Matka po stracie na porodówce

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)
  • Autor
    Wpisy
  • #101679

    inka

    Obejrzałam dzisiaj program „Na celowniku” o matkach takich jak ja. Poruszono w tym programie bardzo ważną kwestię, czyli jak traktuje się w wielu szpitalach matki, które utraciły swoje dzieci. Okazuje się, że personel szpitalny kompletnie nie radzi sobie z kwestią śmierci dziecka. Matki często pozostawia się same z ich bólem, który niejednokrotnie jest zwielokrotniony, kiedy trzeba się z nim zmierzyć w otoczeniu szczęśliwych mam, tulących swoje zdrowe pociechy. Ja miałam szczęście, bo położono mnie na sali gdzie nie było innych matek, ale na sali obok leżały kobiety po cesarkach. Zatykałam uszy i wyłam jak zwierze, kiedy dochodził z tej sali płacz noworodków i pieszczotliwe słowa radosnych mam. Nikt nie zapytał czy chcę zobaczyć Synka, a określenie ” pacjentka od noworodka z wielowadziem” powodowało, że miałam wrażenie, iż nie jestem kobietą, która właśnie urodziła, tylko jakimś dziwolągiem, a mój Synek jest tylko medycznie ciekawym przypadkiem. Słowo „przykro mi” usłyszałam jedynie od salowej.
    Czy jest szansa, że to kiedyś się zmieni? Przecież takie matki jak ja zawsze będą na polskich porodówkach…

    #2977364

    olusia

    Ja jak rodziłam Remika, miałam odobną salę na oddziale ginekologiczno-położniczym. Sala była 2-osobowa. Po porodzie znów położyli mnie na tej samej sali. Dopiero w nocy przywieźli mi dziewczynę w 3 mies ciąży z okropnymi wymiotami. Personel był bardzo miły (ale tylko ten, który był ze mną od przyjęcia do szpitala do porodu). Ordynator ustalił taki personel. Jak urodziłam to przyszła dopiero druga zmiana (czyli dyżur mieli 26 godzinny). I z tej drugiej zmiany nikt nie wiedział po co ja wogóle na oddziale leżę. Usłyszałam przypadkiem, że „w tej sali leży ta od martwego porodu”…



    #2977365

    ciapa

    Dziewczyny… strasznie mi przykro
    Ale dobrze, ze takie rzeczy piszecie, ze zaczyna się o nich mówic
    Mam zajęcia z pielegniarkami i połoznymi będę uczulac na ten problem…

    #2977366

    su

    Dziewczyny- nie mam słów by opisać jak mi przykro, że tak się dzieje w Polsce- ja myślę, moze do telewizji zadzwonić- moze ktoś by chciał zrobić o tym program….tylko nie wiem czy Wy sobie tego życzycie…..

    #2977367

    wasyl

    Zamieszczone przez Su
    Dziewczyny- nie mam słów by opisać jak mi przykro, że tak się dzieje w Polsce- ja myślę, moze do telewizji zadzwonić- moze ktoś by chciał zrobić o tym program….tylko nie wiem czy Wy sobie tego życzycie…..

    W piatek był program. Dziewczyny z ‚dlaczego’ udzielają się i walczą o godność mam,ale im więcej będzie chętnych do mówienia o problemie, tym lepiej.
    Ja miałam bardzo komfortowe warunki, mogę powiedzieć. Gdy leżałam, czekając na narodziny Zuńki, a tym samym nie wiedząc, co mnie czeka,co będzie z moim dzieckiem, dostałam pomoc psychologa. KObieta potrafila ze mną rozmawiać. Nie byla to sztuczna wizyta na zasadzie „bo pani doktor kazała mi przyjść”.
    Po porodzie byłam na sali pooperacyjnej, a potem położna spytała mnie, czy nie będzie mi przeszkadzać,że będę na sali z mamą z dzieckiem, bo jeśli tak, to znajdą dla mnie miejsce,żebym mogła być sama. Ostatnie czego chciałam, to być sama. Tylko ja czekałam nadal pełna nadzieji, moje dziecko walczyło o zycie,więc moje potrzeby były inne od tych, które się ma gdy dziecko umiera.
    Taką opieką otoczono mnie na Karowej, ale wiem,że zdarzały się tam historie, po których usłyszeniu włosy dęba stają. Wszystko zależy od personelu.

    #2977368

    relinka

    Ja jestem świadkiem jak właśnie na Karowej bratowa mojego męża urodziła córeczkę w 25 tyg i mała walczyła o życie w inkubatorze(byli pewni że nie przeżyje) a oni położyli ją w sali pełnej radosnych mam i dzieciaczków a ona wyła z bólu i nikogo to nie obchodziło.(mała leżała 3 mieś w inkubatorze,jest niepełnosprawnym dzieckiem z porażeniem mózgowym,nie chodzi ale żyje)
    To straszne jest tak traktować te nieszczęśliwe kobiety i jeszcze dosypywać oliwy do ognia.



    #2977369

    jaewa

    Zaczynam pisać w tym wątku już kilka razy i normalnie brakuje mi odpowednich słów by to wyrazić co czułam i jak byłam traktowana w szpitalu. Strata to jedno, ale szpital to dodatkowa trauma, z którą zmagam się nadal.

    W szpitalach jest źle, nieludzko i nienormalnie.

    #2977370

    dominicaa

    Jak ja straciłam moje dziecko to trafiłam naprawde „wspaniale”. Połozono mnie na patologii ciązy a jak już było wiadomo jak się zakończy moja zostałam przeniesiona na oddział ginekologiczny i połozona w 2 osobowej sali ze starsza kobieta. natomiast jak rodziłam córkę – w innej placówce – ze mna i innymi mamami karmiącymi położono dziewczyne prosto z porodówki, której dziecko zmarło. Było to koszmarne!!! Tłumaczono brakiem miejsc itd… Dopiero po naszych prosbach dzień potem została przeniesiona…
    Szpital i lekarze różni. Niestety więcej tych negatywnych przykładów.

    #2977371

    wasyl

    Zamieszczone przez dominicaa
    Jak ja straciłam moje dziecko to trafiłam naprawde „wspaniale”. Połozono mnie na patologii ciązy a jak już było wiadomo jak się zakończy moja zostałam przeniesiona na oddział ginekologiczny i połozona w 2 osobowej sali ze starsza kobieta. natomiast jak rodziłam córkę – w innej placówce – ze mna i innymi mamami karmiącymi położono dziewczyne prosto z porodówki, której dziecko zmarło. Było to koszmarne!!! Tłumaczono brakiem miejsc itd… Dopiero po naszych prosbach dzień potem została przeniesiona…
    Szpital i lekarze różni. Niestety więcej tych negatywnych przykładów.

    No właśnie, jak się czują też kobiety tulące do serca swoje nowo narodzone dzieci, gdy obok leży kobieta, której dziecko już nigdy nie poczuje jej ciepła? jakby obca osoba w takiej sytuacji spytała mnie, jak się czuję, to miałabym ochotę rozszarpać i zabrać jej dziecko. Mama nie myśli,gdy umiera jej dziecko. jest tylko pustka i rozpacz.

    #2977372

    karolina

    Ja po poronieniu zostalam polozona na trakt porodowy. Lezałam wsrod kobiet spodziewajacych sie dziecka. Moze kiedys to sie wreszcie zmieni.



    #2977373

    jutka2010

    Ja 23.03.2010 przeszłam poronienie zatrzymane i czekałam cala noc i pol nastepnego dnia na wyłyżeczkowanie mojego skarbu w jednej sali z dziewczynami, które za chwilkę wychodzą do domów bo z ich ciążami już jest wszytko w porządku. Słuchałam, jak radośnie opowiadają sobie, że na usg widziały swoje maluchy, że u tej to chłopiec, a że u tamtej to dziewczynka, itp itd
    A ja z krwawiącym serecem, leżałam i myślałam, że widzialam na usg moją martwą dzidzię, ktora bezwładnie dryfuje w moim brzuszku, bo jej maleńkie serduszko nie bije i za chwilkę już jej we mnie nie będzie, że to juz koniec i nie ma odwrtu…
    A na tym samym oddziale leżało mnóstwo starszych Pań, raczej nie w ciaży.
    Więc rodzi sie pytanie czy nie można roniących matek klść na sali z takimi kobietami????
    Na prawdę tak ciężko zorganizować rozsądnie kto z kim w sali byc powinien ????:Młotek:

    #2977374

    karolakoj

    Ja leżałam na oddziale ginekologicznym, na sali z kobietami mającymi problemy innego typu. Kiedy moja ginekolog wypisywała skierowanie do szpitala, zapytałam, na jakim oddziale mnie położą… odpowiedziała, że wszystkie kobiety po poronieniach, łyżeczkowaniach martwych ciąż i przedwczesnych porodach, nie mające szansy na szczęśliwe zakończenie leżą na ginekologii.
    Szpital Madurowicza w Łodzi.
    Chylę czoło



    #2977375

    jutka2010

    Ja tez lezalam na oddziale ginekologicznym, ale w zwiazku z przepelnieniem oddzialu patologii ciazy, kilka dziewczyn lezalo rowniez na ginekologii.
    Niestety jakas kretynka polozyla mnie właśnie do nich :Boje się:
    PS po zabieu usłyszałam od lekarki, ze nie warto rwac sobie wlosow z glowy z powodo tego co sie stalo :Strach:

    PS
    takie atrakcje oferuje szpital wielospoecjalistyczny w gliwicach przy ul. kosciuszki

    #2977376

    karolakoj

    Zamieszczone przez jutka:)
    PS po zabieu usłyszałam od lekarki, ze nie warto rwac sobie wlosow z glowy z powodo tego co sie stalo :Strach:

    PS
    takie atrakcje oferuje szpital wielospoecjalistyczny w gliwicach przy ul. kosciuszki

    Nie potrafię tego nawet skomentować !!!! Brak odruchów człowieczych w tej lekarce

    #2977377

    ma-ma

    Zamieszczone przez jutka:)
    Ja tez lezalam na oddziale ginekologicznym, ale w zwiazku z przepelnieniem oddzialu patologii ciazy, kilka dziewczyn lezalo rowniez na ginekologii.
    Niestety jakas kretynka polozyla mnie właśnie do nich :Boje się:
    PS po zabieu usłyszałam od lekarki, ze nie warto rwac sobie wlosow z glowy z powodo tego co sie stalo :Strach:

    PS
    takie atrakcje oferuje szpital wielospoecjalistyczny w gliwicach przy ul. kosciuszki

    Jestem w szoku :Strach: ja w grudniu również byłam łyżeczkowana po obumarłej ciąży 🙁 U mnie w szpitalu w jednym skrzydle jest porodówka i oddział położnictwa a w drugim skrzydle ginekologia z patologią ciąży. Ja leżałam na patologii i ginekologii, wiem że każdego dnia rano mają uszykowane 2-3 sale wolne, 1-2 sale dla kobiet które w tym samym dniu będą miały zabieg łyżeczkowania (ze mną leżały 2 kobiety które miały akurat mięśniaki usuwane) i 1 sala dla osób które szykują na operacje (czyli takie które poleżą dłużej na oddziale). W sumie to zorganizowane to jest dobrze, ale jedynymi przyjaznymi osobami, które spotkałam wtedy był mój ginekolog (który robił mi również zabieg) i salowa.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close