Narodziny Wiktorka

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)
  • Autor
    Wpisy
  • #11824

    milda

    Minęło już trochę czasu (15.01.2003) od tego momentu jak mój ukochany synek Wiktor przyszedł na świat i dlatego czas opisać całą sytuację, bo wiem jak wiele z Was na to czeka (sama do niedawna z drżeniem serca zaglądałam do takich postów).

    Zaczęło się rano ok. 9.00 poczułam, że mam biegunkę i szybko zbiegłam na dół do toalety. Później zaczęłam robić śniadanie i nagle poczułam że mi wody odchodzą. Oczywiście nie byłam spakowana do szpitala, bo miałam planowaną cesarkę dopiero na za tydzień i byłam święcie przekonana, że mój synek dotrwa do tego czasu w moim brzuszku… a on zrobił mi takiego psikusa. No więc zaczęłam biegać po całym domu, trochę spanikowana, chlustając wodami płodowymi co jakiś czas i pakować torbę do szpitala. Mój mąż jakimś zrządzeniem opatrzności później wychodził do pracy no i jak to się zaczęło to już został ze mną, i pojechaliśmy do szpitala. Nie miałam jeszcze żadnych bóli ani nawet opisywanych przez wiele kobiet bóli miesiączkowych czy krzyżowych.

    Zadzwoniłam do mojej Pani ginekolog, że właśnie zaczęłam rodzić. Odpowiedziała mi, że ona będzie mogła ze mną rodzić dopiero jak przyjmie swoje pacjentki w przychodni czyli ok. 20.00 ale, że mamy jeszcze dużo czasu i żebym się nie przejmowała, bo poród tak szybko nie nastąpi.
    Zostałam przyjęta do szpitala, zbadana przez położną, lekarza dyżurującego i jeszcze jakiegoś stażystę. Okazało się, że mam rozwarcie na 1 palec. Zrobiono mi hegar (wcale nie takie straszne uczucie – poczułam się lżejsza o 5 kilo) Podłączyli mnie do ktg i tak sobie leżałam w bólach, które zaczęły nagle postępować dość szybko, bo regularnie co 3-5 min. Mój mąż bardzo mi pomagał, trzymał mnie za rękę którą ja ściskałam kurczowo w chwili najsilniejszego bólu, oddychał przeponowo razem ze mną jak traciłam rytm i sama świadomość że jest tam razem ze mną, że nie jestem sama wśród tych wszystkich obcych ludzi dodawała mi sił. Cały czas próbowałam się dodzwonić do mojej lekarki ale jej komórka była ciągle wyłączona. Kiedy miałam już rozwarcie na 3 palce wreszcie przyszedł jakiś lekarz i oznajmił mi, że spróbuję urodzić siłami natury a jak się nie uda to zrobimy cesarkę. Po tych słowach po prostu wpadłam w panikę. Moje dziecko jest obrócone pośladkowo a ja z zaplanowaną cesarką mam rodzić siłami natury???!!!

    Wreszcie przyszłam po rozum do głowy i stwierdziliśmy z mężem że jak nie damy koperty to oni naprawdę każą mi rodzić normalnie i nie wiadomo jak się to skończy dla naszego dziecka i dla mnie. Dodam, że była już godzina 16.00. Wreszcie dodzwoniłam się do mojej lekarki która oznajmiła mi, że w takiej sytuacji muszę sobie radzić bo ona jednak nie zdąży przyjechać ze mną rodzić. Po tej informacji naprawdę nie było na co czekać. Lekarz dostał kopertę a ja wylądowałam na sali operacyjnej w 10 minut.
    I tam właśnie zaczął się dla mnie istny koszmar. Miałam dostać znieczulenie całkowite. Anestezjolog który mnie usypiał spaprał robotę bo podał mi chyba za mało środka usypiającego i nie całkiem po nim odpłynęłam. Leżałam na stole półświadoma nie mogąc oddychać, czując że się zaraz uduszę i CZUŁAM WSZYSTKO. Jak rozcinają mi brzuch, naciągają skórę hakami chirurgicznymi, wyciągają małego, wygniatają łożysko, czyszczą i zaszywają. Bezsilność i ból którą czułam była nie do opisania. Największemu wrogowi nie życzę tego co przeżyłam. I to wszystko przez niedouczenie i niefachowość jakiegoś lekarza anestezjologa.

    Za parę minut całą w dreszczach przewieziono mnie na salę pooperacyjną, gdzie spotkałam dwie dziewczyny które uratowały moje zdrowie psychiczne – pocieszały, mówiły że za 2 godziny będzie lepiej, żebym wytrzymała. I faktycznie było coraz lepiej.
    Najbardziej wzruszającym momentem w moim życiu był moment kiedy pokazano mi mojego synka. Ten widok wynagrodził mi cały ból który przeżyłam. Był taki śliczny, maleńki, od razu przystawiłam go do piersi a on natychmiast przestał płakać kiedy poczuł ciepło mojego ciała i bicie serca, które do tej pory towarzyszyło mu przez 9 miesięcy.

    Teraz jesteśmy już w trójkę w domu i nie wyobrażam sobie żebym kiedykolwiek w życiu mogła być bardziej szczęśliwa. Wszystkim mamom życzę bardziej szczęśliwych porodów niż mój i równie pięknych i szczęśliwych maluchów.
    Pozdrawiam

    milda – szczęśliwa mama Wiktorka

    #183955

    zabka

    Re: Narodziny Wiktorka

    Bardzo się ciesze, że jest już z Wami wszystko w porzadku i jesteście bardzo szczęśliwi. Ale to straszne co opisałaś, wprost niewyobrażalne. A w jakim mieście rodziłaś, jeśli w W-wie to w którym szpitalu?
    Pozdrawiam
    Żabka



    #183956

    Anonim

    Re: Narodziny Wiktorka

    Polciu, czy Ty w opisanej sytuacji walczyłabyś o swoje prawa??? Jeśli tak, to po pierwsze starciłabyś dużo czasu, zaznała wiecej bólu, a koperte i tak byś dała – bo porodu pośladkowego drogami natury sobie nie wyobrażam!!!

    Pozdrawiam
    Bruni i Filipek
    termin 22 kwietnia

    #183957

    Anonim

    Re: Narodziny Wiktorka

    Gratuluje !!!!!
    I współczuje…
    Na szczescie już po wszystkim

    Pozdrawiam
    Bruni i Filipek
    termin 22 kwietnia

    #183959

    mag77

    Re: Narodziny Wiktorka

    Nie wiem jak przez to przeszlas….podziwiam z calego serca…
    teraz najwazniejsze ze jestescie szczesliwi…
    serdecznie pozdrawiam

    Magda z maleństwem na 18.06

    #183960

    goha

    Re: Narodziny Wiktorka

    Jesteś bardzo dzielna!!! Najważniejsze, że już PO. Napisz czy juz czujesz się dobrze i czy wszystko jest ok??

    Pozdrawiam
    GOHA i Dareczek
    14. 04. 2003



    #183961

    dorota27

    Re: Narodziny Wiktorka

    pola…pacjent w polsce..oczywiscie..ma swoje prawa..ale sprobuj je dochodzic..to straciz zdrowie psychiczne…lekarzew polsce barzdzo sie bronia i kryja..a sady..nic nie pomagaja…sa to sporadyczne wypadki kiedy pacjent moze wygrac…bo uczestniczyc w takiej rozprawie nia moze…
    i jeszce jedno..jesli ktos daje lapowke..jest tak samo odpowiedzialny karnie..jak ten kto ja bierze…haha..tak to w polsce jest..a to ze przez ta koperte ktos probowal ratowac swoje zycie…to sie nie liczy..
    pozd

    dorota…termin…1 czerwca!

    #183962

    izolda

    Re: Narodziny Wiktorka

    Wstrząsajace co piszesz o tych lekarzach……… Dobrze ,że z Toba i małym wszystko ok, ale przecież mamy XXI wiek i umiemy unikać niepotrzebnego cierpienia…..

    Izolda i maleństwo w 35 tyg (02.03.03)

    #183963

    cat

    Re: Narodziny Wiktorka

    Serdeczne gratulacje.

    #183964

    carmella

    Re: Narodziny Wiktorka

    ciesze sie, masz maluszka zdrowego i slicznego. I zazdroszcze
    Ale twoja opowiesc o kopercie przed cesarka niestety obalila wszystkie odpowiedzi jakie padly na moje pytania. Niewazne , ze sa zalecenia, wskazania do CC, jak nie ma koperty to sie kobieto mecz, Mecz siebie i dziecko.



    #183965

    ziunka

    Re: Narodziny Wiktorka

    witam, fajnie, ze Wiktorek jest juz z nami. Ale…. to jakis koszmar, koperty, znieczulenie. Gdzie Ty rodzilas?????

    Zdrowka dla Waszej dwojki

    ziunka

    #183966

    shiva

    Re: Narodziny Wiktorka

    Gratuluję Ci z całego serca zdrowego syneczka! Najważniejsze że teraz czujecie się ok.i że masz te przykre wspomnienia juz za sobą.Dzielna z ciebie dziewczyna.Życzę Wam wszystkiego dobrego,pozdrwiam i ściskam Was mocno.

    Dominika i Martynka(29.12.2002)



    #183967

    milda

    Re: Narodziny Wiktorka

    Dziękuję za wszystkie posty.Rodziłam w Szpitalu im. Narutowicza w Krakowie. Teraz już naprawdę próbuję nie myśleć o tej całej historii, zapomnieć jak najszybciej i żyć dalej dla mojego synka.
    Cały ten koszmar związany z porodem wydaje mi się już tak odległy i nieważny…

    Pozdrawiam

    milda – szczęśliwa mama Wiktorka

    #183968

    lea

    Re: Narodziny Wiktorka

    Milda… serdecznie gratuluję… Ale… Boże.. wg mnie Twoje problemy wcale nie zaczęły się przy tej odmowie cc tylko dużo wcześniej. Prawie od samego początku włos się jezy na głowie. A ta lekarka? Fuj… Ja słuchając takich rzeczy dziwię się tylko jednemu – czemu kobiety, które to przeżyyły, nie trąbią o tym w mediach… O moim szpitalu tyle się nasłuchałam, ze wpadam w zdumienie, ze babki nie piszą do lokalnych gazet – na pewno by im wydrukowali. I niech sobie potem mnie o zniesławienie spróbują oskarzyć!
    To jest straszne, dlatego nie licze na zamawianie lekarza na poród. Wprawdzie ufam mojemu, ale wszystko się może zdarzyć, on nie może rzucić wszystkiego dla mnie, ma swoje dyżury i nie chciałabym byc nastawiona, czekać, dzwonić i słyszeć to co Ty w komórce 🙁
    Jak można kazać siłami natury rodzić dziecko niewłasciwie ułożone? Jestem bardzo ciekawa, co oni mówili na Twoje uwagi… Kurczę.. moj mąz to by chyba na policję zadzwonil.. wiem, ze nic by nie dało… ale może by się przestaszyli… a dawać kasę.. no wlasnie, paradoksalnie my wtedy prawo łamiemy…
    A co do polskiej specyfiki. Wg mnie taka niekompetencja potencjalnie wszędzie, wszędzie można zlaeźć debili, niefachowych i łasych na kasę (zresztą pisałam Wam juz nie raz… jak przychodzi do sugerowania spraw z cc to zazwyczaj chodzi o pieniądze – jedne panie się namawia na cc innym sie nie chce go dać). Ale wiecie, dlaczego u nas takie numery prtzechodza bardziej niż w Stanach? Och, wcale nie przez stan moralny lekarzy… Po prostu u nas jest prawo beznadziejne, a jego dochodzenie jeszcze gorsze! U nas taki lekarz wie, ze możemy mu skoczyć… A w Stanach byłoby inaczej – realna groźnba przegranego procesu sądowego i kasa od szpitala dla poszkodowanej robi swoje. Takie jest moje zdanie. U nas natomiast nie trzeba człowieka szanować, bo się wie, ze kobieta da kasę i będzie jeszcze zadowolona.
    A już to, jak przebiegało cc to szkoda słów… I nie jestem pewna… ale włąsnie o tym też widziałam coś na filmie amerykańskim i za taką rzecz (słyszenia i czucie podczas operacji) też można tam dostać odszkodowanie. A u nas? U nas anestezjologom najlepiej wychodzą strajki i spóźnianie się na zabiegi. Nie dlatego, ze sa zacofani… Są po prostu tak nauczeni – tak im wolno… I dlatego też podczas porodu mojej znajomej pani doktor z dyżuru sobie smacznie spała a potem ją zszyła bbez znieczulenia. Bo moja koleżanka teraz opowiada o tym ze śmiechem, nikomu nie powtórzy złego słowa o niej… Totatlna bezkarnośc i nieodpowiedzialnosc!

    Lea i dzieciątko płci zmiennej acz niezmiennie kochanej (11.03.03)

    #183969

    kazetizet

    Re: Narodziny Wiktorka

    Boże!!! Ja też nie moge zacząć inaczej. To zgroza. Banda sk…. Nie mam innego komentarza. Mnie to dopiero czeka, juz niedługo, w maju. Nie daj Boże! Przez ich błąd w sztuce, (spieprzonej operacji) przy drugiej musieli mi juz wyciąć jajowód i kawałek macicy. Moje szanse na posiadanie dziecka zmalały o połowę.Niestety tez nic nie zrobiłam. Teraz na szczęście jestem w ciąży, czekam na maj i b. się denerwuję, bo nie mam fuksa w trudnych, życiowych sytuacjach. Wręcz przeciwnie. Pewnie znowu cos im – lekarzom wypadnie. Brak mi słów.
    W każdym razie cieszę się, że wszystko skończyło się dobrze. To jest najwazniejsze. My zapomnimy abo przynajmniej schowamy takie przeżycia w najgłębszych pokładach niepamięci. Nie mamy wyjścia. Ty juz masz dla kogo zapomnieć i żyć!
    Życzę dużo zdrówka dla Ciebie i Maleństwa!
    Kaśka.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close