narodziny Pawełka – też mi się wzięło na wspomnienia

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)
  • Autor
    Wpisy
  • #100585

    magdamal

    to i ja opiszę moje porody 🙂 na początek:

    poród nr 1 siłami natury

    narodzony – syn Paweł, 40tc, 3250g, długość 58cm, Apgar 10
    14.09.2005
    godzina 18.00 wizyta u gina, stwierdzenie rozwarcia na 2cm, skierowanie do szpitala bo rodzimy, skurcze dość bolesne ale nieregularne, trwają zresztą już dobre dwa tygodnie 🙂
    godzina 20.00 – „nigdzie nie pójdę, zostaję w domu, to na pewno jeszcze nie to!”
    godzina 22.00 – moja mama mówi: „dziecko zbieraj się do szpitala, przecież rodzisz, mąż daleko – jeszcze nie zdąży dojechać na czas”, ja na to: „nie ma mowy! to są na pewno skurcze przepowiadające” i wziąć długą kąpiel.
    godzina 24.00 kładę się spać ale po 5 minutach zwijam się w koci grzbiet, może ból minie… nie mija i po kolejnych 5 minutach proszę tatę by zawiózł mnie do szpitala.
    godzina 1.00 – jestem na izbie przyjęć, nie ma wolnego lekarza??? więc nie chcę czekać, daję skierowanie na oddział ginekologii operacyjnej (bo tam pracuje mój prowadzący), nie robią mi nic – ani ktg ani badania… biorę swoją ciężką torbę i człapię po labiryncie na „swój” oddział sama (bo wiem gdzie to jest). Ból minął, chciałabym wrócić do domu, tak boję się, że to fałszywy alarm!
    godzina 1.15 – i już „u siebie”.. tyle razy w trakcie ciąży przeleżałam tu z powodu zagrożenia stratą, że czuję się jak w domu. Pielęgniarka mnie przyjmuje trochę zła że w nocy jej głowę zawracam, dostaję łóżko i pod ktg!
    gdozina 1.30 – wołam położne bo ktg mówi, że skurczy zero a ja gryzę ścianę z bólu, czuję, że brzuch zamienił mi się w kamień, chce mi się siusiu i to drugie, położna myśli, że panikuję i daje mi relanium, które w tajemnicy wypluwam, idę do ubikacji i nic nie mogę zrobić…
    godzina 2.15 – dziewczyna z łóżka obok bidulka spać przeze mnie nie może bo ja wciąż kręcę się z boku na bok, w końcu nie wytrzymuję i proszę by mnie ktoś zbadał (do tej pory nikt jeszcze tego nie zrobił), położna mówi, że nie ma wolnego lekarza??? więc namawiam ją aby to ona mnie zbadała. Robi to i stwierdza, że to niemożliwe bo przecież ktg nien wykazuje skurczy a ja mam rozwarcie na 5cm! Okazuje się, że ktg się zepsuło 🙂 Szybko dzwoni na porodówkę zabukować salę i już na wózku wiozą mnie na inne piętro.
    godzina 3.00 – dzwonię po męża, może zdąży dojechać, po całej biurokracji kładą mnie jak kłodę do łóżka, przepasują pasami od ktg i wychodzą. Sala wielka,pojedyncza, na środku moje łóżko a na samym końcu przywoływacz położnych… he he cwaniary!
    godzina 4.00 – chce mi się siusiu!! bóle są nieznośne okropnie, boli mnie krzyż… wrzeszczę by ktoś do mnie przyszedł bo muszę do ubikacji, po paru minutach przychodzi niezbyt miła pani, ja się cieszę, że mnie rozepną z tych pasów i będę mogła choć na chwilkę wstać ale nic z tego, ta pani zaczyna mnie cewnikować… auć! mówię jej że ja już dłużej nie wytrzymam i pytam czy zdarzyło się jej żeby kobieta nie wytrzymała z bólu, ona mi odpowiada, że nie i że skoro czuję, że już nie mogę to pewnie mam 7cm rozwarcia. Pęka pęcherz płodowy.
    godzina 4.15 – lekarz mnie bada i mówi, że jest 8cm rozwarcia, pytam jak długo jeszcze a on na to, że albo bardzo szybko albo z dwie godziny. Za te dwie godziny mam ochotę (ale sił brak) go zabić!
    godzina 5.00 – dzwoni mój telefon ale cholercia zsunął się gdzieś pode mnie a ja sił nie mam by go wydobyć, jak już się udaje to się okazuje, że to mój mąż, który mówi, że jest już pod szpitalem. O jak cudnie… zdążył!!!
    godzina 5.05 – mąż wchodzi na salę a za nim lekarz który po zbadaniu mówi: 10 – rodzimy! robi się tłoczno. Położna i stażystka każą mi oprzeć nogi o ich biodra, ja panikuję że one takie drobne to moje nogi zwichną im kości one w śmiech, ja już nie czuję żadnego bólu tylko wielką euforię i radość że za moment zobaczę mojego synka 🙂 Położna każe mi przeć ale nie wiem jak bo nic nie czuję, ona pyta czy miałam kiedyś zatwardzenie więc odpowiadam, że przez całą ciążę a ona na to, że to tak mam przeć jakbym chciałą zrobić … i wszystko jasne…
    godzina 5.15 – JEST!!! mój synuś! mój skarb! moje szczęście!
    15.09.2005 do dziś
    czuję się spełniona i taka niesamowicie dumna z siebie, że podołałam… że sama urodziłam! nigdy nie czułam takiej dumy. I TA RADOŚĆ! Już tęsknię za kolejną ciążą, porodem… i koniecznie chcę rodzeństwo dla Pawełka 🙂

    ps. poród nr 2 – cesarskie cięcie niebawem 🙂

    #2666096

    klucha

    cieszę się ze bierze was na wspominki 🙂



    #2666097

    alice82

    miło tak powspominać

    #2666098

    olesia1

    Ach, jak miło powspominać…….:)

    Bardzo fajnie się czytało!

    #2666099

    klucha

    i oczywiście czekam na nr 2 🙂

    #2666100

    fresz

    Bardzo fajny opis, ślicznie to napisałaś, czasem miło jest tak powspominać, i mimo, że nr 2 jest planowanym cc to czekamy z niecierpliwością na opis.



    #2666101

    magdamal

    dzięki dziewczyny, że chciało wam się czytać ten mój wywód 🙂
    Zaraz zabieram się za opis porodu Mikołaja.

    #2666102

    pasiasta

    Zamieszczone przez MagdaMal
    godzina 5.05 – mąż wchodzi na salę a za nim lekarz który po zbadaniu mówi: 10 – rodzimy!

    Jak ładnie trafił w moment:Kciuki:

    #2666103

    magdamal

    Zamieszczone przez Kasiasta
    Jak ładnie trafił w moment:Kciuki:

    cwaniak jeden
    na najlepsze trafił i nie musiał mojego jękolenia słuchać
    no nie napracował się 😉

    #2666104

    pasiasta

    Dobrze, że w ogóle zdążył:Śmiech:

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close