Moja cesarka

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)
  • Autor
    Wpisy
  • #21464

    ewa250

    Zaczne od poczatku
    Do szpitala trafilam planowo 7 lipca. Pani dr stwierdzila ze maja straszny „mlyn” i ciecie bedzie pewnie w piatek, ale po badaniu stwierdzila ze piatku to ja na pewno nie doczekam, bo glowka niziutko i zero szyjki (tylko dwa dni bez fenoterolu !!!!). Cala pierwsza noc w szpitalu miala skurcze i w ogole nie spalam, a plozna powiedziala ze moze uda mi sie wytrzymac, …bo nie ma miejsca w sali po cesarce…:))). Wytrzymalam! We wtorek rano okazalo sie ze zabieg zaplanowali na czwartek, wiec spokojnie zaplanowalam sobie rozne zabiegi kosmetyczne przedporodowe na srode i cierpliwie czekalam. Przyszedl do mnie maz, a poniewaz byla ladna pogoda pospacerowalismy „troszke” po skwerku szpitalnym i najadlam się roznych fajnych smakolykow jakbym przeczuwala ze to po raz ostatni…, nic mnie nie bolalo zadnych skurczy na wieczor, wiec spokojnie polozylam sie spac i zasnelam jak kamien….. na krotko. Obudzilam sie ok polnocy, przewrocilam na drugi bok i ….. poczulam tylko takie „pyk”. Pomyslalam ze to na pewno nie kopniecie, tylko pewnie pekl mi pecherz plodowy… i tak bylo … zrobilo mi sie nieco mokro. To bylo ok 00:15. Obudzilam moja sasiadke proszac zeby zawolala polozna. Zadzwonilam do meza ze to juz i kazalam czekac na nastepny telefon. Polozna przyleciala (przesympatyczna) i powiedzialam jej ze tym razem mlody nie posluchal i juz chce wyjsc :))). Obudzono lekarza, poszlam z lejacymi sie wodami na badanie. Nieprzytomny, mlody lekarz zbadal mnie i stwierdzil ze czekamy do rana, bo na razie skurcze sa male a wody ok wiec mozemy poczekac. Z jednej strony sie cieszylam bo balam sie byc „krojona” przez takiego mlodego lekarza, a z drugiej balam sie czekac do rana (prawie 8 godzin czekania). Wrocilam na sale myslac o tym ze na pewno nie zasne… wpadla polozna i powiedziala ze mam sie szykowac i nie czekamy do rana. Zadzwonilam do meza zeby natychmiast przyjezdzal. Nie spieszac sie (zeby maz zdazyl dojechac) ubralam sie w seksowna szpitalna koszulke, poszlam na lewatywe, w miedzyczasie sie troche spakowalam, pochodzilam po korytarzu, wykapalam sie ekspresem i doczekalam sie meza. Dalam mu buziaka i polozna zaprowadzila mnie na sale.Tam dostalam kroplowke, no i kazali mi sie wtaszczyc na stol. Ledwo na niego wlazlam :)))). Polozylam sie i czekam… zaczeli mnie przygotowywac-podlaczyli do sprzetu i zjawil sie zespol dwoch lekarzy i anestezjologa, wszyscy w wysmienitych humorach. Do znieczulenia w kregoslup kazali mi sie polozyc na lewym boku (znowu musialam sie ruszyc a to na tak waskim stole i z brzuchem nie bylo latwe) i zwinac w klebek (hahahaha z takim brzuchem), pielegniarka przygniotla mi nogi do brzucha, poczulam uklucie i juz… zaczelam dretwiec od pasa w dol. Pomogli mi sie ulozyc i zaczeli kroic. Zespol bardzo dowcipny biorac pod uwage ze to byl srodek nocy i 6 cesarka tej nocy, rozmawiali
    ze mna i bylo ok. Nic nie czulam co najwyzej szarpanie. O godzinie 1:55 dnia juz 9 lipca 2003 roku wyciagneli mi Jaska z brzucha i uslyszalam jego krzyk. To byl najpiekniejszy dzwiek pod sloncem, az mi sie lzy zakrecily w oczach i juz nie slyszalam nic poza tym. pokazali mi Jaska, dalam mu buziaka i zabrali go. A mnie szyli i szyli i bardzo mi sie to dluzylo. Zrobilo mi się strasznie zimno ale tak to jest podobno po znieczuleniu. Skonczyli szyc, podziekowali i zapakowali mnie na lozko, potem przewiezli do sali obok operacyjnej na godzinke. Wpuscili meza i przywiezli Jasia. A mna strasznie „telepalo”. Ale to wszystko było niewazne bo mialam już sowojego maluszka przy sobie. Po godzinie (ok. 3 w nocy) zawiezli mnie na oddzial polozniczy i tam zostalam, a malego wzieli na noworodki. Mimo ogromnego zmeczenia i nieprzespanej kolejnej nocy nie moglam zasnac z wrazenia. Rano przyjechal maz i przyniesli mi Jaska. Po 12 w poludnie przyszy rehabilitantki i wstalam z lozka. Oj ciezko było, bolalo ale wiedzialam ze jak się nie pozbieram to nie będę miala sil zajac się Jasiem. I mogę się pochwalic ze po kilku samodzielnych podniesieniach się z lozka „smigalam” po korytarzu szpitalnym jak żadna inna po cesarce. Takiego zbiegu i powrotu do formy po zabiegu zycze kazdej która musi mieć cesarke.
    I wszystko byloby ok., gdyby… najpierw pani dr od noworodkow zauwazyla na szyjce Jasia babla z plynem, zrobila wymaz i mielismy czekac, na drugi dzien doszla zoltaczka i fototerapia. Jednoczesnie Jas dostal antybiotyk profilaktycznie (biedaczek miał w glowke wbity wenflon i serce mi się krajalo jak to widzialam), żeby się pod lampami nie rozbabral ten babel…. Niestety babel okazal się grobkowcem zlocistym…. wylam jak bobr i nie wiedzialam kiedy będzie można zabrac malego do domu. Mnie już wypisali ze szpitala ale nie moglam zostawic tam Jasia samego, wiec zostalam z nim na tzw. „hotelu”.
    Teraz już jestesmy w domku i dochodzimy do siebie. Jasiulec nawet ladnie spi, tylko te upalu dobijaja i jego i mnie.

    Pozdrawiam serdecznie

    Ewa juz z Jasiem (09.07.2003)

    #295272

    ava131

    Re: Moja cesarka

    Gratuluje Jasiulca!!!!
    Dobrze ze juz wszystko dobrze i jestescie w domku 🙂
    Zycze zdrowka i samych usmiechow

    pozdrowka
    Ania i wrzesniowa corcia 26.09.03



    #295273

    ykke

    Re: Moja cesarka

    No to macie małego Raczka! I to z 9 lipca tak jak ja! GRATULACJE!!!

    Izka i Iga 23.08

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close