Mikołaj ur. 24.04.2012 2 miesiące i 4 dni przed terminem

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 44)
  • Autor
    Wpisy
  • #113714

    kamelia

    Uprzedzam, że ta historia nie nadaje się do lektury dla młodych mężatek planujących potomstwo? Właściwie nie wiem dla kogo to piszę, może zwyczajnie chcę wyrzucić emocje. Postanowiłam opisać poród mojego ostatniego dziecka ? Mikołaja, który dzisiaj skończył 6 dni.
    Wieczór 19 kwietnia był dosyć niespokojny. Nie mogłam odpocząć wieczorem przed TV, mały wiercił się w brzuchu, a brzuch bolał. Chwilami odczucia były tak silne, że syczałam i kręciłam się z bólu. Miałam wrażenie, że Mikołaj kopie w szyjkę macicy, bolało aż w pochwie. Mąż patrzył zaniepokojony? Położyłam się spać, w nocy ze 3 razy obudził mi ból brzucha. Wstałam wcześnie rano, rodzinka się szykowała do wyjścia. Niestety kiedy robiłam siusiu okazało się, że krwawię. Po chwili zobaczyłam również duży krwawy skrzep. Zaalarmowałam męża, zadzwoniłam po mojego tatę, żeby przyjechał do dzieci, wiedziałam, że jest akurat w drodze do pracy. Na szybko spakowałam torbę szpitalną, wyminęłam się z moim ojcem i pojechaliśmy z mężem do szpitala. Było koło 7 rano. Na izbie przyjęć poprosiłam o szybką wizytę, bo nie dość, że krwawię, to nie czuję ruchów. Zostałam ekspresowo podłączona pod ktg, co mnie uspokoiło. Serce biło miarowo, a mały się przebudził i zaczął kopać. Potem wizyta u lekarza ? pierwszy zrobił usg ? obraz był OK., szyjka taka krótka jak i była, łożysko OK. Uspokoiłam się mimo, że nadal trochę krwawiłam. Spotkałam swojego lekarza prowadzącego, położyli mnie na patologię. Mój lekarz zrobił mi dokładne usg, stwierdził, że łożysko się podniosło i już nie przoduje. Zdziwiło mnie tylko, że niby w ciągu 2 tygodni przesunęło się aż o 10cm? We wcześniejszym badaniu przed 2 tygodniami stwierdził, że słabounaczyniony plat łożyska znajduje się w obrębie ujścia szyjki macicy. Lekarz obejrzał dziecko i ocenił jego wagę na 1500g. Znów się zdziwiłam, że w ciągu 2 tygodni waga wzrosła tak mało, szacował wtedy na 1390g. Ogólnie uspokoił mnie, stwierdził, że obraz usg nie pokazuje skąd mogło być krwawienie, prawdopodobnie z szyjki. Zdecydował, że zostawi mnie w szpitalu na weekend, poda leki tokolityczne i poobserwuje? Optymistycznie nastawiona zaległam w łóżku i zaczęłam załatwiać różne rzeczy przez telefon. Niestety spokój trwał krótko? ? Po południ pojawiły się skurcze. Bolesne, nigdy wcześniej w czasie tej ciąży nie były bolesne, raczej były tylko zwykłe twardnienia. Tym razem bolało. Zgłosiłam to położnej, dostałam leki i przykaz liczenia co jaki czas pojawiają się skurcze. Co 5, 6, 8, 4 minuty? Różnie. Bolało coraz mocniej. Zastrzyki przeciwbólowe nie pomagały. W ktg pisały się małe dosyć regularne skurczyli, rzędu 20%. Więc skąd ten ból? Uważam, że mam wysoki próg bólu, lekarze mi nie uwierzyli… Sądzili, że tak duży dyskomfort wiąże się z niskim progiem bólowym. Jednak jako doświadczona wieloródka wiedziałam, że nie jest dobrze? Noc była niespokojna, skurcze nie chciały ustąpić, były co 4,5 minut i nie mogłam spać. Lekarz dyżurny zabrał mnie na nocne usg. Szyjka była zamknięta na szczęście. Z uwagi na serce nie mógł zlecić mi fenoterolu, dostałam pompę z siarczanem magnezu w dawce 5ml/h.

    #5166489

    kamelia

    Rano na obchodzie lekarze zdecydowali o podniesieniu dawki na 7,5ml/h. Zlecili mi też antybiotyk dożylnie, z uwagi na wysokie CRP. Lekarz zbadał mi szyjkę macicy, tym razem ręcznie. Nie było rozwarcia. W ciągu dnia, skurcze trochę osłabły, w sposób ciągly dożylnie dostawałam magnez. Niestety im bliżej wieczoru tym skurcze były silniejsze i bardziej bolesne. W nocy walałam się po łóżku, od skurczu do skurczu, co 4,5, 6 minut. W końcu podczas każdego skurczu musiałam oddychać jak uczą w Szkole Rodzenia, bo były bardzo bolesne. Kolejny lekarz dyżurny – młoda pani doktor – 3 razy w ciągu nocy zgarniała mnie do zabiegowego i badała pod kątem rozwarcia. Było rozwarcie na opuszek palca, zapadła decyzja o zabraniu mnie na porodówkę i podłączeniu mnie pod ktg. Była noc, nie chcieli podłączyć mnie na sali. I tak wylądowałam na porodówce. Po raz pierwszy. Leżałam na porodówce, ktg pokazywało regularne skurcze na poziomie 30%. Bolały bardzo, oddychałam bo nic innego zrobić nie mogłam. Pompa z magnezem ustawiona na maksa, przynajmniej tak mi mówiono, na 10ml/h. Po kilku godzinach skurcze trochę się zmniejszyły, podsypiałam, szyjka rozwarta na 1cm. Odesłali mnie na patologię. Dzień mija trochę spokojniej, skurcze mniejsze albo inaczej – mniej bolesne, magnez w żyłę leją. Proszę męża, żeby przy mnie siedział, podsypiam. W nocy zaczyna się jazda. Skurcze, boli, oddycham. W nocy rozwarcie na 1cm i kierunek porodówka. Jadę tam drugi raz. KTG, magnez w żyłę. Rano przyjeżdża mąż, jest ze mną, choć najlepiej się czuję jak tylko siedzi i mnie pilnuję. Przychodzi ordynator, rozważa zakończenie ciąży. Pęcherz płodowy cały więc decyzja, próbujemy przeczekać. Zleca magnez na 15ml/h, choć mówili, że 10ml/h to maksymalna dawka. Wracam na patologię z nakazem leżenia całkowitego, do tej pory miałam prawo wstawać do WC, teraz mam basen i sikam w łózku. Skurcze w sensie twardnienia brzucha ustają po paru godzinach. Magnez pomaga. Odczuwam skutki uboczne leków, jeden z nich (nie pamiętam jaki) powoduje bóle głowy, które męczę mnie kolejny dzień. Od magnezu mam uderzenia gorąca, pali mnie gardło, męczy pragnienie. Mam zaburzenia widzenia, nie mogę złapać ostrości. Cieszy mnie brak skurczów, ale zaczynam odczuwać bóle kości miednicy i kręgosłupa. Tłumaczę sobie, że to pewnie od ciągłego leżenia. W nocy jest już bardzo kiepsko, żadna pozycja nie przynosi ulgi. Boli tak, że mam ochotę płakać, położna dyżurna głupio komentuje moje jęki przy obracaniu się. Mam ochotę wyć. Jakoś dotrwałam świtu. Wymordowana od razu po obchodzie zostaję zabrana na salę zabiegową na badanie szyjki – jest 4-5cm. Stąd te bóle miednicy i krzyza. Decyzja -cięcie cesarskie.



    #5166490

    kamelia

    Odłączają pompę. Płaczę ale już z bólu, nie ze strachu. Golenie, lewatywa, prysznic, ledwo daję radę. Wszyscy bardzo się spieszą. Nie mam czas na porządne posiedzenie w kibelku, zresztą straszą żeby nie przeć… Wiozą na porodówkę po raz trzeci. Jest 9 rano zwijam się z bólu, dociera mąż z wiadomością, że cięcie zaplanowane na 10.30. Jak ja przeżyję uziemiona pod ktg na leżąco? Na dodatek dopiero teraz działa lewatywa. Męczę się z basenem, nie pozwalają wstać do WC. Dyskomfort, ktoś mnie musi myć i to kilka razy. Rozwarcie 7cm. Za chwilę robi się ruch. Przychodzi dwóch lekarzy i namawia na poród SN. Obawiają się, że wysokie CRP jest związane z infekcja w pęcherze płodowym. Nie będzie zbyt bezpiecznie dla mnie jeśli to mi się rozleje po brzuchu podczas CC… Proszę o konsultację neonatologa. Nie może przyjść. Proszę o konsultację ordynatora. Tłumaczy, że żaden wybór nie jest tu oczywisty i że on sugeruje rozważenie SN. Myślę o dzieciach w domu i zgadzam się. Dostaję ZZO, ulga niestety nie na długo. Lekarz przebija pęcherz płodowy, razem w wodami rodzi się kawałek łożyska, na szczęście nie krwawię mocno. Pewnie jednak ten nieunaczyniony płat, który gdzieś się zgubił w obrazie usg… Lekarz i położna skonsternowani. Po odpłynięciu wód jest 10cm. Próby parcia, ZZO już nie działa. Główka wychodzi z macicy, a po skurczu się cofa. Walczę jeszcze jakiś czas. Zaczynam panikować gdy położna mówi, że to jeszcze potrwa z poł godziny. Po tylu dniach walki z bólem i skurczami nie mam już siły. Proszę o CC. Lekarz ignoruje. Proszę o znieczulenie – ignoruje… Kolejne próby wyparcia dziecka. W końcu decyzja – CC. Wiozą, znieczulają podpajęczynówkowo, otwierają a mnie boli! Okazuje się, że w środku mam ogromne zrosty. Macica przyrośnięta od strony brzusznej do powłok brzusznych. Lekarze komentują, że czegoś takiego nigdy nie widzieli. Zrosty, zrosty, zrosty… Mimo znieczulenia boli to całe szarpanie. Wyjęcie dziecka trwa długo, dużo dłużej niż przy Michałku czy Mai. W końcu jest… Godzina 12.00. Po chwili słyszę jego płacz – miauczenie. Nie mogę go zobaczyć, bo wymaga żeby zajęli się nim neonatolodzy. Wyjęcie łożyska trwa długo, komentarz lekarza, że jest bardzo nisko… Szycie trwa długo… Wszystko trwało długo…

    Wiecie co było najstraszniejsze? Męczenie się z tymi skurczami na leżąco. Ta która rodziła wie, jak bardzo pomaga ruch, chodzenie, prysznic czy kołysania na piłce. Nie mogłam robić nic z tych rzeczy. Mogłam tylko leżeć i oddychać. Na dodatek zostałam potraktowana jak panikara, którą bolą takie małe skurcze. Jak się okazało winne były zrosty, które powodowały mega ból. Widzę też kilka błędów lekarzy np. pomyłka w usg dotycząca łożyska, dotycząca szacowanej wagi dziecka (zaraz o tym napiszę). Proponowanie SN w takiej sytuacji, potem lekarz przyznał, że po tak długotrwałej akcji skurczowej i stosowaniu „hamulców” macica nie była już wydolna żeby wypchnąć dziecko…

    #5166491

    kamelia

    Kilka słów należy się mojemu synkowi, jako, że to wszystko miało sens tylko z uwagi na niego.. Mikołaj dostał 4 punkty Agar, w następnych badania 7 i 7 punktów. Ważył 1790g. Został umieszczony w inkubatorze. Wymagał pomocy CPAP przy oddychaniu. Już dobę po porodzie mogłam go kangurować na swoich piersiach. Przez pierwsze dni nie trawił mleka, był tylko na kroplówkach. Od wczoraj trawi. Waga spadła dziś do 1560g. Od dwóch dni oddycha sam. Przechodzi żółtaczkę. Dziś przystawiłam go do piersi, oczywiście to tylko przymiarki, bo jest za mały żeby tak jeść. Dostaje mleko przez smoczek i sondą do żołądka. Ściągam co 3 godziny dzień i noc. Mikołaj dostaje antybiotyk, choć na razie infekcja się nie potwierdziła i oby tak zostało. Oby do przodu… Pomódlcie się, żeby szybko mógł być z nami w domu.

    #5166492

    monka3

    Jejku Kamelia!!!!Jaki stres przezyłaś,czyta się to z ciarami na skórze, bardzo ci współczuje tych przeżyć….na myśl o tych lekarzach nóż w kieszeni się otwiera, bo o mały włos byłoby tragicznie….dobrze że i ty i synek czujecie się lepiej (napisz jak teraz się czujesz?) trzymam mocno kciuki by malutki szybko nadgonił i wrócił do domku….jejku, poród rzeczywiście jak z horroru….dobrze że już za tobą, teraz będzie juz tylko lepiej:)

    #5166493

    aguq

    Zaciskam mocno kciuki za Mikołajka !!!!!!!!!!!!!!!!

    Kamelia bądź silna! Jestem z Tobą !

    :Przytulam:



    #5166494

    jaiza

    Kamelio – będzie dobrze, mocno trzymam kiuki. Moja młodsza córcia też jest takim wcześniakiem, ale po przedwczesnym porodzie nie pozostał żaden ślad – jest zdrowa.
    Tego i Wam życzę.

    #5166495

    zuzia81

    Kamelio, jesteś bardzo silną kobietą. Tulę Cię z całej siły i trzymam kciuki żeby Mikołaj szybko nabrał sił :Kciuki::Kciuki::Kciuki::Kciuki::Kciuki:

    #5166496

    werbla

    Kamelia będzie dobrze, Mikołajek szybko przybierze na wadze i będzie sie sie sobą cieszyć w domku
    pomodle sie i dzisiaj i codziennie za Mikołajka, wiem co przeżywasz, sama byłam w podobnej sytuacji ponad 2 lata temu, moja kruszyna ważyła 1300gram

    #5166497

    maka21

    Boze drogi co wy przeszliscie, cos okropnego
    ale najwazniejsze ze wszystko skonczyło sie dobrze
    maluszku trzymam kciuki za ciebie bys szybko uporał sie problemami zdrowotnymi bys mógł wrócic do domku
    kamelia dzielna kobieto sciskam cie serdecznie i trzymam kciuki za was



    #5166498

    su

    Kamelia współczuję ogromnie tego co przeszlas- dobrze,ale juz po….Trzymam mocno kciuki za Mikołajaka, ale to duży chłopak także napewno wszystko będzie dobrze:)
    nie rozumiem jednego jak wody płodowe mogły Ci się rozlac po brzuchu? Przecież dostanie się wód do wnetrznosci jest bardzo niebezpieczne……..
    Jak Ty się czujesz?

    #5166499

    kamelia

    Zamieszczone przez Su
    jak wody płodowe mogły Ci się rozlac po brzuchu?

    Su oni twierdzili, że przy CC, jak będą wyciągać dziecko i przekłują pęcherz płodowy… Ostatecznie wody wylały się dołem, na oko były czyste… CC robili „na sucho”, ale przez to mały był mocno posiniaczony.

    Dzisiaj czuję się już nieźle, ale ciągnięcia nadal są bolesne. Zrostów nie usuwali, zostały. zszyta jestem dość brzydko, zobaczymy jak się zagoi. No i dopiero nabierzam siły… Najpierw miesiąc leżakowania w domu, potem taki poród… Osłabiło mnie to bardzo.



    #5166500

    asik

    Kamelia trzymam kciuki za Twojego synka
    niech jak najszybciej rośnie, przybiera na wadze i wraca do domu

    #5166501

    kamelia

    Dzięki za dobre słowo dziewczyny…
    9 lat temu, kiedy urodził się Michał było jeszcze trudniej. Był w znacznie gorszym stanie. Wzięłam go na ręce po miesiącu, a do piersi gdy miał 6 tygodni… Dużo się zmieniło przez te lata w naszym szpitalu. A część personelu pamiętam z tamtych czasów… Nadal pracują, teraz przy moim drugim synku. 🙂

    #5166502

    paulina89

    Kamelia dużo się wycierpiałaś, ale tak jak napisałaś wszystko dla synka.
    Mały teraz na pewno będzie przybierał na wadze.
    Będę się modlić o zdrowie dla niego i dla Ciebie :Przytulam:

    Tak jak dziewczyny pisały dzielna z Ciebie kobieta.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 44)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close