Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)
  • Autor
    Wpisy
  • #28541

    dronka

    Moja panna juz taka duza, ale ze na forum jestem od niedawna wiec dopiero teraz moj porod. Rodzilam w szpitalu Lutheran General w Park Ridge kolo Chicago. A bylo to tak…

    USG i moje wlasne obliczenia wskazywaly termin wlasnie na 27/28 styczen 2002, ale doktorka wciaz wyznaczala 6/7luty. Gdzies tak 22 podczas wizyty u mojej gin okazalo sie ze mam rozwarcie na 1cm i bardzo zmiekczona szyjke. 2 dni pozniej zaczely mi sie tak odrobine saczyc wody (wtedy nie wiedzialam ze to to).
    Mimo tych wyraznych oznak ze porod juz blisko, ja wmawialam sobie ze to jeszcze nie to, poltora tygodnia wczesniej przenieslismy sie do nowego mieszkania, i tyle jeszcze bylo do zrobienia. Bylam zupelnie nieprzygotowana, to nie moglo byc tak szybko……..Dodam ze ciaze znosilam wspaniale, myslalam ze jeszcze czekaja mnie bole plecow, powazna ociezalosc, opadniecie brzusia, itd. W piatek wychodzac z pracy szefowa powiedziala, ze moze juz urodze, ale ja wysmialam…….
    W nocy z piatku na sobote, podczas rytualu wspolnego nocnego sikania powiadomilam meza ze spodenki od pizamki sa troche mokre. Troche mokro bylo tez rano (26 styczen) gdy on wstawal do pracy. (aha, dzien przed, ta mokrosc byla lekko rozowa, ale co tam- to przeciez nie to). Bylo to ok. 8- zaczal bolec mnie brzuch jak podczas okresu, ale nie bardzo. Mezus zapytal czy rodze, czy moze isc do pracy, na co ja „nie, to nie to, przeciez mialy bolec krzyze- idz do pracy” (te bole krzyzowe wmowila mi moja mama). (aha2- nie chodzilismy do szkoly rodzenia- brak czasu i checi meza, ale wydawalo mi sie ze jestem niezle obtrzaskana z ksiazek, gazet, innych matek, pytan do mojej prowadzacej).
    Maz poszedl. Probowalam sie troszke jeszcze przespac, ale niebardzo mi sie udalo, bo zaczelam czuc jakies skurczki. Gdzies kolo 10 zaczelam je mierzyc i wyszlo ze sa co 4-5 min i trwaja po ok.40 sek. Zaczelam sie wiec powolutku zbierac, wrzucilam jeszcze pranie itp, itd, nadal chyba nie do konca wierzac ze to juz porod. Co czulam? Straszna wscieklosc na meza ze maluszek juz pcha sie na swiat, a my do tej pory nie kupilismy wozka, nosidelka, ani nawet lozeczka. W miedzyczasie zadzwonilam do mojej prowadzacej i tu…. dostalam ochrzan ze mam natychmiast jechac do szpitala. Ale jakos mnie ona nie przestraszyla. Nadal z ociaganiem pojechalam do moich rodzicow i juz jako pasazer wraz z moja siostra wyruszylysmy do szpitala. Po drodze mierzylam skurczki i wygladalo ze sa coraz rzadsze i slabsze. O cholera- czyzby falszywy alarm?
    W szpitalu po odbyciu formalnosci rejestracji (to tez mialam zrobic wczesniej, ale….nie zdazylam) przydzielono mi osobna sale i zaczely sie badania. Tak, to byly wody plodowe i musialam juz tam zostac. Tak, zapis KTG (chyba tak to sie nazywa?) wskazywal ze mam b. regularne skurcze, choc ja nie wszystkie czulam. Zostalam uziemiona (bo odeszly mi wody) i na dodatek podlaczona do Pitocinu, juz nie pamietam czy to przez negatywna grupe krwi (inna niz mezowa) czy przez Strep B (jakas tam bakteria), wiec mialam urodzic jak szybko sie dalo. Wybaczcie, nie znam tak dobrze terminologi medycznej po ang.
    W tym momencie sie podlamalam, bo planowalam chodzic, skakac, i co tylko sie dalo zeby porod przyspieszyc i glowke obnizyc, a tu……. totalne uziemienie. Na szczescie byl juz ze mna mezus i pocieszal mnie jak mogl. Ok. 14.30 pitocin dal mi prawdziwego kopa. Po 15 min od podlaczenia skurcze staly sie „prawdziwe”, co 2 min. okropny bol. I tak przez nastepne jakies 4 godziny. Maz zdazyl sie przekimac, troszke poogladalismy TV, troche sie ze mnie ponapieprzal, ze chyba az tak nie boli, bo jeszcze sie usmiecham, itd. A na oddziale byl spokoj….. Chyba bylam jedyna rodzaca, przemile panie przylatywaly zaraz na kazde moje wolanie.
    Im blizej bylo 18.00 tym bardziej bolalo. Moja pozycja to- siad pionowy na lozku, nogi skrzyzowane, przy skurczu pochylalam sie do przodu, i oddechy, i uscisk mego meza.
    Po 18 stej, nie moglam juz zniesc bolu, ale ze chcialam urodzic bez epiduralu (ZZO) wiec dali mi tylko cos w stylu „glupiego jaska” w dupe + zwiekszyli dawke pitocinu. Przy okazji po raz drugi zbadali rozwarcie- z 1 ruszylo do 2 cm. Tu zalamalam sie powaznie- tyle godzin ostrej jazdy i tylko jeden marny centymetr? I jak ja zdolam urodzic naturalnie, nie zniose tego….i lzy. Bylam straszliwie zawiedziona i przerazona ze czekaja mnie jeszcze dluuuugie godziny BOLU!!! Okazalo sie tez ze pecherz z wodami nadal jest, wiec mi go przebili, ciepelko poplynelo…
    Czulam jak zastrzyk rozchodzi sie po calym ciele a wraz z nim odrobina ulgi- nadal bardzo bolalo, ale moglam nad tym bolem panowac, i sennosc. Wtedy przyjechala moja mama i siostra, ale ja chcialam spac i chamsko je wywalilam. Troche przekimalam, ale bol znow narastal i po jakichs 2 h bylo gorzej niz kiedykolwiek wczesniej. Skurcz nakladal sie na skurcz, nie mialam nawet kiedy odetchnac, to bylo straszne. Mezus mowil mi kiedy jeden sie konczyl a zaczynal nastepny, ale ja czulam je bez przerwy. Oddychanie juz za bardzo nie pomagalo. Chcialam ten sam zastrzyk jeszcze raz. Zanim mi go podali zaczelam czuc parcie, jakby chcialo mi sie kupke. Zbadali mnie i………9 cm. Boze, jaka radosc, niesamowite, a juz myslalam ze wyzione ducha i nie urodze ani jutro, a tu taki postep w niecale 3 h. Zaczelo sie zamieszanie, ale jeszcze kazali mi trzymac, nie przec, czekac, ale na co???????????
    Aha, moja prowadzaca dopiero jedzie do szpitala, bo nie spodziewali sie takiego przyspieszenia wiec jej wczesniej nie wzywali. A po co mi ona? Zeby dostala swoja dzialke z mojego ubezpieczenia- ale o tym dowiedzialam sie pozniej.
    Nie moglam juz dluzej czekac- przec, przec, dajcie mi rodzic moje dziecko. (to chyba byl najgorszy moment mojego porodu, ze kazali mi czekac, a ja glupia probowalam ich sluchac) Malzonek ociera pot z czola, ja mam dreszcze….nie moge tego zatrzymac nawet gdybym bardzo chciala. A nie chce, juz ich nie slucham, nie wstrzymuje tego co sie dzieje. Ale dopiero gdy karza przec wstepuje we mnie jakas niesamowita sila- zastrzyk nowej energi i ulga, ze juz niedlugo ten bol sie skonczy i zobacze moje malenstwo. Juz tak nie boli jak wczesniej, biore oddechy i pre ile moge krzyczac. Dok. (dotarla) mowi zebym zamiast krzyczec mocniej parla, zeczywiscie idzie lepiej. W przerwie- lustro miedzy nogami i widze czarna glowke. Jeszcze jedno pchniecie i cale to ciepelko sie ze mnie wyslizgnelo i spoczelo na moich piersiach. 22:53. Coreczka!!!
    Malutka tak smiesznie zarzucila mi raczke na twarz, jakby chciala mnie dotknac. Taka malutka, ciepla i miekka. Taka sliczna i nasza.
    Ogarnela mnie smiechawka i zupelnie nie potrafilam nad soba zapanowac. Bo oto lezalo moje dzieciatko, po 9 miesiacach nareszcie moglismy zobaczyc naszego maluszka, owoc naszej milosci. Bylam tak szczesliwa, ze nie da sie tego opisac.
    Karolinke zabrali do wazenia i sprawdzania- 10 pkt, waga-7lbs 13 oz (ok 3560), dlugosc 20 inch. (ok 51 cm).
    Ja w tym czasie rodzilam lozysko, i bylam szyta ( nawet nie wiedzialam kiedy peklam, szycie tez nie bolalo). Tatus trzymal swoja core i patrzyl w jej zakropione oczka, a ona w jego (hi, hi- tak to wygladalo). Byl taki dumny i szczesliwy. A ona mimo poznej pory (hi, hi, znow ta smiechawka) byla taka przytomna, obudzona i grzeczna, wcale nie plakala.
    Jak mnie juz oporzadzono, dostalam mala z powrotem w ramiona, i probowalysmy sie karmic, poplynelo tylko kilka kropelek. Wiec tak sobie ja tylko trzymalam. Bylo tak cicho i spokojnie, wszystko sie uspokoilo, a my siedzielismy razem delektujac sie naszym malenkim szczesciem.

    Boze, ale mi tego wyszlo…….. Czy w ogole ktos dotrwal ze mna do konca. Sorry ze tyle, ale jak juz zaczne pisac, to nie moge sie opanowac.
    A co tam, zyje sie tylko raz………..


    Iwona i Karolinka (01.26.02)

    #378948

    bombus

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    piękna historia- ja jak zwykle zabeczana. Śliczna córeczka. Ja też się spodziewam córuni. Nie wyobrażam sobie co będzie kiedy to mnie położą dziecko po porodzie. Jeden wielki płacz ze szczęścia????????????
    OLGA I BOMBUSIA (grudzień)



    #378949

    lea

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    wytrwałam do konca – cała wzruszona!

    Lea i Mateuszek (14.03.03)

    #378950

    aanna

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    Ja także wytrwałam do końca. jak już zaczęłam czytać to sama nie wiem kiedy ta cała historia się skończyła.
    Córunię macie piękną!!!!! zyczę wszystkiego dobrego dla całej waszej trójki.
    Mam nadzieję że ja też dam sobie jakoś radę z tym cholernym bólem, którego najbardziej się boję brrrrrrrr.
    Całuski CMOK CMOK

    ANIA+GRUDNIOWY SYNUS (28.12)

    #378951

    maggi

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    ciekawie to opisałaś i masz taką sliczną córeczkę!, ja miałam termin na wczoraj i nic sie nie wydarzyło, dzisiaj też…., maggi i córcia 10?.10.03

    MAGGI

    #378952

    joanna26

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    jak czytac to do konca…….
    i mala kruszynka wyrosla na duza pannice



    #378953

    dronka

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    Ja tez myslalam ze bede plakac ze szczescia, a dostalam glupawki- smiechawki, i do tego podobno jeszcze gadalam jakies bzdury- tak twierdzi moj maz, ale ja tego sobie nie przypominam.


    Iwona i Karolinka (01.26.02)

    #378954

    dronka

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    Aniu, jedyne pocieszenie przy tym ogromnym bolu to mysl, ze jeszcze troche i zobaczy sie swoje malenstwo. Ja staralam sie trzymac tej mysli przez caly porod, i wyobrazalam sobie jak bede swoja coreczke trzymac w ramionach. To naprawde pomaga przetrwac- to swiatelko w tunelu……..Powodzenia!!!


    Iwona i Karolinka (01.26.02)

    #378955

    mamma

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    Iwonko, tak pięknie i wzruszająco to opisałaś,że nie sposób było przerwać czytania…naprawdę pięknie…i Karolinka taka śliczniutka…
    Chyba też się w końcu niedługo zabiorę za opis mojego porodu,bo tak jakoś zeszło,że moja Domi starsza od Twojej Karolinki,a ja się jeszcze nie zebrałam i…ech-leniwa jestem,czy co?

    Pozdrawiam serdecznie

    Aga i Dominika 5.12.2001

    #378956

    dronka

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    No to do roboty Aga, bo cie drugie zastanie

    Iwona i Karolinka (01.26.02)



    #378957

    mamma

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    Oj, to by był dopiero niezły mętlik…jak w banku- pomieszałabym oba porody i wyszłoby na to,że z kosmosu jestem albo coś…

    Aga i Dominika 5.12.2001

    #378958

    oliweczka

    Re: Narodziny Karolinki- uwaga: epopeja!!!

    … No i tak jak u mnie – wstrzymywalas parcie, bo lekarz nie dotarl. O ironio…
    Buziaki!

    Ania i Natunia (12.01.04)

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close