Moj porod

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #15596

    beatach

    Przewidywany termin porodu mialam na 5-tego pazdziernika 2001. Tego tez dnia zasmucona, ze jeszcze nic sie nie dzieje, poszlam do lekarza na kontrole. Doktor zbadal mnie i stwierdzil, za mam juz rozwarcie na centymetr. „Moze sie stac, ze urodzi juz Pani dzis w nocy”. Co za wspaniala nowina powiedzialam, a maz mi wtorowal :). Bardzo szczesliwi wrocilismy wjec do domu i czekalismy az sie zacznie.. Czekalismy, czekalismy, a tu nic. Nadszedl wieczor, nic. Drugi dzien- nic. Trzeci i czwarty tez nic. A my juz tak bardzo chcielismy zobaczyc nasze dzieciatko. Bylismy tak zniecierpliwieni. Michael dzinnie z nim rozamwial, prosil go przez brzuszek aby juz nareszcie „wyszedl”. jednak Maximilianowi bylo tam widac dobrze. 🙂 Nie spieszyl sie na swiat.
    W nocy z 9 na 10, poczulam lekkie skurcze. Lezalismy juz oboje w lozku. Mowie do Michaela, ze to chyba sie juz zaczyna. Wyskoczylismy oboje z lozka. Szybko pod prysznic. Trzeba tez jeszcze wlosy ulozyc. Troche sie podmalowac.
    Michael polecial do kuchni gotowac kawe, co miala go postawic na nogi.
    Walizka juz zapokowana, wjec mozemy ruszac. Skurcze coraj bardziej silne, regularnie co piec minut. Wjec w droge.
    Do szpitala w ktorym sie zdecydowalam rodzic mielismy 30km. Wjec szybko na autostrade i bez przerwy liczymy odstepy miedzy skurczami. Nadal regolarnie co piec minut.
    Jestesmy na miejscu. Dzwonimy na odzial polozniczy. Otwiera nam mila Pani. Zaprasza do srodka, podlacza mnie do KTG i czekamy. Skurcze co piec minut. Po pewnym czasie slabna. I znowu nadzieje, ze zobaczymy malego slabna.
    Przychodzi Pni Doktor, bada mnie i mowi ze rozwarcie jest na cztery cm. Skurcze niestety oslably, wjec musimy jeszcze czekac. Pyta sie mnie, czy chce zostac w szpitalu, bo to moze trwac kilka godzin, a nawet kilka dni. Zdecydowalam sie ze zostane.
    Idziemy na oddzial. W holu wita nas zaspana mila pielegniarka. Siadamy razem i wypelniamy rozne papierki. Miedzy innymi pyta co chce na sniadanie, kolacje, a o do obiadow dziennie mam wybierac z menu na nastepny dzien. Kurcze, ale lksus. Jak lezalam w Gorzowie w szpitalu, podawali mi jedzenie z wiadra. I nikt sie nie pytal, czy moze zycze sobie jogurt na sniadanie zamiast obrzydliwej wedliny.
    Wszystko zalatwione. Ide do mojego pokoju. Sala na dwie osoby. jedno lozko zajete przez mloda, szczesliwa matke. Urodzila coreczke dwa dni temu. I nastepnego dnia idzie juz do domu.
    Jest pozno.Mowie Michaelowi, zeby juz pjechal i sie wyspal, bo moze rano bedzie tu potrzebny. (Zdecydowalismy sie na porod rodzinny). Zegnamy sie. Michael zyczy mi duzo sil.

    10 pazdziernik 2001. Sroda. Budze sie z lekkimi skurczami. Ale nie robie sobie zbednych nadziei. Ide pod prysznic, jem sniadane. Rozmawia z sasiadka. Dziewczyna szczesliwa, nie moze sie doczekac wyjscia do domu. Malenka jest sliczna. Wyglada na zadowolona.
    Mija polodnie. Kobiete odebral maz. Zostalam sama. Michael juz kilka razy dzwonil i obiecal zaraz przyjechac. No i jest. Chodzimy razem na spacery po korytarzu. Ogladamy sliczne dzieciatka, w sali obok. Mijamy szczesliwyh mlodych rodzicow. I nie mozemy sie doczekac.
    Skurcze towarzysza mi bez przerwy. Niestey sa nieregularne. Raz mocnejsze, za chwile slabna.
    Idziemy pietro nizej, gdzie podlaczaja mie znowu do KTG. Skurcze sa, ale jeszcze nie swiadcza ze bede rodzic. Rozwarcie jest nadal na 4 cm. Wjec idziemy dalej spacrowac.
    Michael zartuje do mlodego lekarza, czy nie moze go wyciagnac. Ten sie smieje i obiecuje, ze zanim skonczy dyzur odbierze ten porod.
    I tak mija kolejny dzien. Znowu wysylam Michaela do domu by sie wyspal i odpoczal. Zegnamy sie i czekamy co bedzie dalej. Maz prosi zebym zadzwonila jak bedzie juz tak daleko.
    Ide pod prysznic. Probuje zasnac. Nie bardzo mi sie to udaje. Czuje, ze skurcze sie nasilaja. Sa coraz czestsze i bardziej bola. Wstaje z lozka. Chodze po sali. Przykucam i siadam znowu na lozko. Co chwile powtarzam czynnosci. Mysle sobie, dobrze ze jestem sama na sali. Moge troche swobodniej sie poruszac. Patrze na zegarek jest 4 rano. Mysle sobie, jeszcze poczekam. Nie bede dzwonic tak wczesnie po maza. Moze znowu falszywy alarm. Chodze wjec po pokoju. Opieram sie o sciane, przykucam. Licze odstepy przy skurczach. Sa juz co trzy minuty. Skurcze sa tak silne, ze zaciskam zeby, by je przetrwac.
    Znowu spogladam na zegarek. Jest juz po 5. Wlaczylam komorke, wybieram numer. Michael odniera, mowie, ze to juz pewnie to!!!! Ten nastraszony mowi, ze zaraz bedzie.
    Boli, ojjjj boli. Siadam na lozko, o nie moge juz z bolu wytrzymac. Dzwonie po pielegniarke. Przychodzi kobieta i pyta czy wytrzymam aby zejsc na porodowke, czy ma mnie zawiesc. Prosze o to drugie, bo boli….
    Jestem juz na sali jaka wczesniej wybralam. Przyniesli szklanke wody. Podtrzymuja na duchu. Polozna wlaczyla mi dla relaksu spokojna muzyke. Swiatelka na suficie niczam gwiazdki na niebie dodaja mi otuchy.
    Za chwile wpada zdyszany Michael. Widze ze taki jakis nastraszony :). Mowi, ze byl w pokoju a tam juz nikogo nie bylo i nastraszyl sie, ze go ominego najwazniejsze :). Lapie mnie za reke i prosi bym byla dzielna.
    Jestesmy na sali sami. Nagle czuje, ze cos uciska mi w kroku. Mowie do meza, a ten sie smieje, ze sobie wmawiam. Mowie, ze nie, ze to czuje. On podnosi koldre i w tym czasie odeszly mi wody plodowe. Michael zamarl na chwile :). Polecial powiedziec poloznaj, ze odeszly wody.
    Przychodzi przelozona i mowi, zebym przeszla na fotel, na ktoram bede rodzic, bo to pewnie juz.
    Wjec gramole sie. Podlaczyli mnie do KTG. Polozna sprawdza rozwarcie i mowi ” juz widac wloski”.
    Michael myslam, ze kobieta zartuje, patrzal sie idiotycznie.
    Zaczelo sie na dobre. Przyszedl lekarz (ten, ktory obiecywal odebrac porod :)) i kazali przec. No to pre ile sil. Polozna mnie nadciela. Czuje jak male cialko „wyslizga sie” na zewnatrz. Jest juz w polowie drogi :). Krotka przerwa i znowu trzeba przec…….. i ……….i……. po wszystkim. Glosny wrzask i Maximilian jest wsrod nas !!!!
    Chcieli mi polozyc malenstwo na brzuszku. Jednak pepowina byla tak krotka, ze nie dali rady. Michael jako dumny tata oddzielil nas.
    Podali mi kruszynke, ktora co chwlie zarkala na nas. Byl taki sliczny. Rozowiutki. I taki spokojny. Wtulil sie we mnie i spokojnie ssal piers.
    Maximilian, waga 3600, dlugosc 54cm. 10 punktow w skali Appgar. Urodzony 11.10.2001. o godz 7:01.
    Jestesmy rodzicami !!!!!!!!!!
    BeataCh mama Maximiliana

    Edited by BeataCh on 2003/04/19 14:26.

    #227211

    Anonim

    Re: Moj porod

    piekna opowiesc………..Jak bajka. Cudnie! I synus sliczny! Gratuluje!

    gucia i mała Ninka (26.04.2003)



    #227212

    gwiazda

    Re: Moj porod

    Pięknie to opisałaś. Czyta się tak lekko i płakać się chce z tego cudu narodzin.

    Marta i Anastazja

    #227213

    aanna

    Re: Moj porod

    Pieknie opisane. Gratuluje i wytrwałosci i pieknej dzdzi

    #227214

    beatach

    Re: Moj porod

    Bardzo dziekuje. Nie spodziewalam sie, ze ktos mnie tak milo oceni. Poniewaz nie mam zdolnosci obrazowego pisania.
    Dziekuje i serdecznie pozdrawiam.
    BeataCh mama Maximiliana

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close