Moja strata..wspomnienie…

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)
  • Autor
    Wpisy
  • #108615

    nadyjka

    Dlugo sie nosilam z zamiarem opisania swojej straty, ale dojrzałam.

    W polowie 2006 roku poznalam L. Pasowalismy do siebie, chcielismy byc razem, wszystko sie pieknie ukladalo. Nasz zwiazek kwitł, a nam sie zdawalo, ze mozemy gory przenosic. Ja majac za soba bolesny porod w 2005 roku ani myslalam zachodzic w ciaze. Moj synciu Bartus tez jest tabletkowym dzieckiem, wiec bojąc sie o to, ze tabletki moga nie dzialac stosowalismy takze prezerwatywy. W maju 2007 roku zaszlam w ciaze (nie wiedzialam o tym), nie mialam zadnych wiekszych objawow poza tym, ze bylam ospala, zwalałam wine na nawal zajec, pracy, potem w czerwcu normalnie @ i w lipcu wyjazd na oboz szkoleniowy z dwoma psami – dalo mi to strasznie w kosc. Na obozie jak nigdy – wytrzymywalam tylko to ok 20 wieczorem i ani mi sie snilo przesiadywac z kolezankami i kolegami do poznych godzin, po prostu odpadalam ze zmeczenia. Nadal nie wiedzialam, ze jestem w ciazy poniewaz @ przyszla jak zwykle regularnie, a ze niekiedy mialam @ bardzo krotko – ok 3 dni a niekiedy i tydzien wiec nie zrobilo na mnie wrazenia to, ze tym razem trwalo tez ok 3 dni. Bedac jeszcze na obozie po porannym treningu powiedzialam kolezance, ze mam „dziwny” brzuch, ze go wciagnac nie moge za nic, ze cos mi bulgocze i ze nie mam pojecia skad te „wzdecia”…..
    Kolezanka sie zasmiala i spytala czy nie jestem w ciazy, popukalam sie w glowe i mowie jej „jak moge byc w ciazy, zabezpieczamy sie, ja mam regularne @.. nie ma takiej opcji”, …poza tym sama wizja kolejnego tak bolącego porodu mnie odrzucała od jakiegokolwiek myslenia o zachodzeniu w ciaze.

    20 lipca wrocilam z obozu, czulam sie gorzej, zrobilam test i dwie kreski… Z początku szok, mojego L nie bylo w kraju, zastanawialam sie jak mu to powiem kiedy wroci, mialam same obawy, przeciez ja nie chcialam zadnych dzieci…. Na usg pieknie bijące serduszko, 9 tydzien.. co ? Jaki 9 tydzien ? Dopiero podczas usg doszlo do mnie, kiedy juz wlasnie widzialam serduszko, ze jestem zakochana w tym seruszku, ze nosze w sobie cos wspanialego, z chwili na chwile odmienilo mi sie wszystko, bylam szczesliwa…. Po 2 tygodniach wrocil L,.. z poczatku zachowywal sie jak idiota, zamnkal sie w sobie, dziecka nie chcial, wiec mu oznajmilam, ze w takim badz razie zegnam pana i tyle. Bylam w tym stanowcza, na szczescie ochlonal szybko i zaczelo to jego zachowanie miec rece i nogi. W natepnym tygodniu mialam isc na kolejne usg. Mial to byc 12 tydzien.

    Pojechalismy razem, w gabinecie oboje jak wariaci czekalismy az sie pojawi nasze szczescie na monitorze, ja – z zaokraglonym brzuchem lekko, z mdlosciami, z bolacymi piersiami bylam w pelni „ciezarna”… Mimo, iz monitor dla pacjentek byl zamontowany przede mna i moglam na niego patrzec to jednak skupilam sie z poczatku na doktorze, ktory sie skupil tak dziwnie, ogladal wszystko dokladnie, ja odwazylam sie spojrzec na swoj monitor i zamarłam… Nie bylo tam nic, co by przypominalo zdrowa ciaze. Lekarz milczal, ja trzymalam sie w sobie aby nie wybuchnac placzem, emocje siegnely zenitu… L nic nie mowil, zakryl tylko dłonia usta i patrzyl na monitor na ktory patrzyl lekarz.. Te sekundy trwaly wiecznosc… Wiec spytalam drzacym glosem „nie bije serduszko, prawda ? nie bije?” Doktor popatrzyl na mnie i odpowiedzial „wyglada na to, ze ciaza zatrzymala sie na 9 tygodniu, nie plamila pani? nic sie nie dzialo przez te ostatnie 3 tygodnie?”… Pytan bylo wiele, ja jednak nie umialam jasno na nie odpowiedziec, rozkleilam sie. Zebralam sie w sobie i powiedzialam, ze nic poza stresem nie bylo, zadnych lekow, przeziebienia, innej choroby, nic. Zadawalam sobie pytanie jak to jest mozliwe, ze nie czulam, ze serduszko przestalo bic, ze nadal mialam wszelkie objawy ciazy ? Moze tak bardzo jej chcialam, ze moj umysl zamiast mi to oznajmic pomagal mi sie w tym utwierdzac ? Dostalam skierowanie do szpitala, tam zabieg sie nie udal do konca poniewaz nadal plamilam, zle sie czulam, mialam goraczke i omdlenia. Wiec zdecydowalismy sie po 5 dniach na wizyte prywatnie w klinice, gdzie okazalo sie, ze lada moment bylby tak powazny stan zapalny, ze grozilo by mi usuniecie macicy…. W tejze klinice juz pod narkoza zostalam „obsłużona” i po 24 godzinach moglam isc do domu. Plamienia ustapily, czulam sie zdecydowanie lepiej, bralam jeszcze antybiotyki jakis czas… To co czulam nie da sie opisac, moje mysli gonily sie wzajemnie, czulam „złość” do kobiet ciezarnych, do mam prowadzacych wózek… Nie zazdroscilam im.. Moje emocje poszly w inna strone, czulam, ze wszyscy w kolo sa winni mojego nieszczescia. Wciaz zadawalam sobie pytanie jak to jest mozliwe, ze moje male serduszko przestalo dzialac i nie powiedzialo mi o tym tak dlugo, jakim cudem mimo dbania o siebie przestalo dzialac ? Czemu pierwsza ciaza byla doskonala a teraz taka straszna rzecz sie stala ? Staralam sie wylaczyc myslenie o dziecku, chcialam sie wyciszyc… z czasem moja zlosc do mam z dziecmi przerodzila sie w zal, smutek, potrafilam cicho rozbeczec sie na ulicy mijajac maluszka w wózku…W domu to samo, na kazde wspomnienie o dziecku mialam łzy w oczach, ale moj malutki synciu Bartus trzymal mnie przy zdrowych zmyslach. Mial wtedy 2 lata. Po czasie „zapomnialam” ale nawet rok po tym kiedy widzialam gdzies przypadkowo mame z wózkiem potrafilam sie rozkleic bo natychmiast widzialam tam swoje szczescie, ze juz by mial/miala roczek, ze moglibysmy razem spacerowac..
    Ochłonęłam … sporo czasu minelo ale ochłonełam. Moje szczescie mialo sie urodzic w lutym… Obecnie jestem w 8 tygodniu i moje szczescie tez bedzie z lutego… Czasem mam wrazenie, ze moj Aniolek wrocil do mnie pod postacią innego bijacego serduszka w tym samym terminie…

    #4576114

    aguq

    :Przytulam:

    Nic nie boli rodzica bardziej , niż strata dziecka..:(



    #4576115

    ahimsa

    U mnie w 9tc- w 2009roku w listopadzie.
    Ale akurat wątek wasyla- to zupełnie inna bajka-tak nawiązując do tego, co tam pisałaś…..przeczytaj go od początku.

    #4576116

    paulinka-z

    :Przytulam: witaj wśród nas Aniołkowych mam…

    #4576117

    olusia

    :Przytulam:

    #4576118

    nadyjka

    Zamieszczone przez AguQ
    :Przytulam:

    Nic nie boli rodzica bardziej , niż strata dziecka..:(

    Nic, nic, nic.

    Mi pomoglo to, ze mialam Bartusia, strasznie duzo obowiazkow w pracy zawodowej, przygotowywanie sie do waznych testow, egzaminow, zawodow, wracalam z pracy zmeczona, poswiecałam czas Bartkowi i wylaczylam tą kieszonkę w mozgu odpowiadajaca za tesknote, wspomnienia. Innej drogi nie bylo, znam siebie, jesli w czyms utkne to na dobre, wiedzialam, ze jesli bede sie zadreczac, ze moglam jakos pomoc a potem, ze ta wszystkie inne mamy maja swoje szczescia a ja nie to zwariuje…. Wpadlam w taki dziwny stan zawieszenia, cos na zasadzie wyparcia złego z pamieci. Trwalo to ponad rok,.. potem przestalam myslec, wspominac. Po jakims czasie sie z L rozstalismy,… ale utrzymywalismy kumpelski kontakt… W 2009 roku nie wiem czemu odezwal sie w lutym i powiedzial „dzis nasze dziecko mialo by 2 latka”… Wymięklam, zakazalam mu o tym absolutnie mowic.. Wrocily wspomnienia, bardzo bolesne wspomnienia…Ale jestem silna osoba i stawilam czola czemus na styl depresji.



    #4576119

    nadyjka

    Teraz jak bylam na badaniu lekarz mnie zapytal „byla pani juz w ciazy?” – odpowiedzialam „tak, RAZ, mam wspanialego synka”… po czym ocknelam sie z tych glupot i mowie, „nie, w sumie to dwa razy, ale drugie dziecko to Aniolek” – najzwyczajniej w swiecie moj mozg postaral sie wymazac z pamieci wszelkie tragiczne dla mnie sytuacje…

    #4576120

    slonce85

    Nadyjka jakbym czytała o sobie, identyczna sytuacja 🙁

    :Przytulam: i trzymam :Kciuki: żeby wszystko dobrze się skończyło 🙂

    #4576121

    agaz

    :Przytulam:

    #4576122

    evelka

    bardzo mi przykro :Przytulam:

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close