Mam juz tego dość(teściowa-długie)

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)
  • Autor
    Wpisy
  • #54384

    eli25

    Czasami mam już dość i najchętniej przeprowadziłabym się gdybym tylko mogła na księżyc. Nie wiem ale wszyscy (tj. moi rodzice i siostra) uważają że jestem jakaś nie normalna i ze wszystkiego robie problemy a teściową traktuje jak „gówno”, ale jak ja mam ją traktować normalnie kiedy ona mnie nie lubi (przynajmniej tak mi się wydaje). Nie wiem może ja wszystko wyolbrzymiam. Ocencie same krótko opisze Wam swoją historię. Kiedy zaczęliśmy spotykać się z mężem 2,5 roku temu a teściowa sie o tym dowiedziała zabroniła mężowi spotykać się ze mną. Dlaczego? Dlatego że jestem katoliczką. Mąż i jego rodzina są prawoslawni, no można wierzyć ale nie do przesady, ona zachowuje się tak że czasaami myśle sobie że jest fanatyczką religijną. Po trzech miesiącach spotykania się zamieszkaliśmy razem uspokoiła się troche ale nadal wydawało mi się że ma coś przeciwko mnie. Po roku zaręczyliśmy sie ale nie było narazie mowy o żadnym ślubie. Miesiąc po zaręczynach zaszłam w ciąże, cieszyliśmy sie z tego powodu ogromnie i zaczeliśmy zastanawiać się nad ślubem. Z mężem na początku ustaliliśmy że ślub będzie w kościele a każdy zostanie przy swojej wierze. Po jakimś czasie poszliśmy do jego rodziców z moimi rodzicami żeby ustalić coś ze ślubem i powiedzieliśmy o tym co wcześniej wymyśliliśmy. Teściowa poczerwieniała ze złości i odpaliła że absolutnie ona sie na takie coś nie zgadza że ja mam przejść do cerkwi a ślub w kościele to dla niej żaden ślub i ona nie przyjdzie. No dobra pomyślałam sobie że ślub może być w cerkwi tylko ja nie przejde. Ona oczywiście nie chciała o tym słyszeć i odpaliła że w takim raazie żadnego ślubu nie będzi a ślub cywilny to żadne rozwiązaanie a jak mi sie nie poddoba to na początku trzeba było się rozstać i posszukać sobie katolika. Rozpłakałam się rzuciłam pierścionkiem zaręczynowym i bez słowa wyszłam.Przez dwa tygodnie nie widziałam sie wcale z mężem. Potem sie jakoś pogodziliśmy ale o ślubie wcale nie rozmawialiśmy. To wszystko działo się we wrzesniu. W listpopadzie postanowiliśmy z mężem że weźmiemy ślub cywilny oczywiście bez wiedzy teściowej bo jja nie wiem co ona by zrobiła gdyby dowiedziała się o tym wcześniej. w grudniu był ślub, byliśmy tylko my z męzem i świadkowie. Teściowej o ślubie powiedzieliśmy po tygodniu oczywiście powiedziala że dla niej to żadna wiadomośc i ona wcale się z tego nie cieszy. Jeśli chodzi o męża to wcale nie jest taki święty na ślub cywilny zgoddził się dopiero jak mu obiecałam że dziecko ochrzcze w cerkwi.. Wcześniej teściowa powiedziała że jak ja dziecko ochrzcze w kościele to ona nie będzie miała wnuka!!! Pod koniec grudnia zmarła moja babcia, wiadomo żałoba więc nikt nic nie mówił na temat ślubu. Kiedy urodził się Gabryś teściowa była szczęśliwa. Dwa tygodnie po świętach wielkanocnych odbyły się chrzciny małego ale dla mnie to nie problem i ochrzciłam małego w cerkwi., pomyślałam sobie że to ja jestem matką i jak zechce to sobie pójde z małym do kościoła i nikt mi tego nie zabroni. Poniewarz mieszkamy u moich rodziców to moja mama ma Gabiego na codzieńa ona cały czas chodzi zazdrosna i wszystkim po kolei wyrywa małego z rąk. Po porodzie często do nas przychodziła a ja cały czas musiałam wysłuchiwac że ona nie tak prala nie tak prasowała nie tak składałaa ubranka nie tak kąpała małego a moja mama to już wogle wszystko robiła przy małym nie tak jak trzeba(teściowa tak uwarzała) chociaż sama wychowała dwoje dzieci. Ale nic na ten temat nie mówiłam potrzebna mi była jej pomoc bo byłam po cesarce i było mi troche ciężko. Teraz czasami przychodzi i udaje że wszystko jest w porządku i uśmiecha się robi dobrą minę do złej gry i udaje że mnie lubi chociaż wydaje mi się że wcale tak nie jest. A ja jako matka kiedy widze że ona coś źle robi przy Gabim to próbuje jej to powiedzieć np ddzisiaj chciała dać małemu soczek więc wyrwała mi małego z rąk. Patrzyłaam jak podaje mu ten soczek, mały się tylko zdenerwował bo co chwilę wyciągała mu smoczek z buzi a gdy zaczął płakać to oczywiście brzuch mu boli i nie dala mi go nawet na ręce tylko uciekła. Kiedy jej to powiedziaałam wszyscy stwierdzili że nie potrzebnie się cczepiam i robię z igły widły.Jak ja mam traktować teściową normalnie ile ja łez przez nią wylałam to normalnie nie da się tego opisać co ja dzięki niej przeżyłam Uff w końcu to z siebie wydusiłam. Dziewczyny powiedzcie mi czy ja źle robie bo wszyscy uwarzają że jestem wariatką.
    Julia i Gabryś (01.04.2004)

    Edited by Eli25 on 2004/09/28 18:35.

    #695030

    mimmi

    Re: Mam juz tego dość(teściowa-długie)

    Dla mnie w takich sytuacjach najbardziej wkurzajace jest to ze rodzice wtracaja sie do doroslych ludzi traktujac ich jak gowniarzy. U mnie przy slubie cywilnym tez byly odpowiednie komentarze. Nie przejmowalismy sie tym- w koncu to nasze zycie. Nie znosze tez jak ktos chce mnie na sile uszczesliwic poradami. Nie wiem jaki jest twoj maz, ale on powinien grac zasadnicza role w wyjasnieniu sytuacji. My z mezem ustalilismy miedzy soba jak ma byc- i pewnie gdyby ktoras ze stron powiedziala, ze nie przyjdzie- to trudno, ich sprawa. Sprobuj zaczac od meza- on powinien uswiadomic swoja matke, ze przegina.

    Aga i Michałek (17.10.03.)



    #695031

    mikrus

    Re: Mam juz tego dość(teściowa-długie)

    Moim zdaniem teściowa przegina., a co do wiary, ślubu, chrztu to rodzice powinni o tym decydować, wiem że w małżeństwach mieszanych to duży problem ( a zwłaszcza na terenie w którym mieszasz/my). Moim zdaniem najwazniejsze jest to abyście razem podejmowali decyzje i byli konsekwentni w swoich postanowieniach, a wtedy teściowa da sobie spokój.

    Trzymaj się.

    #695032

    fr-ania

    Re: Mam juz tego dość(teściowa-długie)

    Sama mam problem z teściową i niewiele mogę niestety poradzić. Może założymy jakiś klub przeciwniczek teściowych? A tak na serio: w jedności siła oboje z mężem konsekwentnie upierajcie się przy swoich racjach. To wasze życie, dziecko, wiara i wasze decyzje. Nie teściowej ani kogokolwiek innego.
    Życzę powodzenia i pozdrawiam.

    Ania i Szymek (21.07)

    #695033

    mmu

    Re: Mam juz tego dość(teściowa-długie)

    Julio,czy Ty jestes z Podlasia? Ja mieszkam w B-stoku, ale pochodze z W-wy i jak tu przyjechalam, to uderzyła mnie skala tego problemu. Tu katolicy i prawoslawni zbytnio sie nie lubia, szczegolnie starsze pokolenia. Zamiast zajac sie soba i zyc wedlug przykazan tocza wojny ideologiczne.A najgorsze sa takie baby jak Twoja teściowa. W cerkwi to pewnie modli się godzinami, ale w prawdziwym życiu postępuje jak ostatnia świnia!
    Według mnie powinnaś przede wszystkim porozmawiać o tym z mężem i powiedzieć, że nie tolerujesz jej zachowania. To w końcu jego matka, niech sobie z nią gada. A jak teściowa będzie trzymała maluszka i on zacznie płakać, to powiedz jej, że się pewnie „mamy” przestraszył i kategorycznie poproś o oddanie. A jak jej się tak bardzo małe dzieci podobają, to niech sobie jeszcze jedno urodzi (ha,ha,ha)!

    Gosia i Hania (20.05.2004)

    #695034

    eli25

    Re: Mam juz tego dość(teściowa-długie)

    Tak jestem z Podlasia. A moja teściowa to fanatyczka religijna. W niedziele dwa razy do cerkwi leci rano i wieczorem i cały czas opowiada jak to gdzieś tam jeździla do cerkwi, potrafi nawet 200 km przejechać żeby się pomodlić a baciuszka to ideał. Mam dużo koleżanek prawosławnych ale nie zachowują się tak jak ona i jej rodzina.U niej wiara jest na pokaz. Kilka razy prosiłam męża żeby z nią porozmawiał ale on mówi żebym ja sama porozmawiała.

    Julia i Gabryś (01.04.2004)



    #695035

    maduxia

    Re: Mam juz tego dość(teściowa-długie)

    Wspólczuję Ci bardzo. Ja też miałam wiele razy problemy z teściową, ale muszę przyznać, że kiedyś było gorzej niż obecnie. Oczywiście jestem po twojej stronie, bo sama wiem jak te wiedżmy 😉 potrafią człowiekowi zależć za skórę. Wcale nie przesadzasz, postępujesz słusznie i Twoje reakcje na zagrywki teściowej są jak najbardziej normalne. Szkoda tylko, że nie masz w sytuacjach konfliktowych większego wsparcia w mężu, może powinnaś o tym z nim porozmawiać?

    U mnie konflikty nie występowały na tle wiary, bo moja t. wcale do kościoła nie chodzi ale uważała nasz ślub kościelny i chrzciny Antosia za coś oczywistego. Nie mogłam i nadal często nie mogę się z nią dogadać, bo jest osobą, która ciągle kłamie, zmyśla i fantazjuje, żeby zaimponować innym, pokazać jaka jest wspaniała itd. Moja reakcja była taka jak Twoja, moi rodzice uważali, że przesadzam, że powinnam dać spokój, ale ja PO PROSTU NIE MOGĘ! Jak mam normalnie rozmawiać z osobą, która na każdym kroku mnie okłamuje?
    Jest hipochondryczką jakich mało, ma wszystkie choroby świata a zwłaszcza te, na które cierpi jej rozmówca. Zaznaczm, że jest osobą bardzo młodą (urodziła Maćka jak miała 17 lat a oboje jesteśmy rocznik ’76, więc nie ma jeszcze pięćdziesiątki). Jej kłamstwa dotyczą wszystkiego: rozbiła samochód na parkingu, bo nie zauważyła latarnii a mówi, że to ktoś ją puknął, Kupuje za dwie dychy bluzkę na stadionie a opowiada, że dostała z Włoch, pojechała do manicurzystki a twierdzi, że była w szpitalu na gastroskopii i nie może mówić, bo wkładali jej do gardła rurę; podobno ma zabieg wycinania guza z piersi (!) a w tym czasie widzę ją na zakupach w centrum handlowym…
    Ktoś powie, że to nic takiego, ale wyobraż sobie, że ja się naprawdę przejełam tą gastroskopią no i oczywiście tym guzem, przecież to nie żarty, a tu się okazuje, że mi kłamie w żywe oczy!!! Po co???
    Tak jest ciągle: twierdzi, że zna angielski, a potrafi powiedzieć tylko ‚Hello’, skończyła podobno dwa kursy komputerowe, a zna się tyle, co moja babcia; kupuje za ciężkie pieniądze cyfrówkę a mi mówi, że wygrała konkurs fotograficzny na zdjęcie z wakacji i to jest główna nagroda!
    Nie mogę z nia szczerze porozmawiać bo ona powie prawdę jak się pomyli (tak mówią o niej jej syn a mój mąż, jej teść, córka i wielu znajomych-to dopiero horror), myślałam, że uda mi się jakoś z nią dogadać, ale to jest po prostu nierealne. Jestem głupia, bo nie kłamię i z góry zakładam, że wszyscy też mówią prawdę (po jaką cholerę kłamać, że się nosi rozmiar 36 jak widać, że to co najmniej 42-moja t. tak mówi) już nie raz się nabrałam jak ta kretynka, a jak kłamstwo wyjdzie na jaw to ona oczywiście się wypiera i dowodzi, że to ja żle zrozumiałam. No i kto wychodzi na idiotkę?
    Ale się rozpisałam, normalnie mnie poniosło jak sobie o tym wszystkim przypomniałam! Ech, trzymaj się, dziewczyno, i jak trzeba to walcz o swoje, ja tak robię choć w moim przypadku to walka z wiatrakami.

    Antoś (24.11.2003) i mama

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close