Mikołaj – trudna droga na świat

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)
  • Autor
    Wpisy
  • #100605

    magdamal

    poród nr 2 – cięcie cesarskie
    narodzony Mikołaj, 34t4d ciąży, waga 2500g, 49cm, 10 Apgar

    07.05.09
    przyjeżdżam do Poznania do rodziców bo dnia następnego mam się zgłosić na kontrolne badania do szpitala (jednodniowe), upieram się dotrzeć tu pociągiem, kupuję bilet powrotny bo to przecież 32 tydzień ciąży i wszystko jest idealnie a te badania to taki mój comiesięczny rytuał 🙂
    08.05.09
    jestem w szpitalu, mam robione badania: najpierw krew, potem badanie ginekologiczne (panią doktor niepokoi mój twardy brzuch zleca więc ktg),usg i na końcu ktg. Patrzę na zegarek i przestępuję z nogi na nogę bo strasznie wolno to wszystko idzie i jak tak dalej będzie to spóźnię się na pociąg powrotny. Zapis ktg zadziwia: regularne, dość mocne skurcze. Przychodzi lekarz i mówi, że zostaję na oddziale na kilka dni i wyciszają skurcze. Dostaję fenoterol w kroplówce. Serce zaczyna walić, ręce wpadają w trzęsawkę. Kroplówka leci 12 godzin. Cieszę się, że już końcówka a tu ciach – jeszcze dwie kolejne przede mną. Ktg pokazuje cały czas skurcze.
    11.05.09
    skurcze się ładnie wyciszyły ale i tak dostaję fenoterol w tabletkach. Mam nadzieję, że wyjdę do domu ale okazuje się, że wyniki krwi są kiepskie: podwyższone d-dimery – muszą zwiększyć dawkę heparyny (kłuję się nią w brzuch aż od dnia owulacji!).
    14.05.09
    d-dimery rosną dalej! dostaję profilaktycznie celseston na rozwój płucek u maluszka jakby trzeba było go wydobywać. Nie myślę w ogóle o tym, że to ostatnie dni ciąży. Kombinuję kiedy wyjdę, tęsknię za mężem i starszakiem. I nic nie mam w domu dla maleństwa bo zostawiłam wszystko na ostatni miesiąc. Skurczy brak.
    15.05.09
    czuję się fatalnie, poliki zalała mi purpura (to skutek uboczny celestonu), zapis ktg wskazuje zawężenie akcji serca u płodu, nie czuję żadnych ruchów, wpadam w panikę ale mnie uspokajają, że to po celestonie. Mimo tego proszę o usg. Całe szczęście dzidziuś ma się całkiem nieźle. Uff… kamień z serca.
    18.05.09
    d-dimery spadają! ech…czuję się super, mogłąbym góry przenosić, już zaczynam pakować torbę żeby wyjść ze szpitala, przychodzi ranny obchód, pytam czy dzisiaj wychodzę a profesor prawie krzyczy: „dziecko – Ty z dzieckiem w brzuchu stąd nie wyjdziesz!”… uuuu…aż mi się nogi ugięły: dlaczego??? złe wyniki mojej krwi, robimy przepływy doplerowskie u maluszka.
    19.05.09
    codziennie mam przepływy i co chwilka ktg, kilka razy wystąpiło zawężenie akcji serca, poza tym po ktg ok, wg usg dziecko ma 2500gram (cieszę się, że jakby co to jest całkiem duże), codziennie przychodzi do mnie lekarz stażysta – nie znałąm go wcześniej a on przynosi kawę (sobie), siada obok mojego łóżka i gada. Bardzo sympatyczny chłopak. Gdyby nie fakt, że w ciąży jestem i to z całkiem sporym brzuszkiem to pomyślałabym, że mnie podrywa 😉 Świetnie podtrzymuje mnie na duchu… Acha przepływy? Na granicy normy 🙁
    20.05.09
    kolejne przepływy – lecą w dół 🙁 Zbiera się konsylium lekarskie, zapraszają mnie na to zebranie, dostaję krzesło, siadam i słucham. Prof mówi: „krew kiepska, przepływy lecą, ma Pani trzy wyjścia i musi Pani jedno wybrać: pierwsze – nie robić nic i czekać do terminu, stale pod ktg (ale i tak raczej nie wychwycimy ewentualnego niedotlenienia czy nawet śmierci bo w nocy nikt nie będzie non stop wpatrywał się w aparaturę) i codziennie Dopler (jak się pogorszy to nagłą cesarka), drugie wyjście – planowa cesarka następnego dnia i dalej niech się martwią pediatrzy!!!, trzecie wyjście – nie robię nic i wychodzę na własną odpowiedzialność i co będzie to będzie. Czuję jak robi mi się słabo… Wybieram oczywiście wyjście nr 2. Dzwonię do męża żeby nazajutrz przyjeżdżał, brał wolne, kombinował opiekę dla starszaka. Mąż w szoku…Położne utwierdzają mnie w przekonaniu, że to dobra decyzja a ja cierpię – tak się boję o maleństwo, jak ono sobie poradzi takie siłą wydarte z mojego brzucha… Wieczorem przychodzi anestezjolog i opowiada o znieczuleniu. Podpisuję ankietę. Mam być pierwsza do planowanej cesarki.
    Noc – Głaszczę mój brzuch i ryczę… mały się wierci, kopie… delektuję się tym uczuciem. Cały czas nie wiem czy to była dobra decyzja:( Nie mogę spać…
    21.05.09
    o 8 przychodzi mąż, położne każą mi przebrać się w przykrótką koszulkę i czepek na głowę, mąż mnie przytula … czekamy w milczeniu. Mija godzina, dwie, trzy i nic!!! Cały czas czekamy. Mąż pstryka mi ostatnie zdjęcia z brzuchem (wkleję przy okazji). O godzinie 15.00 dwie położne zmieniają pościel na sąsiednim łóżku, z wypranej poszewki wypada maleńki kaftanik dla noworodka, mówię, że to znak… i rzeczywiście – dzwonią z operacyjnej że sala wolna i kolej na mnie. Dostaję kaftanik na szczęście 🙂 Jedziemy na porodówkę. Tam standardowe odpytywanie. Po tej całej papierologii każą mi usiąść pod salą operacyjną i czekać. Siedzę więc na plastikowym krzesełku w tej za krótkiej koszulce, mąż trzyma kroplówkę żeby była wyżej ode mnie bo krew się cofa, zdenerwowani tatusiowie chodzą obok mnie czekając na narodziny swoich pociech w salach porodów naturalnych a mi nic już nie przeszkadza – głaszczę brzuch, maleństwo ma czkawkę, brzuch rytmicznie podskakuje, mówię mu w myślach że się niedługo zobaczymy, że ma być dzielne i silne. Wreszcie proszą mnie na salę operacyjną. Zabieram swoją kroplówkę (!) i wchodzę. Anestezjolog każe mi usiąść na brzegu łóżka, pod nogi podsuwają krzesełko, wyginam się w łuk z brzuchem między nogami, czuję delikatne uszczypnięcie na plecach i szybko każą mi położyć się na łóżku. Jest mnóstwo ludzi. Szykują narzędzia, stukają nimi, ktoś mi dezynfekuje brzuch. Wchodzą studenci ale nic sobie z tego nie robię. Cały czas rozmawiam w myślach z moim synkiem. Boję się o niego. Lekarz bierze nóż – ja w delikatną panikę – przecież jeszcze czuję jak mi rozcierają środek odkażający na skórze! Ale lekarz uspokaja, że cięcia czuć nie będę. I rzeczywiście nie czuję. Natomiast czuję szarpanie, lekarze (jest ich dwóch przy operacji) pocą się żeby wyciągnąć dziecko. Dość długo to trwa i po 30 minutach JEST!!! Nie widzę synka ale słyszę jego płacz. Jeszcze milczę. Czekam aż powiedzą mi czy wszystko jest dobrze. Podchodzi neonantolog i mówi: „ma pani zdrowego synka, 10 Apgar!” i daje mi ucałować kawałek buziuni bo reszta jest ukryta pod czapeczką. Wtedy nerwy puszczają, łzy ciekną mi po polikach. Boże – DZIĘKUJĘ!!! Po 30 minutach od cesarki przychodzi jednak ta sama pani i mówi, że mały zaczął mieć kłopoty z oddychaniem i trafił na intensywną terapię. Mąż pędzi do niego. Ja dostaję jakiś środek usypiający i odpływam. Gdy się budzę mąż jest przy mnie i mnie uspokaja.
    22.05.09
    O 6 rano przychodzi położna i każe mi iść pod prysznic. Biorę cewnik w łapę i rycząc z bólu się kąpię. Ale wszystko zniosę dla mojego synka. Tak bardzo chcę go zobaczyć! Mąż wiezie mnie na oddział intensywnej terapii. Patrzę na moje szczęście w inkubatorze i ryczę. Witam cię mój skarbie… Mam wyrzuty sumienia, że przeze mnie tu trafił…:( Ale pielęgniarki mówią mi, że Miki jest silnym fajnym chłopcem i wszystko będzie dobrze. Resztkami sił śpiewam maleństwu przez łzy kołysankę, którą całą ciążę nuciłam starszemu mając pewność, że Miki skojarzy ją ze mną…
    27.05.09
    po tych kilku dniach nerwów i łez dzień największego szczęścia – zabieram synka do domu!!! Nikt nie może się nadziwić, że tak szybko sobie z wszystkim poradził a ja odpycham od siebie wyrzuty sumienia… czy miałam inne wyjście jak nie poddać się cesarce?

    Dziś Mikołaj ma już 2,5 miesiąca, 5200 gram i jest zupełnie zdrowy (a przebadany od stóp do głów).
    Dziękuję Bogu, że wszystko skończyło się dobrze.

    #2666487

    fresz

    Ale szybko wstawiłaś kolejny opis, rzeczywiście trudną drogę na ten świat przebył Twój Mikołajek !!!! Nie ma wątpliwości, że dobrze wybrałaś, wybierając ” wyjście nr 2″ tym bardziej teraz jak patrzysz na Mikołajka. Fajnie to wszystko ujęłaś !!!!



    #2666488

    magdamal

    Ania – ale te Twoje chłopaki do siebie podobni!
    Przystojniacy, gratuluję! 🙂

    #2666489

    avi

    bardzo bardzo to wzruszające :Płacz:

    i znowu ciesze sie jak głupia że Twój synuś cały i zdrowy jest z Wami:Wow!:

    #2666490

    lilavati

    No jak by mogło być inaczej – zryczałam się jak smok

    Zdrówka dla Mikusia, starszego Braciszka i ich dzielnej Mamy

    #2666491

    olesia1

    Piękny opis!
    Zryczałam sę …



    #2666492

    magdamal

    tak nie do końca miałam w zamiarze żebyście ryczały 🙂
    dzięki, że wytrwałyście do końca bo coś długi ten opis mi wyszedł…
    ale z drugiej strony jak krótko opisać poród?

    #2666493

    pasiasta

    Zamieszczone przez MagdaMal
    Mąż wiezie mnie na oddział intensywnej terapii.

    Szczęściara, ja musiałam piechotą iść:Niepewny:

    Zamieszczone przez MagdaMal
    a ja odpycham od siebie wyrzuty sumienia… czy miałam inne wyjście jak nie poddać się cesarce?

    Teraz już chyba nie masz wyrzutów, prawda:Kciuki:

    #2666494

    magdamal

    Zamieszczone przez Kasiasta
    Szczęściara, ja musiałam piechotą iść:Niepewny:

    coś Ty?
    ja chodziłam piechotą jak mi cewnik zdjęli czyli od drugiego razu (tego samego dnia) – ból straszny… brrrrr…. czułam taki ogień na brzuchu…
    a z cewnikiem i kroplówą to mnie Jacek na wózku zawiózł.

    A wyrzutów nie mam już absolutnie 🙂
    wręcz cieszę się, że Miki niedługo już 3 miesiące skończy 🙂

    #2666495

    bratek

    Magda- piekny opis
    wybrałaś najlepsze rozwiązanie
    trudne chwile już minęły
    teraz bedzie już tylko lepiej



    #2666496

    hogata

    Pięknie 🙂
    Jak tu się nie wzruszyć 😉

    #2666497

    zuzia81

    Śliczny opis. Łez nie powstrzymałam, bo i po co?

    Gratuluję Wam serdecznie 🙂



    #2666498

    magdamal

    no ładnie – zaraz zostanę forumowym wyciskaczem łez…
    a ja lubię się śmiać 🙂

Postów wyświetlanych: 13 - od 1 do 13 (wszystkich: 13)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close