kto milczy i nie cce rozmawiać bo nie widzi problemu?

    Nie wiem, też borykam się z takim problemem.

    Zamieszczone przez Jersay
    A może to ja oszalałam i faktycznie powinnam się leczyć ,jak mawia mój mąż ?

    Nie oszalałaś.

    :Kciuki: za mądre decyzje 🙂

    #3937170

    tygryska

    To nieprawda, że Twój mąż jest mężczyzną bez emocji. On jest pełen negatywnych emocji w stosunku do Ciebie. Nie znam go osobiście ale z tego co napisałaś w jaki sposób się do Ciebie odzywa wynika jasno, że Cię nie kocha i nie szanuje. Co gorsza, takie swoje emocje wyraża przy dzieciach i, jak sama piszesz, syn już podłapał o co chodzi i może być tylko gorzej jeśli tego szybko nie zmienisz.

    Nie wiem czego oczekujesz od nas, czy chciałaś tylko wylać żale, żebyśmy Ci powspółczuły a Ty potem wrócisz do swojego dołującego życia? Czy chcesz rad co do dalszego postępowania? Cokolwiek tu nie napiszę ja lub inna forumka, to jest Twoje życie. Myślę, że w głębi duszy i serca już podjęłaś decyzję tylko brak Ci odwagi do jej wcielenia w życie.

    Ja będąc na Twoim miejscu poszukałabym wsparcia w rodzinie i znajomych, żeby przeprowadzić to, czego może bym się bała ale co zdaje się być jedynym rozwiązaniem po tylu latach obojętności a teraz nienawiści – rozwód. To nieprawda, że żaden sąd Ci go nie da. I nie musisz zabierać ojca dzieciom. On je kocha więc nadal będzie w ich życiu, nie pozwoli się z niego wykluczyć i dobrze, w końcu to jego dzieci.

    Masz tylko jedno życie. Pomyśl, czy chcesz za 10 lat usłyszeć od prawie dorosłego syna, że to wszystko Twoja wina bo nic z nim nie zrobiłaś?

    Przepraszam jeśli moje słowa brzmią może trochę ostro, nie chcę Cię urazić a jedynie pokazać jak ta sytuacja wygląda z boku. Może takie spojrzenie Ci więcej da niż litościwe gładzenie po główce?… Mam nadzieję, że tak.

    Pozdrawiam



    #3937171

    jane

    Zamieszczone przez tygryska
    .

    Masz tylko jedno życie. Pomyśl, czy chcesz za 10 lat usłyszeć od prawie dorosłego syna, że to wszystko Twoja wina bo nic z nim nie zrobiłaś?

    Podpisze sie pod tym. To wlasnie slyszy tesciowa od mojego meza, gdy narzeka na swojego. A nielekko z nim ma juz od 40-stu lat! Powinni sie byli rozwiesc dawno temu – kazdemu w tej rodzinie, a zwlaszcza im samym (tesciowej glownie) byloby z tym lepiej. Dlatego powinnas rozwazyc te ewentualnosc, jesli rzeczywiscie jest jak piszesz, ze miedzy Wami to juz tylko negatywnie i nic poza tym. To nieprawda, ze sad nie da Ci rozwodu. Poradz sie prawnika – na pewno wszystko Ci wyjasni.

    #3937172

    elza29

    Nie chcilabym aby moj syn uczyl sie od tatusia takiego traktowania kobiet. Zbierz w sobie sile i rozwiedz sie, nie odbierzesz dzieciom ojca a do tego dasz im szczesliwsza czesciej usmiechnieta, pewna siebie mame. Z tego co napisalas probowalas duzo rzeczy aby naprawic ten zwiazek, nie udalo sie wiec nie skazuj sie na zycie przy despocie ktory Cie nie szanuje. Dla dzieci lepsza jest „rozbita” ale spokojna rodzina niz awantury i sluchanie wyzywisk jakie padaja w strone mamy.

    #3937173

    jersay

    Czego oczekiwałam?
    Chyba obiektywnego spojrzenia na sprawę, paru słów ,szczerości i potwierdzenia że nie zwariowałam.
    Dzisiaj czytała to moja przyjaciółka ,która zna sprawe od podszewki.Potwierdziła mi że tylko ktoś postronny może ocenić tą sytuacje obiektywnie.

    Szczerość mnie nie przeraża, bardziej to co nieuchronne, bo dzieci są tak za nim że aż mnie serce czasami boli jak moja 2,5 letnia Hania krzyczy że ona chce do taty/z tatą i że mam sobie iść.Boje się że znienawidzą mnie moje własne dzieci…

    #3937174

    elza29

    Zamieszczone przez Jersay
    Czego oczekiwałam?
    Chyba obiektywnego spojrzenia na sprawę, paru słów ,szczerości i potwierdzenia że nie zwariowałam.
    Dzisiaj czytała to moja przyjaciółka ,która zna sprawe od podszewki.Potwierdziła mi że tylko ktoś postronny może ocenić tą sytuacje obiektywnie.

    Szczerość mnie nie przeraża, bardziej to co nieuchronne, bo dzieci są tak za nim że aż mnie serce czasami boli jak moja 2,5 letnia Hania krzyczy że ona chce do taty/z tatą i że mam sobie iść.Boje się że znienawidzą mnie moje własne dzieci…

    Ale ty rozwodem nie zrobisz krzywdy dzieciom, oczywiscie najlepiej jest gdy dzieci rozwijaja sie w pelnej rodzinie ale pod warukniem ze dziala ona prawidlowo. W domu gdzie rodzice sie kloca, wyzywaja, nie szanuja dzieci nie rozwijaja sie prawidlowo. Beda znerwicowane, dla nich takie sytuacje beda normalnoscia i przeniosa to kiedys do wlasnych domow. Corka bedzie pozwalala soba pomiatac a syn bedzie sie wyzywal na wlasnej zonie. Zostajac z nim bedziesz coraz smutniejsza, zamknieta w sobie, zflustrowana, nieszczesliwa, nerwowa a taka zona nie moze byc usmiechnieta, fajna mama. Syn jest maly a sam juz widzi ze tata nie kocha mamy wiec zrozumie sytuacje, jak nie teraz to za jakis czas pamietajac jak cie jego kochany tatus traktowal. Corka jest malutka, szybko sie przyzwyczai.:Kciuki:



    #3937175

    qr-chuck

    Zamieszczone przez Jersay

    Szczerość mnie nie przeraża, bardziej to co nieuchronne, bo dzieci są tak za nim że aż mnie serce czasami boli jak moja 2,5 letnia Hania krzyczy że ona chce do taty/z tatą i że mam sobie iść.Boje się że znienawidzą mnie moje własne dzieci…

    To pomyśl o tym inaczej:

    syn uczy się od „kochanego” Tatusia traktowania kobiet.
    Córka uczy się od „kochanego” Tatusia jak kobieta może zostać potraktowana.

    Jest bardzo prawdopodobne, że obydwoje powielą wzór rodziny (znam takie przypadki z mojej nie tak dalekiej rodziny :(…)
    Chcesz tego dla swoich dzieci?

    #3937176

    justonka

    czytałam twój post z gęsią skórką… przerażaja mnie takie sytuacje – nie mam prawa doradzać ale… ja bym chyba uciekała gdzie pieprz rośnie… dzieci są mądre i podpiszę się obiema rękami pod tym co napisała kurczak…
    dzieci są mądre bardzo mądre i wyłapuja każdą sztuczną sytuację, a rozwód jednak jest chyba najlepszym rozwiązaniem… choć na pewno bardzo bardzo trudnym…



    #3937177

    karola

    Zamieszczone przez kurczak
    To pomyśl o tym inaczej:

    syn uczy się od „kochanego” Tatusia traktowania kobiet.
    Córka uczy się od „kochanego” Tatusia jak kobieta może zostać potraktowana.

    Jest bardzo prawdopodobne, że obydwoje powielą wzór rodziny (znam takie przypadki z mojej nie tak dalekiej rodziny :(…)
    Chcesz tego dla swoich dzieci?

    Podpisuję się pod tymi słowami obiema rękoma.

    #3937178

    jersay

    Zamieszczone przez kurczak
    To pomyśl o tym inaczej:

    syn uczy się od „kochanego” Tatusia traktowania kobiet.
    Córka uczy się od „kochanego” Tatusia jak kobieta może zostać potraktowana.

    Jest bardzo prawdopodobne, że obydwoje powielą wzór rodziny (znam takie przypadki z mojej nie tak dalekiej rodziny :(…)
    Chcesz tego dla swoich dzieci?

    Ale jak narazie to momentami zachowują się tak jakbym ja im jakąś krzywde robiła,czasami nawet nie mogę ich dotknąć bo one chcą do taty( wrzask,płacz itp ) – jakby normalnie je hipnotyzował…Stąd ten mój nienormalny lęk że nie potrafię sobie nawet wyobrazić że mogłyby ze mną pójść.
    Staram się być dobrą matką,walcze o nie,poświęcam im czas a kiedy dostają” furii pod tytułem zostaw mnie chce Tatę” tłumacze im że ok,ale ja je bardzo kocham i jak będą chciały do mnie przyjść to jestem obok.
    I własnie takie sytuacje chyba paraliżują mnie przed działaniem:(…
    I wiem że mój mąż to widzi i jest pewny że nic nie zrobię…:((((

    #3937179

    kantalupa

    od zawsze powtarzam, ze nia ma wzoru na zwiazek, bo zawsze czynniki beda inne

    bardzo ci wspolczuje, bo z twojego opisu wynika, ze nie dostajesz nawet odrobiny respektu, wiecej: twoje dzieci sa argumentem przetargowym

    widze tez, ze jestes poteznie rozdarta w tym wszytskich, ze chyba jednak sa w tobie jakies uczucia wobec meza

    mysle, ze mowia przez ciebie glebokie emocje, a one nigdy nie sa najlepszym doradca, szczegolnie, ze w rownaniu waszego zwiazku sa tez dzieci

    istnieje poradnictwo dla rodzin, terapia malzenska, ale rownoczesnie jest tez prosta terapia zwiazku dla tylko jednego partnera
    mysle, ze taka terapia pozwolilaby ci poukladac wszystko w jakas sensowna calosc, znalezc jakies rozwiazanie – czy to bedzie ostateczna decyzja o rozwodzie, czy kolejna proba naprawy tego, co macie – ale to bedzie przemyslane, wsparte czymis dlugotelnim doswiadczeniem (mam na mysli doswiadczonego terapeute), dokladnie i z rozwaga zaplanowane

    jeszcze raz ci wspolczuje i polecam wsparcie kogos, kto nie bedzie kierowal sie emocjami
    trzymam kciuki!

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 90)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close