MÓJ PORÓD…..

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)
  • Autor
    Wpisy
  • #67961

    kluseczka21

    Witam wszystkich!
    Własciwie od mojego porodu minelo juz 7 miesiecy, ale jakos nie mialam do tej pory siasc w spokoju i podzielic sie z wami moimi przezyciami.
    Moze zaczne od tego, ze termin mialam na 23 listopada. Przed terminem dwa tygodnie lezalam w szpitalu na patologii ciazy, poniewaz moj lekarz uznal ze musze byc pod obserwacja, bo z serduszkiem (tetnem) mojego synusia jest cos nie tak. Jednym slowem za wolno bije. No i sobie polezalam tydzien w szpitalu, oczywiscie wszyscy twierdzili, ze jest wszystko ok i nie ma powodow do zmartwien. Tydzien przed terminem wypuscili mnie do domu i powiedzieli, ze jesli do daty rozwiazania nic sie nie wydarzy to w dzien wyznaczonego terminu mam sie zglosic na oddzial.
    I tak zrobilam, poniewaz do 23 listopada nawet maly sygnal sienie pojawil ze cos moze niedlugo sie zaczac. Pojechalam do szpitala ok poludnia, przyjeli mnie na oddzial i powiedzieli ze jezeli do jutra nic nie bedzie to podadza mi kroplowke na wywolanie. No ale oczywiscie nie podali mi jej nastepnego dnia tylko dopiero po siedmiu dniach.
    Tak wiec obiecana kroplowke otzrymalam 30 listopada, lezalam na porodowce z ta kroplowka ze 4 godziny i nic. Na KTG niby wychodzily skurcze ale ja nic komlpetnie nie czulam. Polozna co jakis czas pytala sie mnie czy cos mnie zaczyna bolec a ja mowilam ze nie to wkoncu zaczela sie smiac i mowi do mnie : „Kobieto ty to nie jestes do rodzenia”. I po tych slowach odlaczyla mi kroplowke i pozwolila pochodzic po korytarzu, pojsc do toalety i powiedziala, ze dobrze by bylo jakbym wziela goracy prysznic ( bo to niby przyspiesza) zrobilam tak jak mowila i nic. Chodzilam jeszcze z 15 minut po salach rozmawiajac z kolezankami. Wkoncu polozna zawolala mnie zebym juz wracala na lozko. I WTEDY SIE ZACZELO!!!
    Polozylam sie na lozko a jedna polozna zaczela mi podlaczac znowu ta kroplowke, po podlaczeniu zalozyla mi pasy do KTG i nagle cisza….nic nie slychac, tylko co jakis czas pojedyncze bicie serduszka. Polozna myslala ze aparat sie popsul wiec zaczela w niego stukac a druga powiedziala ze to jest dobry aparat i nie ma prawa sie zepsuc. Wiec ta zaczela mi naciskac na brzuch a tetno maluszka jeszcze bardziej zaczelo zanikac. Wiec pani polozna nic nie mowiac do mnie, podeszla do swojej kolezanki po fachu, powiedziala jej cos na ucho po czym wyszla. Oczywiscie ja tam lezalam nie wiedzac co sie dzieje. Po chwili do sali weszla ta sama polozna z lekarzem. Pan doktor podszedl do mnie, zapytal sie jak sie czuje to mu odpowiedzialam ze dobrze, ze nic mnie nie boli. To on zaczal nacisdkac na brzuch i tetno znowu coraz slabiej. No i znowu jakas konspiracja: podszedl do poloznych powiedzial im cos po czym zlapal za telefon….. i ja uslyszalam tylko tyle :
    „Dzien dobry, z tej strony (nie bede podawac nazwiska lekarza) bardzo bym prosil o jak najszybsze przyszykowanie sali operacyjnej bo szykuje nam sie cesarka. Dziekuje”
    I nagle wszystko sie zmienilo. polozne zaczely latac kolo mnie jak oszalale, szybko zaczely odlaczac mi kroplowke, odpinac pasy….mowie wam koszmar, nogi to mi sie trzesly jak galareta. Nagle zaczelam ryczec. balam sie bo w jednej chwili zdalam sobie sprawe ze zycie mojego maluszka jest zagrozone.
    Zwiezli mnie winda na dol, lezalam na lozku, plakalam i tylko siwatla na suficie mi uciekaly, jeden po drugim. Gdy juz znalazlam sie sali operacyjnej, i gdy zobaczylam mojego lekarza troszke sie uspokoilam, ale ogolnie to czulam sie jak na statku kosmicznym tyle ludzi w jakis dziwnych maskach (teraz sie z tego smieje, ale wtedy bylam przerazona). Dalej juz nic nie pamietam, poniewaz bylam pod narkoza. Pozniej pamietam jak lezalam juz na swojej sali, zadzwonilam do swojego chlopaka ktory po telefonie w ciagu 10 minut dotarl do szpitala i wkoncu mialam mojego synusia w ramionach, bylam szczesliwa jak nigdy…. zapomnialam o strachu, o tym wielkim przerazeniu, ze mogloby sie stac cos mojemu maluszkowi…nawet zapomnialam o zlosci jaka czulam do lekarzy, poniewaz z tetnem Kubusia bylo juz cos nie tak dwa tygodnie przed terminem a oni nic nie zrobili, czekali do ostatniej chwili az naprawde zacznie sie cos dziac….tylko ze mogloby byc za pozno…no ale juz o tym nie mysle, mam mojego malutkiego skarba przy sobie i to jest najwazniejsze.
    A tak na marginesie lekarze mysleli ze jest owiniety pepowina i dlatego zanika mu tetno, ale jak sie okazalo wszystko bylo wporzadku. Polozna powiedziala mi ze najprawdopodbniej termin musialbyc zle wyliczony i ze moglam przenosic ciaze 3 badz nawet 4 tygodnie.
    Pozdrawiam
    Agnieszka i Kubuś

    #869008

    lilavati

    Re: MÓJ PORÓD…..

    Całe szczęście ,że wszystko dobrze się skończyło i Wam się udało.
    Strasznie zestresował mnie ten opis, właściwie to tylko tego bałam myśląc o porodzie
    Niestetyto kobiety czasami płacą za lekkomyślność lekarzy, kiedy to się skończy

    Ania


    Mati 14m-cy



    #869009

    aruga

    Re: MÓJ PORÓD…..

    Ojej całe szczęście, że finał był szczęśliwy. Współczuję Ci nerwów, które przeszłaś. Trzymaj się

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close