może nie warto,ale musiałam-długieeee

Postów wyświetlanych: 8 - od 1 do 8 (wszystkich: 8)
  • Autor
    Wpisy
  • #59338

    kata

    wreszcie mam chwilę żeby wam opowiedzieć jaki to mieliśmy miły wieczó przedwigilijny

    jak wiecie mój mąż jest Latynosem, jego rodzina Dorianka jeszcze nie widziała, ale jak tylko ma okazję to przez kogoś podaje rzeczy dla nas.

    mamy tu ex-kolegę z tego samego kraju i miasta, jego ciotka i siostry miały przyleciec na święta, my nie prosiliśmy o przywiezienie nam czegokolwiek, kolega sam zaproponował.

    TEściowa skontaktowała się z ciotką, ciotka od razu wykazała brak dobrej woli, z jakichś tam powodów, ale potem zadzwoniła że prośba od siostrzeńca to dla niej rozkaz i żeby podać te rzeczy (dwie koszulki, małe pudełko z zabawką, i trzy sztywne ksiązeczki edukacyjne za cięzkie pieniądze, jakieś inne książeczki cienkie i małe), teściowa nie zjawiła się więc ciotka zaczęłą się tak napraszać że w końcu rzeczy powędrowały do niej, wg wersji teściowej której wierzę bo nie mam powodu nie wierzyć, ciotunia wpakowała wszystko do oddzielnej walizki, całość zważono i mozna tam było dołozyć jeszcze dużo wiecej rzeczy, których już teściowa nie miałą, więc odeszła z takim stanem wiedzy że wszystko zostało zapakowane

    W niedziele przyleciałą cioteczka, ale ni emęczyliśmy jej pytaniami gdzie nasze rzeczy tez wyczekiwane przez nas bo mąż nie widział rodziców od kwietnia 2003

    W końcu łąskawie w czwartek rzeczy miały być nam oddane

    Spodziewaliśmy się trzech książeczek dla Dorianka, stosunki z tym kolegą (ex) i jego rodziną były dobre i poprawne, ale mąż nawet nie został zaproszony do mieszkania żeby być przedstawionym ciotce, co już było dziwne, a druga rzecz że kolega był zielony na twarzy jakby trawiony jakimś strachem czy stresem, oddał torbę z rzeczami przed domem.

    W torbie była tylko jedna książeczka i brakowało jeszcze kilku drobiazgów, a kilka dni wcześniej kolega oznajmił że ma dla nas książki ( w liczbie mnogiej)

    Mąż przyszedł do domu lekko skonfundowany i zaskoczony, nic nie mówiąc

    Zaczęliśmy analizować to co widział i zaistniała sytuację – gdzie do cholery podziały się trzy książeczki, skoro na oczach teściowej ciotunia pakowała je do walizy???

    Zaczęliśmy podejrzewać że może zobaczył je syn kolegi (5 lat), spodobały mu się a jako że jest panem i władca więc nie mogli mu odebrać książeczek mojego dziecka

    Już nie dowiemy się co naprawdę się stało, ja wzięłąm sprawy w swoje ręce i zaczełam wysyłać koledze smsy ze stanowczą prośbą o wyjaśnienie gdzie są książeczki, bo to w końcu z ich strony wyszło żeby nam coś przywieźć

    Kolega chciał żeby sprawę zostawić tak jak jest twierdząc że książki zostały tam na miejscu, i żebym ja nie interweniowałą

    Ale niestety nie ze mną te numery, tak się wkurzyłam, że wysłałąm kolejnego smsa, w rezultacie zadzwoniła do mnie sama ciotunia i nie dając mi dojść do słowa opowiedziała że w ostatniej chwili ktoś jej dał rzeczy dla siostrzeńca więc wypakowała nasze bo przede wszystkim musi dbać o własną rodzinę (no pewnie że tak, tylko trochę dziwne że przy długo planowanym wyjeździe w ostatniej chwili coś donoszą, zwłąszcza że ciotka na tydzień przed wyjazdem pakuje walizy w taką folię żeby nikt jej narkotyków nie podrzucił, no ale to szczegół)

    Nawet jeśłi tak było to pytam ją dlaczego nie zadzwoniła od razu do teściowej, bo skoro się podjęła przywieźć rzeczy to powinna powiadomić ze nie może, a ona na to że była 10 w nocy i nie miała czasu, no jasne, 3 minuty żeby zadzwonić nie mogła znaleźć

    No dobra, załóżmy że to prawda, dlaczego nie powiedziałą od razu po przylocie albo nie przekazała przez kogoś teściowej, jej siostra tam została, w końcu podjęła się tego ona sama-pytanie bez odpowiedzi

    Nawet jeśłi tak było że książki zostały tam, to dopiero moja brutalna interwencja i doprowadzenie do międzynarodowej afery sprawiły że ciotka raczyła powiedziec swoją (niejasną) wersję zdarzeń i raczyła również zadzwonić do mojej teściowej (rychło w czas) i powiedzieć jej że książki zostały

    Same przyznacie że super sprawa przed samymi świętami, ale jak mówię, oni się podjęli tego więc powinni zrobić wszystko żeby sprawę załatwić i jeśli faktycznie nie mogli książek zabrać to od razu powiadomić teściową albo nas

    Drugiego dnia świąt zjawił się kolega żeby oddać rzeczy od nas pożyczone (idiota), w tej sytuacji przygotowałam fotelik samochodowy pożyczony od niego, którego jeszcze póki co Dorianek używał, i miałam nadzieję że go nie zabierze bo w końcu chodzi o dziecko i jego bezpieczeństwo, a ten kretyn zabrał fotelik, w tym momencie naprawdę przestałam go lubić

    I co wy na to? Ja jestem usatysfakcjonowana tym jak zareagowałam, być może okradziono moje dziecko a za skrzywdzenie w jakikolwiek sposób mojego dziecka na pewno nie odpuszczę

    Sorry za dłuuuugi post

    #757455

    betkat

    Re: mo?e nie warto,ale musia?am-d?ugieeee

    To jak jakas historyjka kryminalna
    Chociaz przyznaje, ze nigdy nie czytalam kryminalu
    Pozdrawiamy

    Betka z Luca 22.12.03



    #757456

    magdawroc

    Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

    Przeczytałam.
    Zatkało mnie.

    Magda+Iga,Fi+Borysek

    #757457

    inti

    Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

    nauczka, żeby jednak nie prosić o przysługi a przesylać w paczce…
    nie martw sie, jeszcze nic wielkiego się nie stało, Dorianek jeszcze nie jest na tyle świadomy, zeby było mu z tego powodu przykro.
    tylko zawsze przykro jest zawieść się na ludziach.

    sylwia i JUlka 20.01.2003

    #757458

    cszynka

    Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

    Ech, mama jak prawdziwa lwica broniła swoje małe lwiątko Brawo! A może i dobrze, że to już ex-kolega. Lepiej z krętaczami nie utrzymywac kontaktów. Dorianek już od początku będzie wiedział, że nie można innym na wszystko pozwolić. Przynajmniej w Nowy Rok wejdziecie ze znajomymi , którzy są warci tej znajomości.

    Pozdrawiam

    Ola (06.01.2003)

    #757459

    kata

    Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

    włąśnie o to chodzi że myśmy o to nie prosili, tymbardziej jest to wkurzające i oburzające dla mnie



    #757460

    kata

    Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

    no już ja Dorianka nauczę żeby sobi enie pozwolił wejść na głowę

    a dziś siedzimy w domku we troje + pies, więc wchodzimy sami ze sobą i cieszy mnie to

    #757461

    natinka

    Re: może nie warto,ale musiałam-długieeee

    Uważam ze dobrze zrobiłaś, zawsze powinno się walczyć w dobrej sprawie a jeśli chodzi juz o dziecko to napewno……………
    Szkoda ze ja czasem zostaję bezsilna w podobnych sytuacjach ale to juz inna historia………….
    Pozdrawiam

    Nati i Kamilka 05.04.04

Postów wyświetlanych: 8 - od 1 do 8 (wszystkich: 8)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close