nadzieja

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)
  • Autor
    Wpisy
  • #79912

    nieprzewidywana

    dlaczego tak trudno zajść w ciąże

    #1095306

    tangerine39

    Re: nadzieja

    Ehhhhh, widze ze kiepski dzien? Na to , Moja Droga. probujemy znalezc pytanie wszystkie tutaj. No tak to juz widac jest. :/
    Chociaz trudno – naprawde wiem po ponad dwoch latach- to musisz sie pozbierac i walczyc dalej.

    Odezwij sie co u Ciebie ,

    Pozdrawiam,
    Agnieszka i NADZIEJA



    #1095307

    mimimosa

    Re: nadzieja

    Moja droga, ja to pytanie sobie zadawalam przez rok bezskutecznych staran… chyba w pewnym momencie stracilam nadzieje, i przyszlo…samo z siebie, ku zaskoczeniu, ku zdziwieniu….
    jestem pewna, ze i Tobie sie uda, musi sie udac…nie trac nadzieji, bo to ona trzyma nas przy zyciu…
    wierze ze sie Tobie uda…
    trzymam kciuki!!!!

    Miki i Bąbelek

    #1095308

    kasiejka

    Re: nadzieja

    Dokładnie tak jak piszą Dziewczyny, każda z nas starająca się dłużej wciąż zadaje sobie to pytanie:dlaczego tak trudno jest zajść w ciążę, co jest!!!?. Wiesz jak tak rozmawiam z moimi starszymi przyjaciółkami a choć jestem w miarę młoda-29 mam ich kilka nawet po 50 to one wszystkie pytają się zatrwożone same siebie, mnie, moje znajome,z tymi samymi problemami: co jest dziewczyny że macie takie kłopoty kiedyś to często od jednego razu już była ciąża, i nikt nie miał chociaż takich zmartwień nie musiał biegać po lekarzach, wydawać pieniądzy na leczenie płodności. Kobiety były zdrowe, płodne i rodziły, to samo z płodnością mężczyzn”- nie mieli problemów z nasieniem- każdy plemnik najwyższej próby a w rozmowach z moimi znajomymi to wygląda tak: każdy kolejny % nasienia to jakiś zalążek nadziei- jeszcze chociaż z 12 % mi potrzeba i może się załapię na minimum normy. Moja ginka stwierdziła może nieco przerysowując ale trochę pokazując sytuację zdrowotną mężczyzn obecbnie „… a gdzie to teraz w ogóle można znaleźć faceta z 20 mln plemników?!!! Zapomnij to nie te czasy!”
    A odpowiedzialne za to są moim zdaniem- stres, zmęczenie, pośpiech,walka o pracę i godziwy zarobek, niezdrowe i byle jakie jedzenie, brak czasu na obcowanie z przyrodą, zanieczyszczenie środowiska, ta cała chemia we wszystkim, tysiąc demonów obecnej cywilizacji, które przytłacza i rujnuje nam wewnętrzną harmonię, uderza w nasze słabe organizmy, niszczy naszą płodność.iInna specjalistka od płodności powiedziała mi: „niech pani zgadnie co wyłącza się w organixmie jako pierwsze gdy zachwiane sa zdrowe proporcje w naszym życiu pomiędzy pracą, naerwami i stresem a wypoczynkiem, relaksem, dobrym odżywianiem itp? organizm aby móc w ogóle dalej funkcjonować jako tako- musi wycofać energię z jednego potężnego kanału i pierwszą wyłącza się w organizmie funkcję płodności.”
    My też staramy się i staramy i już 14 cykl starań mija i jakoś kiepsko to po ludzku wygląda i jest trudno a było ostatnio dużo bardziej trudno by nie rzec beznadziejnie- ciągły, nieprzerwany dół, płacz, skrajne emocje, poranki, wieczory bez nadziei, złość na wszystko co się rusza i na wszystkie kobiety w ciąży i z dziećmi. Wreszcie po 14 cyklach dałam sobie spokój- zaakceptowałam do pewnego stopnia fakt, że może nie będziemy mieli dzieci( a zrobiłam to dla odblokowania się bo to tylko pogarsza sprawę), rzuciłam dobrą pracę,której było za dużo,stanęłam w tym wirze życia,zjechałam na pobocze-przestałam histeryzować choć ciągle mam ku temu predyspozycje.
    A wiesz co mi po ponad roku starań wreszcie pomogło się opamiętać(każdy może znaleźć swój jedyny sposób) mi pomógł w tym jedynie zakup pieska-5 miesięcznego szczeniaka po prostu absolutnie cudnego stworzenia, które jest przepełnione taką energią, taką wrażliwością i wdzięcznością, jest tak pocieszne, że wypełnia mi ogromnie tę pustkę bezdzietności, jak nic innego dotąd a próbowałam i nie rozumialam jak inne kobiety z tym samym problemem ale radzące sobie lepiej mówiły by przestać myśleć o dziecku. Ja po uważałam to za niemożliwe, nie mogłam sobie znaleźć wtedy niczego, niczego co było w stanie oderwać mnie od tego dzikiego zewu macierzyństwa. A teraz jestem tak pochłonięta psiakiem jego pielęgnacją,wychowaniem i wiecznie zapracowanego męża,siedzącego albo przed komputerem albo za kierownicą, który był z dystansem do moich tak przekonałam, wciągnęłam, że teraz zaczał chodzić ze mną i z psem na spacery, wyprawy w nieznane, bawić się, tarzać z psem się po dywanie śmiać, wygłupiać a taki był zawsze poważny facet
    Obecnie cieszę się z tego co mam i daje mi to ogrom radości i wdzięczności, wierzę nareszcie, odzyskuję nadzieję, że wszystko będzie mi, nam dane ale w swoim czasie i że muszę się teraz spełnić w tym co jest mi dane na teraz i docenić ten czas, który już później się nigdy nie powtórzy w takiej postaci. Bo czy nie jest tak, że kiedy są już dzieci to także czasem tęskni się do tej wolności, beztroski, odpoczynku i spokoju, który był kiedyś a znikl jak kamfora?
    Dużo filozofii w tym o czym piszę, problemy nie nikną ale dzięki tej zmianie myślenia odbudowałam nieco siebie, mam więcej siły i ani na trochę nie przestałam działać na tyle ile jest to w naszych rękach także w sprawie dziecka- dziś też się staraliśmy aktywnie bo to moje płodne dni, no a parenaście minut temu umowiłam się na kolejne badanie do mojej ginki w celu reperacji tego co szwankuje. Będzie dobrze, człowiek to taka przemyślna istota, która zawsze w końcu znajdzie jakąś drogę do obranego celu.Pozdrawiam bardzo ciepło. Kasia

    #1095309

    sunny7

    Re: nadzieja

    taki juz ten swiat jest pokopany, ci co nie chca dzieci zachodza bez mrugniecia okiem a ci co marza o malenstwie to sie niezle nastarc musza i czasem zupelnie na darmo, ale trzeba byc dobrej mysli bo podowno wiara czyni cuda
    czymaj sie cieplucho
    caluski

    sunny

    #1095310

    pchla

    Re: nadzieja

    hej Kasiu tak jakbym czytała o sobie prawie tyle samo lat tyle samo się staram -nie mam psa ale mam rybki. CZy WY sie jakoś leczyliscie, leczycie -chodzisz do jakiegos lekarza bo ja można powiedziec zaczne byłam pół roku temu i kazał się zgłosic na jesieni, a jak pod tym wzgledem wyglada to u Was



    #1095311

    kasiejka

    Re: nadzieja

    Cześć Pchełko!- Cieszę sie,to miłe, pocieszające, że odnalazłaś cześc swoich losów, odczuć w tym co napisałam. Ze mną to wygląda tak, że cały czas jestem w kontakcie z ginem mniej więcej co dwa miesiące, ostatnio częściej- nawet 2 razy w miesiącu i leczę na bieząco wszystko co szwankuje- obecnie torbiel i zapalenie przydatka te akurat wlaśnie minęło. Z mężem było trudniej bo opornie podchodzi do leczenia- typowy facet. Jednak od września będzie chodził do swoich specjalistów- natomiast teraz leczę go sama ponieważ nie mogę go zaciągnąć dow tej chwili lekarza, wciąż jest zabiegany za czymś innym tzn praca, praca,praca. Nie tracąc ani dnia czasu wykorzystuję sposoby i terapie, które wykorzystywały moje znajome względem swoich mężow borykającymi sie z tymi samymi co mój problemami(zdiagnozowanych przez lekarzy). Na pewno nie można załamać rąk i siedzieć bezczynnie, działam tak jak tylko umiem, każdy kolejny cykl, miesiąc cenny. Mam już za raz 30 a czekam na pierwsze dziecko.POZDRAWIAM. KASIA

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close