Narodziny Konrada – wspominki

Postów wyświetlanych: 1 (wszystkich: 1)
  • Autor
    Wpisy
  • #100617

    nikeewa

    Nadszedł termin porodu -12.07.2007 (czwartek). Nic się nie dzieje. Za przyzwoleniem lekarza zostaję w domu pod warunkiem że codziennie pojawię się na ktg. Kto by w tak piękną pogodę położył się do szpitala i to jeszcze na wekend. Piątek ? nic się nie dzieje, jadę do szpitala – ktg ok, powrót do domu, zaczynam wyczekiwać:Niepewny:.
    Sobota godzina 3 rano, budzę się z lekkim bólem brzucha, do łazienki, oho czop odchodzi. Biorę prysznic, myję zęby, układam włosy. Wydaje mi się że szykuję się na specjalną okazję. :Hmmm…: w końcu przyjście na świat dziecka to przecież specjalna, niepowtarzalna chwila.
    Jest 4:30, troszkę mnie pobolewa. Nie ma sensu budzić P. niech śpi, przecież rano i tak na ktg jedziemy. Kładę się do łóżka, pewnie pośpię jeszcze trochę, niestety myśli nie pozwalają zasnąć.
    8:30 jedziemy do szpitala, pewnie już mnie zostawią więc torbę trza zabrać. >>
    No i zostawili. Zapis w porządku wiec idę na salę rozpakować tobołek. P. do pracy pojechał. Pobolewa mnie brzuch co jakieś 20 minut, tak do wieczora i przez całą noc. Niedziela rano, niewyspana, ale z uśmiechem witam mojego lekarza ( z resztą ulubionego i najfajniejszego jakiego do tej pory spotkałam). Ogląda mnie, 1 cm rozwarcia ? czekamy dalej. Południe, mama przywiozła pyszny rosołek, nie mam ochoty na jedzenie. Przyjechał P., spacerujemy, żartujemy, czekamy. Zaczyna pobolewać z większą częstotliwością i nasileniem :Stres:.
    Jest godzina 18, położna zabiera na badanie, 3 cm rozwarcia, ląduję w ichniejszej koszuli na porodówce. O godzinie 18;30 pojawia się lekarz, przynosi magnetofon, będziemy słuchać muzy . Upał i duszno, więc przynosi jeszcze wiatrak. Atmosfera super. Żartujemy, opowiadamy różności. Skurcze nasilają się. Pytam czy na końcówkę ?Wiadomości? zdążymy? Twardzi, że na ?Pogodę? po ?Panoramie? możemy się spóźnić. Po przebiciu pęcherza akcja rozkręca się. Leżenie na łóżku to dla mnie katorga. Jak dobrze że mogę spacerować, kołysać się ( w rytm muzyki:Taniec:). Jestem bardzo zmęczona, a raczej niewyspana, między skurczami zasypiam. Lekarz z położna się śmieją ze mnie ale ja nie daję sobie z tym rady, pierwszy raz w życiu usypiam na stojąco.
    W końcu upragniona 10, ?wskakuję? na łóżko i rodzimy. W pewnym momencie widzę lekko przestraszone miny położnej i lekarza. Pytam co się dzieje? Usłyszałam że rodzi się myśliciel z ręką przy głowie. Nie było mi już do śmiechu:Boje się:, im z reszta też nie. Dzięki wielkiej pomocy i zaangażowaniu udało się…
    Niedziela godzina 23:55, pojawia się na świecie nasz upragniony i wyczekiwany skarb, 4000g, 58cm (miesiąc przed porodem lekarz robiąc usg stwierdził że dziecko jest chude i zabiedzone).

    Wita się ze mną leżąc na swoim dotychczasowym mieszkanku.:Przytulam: Nigdy nie zapomnę jak te duże ciemne ślipki patrzyły wtedy na mnie. Teraz obawa czy zdrowy, czy wszystko z nim w porządku. 9 punktów, zdrowy, zabierają go na oddział noworodków, a mnie czeka szycie. Po tej najgorszej jak dla mnie części – 2 godziny odpoczynku.

    Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, lekarz zamiast iść się położyć siedział ze mną i raczył mnie różnymi opowieściami. Mimo wielkiego zmęczenia tej nocy nie przyszedł sen… nie tylko do mnie.

    Lekarz i położna – ludzie którzy wtedy bardzo dużo mi pomogli i sporo się przy mnie napracowali :Fiu fiu:. Życzę każdej rodzącej tak wspaniałej opieki jaką miałam.

Postów wyświetlanych: 1 (wszystkich: 1)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close