Mój poród:)

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)
  • Autor
    Wpisy
  • #30543

    jaskierus

    Hej!
    MAm chwilke czasu, bo maluszek w koncu zasnal, po parogodzinnym cyckaniu, zarloczek maly:)
    W szpitalu wyladowalam juz tydzien po terminie, tak kontrolnie, przez 3 dni dostawalam zastrzyki majace wywolac porod, ale nic sie nie dzialo, wiec 4 dnia zaserwowali mi kroplowe z oxytocyny- rewelka, pobudka o 5 rano, lewatywa, zero jedzenia juz, potem poodlaczaja kroplowke i trzeba rodzic, mnie bylo caly czas slabo z glodu, skurcze takie sobie mialam, wiec dzieki Wiesi ( nasza zamowiona do porodu super- polozna) o 12 zdecydowano, ze nasza pora jeszcze nie przyszla i ze sprobuja za 2 dni.
    Tego dnia przyszedl do mnie ordynator i zaproponowal kupno zelu prostaglandynowego do szyjki macicy, ktory powoduje porod bardziej naturalny- tylko 160 zl:0 A jesli nie, to za 2 dni znowu kroplowa i przebijanie pecherza plodowego i wtedy to juzmusze urodzic. Zdecydowalismy sie na zakup zelu, bo oksytocyna mnie przerazala, widzialam jak sie meczyla laska z mojego pokoju po niej.
    Wiec nastepnegpo dnia rano Marcin przywiozl zel, pan ordynator zalozyl a ja czekalam. Juz bylam zalamana, ze nie dziala, ale po 6 godzinach uslyszalam „pyk”- mysle sobie, oho- wody pojda, poszlam do lazienki- faktycznie , nie za duzo tych wod, ale moim zdaniem odchodza. Dzwonie do Marcina, zeby szybko przyjezdzal ze sprzetem bo bede rodzic. On mowi, ze jest juz pod szpitalem i ze wejdzie zobaczyc, co i jak. No wiec dzwonie do mojej poloznej, ze wody i w ogole, ona kaze mi isc na ktg i mowi, ze niedlugo sie pojawi w szpitalu. Przed ktg zbadal mnie lekarz, ja mu mowie, ze slyszalam „pyk” i w ogole a on na to, ze w takim razie jestem 1 kobieta, ktora slyszala, jak jej wody odchodza.. Hm, Stwierdzil, ze nie widzi oznak braku pecherza. Na ktg skurcze dochodzily do 50% a mnie juz dosyc bolalo, wiec zaczelam Marcinowi panikowac, ze bedzie ciezko. POszlismy na usg, ktore tez nie wykazalo odejscia wod. Ale ja tam swoje wiedzialam. Skiurcze byly coraz silniejesze wwiec sobie oddychalam.Przyszla nasza polozna, poweidziala, ze idziemy pod prysznic- w moim pokoju- bylam sama w pokoju szpitalnym a tam jest tez lazienka z prysznicem- wiec Marcin pojechal po aparat i takie tam do domku, a ja sobie oddychalam pod prysznicem a polozna mnie polewala. Przyjechal Marcin, mnie juz tak bolalo, ze spanikowalam totalnie, nie dawalam rady oddychac, zazadalam znieczulenia albo cesarki, Polozna sie usmiala i bylo „babo, rodzimy”:) Jakos sie zebralam w sobie, zwlaszca jak sie okazalo, ze jest postep w rozwarciu, oddychalam, kucalam przy skurczach a Marcin mnie naciagal- zeby glowka szybciej schodzila. W miedzyczasie bylo robione ktg, tetno malego caly czas bylo super. Rozwarcie postepowalo szybko, ale glowka nie chciala schodzic- maluszek byl duzy. kolo 23 poszlismy na sale porodowa, tam bylo ciezko, bo zaczely sie skurcze parte a ja nie moglam przec, bo glowka nadal za wysoko. Wiesia ustawiala mnie w roznych pozycjach, Marcin pilnowal oddychania i podtrzymywal mnie, a ja caly czas pytalam ile jeszcze. (w czasie porodu caly czas pytalam ile jeszcze musze rodzic w minutach i jakie mam rozwarcie w centymetrach) W koncu czulam glowke, coraz mniej sie cofala, przyszedl lekarz i sie zaczelo. Wiesia mnie naciela, niestety poczulam, fuj bolalo, kazali poprzec 2 razy i wyskoczyl maluszek, dali mi na chwilke na brzuch, bo opil sie wod plodowych i poszedl do badania a z nim Macin. Byla 1:25. Lekarz mnie zaszywal, ja sie caly czas upewanialam, czy ze znieczuleniem i czy bedzie bolao. Potem Wiesia pomogla przejsc mi na lozko i obok sali porodowej lezelismy z maluszkiem na brzuchu 2 godziny, maly sie dossal od razu:) Potem Wiesia zabrala mnie pod prysznic, wykapalam sie, poszlam na sale i do konca nocy wpatrywalam sie w ten malenki cud:)

    #404052

    Anonim

    Re: Mój poród:)

    i jeszcze nie przeszło to wpatrywanie się w Maluszka:)) ehh nizeła byłaś z tymi pytaniami o minuty i rozwarcie:) matematyczką jesteś?:)) a może to jest właśnie sposób żeby się skupić, jak wie się zę postęp jakiś jest to i szybciej idzie:)

    Aba i przeterminowany Jaś 🙂 (27.10.03 <- miało być…)



    #404053

    jaskierus

    Re: Mój poród:)

    Nie jestem matematyczka, ale tak bylo mi latwiej wytrzymac:) Wpatrywanie nie przeszlo oczywiscie:0 Pozdraiwam.

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close