Narodziny małej Liwii !!!

Witam, A oto jak nasza mała Liwia pchała się na świat /uwaga będzie długie/:
A więc od początku: 4 lutego (we wtorek) przyjechałam na kontrolne ktg do szpitala ponieważ w usg okazało się że mam zmniejszoną objętość płynu owodniowego. Po ktg na izbie przyjęć trafiłam na obserwację na porodówkę ponieważ nie wyszło najlepiej. Po kilku godzinach spędzonych praktycznie w jednej pozycji wszystko się uspokoiło, ale musiałam zostać w szpitalu. We czwartek (6 lutego) rano odszedł czop śluzowy, ale żadnych innych objawów porodu nie było. Wierzcie mi, dni na patologii mijają strasznie wolno. Każde kolejne ktg wychodziło bardzo dobrze i zaczęłam już podejrzewać, że na początku tygodnia puszczą mnie do domu. Tymczasem 10 lutego (poniedziałek) w nocy, tak ok. 3-ej obudziły mnie bóle w dole brzucha, podobne do miesiączkowych, tylko trochę silniejsze. Najpierw przez godzinę przewalałam się na łóżku mając nadzieję, że to chwilowe. Potem postanowiłam zrobić spacerek do toalety, bo miałam uczucie ucisku na pęcherz. Przy okazji myślałam że rozchodzę te bóle. Spacerek jednak nie pomógł. Bóle były nadal. Wróciłam więc do łóżka i postanowiłam sprawdzić co ile są te skurcze. Szczerze mówiąc myślałam że przerwy między nimi były dłuższe, ale gdy zaczęłam patrzeć na zegarek, okazało się że między jednym a drugim mija zaledwie 10 minut. „No dobra to poczekamy do porannej pobudki na mierzenie temperatury i wtedy powiemy o tym siostrze”. Leżenie jednak było coraz trudniejsze. Dużo lepiej się czułam gdy siedziałam lub chodziłam. Zaraz po pobudce podłączyłam się pod ktg. Skurcze były w miarę regularne, ale wg siostry były maleńkie. Na szczęście na obchodzie był świetny lekarz. Wziął mnie na badanie, stwierdził niewielki luz „tak gdzieś na jeden palec” jak to ujął. Pomyślałam sobie „no ładnie, tyle godzin a tu dopiero jeden palec, jak tak dalej pójdzie będę rodzić ze trzy dni”. Lekarz zaproponował, że spróbuje lekko rozmasować szyjkę. Serce skoczyło mi do gardła, tyle się naczytałam że to potwornie boli. Ale mówię do niego: „dobra, tylko nie wiem jak długo wytrzymam”. Solidnie się zdziwiłam, bo prawie nic nie czułam, no może tyle co zwykłe badanie ginekologiczne, a przyniosło nawet niewielką ulgę. Następnie pomógł mi zejść z fotela i spytał czy zgadzam się na lewatywę. Oczywiście, że się zgadzałam. Nie chciałam aby dzidzia miała jakąś brzydką niespodziankę gdy pierwszy raz spojrzy na świat. /tak na marginesie, lewatywę zrobiono mi bardzo intymnie i delikatnie, poczułam się dużo lżejsza i swobodniejsza, podobnie z goleniem – intymnie i tylko w miejscu nacięcia/. Po tych zabiegach skierowano mnie na salę porodową. Trafiłam tam ok. 12-ej. I tu znowu to czego nie lubiłam najbardziej – ktg i konieczność leżenia, kiedy to zaczynało naprawdę boleć. Modliłam się żeby pozwolili mi trochę pochodzić. Spytałam położną, przesympatyczną panią Małgosię, czy to już czas dzwonić po męża. Powiedziała, że w zasadzie tak. Więc złapałam za komórkę i kazałam mu przyjechać. I dalej leżałam sobie pod ktg. W czasie skurczu starałam się oddychać, jak uczyli w szkole rodzenia, ale przyznaję, nie jest to łatwe. Największą ochotę miałam na łażenie. Uprosiłam położną, żeby wypuściła mnie do toalety. Całe szczęście że się zgodziła. Przesiedziałam tam chyba ze trzy skurcze. Tymczasem już słyszę jak mnie wołają: „Iza, chodź, ile można tam siedzieć, mąż się nie może doczekać”. O rany, jak super że tak szybko przyjechał. Chciałam do niego pobiec, ale musiałam stanąć w połowie drogi, znowu skurcz… Wróciliśmy na porodową, i położna spytała czy chcę posiedzieć na piłce. Chcę? O niczym innym nie marzę. Mąż usiadł za mną i w czasie skurczy masował mi uda, pośladki a potem nawet plecy, bo w miarę postępu porodu bóle zaczęły przesuwać się właśnie na plecy. I to właśnie te bóle wspominam najgorzej. Boli, i to piekielnie. No ale można to przeżyć. Wreszcie czas na badanie, przyszedł mój ulubiony „specjalista od masażu szyjki”. Rozwarcie niewiele się powiększyło, więc znowu masaż. Dobra niech masuje ile wlezie, tylko niech się coś posunie do przodu. W trakcie masowania czułam jak lecą wody – dużo przyjemnego ciepełka. Zalecił podanie jakiegoś specyfiku na rozluźnienie (nie pamiętam co to było, ale miało pomóc). I pomogło, w kolejnym badaniu po godzinie rozwarcie miało już około 5 cm, w następnym było już 7. Położna stwierdziła, że chyba idzie dziewczyna bo tylko dziewczyny tak szybko pchają się na świat. To była dla mnie pociecha, że przynajmniej już nie dużo zostało. Tymczasem bóle zaczęły się zmieniać. Przestały boleć mnie plecy, za to w końcówce skurczu zaczynałam odczuwać parcie. Pani Małgosia kazała jednak się powstrzymywać. Oj, ciężko było. Na szczęście zauważyłam, że zaczęła przygotowywać salę do narodzin. Zapaliła więcej światła, znów przyszedł „specjalista od masażu” i jeszcze parę innych osób. Badanie. Jest 10cm. Jeszcze kilka instrukcji, dla mnie, dla męża i… przemy. Głęboki wdech i przemy. W czasie jednego skurczu miałam przeć 3 razy, ale nie wiem czy mi się to udawało, pamiętam, że kilka razy nie starczyło mi skurczu na to trzecie parcie. Pamiętam też, jak mąż pocieszał mnie i mówił: „przyj, mocno, już widać włoski” a potem: „już jest główka”. Przed narodzinami główki zrobiono mi nacięcie. Które miało nie boleć a bolało. No może nie tyle bolało, co szczypało. A to właśnie dlatego że miałam przeć ten trzeci raz, ale zabrakło mi skurczu. W każdym razie najgorzej jest urodzić główkę, ramionka właściwie „wyskakują” same. Nie trzeba do tego zbyt wiele wysiłku. No i wreszcie jest nasze ukochane maleństwo na moim brzuchu. Cieplutka duża dziewczyna. Dumny tatuś drżącą ręką przecina pępowinę. Lekarze biorą małą do badania, a ja rodzę łożysko. Jedno delikatne parcie. Wyszło, ale przerwane. A więc będzie przymusowa drzemka. Tymczasem podszedł do mnie pediatra i płynnie wyrecytował: dziś tj. 10 lutego 2003 o 17:20 urodziła pani dziewczynkę, waga 3720g długość 57cm. Ogólny stan dobry. Spytałam jeszcze ile dostała punktów. Odparł że 10. Podziękowałam mu za tak dobre wiadomości a tymczasem zjawił się anestezjolog i nie wiem kiedy, już spałam. Gdy zaczęłam się budzić, poczułam delikatne ukłucia w kroczu. To „specjalista od masażu” mnie zszywał. Gdy już w miarę doszłam do siebie przyjechał Tatuś z maleńką. Pierwsze karmienie, pierwsze zdjęcia i czas rozstania. Tatuś do domku, a mama i maleństwo na zasłużony odpoczynek. Ja jednak przez całą noc nie zmrużyłam oka, taka byłam podekscytowana.
Wspaniałe przeżycie, którego nie zapomnę do końca życia, chociaż już teraz szczegóły są zamazane, a bólu nie pamiętam zupełnie. Obecność męża i wspaniała atmosfera w czasie porodu sprawiły, że było to dla mnie naprawdę wyjątkowe przeżycie.

gdybyście były ciekawe, gdzie rodziłam zapraszam na priva
serdeczne pozdrowienia
Izka z małą Liwią

11 odpowiedzi na pytanie: Narodziny małej Liwii !!!

izolda Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

Gratulacje!! Takie opisy można czytać przed porodem, bo powodują,że człowiek czuje,że da sie to przejść!!! Dzięki !

Izolda i maleństwo w 39 tyg (02.03.03)

lea Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

Gratulacje wielkie:-)))))
Dziękuje za ten opis, juz tyle ich przeczytalam, ze sie “uodpornilam”, al edzis poplakalam sie znowu, pierwszy raz od dawna przy opisie porodu…
Wiecie, moze naprawde jest w tym cos, ze faceci delikatniej masują te szyjki? hihihihi… wlasnie tak dzis doszlysmy do wniosku z kolezanka i tu proszę, kolejny taki sygnal… ech, to pewnie przypadek, ale i podczas badania wole lekarza faceta i wydaje mi si edelikatniejszy i wprawniejszy zarazem…

Jeszcze raz gratulacje wielkie i buziaki dla kruszynki….

Lea i dzieciątko płci zmiennej acz niezmiennie kochanej (11.03.03)

dorka1 Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

gratulacje!!!
jak czytałam aż łezka zakręciła mi się w oku.
już nie mogę się doczekać swojego porodu -a tu jeszcze 3 miesiące, jak ja to zniosę?-

pozdrowienia dla Ciebie i córeczki
trzymajcie się ciepło

beatab Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

Gtarulacje!!! Ale Ci zazdroszczę, że juz masz małą przy sobie:)

Beata+ Synek (22.02.2003)

helenka Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

Pieknie ze masz takie dobre wspomnienia! No i gratuluje zdrowej duzej dziewczynki
P.S.: Powinnas zrobic dobra reklame temu masazyscie

Helenka – przyszla mamuska
15. IV. 2003

agnieszka24 Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

GRATULACJE!!!!!!!!!!!!!!!!!!! DLA CIEBIE I MAŁEJ LIWII

Agnieszka (termin 08.07.2003)

goha Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

Ale ślicznie to opisałaś. Czytałam zauroczona!!! Gratuluję ci z całego serca!!!

Pozdrawiam
GOHA i Dareczek
14. 04. 2003

cccelinka Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

Gratulacje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

CCC+ KKK 09.03.

zula Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

jejq, jeszcze niedawno ja byłam tak podekscytowana takimi przeżyciami…. a tu już dzisiaj obok mnie śpi takie “duże” ponad dwumiesięczne maleństwo… ale i tak zakręciła mi się łezka w oku, przypomina mi się cały czas ta niesamowita chwila narodzin naszego kochanego szkraba :-)))

Ania i 2-miesęczny Wiktorek

dorotka1 Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

Graruluję,
Super, ze nasze dzieci urodzily sie tego samego dnia. No i zuch dziewczyna z Ciebie, taką duża pannicę urodzić, to nie byle co :). Jak upływają pierwsze dni z maleństwem?

Dorotka i Szymon wiszacy u cyca

bergman Dodane ponad rok temu,

Re: Narodziny małej Liwii !!!

dziękuję Wam bardzo za tak ciepłe gratulacje!!!
tym które jeszcze nie urodziły życzę conajmniej tak wspaniałego porodu jak mój no i oczywiście zdrowiutkich i pięknych maluszków, a tym, które już mają swoje maleństwa – niech zdrowo rosną!!!
serdeczne pozdrowienia
Iza

Znasz odpowiedź na pytanie: Narodziny małej Liwii !!!?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oczekując na dziecko
gdzie porod rodzinny bez oplat?
Czy wiecie moze , ktore szpitale w Warszawie realizuja program mkch :"zdrowie mama i ja" w ramach ktorego mozna rodzinnie rodzic bez dodatkowych oplat? Bede wdzieczna za informacje . Pozdrwaiam
Czytaj dalej
Oczekując na dziecko
Lutówki!!! wypadłam z listy
Witam wszystkie mamusie lutowe te przed i te już po. długo sie nie odzywałam - to przez brak dostępu do internetu no a ostatnio doszło mi sporo nowych zajęć :-))))) Wypadłam
Czytaj dalej