Moja droga do Maciusia

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)
  • Autor
    Wpisy
  • #17390

    mala

    zaczne moze troszke od poczatku, mam na imie aneta, w grudniu skoncze 30 lat ,moj maz jest o rok starszy i jest policjantem ,jestesmy juz ze soba ponad 5 lat poznalismy sie w lipcu, w sierpniu 13 mielismy zareczyny a w pazdzierniku slub, w pierwszym roku naszego malzenstwa nawet nie moglam myslec o malenstwie ze wzgledow zdrowotnych, ale gdy dostalam pozwolenie od lekarzy od razu zabralam sie do roboty bylam pelna optymizmu i nawet nie pomyslam co mnie czeka, tak wiec zaczela sie moja droga, po jakims czasie stwierdzilam ze chyba cos jest nie tak, kazdy nie udany cykl wprawial mnie w coraz wiekszy dol, w koncu poszlam do lekarza kazali mi mierzyc temperature a malemu zrobic badanie nasienia, naszczescie moj mezulek bez zadnych sprzeciwow oddal robaczki do badania, okazalo sie ze z jego strony jest wszystko ok tak wiec bylo wiadomo ze to cos u mnie szwankuje, juz po pierwszym wykresie bylo widac ze nie mam owulacji co potwierdzaly nastepne usg, dostalam clo potem badania hormonkow i tu tez balagan tak wiec zabralismy sie za porzadkowanie hormonkow owulacji itp. w koncu po dluuuuuuuuugim czasie udalo sie zobaczylam na tescie 2 kreski ,bylam najszczesliwsza na swiecie lecz moje szczescie nie trwalo zbyt dlugo, w 10 tyg okazalo sie ze serduszko mojego malenstwa juz nie bije i to byl poczatek mojej desperacji ,zalamalam sie ,mialam depresje myslalam juz o psychologu bo zaczelo zle sie dziac ze mna ,nienawidzilam ciezarnych, reklam z dziecmi i wszystkiego co sie z tym tyczylo a czas poglebial to wszystko ,w koncu wzielam sie za siebie wywalczylam skierowanie na laparoskopie i histeroskopie, bylam pewna ze po poronieniu porobily mi sie zrosty na macicy i mialam racje, ale wtedy tez dowiedzialam sie ze nigdy nie bede miala dzieci poniewaz mam wade macicy i nigdy nie utrzymam ciazy, do tego brak 1 jajowodu to wszystko bylo dla mnie jak wyrok ale nie poddalam sie i tutaj musze podziekowac mojej kochanej didusi bo to takze dzieki niej jest macius!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! wzielam clo ale tak jak ona mowila od 3-7 d.c a nie od 5-9 dzieki temu mialam 4 ladne pecherzyki ,ktore nie chcialy peknac a moja lekarka nie chciala mi dac nic na pekniecie ,w ostatniej chwili zalatwilam ten zastrzyk i zrobilam go sobie, bylam pewna ze w tym cyklu nie uda sie ale cieszylam sie ze nie porobily sie zadne torbiele i moglabym wtedy zaczac nowy cykl ,ale spotkala mnie mila niespodzianka 12 dni po owulacji zrobilam test i wyszly 2 kreseczki, postanowilam sobie ze tym razem musi sie udac poczatki byly straszne plamienia krwawienie praktycznie w 8 tyg trafilam do szpitala i zostalam tam juz do konca, lezalam od lutego do 25 wrzesnia bylo ciezko ale walczylam o kazdy dzien mojego malenstwa cdn.

    serdeczne pozdrowienia
    mala i macius

    #247581

    mala

    pobyt w szpitalu-GIzycko cz.2

    pierwsze 7 tyg lezalam w domu, nie moglam wstawac. maly byl kochany robil wszystko, a ja lezalam i panicznie balam sie zeby historia sie nie powtorzyla. ale niestety mimo wszystko w 8 tyg trafilam do szpitala. bralam rozne leki mimo to ciagle plamilam i krwawilam. strasznie sie balam tak bardzo chcialam zeby tym razem sie udalo lekarze. sami nie wiedzieli czemu tak sie dzieje, twierdzili ze ok 13 tyg powinno to sie skonczyc i bedzie to trwalo tak dlugo az trwoblast przeksztalci sie w lozysko, a dla mnie kazdy dzien byl pelen strachu czy dzidziunia zyje i wszystko jest ok. zawsze w piatki mialam usg, lekarz sprawdzal czy dzidzia zyje i czy prawidlowo sie rozwija. kazde takie badanie okropnie przezywalam, strasznie sie balam, ale kiedy slyszalam ciaza zywa pojedyncza lzy pokazywaly mi sie ze szczescia. pewnego dnia mialam usg, lekarz spytal sie ktory to tydz, ja odpowiedzialam, ze 10. on na to ze to niemozliwe, bo dzidzia ma wymiary na 7 tyg i ma ok 17 mm. strasznie sie zdenerwowalam i pytam jakto to sie skurczyla!!!!!!?????????. a on jak nie naskoczy na mnie, ze to nie mozliwe, ze trudno jest zmierzyc itp., ze powinnam sie cieszyc, ze serduszko bije. ja na to, ze tydz temu miala ponad 2 cm, a on ze pewnie sie zle rozwija!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!. zeszlam z kozetki z placzem i poszlam do sali. wtedy przyszla moja lekarka i spytala sie czemu placze. opowiedzialam jej. po 2 godz ona powtorzyla usg i okazalo sie ze wszystko jest ok!!!!!!!!!!!!!!!. sama sie dziwila jak on zrobil to usg ale naszczescie wszystko dobrze sie skonczylo. praktycznie dni nie roznily sie niczym jedynie na dworze pogoda sie zmieniala. robilo sie coraz cieplej w 14 tyg przestalam plamic. bylam szczesliwa. wobec tego lekarze puscili mnie na przepustke, lecz moja radosc nie trwala dlugo. po paru dniach zaczal mnie bolec brzuch, okazalo sie ze macica sie stawia i znowu do szpitala. i wtedy zaczela sie walka ze skurczami. niestety moja macica buntowala sie, macius rosl a ona koniecznie chciala go wywalic z domku. i tak lecialy nastepne dni. nie moglam juz wcale wstawac ,nawe do wc. ciagle mialam kroplowki z fenoterolu i mgso4 i modlilam sie zeby bylo ok. w 25 tyg mialam 2 napady epi. lekarze spanikowali, ze moglo odkleic sie lozysko. przyciagneli usg do lozka i sprawdzali czy nic zlego sie nie stalo, ale ja wiedzialam ze jest ok. czylam to malenstwo slicznie fikalo w brzusiu, wiedzialam, ze nic mu sie nie stalo, a czulam go od 18 tyg i nigdy nie zapomne tych pierwszych ruchow. na nastepny dzien z samego rana zostalam przewieziona do olsztyna do szpitala woj. tam jest intensywna terapia dla noworodkow i jesli malenstwo wczesniej przyszloby na swiat mialoby jakakolwiek szanse przezycia. u nas niestety sa tylko 2 inkubatory to wszystko a to za malo dla malutkiego wczesniaczka w olsztynie przewiezli mnie na trakt porodowy…

    serdeczne pozdrowienia
    mala i macius



    #247582

    mala

    pobyt w szpitalu-olsztyn cz.3

    do olsztyna przewiezli mnie erka, myslalam ze urodze od tej jazdy, te wszystkie dziury i zakrety wywolaly u mnie czynnosc skurczowa ,regularna co minute, zostalam przewieziona na trakt porodowy trzeslam sie ze strachu i z bolu, na porodowce zajely sie mna bardzo mile polozne podlaczyly ktg i kroplowki na wstrzymanie skurczy wszystko byloby ok ale ciagle lezenie pod ktg mnie wykaczalo ,bolaly mnie wszystkie kosci ,niestety te lozka do lezenia raczej sie nie nadaja, ale po jakis 30 min zaczelam czuc sie lepiej ,na ktg rejestrowaly sie nieregularne skurcze do ok 40 % wiec odetchnelam z ulga,, na nastepny dzien zostalam przewieziona na oddz patologii, jeszcze nie moglam wstawac ale po kroplowce pozwolono mi pojsc do lazienki, po poludniu bylam na usg lezalam sobie spokojnie i sluchalam jak pani dr omawia kazda czesc mojego malenstwa poprosilam ja zeby powiedziala czy jest to chlopiec czy dziewczynka najpierw stwierdzila ze nie moze zobaczyc-pol miednicowe ale po chwili usmiechnela sie i spytala a jak ja mysle odpowiedzialam jej ze chlopiec ona ze tak ucieszylam sie ze znam plec mojego dzidziusia ale jak wiadomo nie bylam jeszcze na 100% pewna, nastepne dni raczej nie roznily sie od siebie ciagle to samo lezenie kroplowki i skurcze i tak mijaly dni a na dworze robilo sie coraz cieplej odwiedzajacy byli coraz bardziej opaleni a ja coraz bardziej zaokraglalam sie, w 7 m ciazy zobaczylam ze na plecach po jednej stronie mala wysypke powiedzialam o tym lekarzowi on na to ze to polpasiec, bylam w szoku z kad to cholerstwo sie tu wzielo oczywiscie w placz balam sie ze moze cos sie stac maciusiowi ,przeciez to wirus, lekarz uspokoil mnie ze jemu nic nie grozi i umieszczono mnie w pojedynczym pokoju, nie dosc ze kazali mi lezec to jeszcze bylam sama, bylam zalamana i smutna mialam dosc samotnosci naszczescie po niedlugim czasie moglam znow wrocic na swoja sale cdn.

    serdeczne pozdrowienia
    mala i macius

    #247583

    mala

    pobyt w szpitalu-olsztyn cz.4

    znowu jestem na swojej sali, od razu mi lepiej ,w koncu mam do kogo otworzyc usta, czuje sie dosc dobrze tylko ten wstretny upal daje mi w kosc, co chwila chodze pod prysznic, zeby sie schlodzic ale to raczej nic nie daje owszem gdy woda leci jest superowsko ale gdy tylko wyjde od razy robi sie goraca i czuje sie tak jakbym wogole tam nie byla, jejku jak ten czas wolno leci wszystko od godziny do godziny o 16 ktg potem „brzydula”i juz niedlugo noc i koniec nastepnego dnia i oczywiscie poczatek nowego a co znaczy ze nastepny dzien wygralam macius jest jeszcze ze mna :zebiska:
    noc godzina cos ok 12 zaczyna mnie bolec brzuch hm jest to raczej nieprzyjemne twardnienie wiem ze to sa skurcze nie panikuje przeciez mam je ciagle tylko te jakies dziwne inne, dol brzucha pobolewa jak do okresu i plecy hm jakos tak dziwnie patrze na zegarek co ile wystepuja wpadam w panike sa regularne co 1.5 min ide do poloznej, budze ja delikatnie, idziemy na sale podlacza mi ktg a tam skurczyska na ponad 100% zaczynam plakac to dopiero 32 tydz, chcialabym zeby misiu jeszcze posiedzial dostalam juz 3 serie sterydow na plucka ale boje sie ze jest za malutki ,przychodzi lekarz jego decyzja na trakt-hamowanie—–wyjasniam tam jest tak przyjete ze dziewczyna ze skurczami idzie na trakt, tam jest tkz hamowanie, kazal podlaczyc kroplowki i zbadal mnie naszczescie szyjka trzyma rozwarcie tylko na 1 palec wiec troche odetchnelam, przyszla pielegniarka zalozyc mi venflon i tu odwieczny problem nie ma gdzie sie wkluc, dziobie mnie kilka razy i nic z tego, wola lekarza zapada nastepna decyzja wzywaja anastezjologa ,zeby zalozyc mi tzw dojscie centralne teraz dopiero zaczynam sie bac, biora mnie na wozek wioza na sale operacyjna na oiom, polozna trzyma mnie za reke dodaje otuchy, ale ja sie tak strasznie boje ze trzese sie jak galareta tak mi drgaja usta ze nie moge nic powiedziec ,tak strasznie sie boje klada mnie na stol chyba zaraz z niego zlece, obkladaja zielonym przescieradlem przychodzi lekarz ,moje nerwy nie wytrzymuja, placze, zaciskam zeby, boje sie tego bolu, robia mi 1 wklucie bez znieczulenia-jest to uklucie w szyje ,gruba igla ,nie trafia ,robi to jeszcze raz znow nie trafia w koncu zlitowal sie dal znieczulenie bardzo bolalo ale teraz mam nadziejeze sie uda ,wklucie teraz juz nie boli ale znow pudlo nie wytrzymalam, wpadlam w jakas histerie zaczylam krzyczec ,zeby mnie zostawil ze nie jestem workiem ziemniakow ze ja wszystko czuje i to mnie boli tak bardzo chcialam wytrzymac przeciez to dla maciusia, zalamalam sie on na to ze ok jak nie chce to nie zadzwonil na gore do mojego lekarza i zaczal gadac ze jestem wyrodna matka ze to dla dziecka a jak nie chce to najwyzej poronie po czym poszedl, zabrali mnie z powrotem na gore i zawiezli na trakt musieli dac mi cos na uspokojenie ,zanosilam sie placzem ,polozne staraly sie jak mogly zebym w koncu przetsla plakac nasilalo to skurcze, w koncu uspokoilam ,sie przyszedl lekarz powiedzial zebym nie brala sobie tego do serca co tamten mowil ,ze oni nie maja podejscia itp uspokoilam sie i staralam sie zrelaksowac, dostalam rozne leki domiesniowo ,doustnie a w tym czasie polozne same staraly sie zalozyc wklucie ,po kiklunastu nieudanych probach zrezygnowaly wszystko mnie bolalo ,cale cialo bylo poklute ,nogi, kolana ,rece ,szyja mialam dosc, naszczescie skurcze zaczely sie zmniejszac podzialaly inne leki obylo sie bez kroplowki po 2 dniach wrocilam na oddzial, ordynator stwierdzil ze dlugo juz nie pociagne ale ja bylam szczesliwa ze to nie teraz ze misiu jescze jest ze mna cdn.

    serdeczne pozdrowienia
    mala i macius

    #247584

    mala

    pobyt w szpitalu-olsztyn cz.5

    tak wiec dalej jestesmy razem ,upaly dokuczaja ,ale najwazniejsze ,ze wszystko wrocilo do normy ,szyja po wkluciach sie goi a macius baraszkuje dalej w brzusiu, coraz bardziej tesknilam za domem, coraz bardziej mialam juz dosc ,wiedzialam czemu jestem w szpitalu i musze tam byc az do konca ,ale bylo mi coraz trudniej niemoglam sie doczekac 36 tyg wtedy mialam miec zabrany fenoterol i wiedzialam, ze jak macius sie urodzi nic mu nie bedzie grozilo,
    na nastepny dzien mialam usg prenatalne ,bardzo sie balam czy wszystko jest ok ,bralam przeciez przez cala ciaze duzo lekow ,chorowalam na grype ,przeszlam polpascca, weszlam do gabinetu ,lekarz kazal polozyc sie na kozetce po paru sekundach powiedzial ze jest bardzo zle ,zamarlam nie wiedzialam co sie dzieje, lzy stanely mi w oczach a on z usmiechem dodal ze musze pochodzic bo nic nie moze zobaczyc, maluch jest w pol miednicowym i musi sie troszke przekrecic, zeby mogl go zbadac ,myslalam ze go zabije, przelknelam tylko sline i wyszlam serce bilo mi jak oszalale chodzilam po korytarzu tam i z powrotem i balam sie coraz bardziej w koncu poproszono mnie na badanie, macius troszke sie przekrecil ale i tak badanie bylo utrudnione najwazniejszy jednak byl wynik moj kochany syneczek jest zdrowy !!!!!!!!!!!!!!!!!wszystko wyszlo ok, bylam szczesliwa i az poplakalam sie z radosci, sale dalej lezala kolezanka z 3-jaczkami hihi po clo i za godzine miala cc, urodzila 3 slicznych chlopcow wszystko zaczelo ukladac sie pomyslnie cdn.

    #247585

    mala

    przed narodzinami cz.6

    w koncu zaczal sie 36 tydz ,jestem juz bardziej rozluzniona ,widzialam sporo maluszkow z 35/36 tyg i nawet nie byly w inkubatorach tylko od razu przy mamusi ,a to dodawalo mi wiele otuchy , rano o 6 pobudka przyszla siostra z termometrem oraz podlaczyc ktg, chce mi sie spac ,ale coz sila wyzsza ,zaklada mi pasy, przyklada palete na tetno i szok jakies dziwne ledwie 70/80 z jakimis przerwami tak jakby co chwilke stawalo strasznie sie przestraszylam ,zaczelam krzyczec co sie dzieje ona kazala przewrocic sie na bok ,zrobilam to zaczelam trzesc brzuchem, macius cos przyblokowal i byl niedotleniony, zaczelam plakac, mialam chcec rozpruc brzuch i szybko go wyjac ,bylam taka bezradna nic nie moglam zrobic ,nagle zaczelo sie normalizowac serduszko zaczelo szybko bic ,na ktg zapisal sie ogronmy spadek cala sie trzeslam a serduszko mojej niuni bilo caly czas ponad 170/180 tak jakby chcialo nadrobic , a maszyna co chwile wlaczala sie z alarmem ,wiedzialam ze nie wolno w zaawansowanej ciazy lezec zbytnio na plecach ,ale bardzo lubie tak spac i bylo mi tak wygodnie, po tym incydencie nie polozylam sie ani na chwikle na plecy na obchodzie lekarz zlecil holtera serduszka i 4xdz.ktg, po usg bylam spokojniejsza bylo wszystko ok poprostu maluszek ma juz za malo miejsca ,mam wade macicy czyli ma tylko polowe domku i mogl sobie przygniesc pepowine ,powiedzieli tez ze w 37 tyg odstawia mi juz leki ,czulam ze to juz niedlugo nastapi ze powitam swojego syneczka nastepny dzien byl ok spalam i lezalam tylko na boku i mimo ze nie moglam raczej wiecej siedzialam i chodzilam wiedzialam ,instyktownie ze wtedy nic nie grozi maciusiowi ,ktg tez bylo ok choc kazde podlaczenie bylo dla mnie ogromnym stresem ,kazdy malutki spadek doprowadzal mnie do szalenstwa chyba bym sie zabila jakby teraz na samej koncowce staloby sie cos mojemu syneczkowi, nawet tego sobie nie wyobrazalam, nie dopuszczalam takiej mysli ,po tym wszystkim musialo byc dobrze ,na nastepny dzien drzemka popoludniowa o 16 ktg budze sie oczywiscie spalam na boku polozna zaklada mi pasy palety i znowu to samo zaczynam plakac ,co sie dzieje przeciez nie lezalam na plecach zaczelam prosic syneczku kochany nie umieraj blagam a tetno ciagle spadalo doszlo do 60 wpadlam w panike potrzasanie nic nie dawalo myslalam ze zwarjuje ,ale naszczescie powoli zaczelo wracac do normy a potem znow gonilo to byl moj ostatni pobyt w lozku, wstalam i powiedziala ze sie wiecej nie poloze ,siedzialam, chodzilam bylam zmeczona, wieczorem polozylam sie tylko na ktg ,nadszedl wieczor bylam coraz bardziej zmeczona ale nie polozylam sie usiadlam w fotelu, rozmawialam z dziewczynami potem wszyscy poszli spac ja dalej siedzialam ,strasznie sie balam tak chcialam zeby wyciagneli juz maciusia przeciez byl duzy na co czekaja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! w nocy podeszla polozna zaczelysmy rozmawiac namawiala mnie zebym sie przespala lecz jej slowa padaly jak o sciane wiem ze napisala w raporcie ze cala noc przesiedzialam i nie spalam itp. rano na obchodzie w koncu lekarz przejal sie tymi spadkami kazal odstawic leki i zadecydowal ze albo zaczne rodzic albo znow spadnie tetno od razu na cc ,odetchnelam, bylam szczesliwa ze w koncu cos zacznie sie dziac ale i tak sie nie polozylam jak narazie ktg bylo ok ale o 12 poczulam mocniejsze skurcze, wiedzialam ze to juz dzis nastapi, ze powitam mojego syneczka ,poszlam na dol kupilam pepsi ,sliwki hihi wszystko czego nie bede mogla pozniej jesc o 16 zaczely sie skurcze porodowe regularne co min na ponad 80/100% zapadla decyzja cc, o 21 dziewczyny zaczely pomagac mi sie pakowac i przenosic z patologii na polozniczy, polozne zabraly mnie do zabiegowki przygotowaly i wszystkie poszlysmy juz na nowa sale, bylam najszczesliwsza na swiecie, przyszedl anestezjolog i po rozmowie oswiadczyl ze bede miala znieczulenie ogolne ze wzgledu na moj stan zdrowia, mila niespodzianka bylo to ze przyszla do mnie mesia w odwiedziny i zostala az do konca ,cc przesuwalo sie przez te nieszczesne sliwki hihi musialo minac troche od ostatniego posilku a skurcze byly coraz mocniejsze czulam jak macius zaczyna pchac sie na swiat…
    _________________
    pozdrawiam mala i 2 zębny macius 04.09.2002



    #247586

    ninka

    Re: Moja droga do Maciusia

    Juz czytalam Twoj pamietnik na staraniach i chociaz wiem jak sie konczy znow sie poryczalam… Musisz byc bardzo silna, a Macius wynagrodzil Ci wszystko. Jestes przykladem dla wielu starajacych sie. Potrzeba bardzo duzo sily zeby uwierzyc ze sie uda. Swoja droga niektorzy lekarze, z ktorymi sie spotkalas to zwyczajni amatorzy… Lepiej tego nie komentowac. Dla mnie jestes przykladem wielkiej sily, ktora lasnie jest mi potrzebna.Dziekuje.

    Ninka
    moje temperaturki

    Edited by smoki on 2003/06/02 22:04.

    #247587

    mala

    WITAJ KOCHANY SYNECZKU CZ.7

    skurcze stawaly sie coraz bardziej dokuczliwe, masowalam sobie plecy, ale to nie zawiele pomagalo, naszczescie nie bylam sama obok siedziala mesia i dodawala otuchy a na okolo lozka staly wszystkie dziewczyny z patologii i rozsmieszaly mnie jak mogly ,bylam strasznie podekscytowana juz niedlugo mialam zobaczyc swoj skarb , zblizala sie 21 a ja bylam cala w oblokach wiedzialam ze gdy malenstwo bedzie juz przy mnie nic mu juz nie bedzie grozilo ,mesia przyniosla mi 1 grzechotke swojej coreczki to bardzo mile, gdy tak lezalam myslalam o wszystkim co przeszlam, jak maly za kazdym razem gdy plakalam do sluchawki pocieszal mnie ze juz niedlugo, jeszcze troszke a tu nagle jego slowa mialy stac sie rzeczywistoscia myslalam o wszystkich dzieki ktorym jakos przetrwalam ten pobyt w olsztynie z daleka od domu rodziny, o kochanej betuszce dzieki ktorej dni lecialy mi szybciej gdy przychodzila do mnie gadalysmy sobie o wszystkim i niczym dziekuje jej bardzo za wszystko
    przyszla polozna i poinformowala mnie ze niestety cc sie przesunelo poniewaz jest tkz nagla cesarka z porodowki ,ok jeszcze troche poczekam wszystko jest do zniesienia choc to napiecie bylo niedowytrzymania, potem podlaczyli mi znow ktg glownie do sprawdzenia tetna wszystko bylo ok, macius wiercil sie i kopal jakby wiedzial ze zbliza sie „ta chwila” rozkoszowalam sie kazdym jego kopniaczkiem staralam sie zapamietac wszystkie jego ruchy jak najlepiej ,wiedzialam ze juz niedlugo nie bede ich czula, zastanawialam sie jak to bedzie, zawsze rano czekalam az sie obudzi na 1 kopniaczka a teraz jak to bedzie???? minela nastepna godzina bolalo coraz bardziej a ja znow spadlam, nastepna nagla cesarka zaczelam sie denerwowac przeciez ciagle leze a jak znow macius przycisnie pepowine same wstretne mysli zatlaczaly mnie
    w koncu tel. z bloku narescie, zaczelam sie naprawde bac trzeslam sie jak galaretka ale mysl ze to juz za chwile byla silniejsza od wszystkieg o, wwiezli mnie na sale operacyjna a tu male zamieszanie nagla cesarka z miasta wywiezli mnie na sale porodowa mialam tam zaczekac alle okazalo sie ze jest porod i trzeba ja oposcic, zaczelam sie smiac czy ja mam naprawde takiego pecha?? wrocilam na swoja sale dziewczyny ciagle byly ze mna dzieki temu czas szybciej lecial ,skurcze staly sie niedozniesienia czulam ze jesli zaraz nie zrobia cesarki to nie wiem co bedzie maly przeciez byl ulozony miednicowo ale naszczescie znow telefon teraz juz napewno ,znow wjechalam na sale op. pielegniarka anestetyczna spytala sie mnie czemu jestem taka skrzywiona a ja mysle dobre sobie ,mowie jej ze rodze!!!!!!!! a ona a to juz zaraz bedzie lepie,j polozyli mnie na sto,l odkryli ,pani dr zaczela mazac moj brzuch jodyna czulam jak macius strasznie sie wierci chyba czul moje zdenerwowanie potem zakryli mnie zielonym przescieradlem, podlaczyli ekg slyszalam rozne komendy wydawane przez lekarza nagle pielegniarka podeszla mowiac 5 gr thiopentalu patrzylam jak podaje zastrzyk zaczelo robic mi sie blogo czulam ze odlatuje
    o 23.20 urodzil sie moj najkochanszy skarb na swiecie- macius
    mial 48 cm wazyl 2.700 dostal 9 p apgar niestety nie widziala jak go wyjmowali spalam ,ale mesia uslyszala pierwszy krzyk maciusia ,potem mnie wywiezli na sale a jej pielegniarka wyniosla go i pokazala a ona rozpakala sie dalej nie wiem co bylo bo spalam ,rano…

    #247588

    agahh

    Re: przed narodzinami cz.6

    Ja rowniez czytalam twoj pamietnik na staraniach.Sciagam z glowy kapelusik:))))))))))))))Dobrze,ze zycie wynagrodzilo ci twoje cierpienia:)))))))))))))))))))i ze bylas silna do konca.Pozdrawiam

    temperaturki aguski

    Edited by smoki on 2003/06/04 09:18.

    #247589

    mala

    Re: przed narodzinami cz.6

    ciesze sie ze czytacie moj pamietnik:)) mam nadzieje ze moja historia,poprawi humorek wszystkim dziewczynom ktore staraja sie o maluszka,tak wiec nie poddawajcie sie kochane:)) jestem pewna ze wkoncu wszystkim starajacym sie uda,a ten pamietnik to tylko 1/3 tego co naprawde przeszlam przez te wszystkie lata

    mala i macius 04.09.2002

    Edited by smoki on 2003/06/05 09:52.



    #247590

    mala

    jestesmy juz razem:))

    kiedy wrocilam na sale myslalam ze nie wytrzymam z bolu, za duzo nie pamietam, ale tego bolu nie da sie zapomniec ,dziewczyny mowily, ze co chwile pytalam sie ile dostal apgar ,ile wazyl, mierzyl itp i tak w kolko puki mi narkoza nie przeszla,, nie moglam uwierzyc ze dostal az 9 apgar ,w duchu liczylam choc na 7-8 ,bylam taka szczesliwa, macius zostal na noworodkach a ja nie moglam sie doczekac kiedy mi go przyniosa, w domu szalala radosc ,maly z moimi rodzicami plakal jak zadzwonili do szpitala i dowiedzieli sie ze jest juz na swiecie i wszystko jest wporzadku , ja dostalam zastrzyki p/bolowe i bylo lepiej, raniutko po obchodzie dopytywalam sie kiedy mi go przyniosa ,bylam taka podekscytowana ,wiedzialam ze juz jest, ze zaraz go bede miala przy sobie i ciagle nie moglam go sobie wyobrazic ,plakalam ze szczescia co niektorzy mysleli ze z bolu hihi, najbardziej dobijalo mnie to ze polozne wchodzac na sale mowily ze slicznego mam synka itp a ja sie wsciekalam ze caly oddzial juz go widzial a ja nie,
    w koncu nadeszla TA chwila w drzwiach stanela polozna z malym zawiniatkiem wiedzialam ze to macius poznalam po rozku, poprostu zamarlam ,przelknelam sline i dostalam mojego synka w objecia, tulilam go mocno i plakalam calowalam po policzkach ,nosku, czolku byl taki malutki ,oczka mial zamkniete byl troszeczke spuchniety ale taki sliczny to byl moj macius, moj kochany syneczek na ktorego tak dlugo czekalam i tak duzo znioslam ,ale ta chwila rekompensowala wszystko, kazdy bol i niewygode ,moja radosc nie miala konca bylam najszczesliwsza na swiecie nawet teraz jak to pisze placze, poprostu nie moge opanowac wzruszenia jak to sobie przypomne… naprawde nie ma chyba najpiekniejszej chwili na swiecie dla matki tylko wtedy gdy po raz pierwszy widzi swoje dziecko,
    kiedy emocje troche opadly zastanawialam sie jak bedzie wygladac moje zycie ,wroce do domu i wszystko sie zmieni ,tak bardzo chcialam juz byc z maciusiem w domku ,wyjsc na spacerek itp i wiecie co nachodzily momenty, ze nie moglam uwierzyc w wlasne szczescie, ze to jest moj synek ze juz na zawsze bedzie ze mna, ze nikt mi go nie zabierze, ze nikt nie przyjdzie i go nie wezme a ja go juz nie zobacze ,to jest moj macius i zawsze bedzie z nami (oczywiscie puki sie nie ozeni)
    patrzylam na niego jak na kosmite hihi moje szare komorki nie mogly przyjac do wiadomosci ze to malenstwo ktore trzymam w ramionach to moj malutki chlopczyk, aby przyzwyczaic sie do tej mysli musialy minac godziny ale pozniej wiedzialam ze to szczescie ktore lezy obok to MOJ KOCHANY SYNECZEK

    o to koniec mojej historii jestesmy juz w domku macius ma 9 tyg wazy 5.200 i 60 cm jest kochany prawie wcale nie placze tylko w nocy zamiast spac usmiecha sie i baraszkuje po swojemu hihi a ja sie wnerwiam ze nie chce spac, jest najukochanszym syneczkiem na swiecie baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo mocno go kocham i apeluje do wszystkich dziewczyn ktore sie staraja a narazie bezskutecznie, nie poddawajcie sie!!!!!!!!!!!!!!!!! cuda naprawde sie zdarzaja a naprawde warto przejsc te wszystkie trudnosci zeby przezyc te wszystkie szczesliwe chwile, caluje was mocno i serdecznie wasza mala i 9 tyg macius
    cmoooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooook

    tak wiec koniec naszej historii minelo juz troche czasu od napisania tego pamietnik,dzis naprawde macius konczy 9 m:))) i wczoraj wyrznela sie lewa gorna jedynka:)) czyli ma 3 zabki:))

    mala i macius 04.09.2002

    #247591

    kasiafl

    Re: jestesmy juz razem:))

    Mała !!!!! Przeczytałam wszystko i…… brak mi słów!!!!
    JESTEŚ WIELKA !!!!!!!

    Szczerze podziwiam i życzę wszystkiego najlepszego !!!!

    Kasia

    PS. Powinni Ci jakiś pomnik postawić albo cuś :))))))

    Edited by smoki on 2003/06/10 17:20.

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close