moja histooria (Słonko – może coś poradzisz?)

Postów wyświetlanych: 6 - od 1 do 6 (wszystkich: 6)
  • Autor
    Wpisy
  • #7704

    weronika

    Zgodnie z prośbą Słonka (Ani) postanowiłam nieco dokładniej opisać mój „przypadek”, mając nadzieję, że może ktoś miał podobne doświadczenia i może coś poradzi, podpowie, poleci dobrego lekarza itp.
    Dwa lata temu zaszłam w ciążę. Długo nie musieliśmy na to czekać, poprostu – przestaliśmy się zabezpieczać i stało się. Od początku dziwiło mnie to, że nie mam żadnych objawów. Nasza radość nie trwała długo – w 11 tygodniu poroniłam. Stwierdzono poronienie samoistne, a dokładnie „pęcherzyk ciążowy bez echa płodu”. Nie będę tu opisywać jak się czułam i co wtedy przeżyłam, bo to chyba zbędne; każdy kto przez to przeszedł wie dokładnie jak to jest. Nasłuchałam się oczywiście tego co wszyscy, że tak czasem bywa, że w dzisiejszych czasach poronienie to rzecz normalna. Pani ginekolog zapisała mi pigułki antykoncepcyjne (Femoden), tłumacząc że przez okres pół roku nie powinnam zajść w ciążę. Jednak pigułki brałam prawie półtora roku, gdyż tak potoczyło się moje życie. Stwierdziłam, że z kolejną ciążą jeszcze poczekam…
    W zeszłym roku w sierpniu odstawiłam pigułkę, gdyż stwierdziliśmy, że już CZAS. I o dziwo: Po dwóch miesiącach, kiedy okres zaczął się spóźniać, zrobiłam test – był pozytywny. Świetnie! Myślałam, że wszystko będzie w porządku. Zrobiłam drugą próbę ciążową, tym razem w Ośrodku Zdrowia, z krwi. Była dodatnia, wskazywała na 3-tygodniową ciążę. Jednak po tygodniu (nie zdążyłam jeszcze nawet udać się do lekarza) dostałam okres (który wyglądał jak krwawienie podczas poronienia). Pamiętam, że jeszcze tego samego dnia zrobiłam test – tym razem negatywny.
    Lekarka, u której wylądowałam niebawem, nie wierzyła, że to była ciąża. Stwierdziła, że tak czasem się zdarza, że testy często „kłamią”, że to napewno nie była ciąża. Po tym wydarzeniu wykonałam podstawowe badania (morfologia itp.) oraz badanie hormonów, którego wynik (według mojej Pani Doktor) jest zupełnie o.k. Na własną rękę zrobiłam też toksoplazmozę – też o.k.
    Po kilku miesiącach wyczekiwania (coraz bardziej zresztą nerwowego) na upragnionego potomka lekarka zleciła kurację: Clostilbegyt (pół tabl.) od 5-9 d.c., potem Duphaston od 17-26 d.c.
    I co? I nic… Już trzeci (i ostatni) cykl biorę hormony, ale jak narazie bociuś omija nasz dom szerokim łukiem… Zaczynam się już poważnie denerwować, i zaczyna również denerwować mnie podejście mojej lekarki, która za każdym razem ze stoickim spokojem mówi „proszę dać sobie trochę czasu”. „Trochę” ? – to znaczy ile?
    Ostatnio powiedziała (widząc chyba moje coraz większe zdenerwowanie), że poczekamy jeszcze 2-3 cykle i jeśli nic z tego nie będzie to skieruje nas do Łodzi do Kliniki, ponieważ ona (i tu bardzo cenię ją za szczerość) w tym momencie zaczyna być bezsilna.
    Wiem, że w ciążę nie zachodzi się na życzenie, ale powoli zaczynam tracić cierpliwość. I teraz potwornie żałuję że z kolejnym zajściem w ciążę po pierwszym poronieniu zwlekałam aż dwa lata…
    Czy ktoś może mi cokolwiek poradzić?
    Weronika

    #135945

    lila

    Do Weroniki

    Wysłałam Ci wiadomość na priva. L.



    #135946

    weronika

    Re: Do Weroniki

    Piękne dzięki. Odpowiedź przesłałam też prywatnie!
    Weronika

    #135947

    slonko

    Re: moja histooria (Słonko – może coś poradzisz?)

    Witam!!!!!
    Zacznijmy od tego że to nie prawda że poronienia „w dzisiejszych czasach to rzecz normalna” nie prawda, chodzi o to że teraz można szybko stwierdzić ciążę (test krwi) i ją szybko zobaczyć (usg) kiedyś takiej techniki nie było więc jak ktoś miał spóźniony okres dwa tygodnie to nie sądził że to poronienie, poronienia były zawsze i też w takiej ilości
    .U mnie było podobnie tylko odwrotnie, poronienie w 35 dc. potwierdzone usg, następnie obumarcie płodu w 10 tyg.Jeżeli za pierwszym razem nie stwierdzono echa płodu to dziwi mnie że lekarz nie nakazał badań genetycznych, no niby się to robi po trzecim poronieniu ale oznacza że był pęcherzyk a nie było dziecka więc coś może nie tak z tymi genami.Mąż powinien po pierwszym poronieniu zrobić koniecznie badanie nasienia (mój robił) bo, jak już pisałam kiedyś na „poronienie”, wystarczy że facetowi brakuje cynku czy magnezu i już plemniki mogą mieć złą budowę, a co za tym idzie i materiał genetyczny który mają, może być błędny, a poza tym jest to szybka i tania metoda którą można pana zbadać.Można zrobić to badanie na Starowiślnej 13, za pałacem Puchetów tel.422-56-32, to jest Centrum Świadomego Macieżyństwa, albo tak jakoś podobnie się zwie, kosz ok. 50zł, zadzwoń i dopytaaj szczegóły.
    Dziwi mnie postawa twojej lekarki, w końcu zrobiłaś badanie w Osrodku zdrowia i ona ci nie uwieżyła!!!!!!!!!!!!! a usg, można zrobić i wtedy widać czy była ciąża. I w końcu po co ci lekarstwo na wywołanie owulacji, Clo, skoro zachodzisz w ciążę bez problemu???????Duphaston owszem jest potrzebny żeby podtrzymać ewentualną ciążę,ale podobno podany przed owulacją ją blokuje, co oznacza że jeżeli masz owulację po 17dc. to jej teraz nie masz bo łykasz za wcześnie duphaston, nalezy go łykać owszem ale po owulacji.
    Konkluzje mam takie: zmień lekarza, odstaw lekarstwa i spróbujcie jeszcze raz możesz brać duphaston ale jak będziesz pewna że jesteś po owulacji, no i zróbcie badania. Jakie to mogę napisać, mogę też dać tel. do mojego lekarza, to może nie specjalista od płodności ale wy nie z nią macie problem (zupełnie jak ja) a z utrzymaniem ciąży, a w tym to on całkiem dobry i jak trzeba u siebie na oddziale położy i dopilnuje, w sumie dobry z niego też człowiek nie tylko lekarz.
    Mozecie jeszcze zrobić tak, pójść na monitorowanie cyklu i lekarka powie wam kiedy najlepiej się kochać. Mam namiar na taką ginekolog (byłam) po prostu nie idziesz do lekarza jak na wizytę tylko na usg, jest to na Pleszowskiej i kosztuje 100 za obserwację, chodzisz od 10 dc. aż do owulacji codziennie i jak już zrobicie co trzeba to wtedy łykaj ten duphaston tak jak ci lekarz napisał.
    Oj troszkę tego wyszło, takie jest moje zdanie na ten temat, co do badań to mogę ci napisać jakie powinnaś zrobić.Może ktoś pomysli że się za bardzo mądrze ale to co napisałam wynika z moich doświadczeń, doświedczeń innych po poronieniach no i troszkę poczytałam.

    #135948

    weronika

    Re: moja histooria (Słonko – może coś poradzisz?)

    Słonko!!
    Bardzo ale to bardzo Ci dziękuję za twój list i zainteresowanie!! Naprawdę nie masz pojęcia jakie to dla mnie ważne. Cały twój list wydrukowałam, i dokładnie przestudiowałam chyba ze trzy razy. Z niektórych rad napewno skorzystam, niektóre twoje wskazówki dokładnie przemyślę. Jeszcze raz bardzo dziękuję! Oby więcej takich życzliwych osób jak ty na tym Forum i w ogóle w życiu!
    Życzę wszystkiego dobrego i pozdrawiam. A może napiszesz mi coś o sobie? Jak wyglądała (wygląda) twoja walka o dzidziusia?
    Weronika

    #135949

    slonko

    Re: moja histooria (Słonko – może coś poradzisz?)

    Weroniczko dziękuję za ciepłe słowa, miło mi że mogłam w jakimś stopniu pomóc.Uważam że powinnam się dzielić z innymi moją wiedzą w czasach tak niestety niedouczonych lekarzy, którzy szumnie nazywają się specjalistami.Ja choć pod dobrą opieką nawet dwóch ginekologów uważam, że po pierwszym poronieniu mogłam zrobić więcej badań.Zresztą muszę powiedzieć, że mój ginekolog krakowski (mam też lekarza w w-wa, skąd pochodzę i zna on mnie od lat) słusząc moje fachowe pytania musiał się sam najpierw dokształcić aby na nie odpowiedzieć. Oczywiście można by rzec, że to położnik ale w szpitalu codzień robią na oddziale kilkakrotnie łyżeczkowanie (usunięcie ciąży), że z własnej ciekawości powinien moim zdaniem wiedzieć co po takim zabiegu radzić zrospaczonej pacjętce, a nie tylko słowa pocieszenia.Wiem że gdyby nie internet i dziewczyny po poronieniach nie miała bym tej wiedzy co dziś i lekarz ograniczył by się do bbbbbbardzo podstawowych badań.Oczywiście uprzedzono nas, że badania takie czy inne mogą nic nie wykazać, wtedy faktycznie trzeba to zrzucić na jakąś wadę zarodka ale czasem też specjelistyczne badania znajdują powód poronień.Okazuje się że jednak konflikt immunologiczny jest dość częstą przyczyną poronień i bez odpowiedniego leczenia każda następna ciąża zostanie utracona, a w końcu ile jesteśmy w stanie znosić takie tragednie????
    Co do mnie to moja historia jest bardzo do twojej podobna.Odstawiliśmy tabletki i od razu w pierwszym cyklu zaszłam w ciążę, test siusiany potwierdził ciążę w 30dc,w 35dc pojawiło bardzo obfite krwawienie i bóle brzucha, powtórzyłam tego dnia test i był już negatywny, tego dnia byłam u lekarza, zrobiono usg gdzie lekarz napisał iż wygląd macicy odpowiada wczesnej ciąży.Po tej historii mąż zrobił badania nasienie (w normie).Ja jeszcze przed ciążą zrobiłam badania hormonalne,toksoplazmozę, różyczkę.Po trzech miesiącach zabraliśmy się ponownie do dzieła, za drugim razem udało się.Wszystko było ok. w 7tyg. serduszko już biło, dwa dni później źle się czułam ale przeszło i czułam się świetnie (cały czas byłam na duphastonie) a w 10 tyg. poszliśmy razem na usg aby zobaczyć dzidzię, przeżyliśmy szok razem z lekarzem, który badał mnie tydz. wcześniej, zarodek był na poziomie rozwoju z 7tyg. i serse nie biło, następnego dnia miałam zabieg.W moim wypadku było to poronienie zatrzymane,ciąża obumarła ale organizm jej sam nie usunął, przeżyliśmy naprawdę wielki szok. Teraz po prawie trzech miesiącach już doszłam prawie do siebie, jesteśmy w trakcie badań, jak dotychczas wszystkie są ok. i coś podejrzewam że pewnie nic nie znajdziemy.Z następną próbą musimy poczekać do maja-czerwca, ale po cichu liczymy że może dzidziuś trafi się troszkę wcześniej, że taka wpadka to jakieś przeznaczenie, które doprowadzi na do szczęśliwego zakończenia:))))

Postów wyświetlanych: 6 - od 1 do 6 (wszystkich: 6)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close