Matka po stracie na porodówce

Obejrzałam dzisiaj program “Na celowniku” o matkach takich jak ja. Poruszono w tym programie bardzo ważną kwestię, czyli jak traktuje się w wielu szpitalach matki, które utraciły swoje dzieci. Okazuje się, że personel szpitalny kompletnie nie radzi sobie z kwestią śmierci dziecka. Matki często pozostawia się same z ich bólem, który niejednokrotnie jest zwielokrotniony, kiedy trzeba się z nim zmierzyć w otoczeniu szczęśliwych mam, tulących swoje zdrowe pociechy. Ja miałam szczęście, bo położono mnie na sali gdzie nie było innych matek, ale na sali obok leżały kobiety po cesarkach. Zatykałam uszy i wyłam jak zwierze, kiedy dochodził z tej sali płacz noworodków i pieszczotliwe słowa radosnych mam. Nikt nie zapytał czy chcę zobaczyć Synka, a określenie ” pacjentka od noworodka z wielowadziem” powodowało, że miałam wrażenie, iż nie jestem kobietą, która właśnie urodziła, tylko jakimś dziwolągiem, a mój Synek jest tylko medycznie ciekawym przypadkiem. Słowo “przykro mi” usłyszałam jedynie od salowej.
Czy jest szansa, że to kiedyś się zmieni? Przecież takie matki jak ja zawsze będą na polskich porodówkach…

21 odpowiedzi na pytanie: Matka po stracie na porodówce

olusia Dodane ponad rok temu,

Ja jak rodziłam Remika, miałam odobną salę na oddziale ginekologiczno-położniczym. Sala była 2-osobowa. Po porodzie znów położyli mnie na tej samej sali. Dopiero w nocy przywieźli mi dziewczynę w 3 mies ciąży z okropnymi wymiotami. Personel był bardzo miły (ale tylko ten, który był ze mną od przyjęcia do szpitala do porodu). Ordynator ustalił taki personel. Jak urodziłam to przyszła dopiero druga zmiana (czyli dyżur mieli 26 godzinny). I z tej drugiej zmiany nikt nie wiedział po co ja wogóle na oddziale leżę. Usłyszałam przypadkiem, że “w tej sali leży ta od martwego porodu”…

ciapa Dodane ponad rok temu,

Dziewczyny… strasznie mi przykro
Ale dobrze, ze takie rzeczy piszecie, ze zaczyna się o nich mówic
Mam zajęcia z pielegniarkami i połoznymi będę uczulac na ten problem…

su Dodane ponad rok temu,

Dziewczyny- nie mam słów by opisać jak mi przykro, że tak się dzieje w Polsce- ja myślę, moze do telewizji zadzwonić- moze ktoś by chciał zrobić o tym program….tylko nie wiem czy Wy sobie tego życzycie…..

wasyl Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Su:Dziewczyny- nie mam słów by opisać jak mi przykro, że tak się dzieje w Polsce- ja myślę, moze do telewizji zadzwonić- moze ktoś by chciał zrobić o tym program….tylko nie wiem czy Wy sobie tego życzycie…..

W piatek był program. Dziewczyny z ‘dlaczego’ udzielają się i walczą o godność mam,ale im więcej będzie chętnych do mówienia o problemie, tym lepiej.
Ja miałam bardzo komfortowe warunki, mogę powiedzieć. Gdy leżałam, czekając na narodziny Zuńki, a tym samym nie wiedząc, co mnie czeka,co będzie z moim dzieckiem, dostałam pomoc psychologa. KObieta potrafila ze mną rozmawiać. Nie byla to sztuczna wizyta na zasadzie “bo pani doktor kazała mi przyjść”.
Po porodzie byłam na sali pooperacyjnej, a potem położna spytała mnie, czy nie będzie mi przeszkadzać,że będę na sali z mamą z dzieckiem, bo jeśli tak, to znajdą dla mnie miejsce,żebym mogła być sama. Ostatnie czego chciałam, to być sama. Tylko ja czekałam nadal pełna nadzieji, moje dziecko walczyło o zycie,więc moje potrzeby były inne od tych, które się ma gdy dziecko umiera.
Taką opieką otoczono mnie na Karowej, ale wiem,że zdarzały się tam historie, po których usłyszeniu włosy dęba stają. Wszystko zależy od personelu.

relinka Dodane ponad rok temu,

Ja jestem świadkiem jak właśnie na Karowej bratowa mojego męża urodziła córeczkę w 25 tyg i mała walczyła o życie w inkubatorze(byli pewni że nie przeżyje) a oni położyli ją w sali pełnej radosnych mam i dzieciaczków a ona wyła z bólu i nikogo to nie obchodziło.(mała leżała 3 mieś w inkubatorze,jest niepełnosprawnym dzieckiem z porażeniem mózgowym,nie chodzi ale żyje)
To straszne jest tak traktować te nieszczęśliwe kobiety i jeszcze dosypywać oliwy do ognia.

jaewa Dodane ponad rok temu,

Zaczynam pisać w tym wątku już kilka razy i normalnie brakuje mi odpowednich słów by to wyrazić co czułam i jak byłam traktowana w szpitalu. Strata to jedno, ale szpital to dodatkowa trauma, z którą zmagam się nadal.

W szpitalach jest źle, nieludzko i nienormalnie.

dominicaa Dodane ponad rok temu,

Jak ja straciłam moje dziecko to trafiłam naprawde “wspaniale”. Połozono mnie na patologii ciązy a jak już było wiadomo jak się zakończy moja zostałam przeniesiona na oddział ginekologiczny i połozona w 2 osobowej sali ze starsza kobieta. natomiast jak rodziłam córkę – w innej placówce – ze mna i innymi mamami karmiącymi położono dziewczyne prosto z porodówki, której dziecko zmarło. Było to koszmarne!!! Tłumaczono brakiem miejsc itd… Dopiero po naszych prosbach dzień potem została przeniesiona…
Szpital i lekarze różni. Niestety więcej tych negatywnych przykładów.

wasyl Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez dominicaa:Jak ja straciłam moje dziecko to trafiłam naprawde “wspaniale”. Połozono mnie na patologii ciązy a jak już było wiadomo jak się zakończy moja zostałam przeniesiona na oddział ginekologiczny i połozona w 2 osobowej sali ze starsza kobieta. natomiast jak rodziłam córkę – w innej placówce – ze mna i innymi mamami karmiącymi położono dziewczyne prosto z porodówki, której dziecko zmarło. Było to koszmarne!!! Tłumaczono brakiem miejsc itd… Dopiero po naszych prosbach dzień potem została przeniesiona…
Szpital i lekarze różni. Niestety więcej tych negatywnych przykładów.

No właśnie, jak się czują też kobiety tulące do serca swoje nowo narodzone dzieci, gdy obok leży kobieta, której dziecko już nigdy nie poczuje jej ciepła? jakby obca osoba w takiej sytuacji spytała mnie, jak się czuję, to miałabym ochotę rozszarpać i zabrać jej dziecko. Mama nie myśli,gdy umiera jej dziecko. jest tylko pustka i rozpacz.

karolina Dodane ponad rok temu,

Ja po poronieniu zostalam polozona na trakt porodowy. Lezałam wsrod kobiet spodziewajacych sie dziecka. Moze kiedys to sie wreszcie zmieni.

jutka2010 Dodane ponad rok temu,

Ja 23.03.2010 przeszłam poronienie zatrzymane i czekałam cala noc i pol nastepnego dnia na wyłyżeczkowanie mojego skarbu w jednej sali z dziewczynami, które za chwilkę wychodzą do domów bo z ich ciążami już jest wszytko w porządku. Słuchałam, jak radośnie opowiadają sobie, że na usg widziały swoje maluchy, że u tej to chłopiec, a że u tamtej to dziewczynka, itp itd
A ja z krwawiącym serecem, leżałam i myślałam, że widzialam na usg moją martwą dzidzię, ktora bezwładnie dryfuje w moim brzuszku, bo jej maleńkie serduszko nie bije i za chwilkę już jej we mnie nie będzie, że to juz koniec i nie ma odwrtu…
A na tym samym oddziale leżało mnóstwo starszych Pań, raczej nie w ciaży.
Więc rodzi sie pytanie czy nie można roniących matek klść na sali z takimi kobietami????
Na prawdę tak ciężko zorganizować rozsądnie kto z kim w sali byc powinien ????:Młotek:

karolakoj Dodane ponad rok temu,

Ja leżałam na oddziale ginekologicznym, na sali z kobietami mającymi problemy innego typu. Kiedy moja ginekolog wypisywała skierowanie do szpitala, zapytałam, na jakim oddziale mnie położą… odpowiedziała, że wszystkie kobiety po poronieniach, łyżeczkowaniach martwych ciąż i przedwczesnych porodach, nie mające szansy na szczęśliwe zakończenie leżą na ginekologii.
Szpital Madurowicza w Łodzi.
Chylę czoło

jutka2010 Dodane ponad rok temu,

Ja tez lezalam na oddziale ginekologicznym, ale w zwiazku z przepelnieniem oddzialu patologii ciazy, kilka dziewczyn lezalo rowniez na ginekologii.
Niestety jakas kretynka polozyla mnie właśnie do nich :Boje się:
PS po zabieu usłyszałam od lekarki, ze nie warto rwac sobie wlosow z glowy z powodo tego co sie stalo :Strach:

PS
takie atrakcje oferuje szpital wielospoecjalistyczny w gliwicach przy ul. kosciuszki

karolakoj Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez jutka:):PS po zabieu usłyszałam od lekarki, ze nie warto rwac sobie wlosow z glowy z powodo tego co sie stalo :Strach:

PS
takie atrakcje oferuje szpital wielospoecjalistyczny w gliwicach przy ul. kosciuszki

Nie potrafię tego nawet skomentować !!!! Brak odruchów człowieczych w tej lekarce

ma-ma Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez jutka:):Ja tez lezalam na oddziale ginekologicznym, ale w zwiazku z przepelnieniem oddzialu patologii ciazy, kilka dziewczyn lezalo rowniez na ginekologii.
Niestety jakas kretynka polozyla mnie właśnie do nich :Boje się:
PS po zabieu usłyszałam od lekarki, ze nie warto rwac sobie wlosow z glowy z powodo tego co sie stalo :Strach:

PS
takie atrakcje oferuje szpital wielospoecjalistyczny w gliwicach przy ul. kosciuszki

Jestem w szoku :Strach: ja w grudniu również byłam łyżeczkowana po obumarłej ciąży 🙁 U mnie w szpitalu w jednym skrzydle jest porodówka i oddział położnictwa a w drugim skrzydle ginekologia z patologią ciąży. Ja leżałam na patologii i ginekologii, wiem że każdego dnia rano mają uszykowane 2-3 sale wolne, 1-2 sale dla kobiet które w tym samym dniu będą miały zabieg łyżeczkowania (ze mną leżały 2 kobiety które miały akurat mięśniaki usuwane) i 1 sala dla osób które szykują na operacje (czyli takie które poleżą dłużej na oddziale). W sumie to zorganizowane to jest dobrze, ale jedynymi przyjaznymi osobami, które spotkałam wtedy był mój ginekolog (który robił mi również zabieg) i salowa.

agaa111 Dodane ponad rok temu,

ja swojego zmarlego synka rodzilam w irlandii…i dziekuje za to Bogu ze nie bylo to w Polsce…zawsze uwazalam ze opieka lekarska w irl jest okropna…ale jestem zaskoczona tym jak bylam tam potraktowana….dostalam osobna sale (wiadomo ze slyszalam placz dzieci ale tego sie chyba nie dalo obejsc)…caly czas przychodzila do mnie pani psycholog pielegniarki salowe lekarze….wszyscy byli bardzo mili wspolczuli pocieszali…jestem im za to wdzieczna…i za to ze gdy powiedzialam ze nie chce widziec synka wszyscy (ze tak powiem) przekonywali mnie zebym moze jednak zobaczyla…i wiem ze gdybym tego nie zrobila dzis bym sobie tego nie wybaczyla…i przyniesli mi go w koszyczku ladnie ubranego moglam go przytulic pozegnac sie z nim, ba, nawet moglam go sobie zostawic na noc ale to juz bylo dla mnie za duzo….
ale opieke mialam naprawde swietna…szczescie w nieszczesciu…tak powinno byc w kazdym szpitalu!!o jedno traumatyczne przezycie mniej…
do tego moj maz mogl ze mna byc 24h i dostawal normalnie posilki…
podczas porodu gdy na chwile akcja porodowa ustala pielegniarki wyslaly go do mojej sali by sie przespal…przyniosly mu posilek…dbaly o niego nie mniej niz o mnie…
nie wspomne o znieczuleniach…dostawalam kazde jakie chcialam….
i to wszystko bezplatnie….
zastanawiam sie czy w Polsce w prywatnych klinikach mozna liczyc choc na polowe tego co ja dostalam w obcym kraju….przykre to…

izade Dodane ponad rok temu,

Może kiedyś będzie sensowniej…MOŻE…..na razie NIE JEST…jak wynika z Waszych wypowiedzi niestety….:( Nie dotyczy to straty dzieciątka na porodówce ale jednak z tematem związane……
Po poronieniu leżałam w jednej sali na ginekologi operacyjnej w ICZMP w Łodzi razem z inną dziewczyną w takiej samej sytuacji…Pielęgniarki oczywiście pytały jak się czujemy i w ogóle zaglądały do nas ale…to była niedziela…wieczorny obchód…lekarz nawet do nas nie wszedł….usłyszałam tylko jak któraś z pielęgniarek poinformowała lekarza na korytarzu …:Tam nie trzeba…tam leżą te “po skrobkach”…….

jaiza Dodane ponad rok temu,

Przy pierwszym poronieniu położono mnie na sali z 3 dziewczynami, które leżały na podtrzymaniu ciąży. Może to zabrzmi dziwnie, ale wtedy tak bardzo obchodził mnie mój ból, że nie przeszkadzał mi ich stan ani to, że one mają szanse na urodzenie swoich dzieci, a moja ciaża była już martwa. A potem… w dzień, kiedy miałam wyjść, jedna z nich, na pocz. 9 miesiaca, zaczęła rodzić. PPodłączono jej ktg i wtedy po raz pierwszy usłyszałam, jak cudowne jest bicie serca dziecka. I po raz kolejny usłyszałąm od leżących ze mną dziewczyn, że i mnie sie uda 🙂 Kiedy usłyszałam po raz pierwszy bicie serca mojej córeczki, miałam w pamięci ich słowa.
Wtedy mój lekarz prowadzący zupełnie się nie sprawdził. Te dziewczyny dały mi wiarę, że będzie dobrze – i do dziś jestem im za tę nadzieję wdzięczna. Dlatego nie mam żalu, że leżałam z nimi, widziałam ich radość (bo w sumie każda z nich wychodziła już na prostą), a był to czas tuż przed świetami Bożego Narodzenia, a więc wyjątkowo trudny.
Po drugim poronieniu też z braku miejsc dano mi do pokoju (który początkowo miałam tylko dla siebie) ciężarną w 8 miesiącu – i też nie było źle.
Na pewno wszystko zależy od wrażliwosci człowieka, podejścia otaczajacych osób; poza tym na pewno nie zniosłabym tego tak dobrze, gdybym urodziła nieżywe dzieciątko, jak wiele z Was. Wiem, że te doswiadczenia są nieporównywalne. Przykre jest jednak to, że o ile jednak wszystko można znieść, to nie znaczy, że można drugiego człowieka skazywać na tak trudną sytuację – w momencie straty pokazać, ile się straciło.
Mam nadzieję, że to sie kiedys zmieni.
Pozdrawiam Was ciepło.

joana-3 Dodane ponad rok temu,

ja trafiłam do IMiD w Wawie- wspomnienia nie są miłe ale to ze względu na przeżycie, na stratę i ból jej towrzyszący. Natomiast trafiłam na personel “ludzki” pielęgniarka trzymała mnie za ręke, z jej ust padały słowa pocieszenia, lekarka przy wypisie również udzielała wskazówek i pocieszała- gdyby nie personel nie dałabym chyba rady.

pasiasta Dodane ponad rok temu,

A ja – a w zasadzie mój brat, który wtedy pracował na oddziale sąsiednim – usłyszał pretensje, że nie powiedziałam ‘do widzenia’ na odchodnym:Strach: a byłam w amoku, klapki na oczach, zdecydowanie niechętna do patrzenia ludziom w oczy:Niepewny:

kalina82 Dodane ponad rok temu,

Ja łyżeczkowanie miałam w Warszawie. położyli mnie na ginekologii z paniami po różnych zabiegach i nie było źle. Zabolała mnie tylko jedna sytuacja – po przyjęciu do szpitala położna zaprowadziła mnie na pobieranie krwi, wprowadziła mnie do pokoju i mimo mojego stanu i bólu serce powiedziałam do pani pobierającej krew “Dzień dobry” a ona na to odburknęła “dla kogo dobry to dobry”. ja zaczęłam wyć i wyleciałam z tego pokoju, położna za mną. Przeprosiła mnie za koleżankę a tamtej powiedziała, żeby się najpierw ugryzła w język, bo dla pacjentki ten dzień jest na pewno nie dobry. To tylko niby słowa a potrafią tak zranić. Nie musze nikomu pisać, że dla mnie był to najgorszy dzień w życiu.

jutka2010 Dodane ponad rok temu,

Ja rozumiem, ze personel szpitala nie moze przejmowac sie sie dramatami pacjentow, ze musza miec niski poziom empatii, ze w szpitalu zjawisko smierci nie jest niczym nienormalnym ani dziwnym a wrecz jest dla nich codziennoscia – nie kazde zycie da sie ocalic i personel musi umiec przechodzic nad tym do porzadku dziennego !!!
Wiadomo, ze gdyby sie zamartwiali powariowaliby;(
To zroumiale, ze nie moga brac tego do siebie…ale z cala pewnoscia moga jedno – jesli nie potrafia nic madrego powiedziec, niech lepiej nie mowia nic !!!!
pozdrawiam Was dziewczyny i oby to sie kiedys zmienilo…

Znasz odpowiedź na pytanie: Matka po stracie na porodówce?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

A-psik: moje dziecko jest uczulone…
Aerius, Avamys a gardło
Dziewczyny Wy jesteście obcykane w temacie więc może mi pomożecie. Daniel od ponad 2 tygodni ma przewlekły katar (raz zielony, raz bezbarwny), i mokry kaszel - rano, zaraz po przebudzeniu
Czytaj dalej
Jedno- i dwulatki
Pierwsze "dorosłe" łóżeczko
Moja kochana dwuletnia córeczka od roku śpi sama w swoim pokoiku. Ma łóżeczko ze szczebelkami i chciałabym jej zakupić już normalne łóżeczko. Problem w tym, że nie bardzo wiem jakie.
Czytaj dalej