Narodziny Gabrysi

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)
  • Autor
    Wpisy
  • #39141

    kaszanna

    W poniedziałek 12.01.2004 świętowaliśmy z mężem pół roku naszego małżeństwa. Ja, która w czasie ciąży unikałam alkoholu, dałam się namówić na małe piwo no i czipsy (do których nie trzeba było mnie namawiać…) Wieczorek był bardzo miły, wpominaliśmy nasze poznanie, nasz ślub a głównym tematem była oczywiście Gabrysia. Stwierdziłam że na pewno na nią poczekamy dłużej bo nic sie nie zapowiada żeby chciała w końcu nas zobaczyć. W końcu termin miałam na 18.01. Poszliśmy spać dość wcześnie bo mąż miał na ranną zmianę a ja po tym piwku byłam bardzo osłabiona 😉

    O 4 rano obudziłam się z bólem w krzyżu. No tak… znowu moje jelita. Nic dziwnego, po tych czipsach. Mam nadwrażliwe jelitka więc nie zdziwiło mnie że po pięciu minut znowu poczułam ten ból. Coż… jakoś muszę przecierpieć do rana. Tak sobie leżałam i czekałam aż mąż się obudzi. Oczywiście co chwilę czułam mój krzyż i podbrzusze ale przestałam na to już zwracać uwagę. Nagle poczułam że muszę iść do kibelka. Hmm… biegunka… Czyli wracam do normy. Moje kochanie w końcu się obudziło. Oczywiście zaraz się zaniepokoił moimi bólami ale on objawy porodu wypatrywał już od miesiąca. Uspokoiłam go że to moje klopoty żołądowe i nic więcej. Popatrzył podejrzliwie i zaczął sprawdzać na zegarku co ile mam te skurcze (nadal według mnie jelitowe. W końcu kobieta WIE kiedy rodzi). Po pół godzinie stwierdził że mam je co 5 minut, regularnie i że on nie idzie do pracy bo ja rodzę. Hehehehehhe, dobre 😀 Mówię mu że to jelita, w końcu takie bóle mam nie od dziś. Spojrzał na mnie i pokiwał głową. Oooo a ja poczułam że muszę znowu do kibelka. Zastanawiające zaczęła byc dla mnie dlaczego te bóle nie mijają po wizycie w toalecie tylko się nasilają a mój ślubny co chwilę wołał że za chwilę będę mieć skurcz. Kurczę… sprawdzało się… Gdzieś od godziny 7 bóle były trochę silniejsze i pojawiały się co 3,4 minuty. Mąż oczywiście cały w nerwach, co chwilę mi powtarzał że musiamy już jechać. A ja spokojnie że jeszcze nie bo ja NA PEWNO NIE RODZĘ. W KOŃCU KOBIETA WIE KIEDY RODZI. O 8 już nie wytrzymał i wezwał taksówkę. A mnie, cholewcia, zaczęło trochę badziej boleć. Nie były to bóle silne ale były o chwilę. W taksówce już zaczęło bardziej boleć. Ale mnie to nadal nie ruszało. W KOŃCU JESZCZE NIE RODZĘ. Ominę teraz opis mojego przyjęcia który trwał prawie godzinę. Jak biurokracja to biurokracja na całego. W każdym razie golenie trwało 2 sekundy a lewatywka była całkiem niezła dla kogoś kto cierpiał całą ciążę na zaparcia. Przebrana w seksowną koszulkę szpitalną i szlafroczek (ciekawe w czym oni to piorą, chyba w krochmalu) pojechałam na pięterko. Tam też wypełnianie wszystkich papierów długo trwało. Badzo miła położna po przebadaniu mnie stwierdziła że mam rozwarcie na 4 palce i że bardzo szybko nam to pójdzie. A ja się jej pytam co pójdzie. Położna zaczęła się strasznie śmiać i mówi do mnie że przecież ja rodzę. Leżę na tym łóżku i do mnie nie dociera. Zbadała mnie jeszcze raz i poczułam ciepło. To wody odeszły. Czyli to jednak już ❗ ❗ Położne kazały mi zrobić kilka rundek po korytarzu a potem na piłkę. Łazimy tak z mężem i łazimy. A bóle silniejsze. Nie cierpiałam tak bardzo bo zawsze ciężko przechodziłam okres a ból był nawet mniejszy. Oddychanie bardzo mi pomogło. Mąż, biedak cały blady, również oddychał ze mną o podtrzymywał mnie przy skuczach. Znowu skok na łóżko i badanko. Już 5 palców, na piłkę. Położna co chwilę się patrzyła podejrzliwie i pyta się mnie czy coś mnie boli bo ona tu męczy się przy masażu szyjki a ja nic. Masaż? Jaki masaż? Wskoczyłam w końcu na piłkę no i skaczę na niej. Mąż mnie dzielnie asekuruje z tyłu żebym nie zleciała. Skurcze coraz silniejsze a ja się robię śpiąca. Znowu wskakuję na łóżko. Położna mówi że główka jest niziutko, że to za niedługo. Pytam się o ktg, kiedy w końcu mi zrobią. No to zataszczyły kobity machinerię i mnie podłączają. Nagle robi się cisza… Położna patrzy na drugą i wołają lekarza. Ja w panikę, co się dzieje!. Tętno Garysi spada do 60… Lekarz nie czeka na nic i woła: na cięcie, chyba jest pępowiną owinięte. Wszystko zaczyna się szybko dziać. Wiozą mnie na salę, jakieś zamieszanie a ja tak wystraszona że zapominam oddychać. Słyszę że rozmawiają między sobą jak mnie ciąć bo dziecko już tak nisko. To ja prawie krzyczę: nieważne, tnijcie wzdłuż i wszerz, tylko ją ratujcie. Podchodzi jakaś kobieta i pyta się mnie o imię. Mówi że na chwilę da mi tlen żeby mi się lepiej oddychało. Do twarzy coś mi przykłada, jakąś maskę. Chcę jej powiedzieć że się duszę ale zasypiam.

    Nie wiem ile to trwało. Przebudziłam się i moja pierwsza myśl: co z Gabrysią. Mówię to na głos bo widzę jakąś pielęgniarkę która układa narzędzia. A ta w krzyk. O matko święta… umarłam i ożyłam że tak krzyczy? Okazało się że obudziłam się za szybko. Całe szczęście lekarka była bardzo miła i opowiedziała na moje pytania zanim mnie na nowo uśpiła. Z Gabrysią już wszystko dobrze. Dostała aż 5 punktów. Jakie aż! Przecież to bardzo mało! Okazało się że jak na te warunki to bardzo dużo. Gdyby nie była taka silna to nie przeżyłaby porodu. Waży tylko 2500 g bo miałam za małe łożysko ale jest już wszystko dobrze, ma już 10 pkt. Zasypiam…

    Po jakimś czasie w końcu mnie wiozą do niej. Jaka piękna… I ma dziurkę w brodzie… Tylko po kim ❓ Leży sobie spokojnie i czeka na mnie. Mąż i moja siostra również. Ryczą jak wariaci. A ja w końcu dostaję ją w moje ramiona. W końcu… nasza upragniona Gabrysia…

    Kaszanna i Gabrysia (18.01.04)

    #512447

    daga25

    Re: Narodziny Gabrysi

    Świetnie napisane Ale mieliscie przygodę… A co by było, jakbyś nie przypomniała im, że istnieje takie coś jak ktg??? Co za ludzie wrrr…
    Najważniejsze, że wszystko jest już w porządku i jesteście w trójeczkę. Tyle cudownych chwil jeszcze przed wami.
    Gratuluję córeczki

    Daga i Zuziak 21 kwietnia 2003



    #512448

    sliczna24

    Re: Narodziny Gabrysi

    super opis i mnie tez zatanawia dlaczego nikt nie pamietala o ktg?? DObrze ze wszystko dobrze sie skonczyl:)

    Dorota i Zosia <16.07.2003.>

    #512449

    ciku

    Re: Narodziny Gabrysi

    Serdeczne gratulacje :))))- jejku wydawalo sie, ze wszystko tak sprawnie pojdzie……nigdy by mi do glowy nie przyszlo, ze sprawy przybiora nagle taki obrot. Dobrze, ze podlaczyli Cie do KTG a nie czekali dalej……to jednak prawda, ze przebiegu zadnego porodu nie da sie przewidziec dopoki sie nie skonczy. Podziwiam:)

    Ciku i Kacperek
    10 luty 2004

    #512450

    Anonim

    Re: Narodziny Gabrysi

    Mamusia spisała się na medal:))) gratulacje:)) dobrze, że wszystko się dobrze skończyło:)

    Aba i Jaś (04.11.03)

Postów wyświetlanych: 5 - od 1 do 5 (wszystkich: 5)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close