Nasze historie …

Witam. Postanowiłam założyć wątek, w którym będziemy mogły opisać historie naszych zawziętych starań. Moim zamiarem jest stworzenie czegoś na wzór LeeLosiowego wątku o II kreskach, jednak będą to
historie, które nie zakończyły się JESZCZE (ale zakończą!!!) II różowymi paseczkami.

Wątek ten ma pozwolić nam poznać wzajemnie nasze historie, bo wśród tysięcy postów ciężko jest odnaleźć poszczególne historie, a nawet długoterminowe forumki często zapominają kto i z czym się boryka i jaka była jego droga. Pozwoli nam to uninąć pytań typu : “Ale przypomnij mi o co u was chodziło?”, “Ale powiedz mi proszę co już robiliście w tym kierunku”, “Przypomnij mi wy chodzicie do kliniki?” albo “A wszystkie badania już robiliście?”.

Jako zaledwie 2-miesięczna forumka zdążyłam już poznać wiele waszych historii, ale nie zawsze pamiętam, która historia dotyczyła której forumki :Wstyd: Wątek ten pozwoli na szybciutkie sprawdzenie kto i z czym się boryka, co już robił, do czego dązy. Myślę, że będzie to świetny wątek przede wszystkim dla nowych forumek, bo od razu będą wiedzieć kto jest kim:Hyhy: , ale i długoterminowe dziewczyny zapewne chętnie przypomną sobie historie koleżanek.

Tak więc bierzcie klawiatury w dłoń i do dzieła … , a w miarę postępów po prostu edytujcie wasze posty

46 odpowiedzi na pytanie: Nasze historie …

malgosiabezjasia Dodane ponad rok temu,

Więc zacznę od siebie albo raczej od nas …

Mam na imię Gosia i mam 25 lat. Mój mąż jest starszy ode mnie o 4 lata, a więc ma 29.
Starania o dziecko zaczęliśmy w grudniu 2008 roku, choć starania to chyba jeszcze za dużo powiedziane. W listopadzie odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i po prostu od grudnia przestaliśmy się zabezpieczać, uznając, że co ma być to będzie. Jednak mijały miesiące i nic.

W kwietniu 2009 roku pobraliśmy się i tak na poważnie zaczęły się starania o powiększenie rodziny. Od razu wybrałam się do ginekologa, by spytać co i jak i czy wszystko w porządku. Po badaniu stwierdził, że nie widzi żadnych przeciwwskazań do zajścia i zalecił tylko brać kwasik foliowy. I tak mijały kolejne miesiące.

Zleciała wiosna, lato, jesień … W końcu stwierdziliśmy, że najwyższa pora wybrać się do specjalisty, bo przecież minął rok, a w naszym życiu nadal była pustka. Zaraz po sylwestrze, w styczniu 2010 zgłosiliśmy się do kliniki leczenia niepłodności we Wrocławiu (Invimed). Pierwsza wizyta trwała około 30 minut – wywiad, liczne pytania i w końcu skierowanie na badanie nasienia mojego M. i moich hormonków. Tydzień później kolejna wizyta i jak się okazało plemniczki M. nie są najlepszej jakości – mało ruchliwe i złej budowy, ale lekarz powiedział, że nie jest źle, szczególnie, że moje hormony były jak najbardziej ok. Mieliśmy się więc zgłosić na następne badanie – badanie śluzu po stosunku, bo to było kolejne podejrzenie gina. Wynik był dla nas trochę jak wyrok, 100% martwych plemniorków. Zapadła więc decyzja o inseminacji, gdyż jak zapewnił nas lekarz to jest dla nas najlepsze wyjście, skoro natura nie bardzo daje nam szansę. W kolejnym cyklu miałam zrobić jeszcze Hsg (drożność jajowodów), bo to podstawa, by móc podejść do IUI. I tak w lutym badanie ukazało tylko jeden drożny jajowód – ten prawy – ale dobre i to, bo przynajmniej wiedzieliśmy na czym stoimy.

Zaczęłam właśnie nowy cykl, biorę Clo, niedługo monitoring na monitoring i jeśli wszystko potoczy się dobrze w drugiej połowie marca inseminujemy się 🙂 Pozostało czekać … czekać na II kreski.

Niestety owulacja z niedrożnego jajowodu uniemożliwiła podejście do inseminacji. Czekałam więc na rozpoczęcie nowego cyklu … i nie doczekałam się. @ spóźniała się 2 dni – zrobiłam test – tak dla formalności, by upewnić się, że to nie ciąża. Ku zaskoczeniu zobaczyłam II kreski … tak bardzo wyczekiwane i upragnione. Życie jest przewrotne i potrafi nas zaskoczyć. Udało się coś co nie mogło się udać w tym cyklu …

Mam na imię Gosia i mam 25 lat. Jestem w 10 tygodniu i 3 dniu ciąży 😀

wykalaczka Dodane ponad rok temu,

Gocha świetny pomysł!

W takim razie i ja coś skrobnę o nas…

Jesteśmy małżeństwem ponad 2 lata.W pierwszym roku nie myśleliśmy o potomstwie.Nie czułam się gotowa,chciałam jeszcze trochę się wyszaleć itp.
Moje myślenie zmieniło sie diametralnie pod koniec 2008 roku.Odstawiłam antykoncepcję,przez kilka tygodni przed staraniami brałam folik,tak jak zalecają lekarze.I zaczęliśmy starania pełna parą.
Wydawało mi się,że cykl,dwa i od razu nam sie uda…pomyliłam sie bardzo…
Po odstawieniu tabletek cykle były regularne,co 28 dni @.Nagle jednak coś sie poprzestawiało.Miesiączka nie pojawiała sie przez 5,7,10 dni.Byłam pewna,że się udało,w końcu takie opóźnienie musi cos oznaczać…i oznaczało,ale nie ciążę.
Wybrałam się do lekarza po kilku negatywnych testach.Dostałam luteinę na wywołanie okresu i tak do tej pory.Bez suplementacji progesteronu moje @ nie przychodzą.
Lakarz oczywiście zapewniał,że wszystko jest dobrze,żeby się starać na spokojnie,że starania wymagaja czasu…
Po kolejnych porażkach zaczęłam wykonywać badania hormonów,na własną rękę oczywiście,ale już podczytując Nasze Forum.
Wpierw zbadałam poziom prolaktyny.Wyszła lekko podwyższona,lekarz znów mnie zlekcewarzył.Stwierdził,że to nic takiego…
Kolejny miesiąc starań i kolejna porażka.Sięgnęłam po castagnus.Ten nieco obnizył poziom prl,ale nic poza tym.
Zrobiliśmy także na własna rękę badania nasienia męża.Nie wyszły rewelacyjnie,ale w normie.
Skusiłam się na następne badanie hormonów.Prolaktyna po odstawieniu castagnusa znów w górnej granicynormy,za to testosteron podwyższony.Kolejna załamka,bo się nie udaje,bo wyniki złe,bo wszystkim się wychodzi,tylko nie nam…
Dostałam od lekarzea bromergon i zaczęłam jeździć na monitoringi,okazało się,że mam cykle bezowulacyjne.
Następnie przepisał mi clo na wywołanie owulacji i wtedy zmieniłam lekarza. Tym razem pani dr bardziej sie zainteresowała.Miałam usg 2 razy w cyklu,na których wyszło,że pęchrzyli po clo rosną. Kolejne rady od nowego lekarza…starć się,wyluzować ble,ble,ble…
Znów badania hormonów,prl w normie,ale na bromku,testosteron dalej za wysoki i dodatkowo stosunek Lh do Fsh nieciekawy,co sugerowało podejrzenie pcos.Znów dół:(
Na szczęście diagnoza nie potwirdziła się.
W sumie byłam 6 cykli na clo,a w 2 ostatnich włączony pregnyl,który także nie poskutkował…
Pani dr zaleciła Hsg,po którym okazało sie ,że jestem drożna:)
Pod koniec 2009 roku decyzja o zgłoszeniu się po fachową pomoc do kliniki leczenia niepłodności.Mieliśmy dość porażek,płaczu i lekceważenia ze strony lekarzy!
Pierwsz wizyta w klinice w styczniu.Lekarz tradycyjnie przeprowadził wywiad.Było o tyle łatwiej,że miałam już badania i wiadomo było z czym walczyć.Lekarz pocieszył nas,że powinniśmy szybko sie uporać z problemem,czyli brakiem owulacji,a przez to miesiączek.
Na usg okazało się ,że po clo nabawiłam się cysty,więc przez miesiąc stosowałam cilest.Mąż miał wykonać powtórne badania nasienia.Znów nie wyszły świetne,ale lekarz mówi,że jest dobrze.
Po pozbyciu się cysty lekarz zalecił stymulację lamettą i monitoring co 2 dni.Okazało się,że reaguję na ten lek i,że pęcherzyk pękł.W między czasie oczywiście były starania.Teraz czekamy na efekty:)

Dziewczyny moja rada!!!
Nie pozwólcie na lekceważenie i ignorancję ze strony lekarzy!!!jeśli tylko coś jest nie tak szukajcie pomocy fachowca,choć wiem,że to nie łatwe!

Jedyny plus tych długich starń to to,że trafiłam na to niezastapione forum i poznałam wiele świetnych i niezastapionych dziewczyn!!!

Przepraszam za długość postu:Wstyd:i tak pominęłam wiele szczegółów;)

Z wielka przyjemnością mogę edytować mojego posta! w marcu b.r okazało się,że jestem w ciąży!!!obecnie mija 14 tydzień:)

evelka Dodane ponad rok temu,

Małgosiu pomysł super:Hura!:
tak wiec, mam na imię Ewelina mam 27 lat, mąż 29 lat. (razem 9 lat)
małżeństwem jesteśmy od czerwca 2008 roku. starania o dziecko tak (na serio) zaczęliśmy w październiku 2008r , byłam pewna że szybko się uda, bo dlaczego miałoby być inaczej?
jednakże maja pewność siebie runęła z dniem 6 grudnia 2008r, gdzie to wylądowałam z okropnym bólem brzucha na ostrym dyżurze:Strach:, nie wiedziałam co się dzieje. na drugi dzień dowiedziałam się ze mam usunięty prawy jajowód z ciążą pozamaciczną. “To już koniec” pomyślałam, byłam totalnie załamana.
Rekonwalescencja po operacji trwała dość długo, wiec kolejne starania zaczęliśmy po pół roku. zdaniem gina jestem całkowicie zdrowa:Hmmm…:, mówił że trudniej będzie mi zajść w ciąże, ale nie widzi większych problemów .
Zaczęłam brać witaminy , i nic…. .We wrześniu 2009r miałam robione hsg – dzięki Bogu lewy jajowód drożny:Hura!:byłam szczęśliwa…
W październiku 2009 udało się, @ wszak była ale plamienie po niej nie ustąpiło, zrobiła wiec test, II krechy !!!!! cudowne uczucie nie do opisania, niestety radość trwała bardzo krótko – ciąża biochemiczna, totalnie się załamałam. Stwierdziłam że nie jest mi dane zostać matką:Foch:
Teraz jestem innego zdania, muszę walczyć dalej i w końcu musi się udać…..

zabrałam się za badania hormonów i jak na razie wszystko ok……….

edit : wyniki hormonów wporządku, Badania M -super 🙂

grudzień 2010 niestety pojawiła sie torbiel na lewym jajniku- czeka mnie operacyjne jej usunięcie wrrrrrrrrrrrr

styczeń 2010 jak co miesiąc czekałam na @, teraz jak nigdy 🙂 miała mi dać zielone światło na operacje. @ nie pojawiła się ………….byłam pewna że to przez torbiel 🙁 ale nie dawał mi spokoju ból piersi i dziwne ból brzucha.
w poniedziałek (niby najgorszy w roku)tj.24.01 zrobiłam test………….są II wypasione krechy tak się cieszę, ale i strasznie boję – co będzie dalej? co z torbielą. Wynik bety 1008 szok 🙂 kolejna: 1998:Wow!::Wow!:

14.02.2011 krwawię……lekarz stwierdza poronienie………….. za 3 dni okazuje się że jestem w ciąży- CUD!!!!!!!
07.03.2011 straciłam swoje maleństwo ww 12tc- serduszko szczęścia przestało bić………

olesia Dodane ponad rok temu,

Świetny wątek. Ja też opiszę o nas, bo nie każdy jest tu tak długo, by znać wszystkie swoje problemy.

obecnie mam 33 lata, w maju kończę 34. Mąż ma 33 lata.
Jestem już mamą 7 letniego Piotrusia. Piotrusia, którego poczęliśmy przez przypadek 🙂
ciąza super, zero problemów. Piotruś ma niestety wadę genetyczną, ale nie o tym tutaj 😉
Z synkiem jest sporo pracy, więc długo zwlekaliśmy z decyzją o drugim dziecku. Poza tym myśleliśmy, że udało się łatwo raz będzie tak i teraz.
Niestety, problem wtórnej niepłodności i nas dopadł.
Staram się od stycznia 2009. Na początku był to totalny spontan, starania w okresie owulacji i nie tylko.
Po 2 miesiącach wizyta u ginekolog, która kazała przyjśc…. po roku jak nie wyjdzie.
Zmieniłam lekarza, poszłam na USG, zrobiłam hormony – dzięki wiedzy z forum.
Wszystko dobrze, prócz Prolaktynt. Przy normie do 530 u mnie było 1460.
Po ok mieisącu spadło do ok 1000 ale i tak dostałam skierowanie na rezonans głowy w celu wykrycia gruczolaka przysadki.

Rezonans nic nie wykazał. Po wywiadzie okazało się, że prolaktyna być może jest wysoka od długiego karmienia synka – ponad 2 lata.
Poszłam do najlepszego (podobno) endokrynologa w mieście – zalecenie 2 tabletki Norprolacu dziennie.
po 3 miesiącach brania miałam PRL 18, po odstawienie wzrosła do 5000!!!!
Inni lekarze za głowę się łapali widząc dawkę braną przeze mnie.
Obecnie biorę 0,5 tabletki i jest ok.
Poza tym regularne miesiączki, cykle jak w zegarku – 27 dni.
Owulacje są – monitoringi robię od 5 miesięcy co miesiąc 2-3 razy. Pęcherzyki duże i pękają same.
Mąż robił badania – wyniki super, tyle, że jest dopisek, że występuje aglutynacja – sklejanie plemników.
Lekarze nie stwierdzili, że to coś złego, jedank być może w tym tkwi problem.

W lutym chciałam iść na HSG, lecz przesunęłam wizytę.

W marcu zapisałam się juz do kliniki niepłodnośći In Victa.

Zrobiłam masę badań przez nich wymaganych. Wszystko idealnie – mam tylko za dużo białka SHGB, które wiąże hormony płciowe. Nie wiem, co to oznacza, ale wierzę, że z Nimi się uda.

—————

Od marca 2010 jestem pacjentką kliniki niepłodności Gameta w Gdyni.
3 miesiące byłam stymulowana clostilbegytem, plus zastrzyk Ovitrelle na pęknięcie.
Bez rezultatu.
W maju 2010 miałam inseminację, też nie zakończoną sukcesem.

W lipcu 2010 wykryto polip w maciny. Jest mały- ok 0,3-0,6 cm, ale trzeba go zbadać i ewentualnie usunąc. Chciałam mieć inseminację w tym miesiącu, niestety, z powodu polipa przestaję brać leki stymulacyjne.

Czekam jeszcze na konsultację w klinice.
—————————-
Po konsultacji u innego ginekologa stwierdzona malutka zmiana w endometrium, aczkolwiek nie wiadomo, czy to polip.
27 lipca mam zabieg histeroskopii pod narkozą.
Nawet się cieszę, bo być może przy okazji badania usuną mi potencjale źródło niepłodności.
—————————————————————————-

27 lipca 2010, nie miałam histeroskopii.
Polipa okazałao się wczoraj nie było i lekarz odradza dość inwazyjny ze względu na narkozę zabieg.
Mogę mieć w tym cyklu IUI.
Jutro idę na badanie hormonów LH i Estradiol.
———————————————————————————

13 sierpnień 2010 – 2 nieudana inseminacja
Być może dlatego, że w 2 fazie cyklu jakąś infekcję drobną pochwy miałam a być może………. nie wiem.

Biorę od kilku dni tylko 1/4 tabletki Norprolacu, folik i Bleissę (ale to bardziej na włosy, choć witaminy nie zaszkodzą)
W 2 fazie cyklu biorą 2x dziennie luteinę podjązykową.

———————————————————
25 wrzesień
Jestem właśnie 4 dni po 3 IUI.
Nie wiem, czy udana, bo owulacja wg moich bóli była 24 godziny po inseminacji.
Teraz biorę 3×1 luteina, 0,5 Norprolacu (po 1/4 tabl skoczyło bardzo), folik i Belissę.
———————————————————

13 październik
3 Inseminacja niestety nieudana. Przylazłą @
Dodatkowo po stymulacji clostilbegytem zrobiła mi się torbiel 29 mm.
Teraz biorę leki wyciszające owulację – primolut nor
Następna inseminacja, stymulowana juz lekami jak do in vitro w listopadzie.

————————————————————Jestem po 4, nieudanej inseminacji przeprowadzonej 13 listopada. 13 nie okazała się niestety szczęśliwa.
Brałam leki stymulujące z “górnej” półki – Puregon w zastrzykach. Przyjęłam 6 dawek po 50 mg.
Urosły mi po 2 w każdym jajniku spore pęcherzyki.
Poza tym w lewym jajniku urosła mi torbiel o wielkości 4,5 cm.
Obecnie jestem na leku Primolut nor i ten cykl będzie z założenia stracony, ponieważ biorąc lek nie zajdę .

Zakończyłam moją “przygodę” z IUI.

Powoli dojrzewam do myśli o in vitro, ale to wymaga dłuuuuugich dyskusji i od nich zależy, czy sięzdecydujemy.

leeloo Dodane ponad rok temu,

wiek: ja 31 1/2 , M 33 1/5 🙂 (razem od 11 lat:))
cykle: 26 dniowe (jak w zegarku)
staramy sie od: stycznia 2009 (dwa i pol roku, 30 cykli)

STYCZEN 2009
Od poczatku wiedzialam, ze nie bedzie latwo… od zawsze slyszalam ze przez moje powiklania (zrosty pooperacyjne) po rozlanym wyrostku moge miec klopoty z zajsciem w ciaze…
i w to tez uwierzylam…
pierwsze trzy cykle byly pelne nadzei, lecielismy na zywiol… przy moich bardzo regularnych cyklach i mocnych bolach okoloowulacyjnych nie jest trudno odgadnac kiedy czas na :Hyhy:
po 3 miesiacach doszly testy owulacyjne + monitor owulacyjny (ktory przez lata sluzyl mi do omijania plodych dni), mierzenie temperatury i wnikliwa obserwacja… zamienilam sypialnie w labolatorium i pracownie:(
zachowywalam sie jak chodzacy inkubator, przytylam 10kg… balam sie podskoczyc czy poplywac w basanie, nie mowiac juz o napiciu sie lampki wina- bo moze juz ktos tam zamieszkal?…
MAJ 2009
po 5 miesiacach zrobilismy pdostawowe testy: badanie chlopakow (wiozac na motorze na sygnale:Śmiech:)- wszystko super- chlopaki jak lew!
Moje wyniki tez byly w normie… zwalalam wiec na zrosty pooperacyjne i niedroznosci… ale gdzies jeszcze byla nadzieja wiec:
decyzja: WYLUZOWAC!
PAZDZIERNIK 2009
troche sie to udalo i postanowilam do pazdziernika dac sobie czas…
w pazdziernku przycisnelam ginke i dostalam skierowanie na HSG, bylam w szoku kiedy okazalo sie ze wszystko ok, pelny opis: [Zobacz stronę]
w tym samym czasie okazalo sie ze jednak z moimi hormonami jest cos nie tak – TSH 6.95… w tym samym cyklu mialam wszystkei objawy ciazy lacznie z plamieniami implantacyjnymi… postanowilam zrobic test (na 3 dni przed terminem @) zobaczylam II blade kreski, nie ucieszylam sie- ale wystraszylam ze przy takich wynikach tarczycy moga byc klopoty ,@ przyszla w terminie – ciaza biochemiczna!:(
postanowilismy zajac sie moim TSH…
STYCZEN 2010
TSH spadlo do 1.17…
a ja zaczelam zbijac kilogramy i troszke odpoczac przed ostarym starciem w marcu/kwietniu… wyluzowac…
udalo sie!kochamy sie czesciej niz przedtem i z wieksza radoscia! bez cisnienia:)
MARZEC 2010
1 marca… 13dc Owulka na maxa! 15 cykl staran!
pierwszy dzien nowej ery w staraniach:) 1 dzien w nowej grupie medycznej !!!
zmienilam klinike, na najlepsza w miescie 1/10 w US:) w zwiazku z tym mam duze nadzieje na to, ze ktos nareszcie bedzie wiedzial jak nam pomoc…
poprzedni lekarze wciaz powtarzali mi, ze “matka natura jest dobra i ze niedlugo sie uda” jakos nie czulam sie w dobrych rekach!
takze w kolejnym cyklu pewnie zaczniemy monitoring… i moze clo!…
a moze ten cykl okazal sie szczesliwy?:)
CZERWIEC 2010
wczoraj dowiedzialam sie, ze jedynym rozwiazaniem jest pewnie procedura IVF…
dr. nie chce mi robic laparaoskopi… wie co tam zobaczy…
zrosty jednak oplataja mi wszystko i utrudniaja jajku przdestanie sie do jajowodow, zreszta sa one tez troche jakby wyzej- co nie podoba sie dr. bo to dotakowo utrudnia…
rzucam sie w wir pracy by odciazyc glowe od staran… i uzbierac $ na ewentualne procedury…
po skonczonym projekcie wybieramy sie na wakacje
po powrocie inseminacja… szanse marne- ale przygotuja mnie psychicznie do IVF….
a moze stanie sie cud!
jesli nie- szykujemy sie do IFV…
moze tu, a moze w Polsce…
zobaczymy…
na razie oswajam sie z mysla… odpoczywam i zbieram sily!
MARZEC 2011:
21 marca- w pierwszy dzien wiosny!
spontanicznie (przy okazji 24h pobytu we Wroclawiu) zostawilismy chlopaki:)
CZERWIEC 2011:
jestem w Polandosku, los zadecydowal za nas… moje kuzynki przyczynily sie do naszej decyzji…
25 czerwca slub jednej i 9 wrzesnia drugiej!:) postanowilam polecec na pierwszy slub i zostac do drugiego…
a w miedzyczasie sprobowac!
pierwsza wizyta nie byla zbyt optymistyczna… poszarpane endo… dr. nie mogl znalezc lewego jajnika…
zrosty gdzies go uprowadzily:(
druga wizyta… AMH 0.16… przt FSH 9.97…
nie jest wesolo…
ale wiece co, po 3 dniowym kompletnym dole mowie sobie:
“cuda sie zdarzaja”
LIPEC 2011
9 lipca- pierwszy dzien @ … za 4 dni zaczynam tabletki antykoncepcyjne… i ruszamy z dlugim protokolem!
pierwszy etap: wyprodukowac jajeczka… (jestem optymistycznie nastawiona, mimo ze w tym miesiacu nie bylo sladu w jajnikach/a raczej jajniku prawym… ale w marcy byly 3!!! i tego sie bede trzymac!

oalka Dodane ponad rok temu,

Ja prawie 35, moja połówka właśnie skończyła 36.
Cykle: 25, 26,27dc. Ostatni-28-dniowy jak w zegarku.
Namawiałam mojego partnera dwa lata na dziecko, a staramy od sierpnia 2009r. Byłam u lekarza wstępne badanie ok.Gdybym wiedziała, że nie będzie tak łatwo już dawno bym rozpoczeła starania:Płacz:
W styczniu trafiłam na forum i dzięki wielu cennym informacjom tu zawartym zrobiłam już badania hormonalne w miarę ok. Badanie nasienia ok. Ostatni cykl monitorowany ok. Myślałam, że mam cykle bezowulacyjne, bo w poprzednim miesiącu testy kupione z allegro nie wykazały owulacji, ale mam wątpliwości co do ich jakości:Hmmm…:
Na USG okazało się, że pomimo moich obaw, pęcherzyk ładnie urósł i pękł:Hura!:.
Teraz czekam:Niepewny:
Jeżeli okaże się, że znowu się nie udało:Stres: idę na HSG i badanie śluzu po stosunku. Następnie do kliniki leczenia niepłodności.

laurka Dodane ponad rok temu,

ciężko mi zacząć, bo chyba wypadałoby podać wiek…
34 skończone i u Laurka, i u mnie…
staramy się od stycznia 2009.
głównym moim błędem było założenie: “na pewno się nie uda”. no i wykrakałam.
od dziecka mam cukrzycę i od zawsze słyszałam, że nie będę mogła urodzić dziecka. nastawiałam się na adopcję, ale medycyna poszła do przodu i nagle okazało się, że kobiety z cukrzycą mogą mieć dzieci, a ich ciąże – mimo że określane mianem wysokiego ryzyka – kończą się sukcesem i dzieci rodzą się zdrowe (czasem ciut większe, często 2 tygodnie przed terminem, bo łożysko zaczyna niedomagać).
jednak II kreseczki nie chcą przyjść.
już w lutym (zeszłego roku) pogoniłam do lekarza. trochę naciągnęłam datę rozpoczęcia starań i facet podszedł dość profesjonalnie. zrobił monitoring, zlecił badania (ft4, tsh, prl) – wyszły niby w normie, choć prl przy górnej granicy. badania męża też super. ale po kolejnych dwóch miesiącach dalej nic. rany, ta niecierpliwość…
na własną rękę zaczęłam łykać castagnusa na prolaktynę (mało pomógł) i wiesiołek na śluz. wspomagałam się też luteiną.
odpuściłam lekarzy. moja diabetolog dała mi skierowanie do endokrynologa i poradziła poszukać lekarza o dwóch specjalizacjach – ginekolog-endokrynolog. znalazłam! i to na NFZ. babka wydawała się konkretna. zaczęła od hormonów: FSH, LH, estradiol, prolaktyna. wszystko w normie, ale prl się jej nie podobała i przepisała mi bromergon (fatalne samopoczucie, nadprogramowe kilogramy, senność, nerwowość, zawroty głowy). zbadała też pH pochwy i okazało się, że jest zabójcze dla plemników. miesiąc leczenia i już było ok.
zleciła też badanie na przeciwciała plemnikowe – wynik negatywny (czyli dobry).
tak jakoś wychodziło, że zapraszała mnie na wizyty koło 14dc. i po drugim monitoringu w takim dniu stwierdziła … brak owulacji… byłam w szoku. przecież robiłam testy owu i coś tam wychodziło, przecież wcześniej miałam ze 2 monitoringi i pęcherzyk był!!! o co chodzi?
przepisała clo, pregnyl, utrogestan na II fazę (wyprawa po to do czech, dobrze, że to od nas nie tak daleko). na takim zestawie przeszłam październik i listopad. wszystko było cudnie: pęcherzyki, jeden dominujący, pregnyl go pękał, a potem … @ przychodziła…
w drugim cyklu zrobiła się cysta, endometrium się skiepściło, lekarka powiedziała koniec. jak zwykle kazała być dobrej myśli.
nie byłam… – to chyba mój główny problem…
pojechałam do niej jeszcze w styczniu. powiedziała, że ona już nie wie co ze mną zrobić. dała skierowanie na HSG, mówiąc, że to będzie koniec mojej diagnostyki…
wybierałam się na to hsg początkiem lutego, ale strajk pielęgniarek pokrzyżował mi plany. teraz znów się wybieram. chyba, że zdarzy się cud…

teraz zmieniłam dietę (codziennie jem pastę z oleju lnianego), dziś zaczęłam łykać acard. biorę też kwas foliowy (10mg), aspargin, feminatal 800, koenzym Q10. mój mąż: salfazin, folik, koenzym Q10 i czasem uda mi się w niego wcisnąć pastę 😉 aha, rzuciliśmy papierosy! pierwszy raz w momencie rozpoczęcia starań, ale maj nas złamał. 3 tygodnie temu podjęliśmy kolejną próbę. teraz już się nie złamiemy!

aha, we wrześniu zaczęliśmy starać się o bycie rodziną zastępczą. formalności były ciężkie do przejścia, ale w tym miesiącu zaczynamy kurs!!!
—————————————————
edytuję po ponad roku, mimo iż efektów nadal brak 🙁
ale w październiku 2010 poznaliśmy przyczynę naszych niepowodzeń: żylaki powrózka nasiennego. w lutym Laurek miał laparoskopię i czekamy na jej efekty. podobno poprawa wyników następuje po 6-12 miesiącach.
jesteśmy też na etapie tworzenia rodzinnego domu dziecka. może już za dwa-trzy miesiące będzie z nami czwórka małych dzieciaczków :Wow!:

kasienia Dodane ponad rok temu,

Mam 32 lata , mój m. skończy tyle w maju. Mamy córkę, która w maju skończy 6 lat- udało nam się ją począć już w 2 cyklu po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych.
Nigdy nie myślałam, że skoro mamy jedno dziecko problem niepłodności będzie nas dotyczył. Zawsze chciałam mieć liczną rodzinę, z 4 dzieci, psami, kotami. Ale życie niestety zweryfikowało moje plany i nadal to robi. Pierwszy poród odbywał się poprzez cc ze względu na dużą wadę wzroku.
O drugie dziecko staramy się od stycznia 2009 roku. Kilka razy miałam wrażenie, że się udało, raz nawet zobaczyłam na teście II krechy, jednak nie cieszyły mnie one, chyba miałam przeczucie, że nic z tego nie bedzie. I niestety, nie pomyliłam się- ciąża biochemiczna.
Od tego czasu zmieniło się coś w moim organizmie, inaczej boli brzuch na @, piersi przestały być nabrzmiałe, za to bola jakby e ktoś obił. Nie wiem, czy to ma wpływ czy nie, może.
Gin oczywiście się nie przejął, kazał odpoczywać 3 mieisące bez staranek (oczywiście nie zaprzestaliśmy ich). Po 3 miesiącach poszłam do innej lekarki, która kazała zrobić badanie nasienia, w międzyczasie kazała brać hormony cyclo-progynova. No i niestety- wyniki zabrzmiały dla mnie jak wyrok: teratozoospermia. Załamałam się, ale dzięki dziewczynom z forum dowiedziałam się, że to nie koniec, że jak wyniki się nie poprawią to możemy mieć inseminację, wiec jest nadzieja.
Pani dr, zobaczywszy wyniki nawet mnie nie zbadała- stwierdziła, że mamy do czynienia z niepłodnościa męską. Przypisała mi leki na kolejne 3 miesiące i kazała zgłaszac się do położnej po kolejne recepty. Czyli uznała sprawę za zakończoną. Nie obeszły ją moje krwawienia miedzymiesiączkowe, potworne bóle @- nic.
Na własną rękę odstawiłam hormony, zrobiłam badania hormonów- wyszły super. Zaczęłam łykać castagnus, miałam nadzieję, że złagodzi napięcie przed@ ale nic z tego.
W zeszłym tygodniu trafiłam do gina z polecenia dwóch moich przyjaciólek. I w końcu poczułam, że ktoś przejął się moimi problemami. Powiedział, że wokól szyjki mam 3 pęcherzyki, które mogą utrudniać (ale nie muszą) zajscie w ciążę i w zależności od wyników cytologi pomyślimy nad ich usunieciem. Powiedział, że czeka mnie hsg (ale nie robią tego u nas w szpitalu ), albo laparoskopia.
W przyszłym cyklu monitoring :). Mam poczucie, że trafiłam w kompetentne ręce- w końcu i że będzie dobrze. Na razie staram się wyciszyć, bo moje nerwowe podejście do sprawy tylko przeszkadza. Zaczęłam chodzić na fitness, lepiej się odżywiać. I wiem, że w końcu się uda!!!aha, m. idzie w tym tygodniu na powtórne badanie nasienia, jak dalej wyniki będa kiepskie to w maju pędzimy na inseminację.
Edytuję, bo zaczęłam wierzyć, że będzie dobrze 🙂 M. zrobił wyniki, były jeszcze bardziej fatalne, przeryczałam cały weekend…a potem zrobiłam test i zobaczyłam II kreski!!! Zaszłam w ciążę po 16 cyklach starań, dzień po hsg. I modlę się, żeby ten cud trwał. Jestem w 10 tygodniu ciąży!!!

bagietka1984 Dodane ponad rok temu,

To chyba czas i na moją historię, oboje mamy niecałe 26 lat, ja nigdy nie stosowałam antykoncepcji, w rachubę wchodziły czasem gumki w dniach płodnych, z jakichkolwiek zabezpieczeń zrezygnowaliśmy już 2 i pół roku temu. Niestety nic się od tamtego czasu nie wydarzyło. Pod koniec 2009 roku zrobiliśmy badania i okazało się, że plemniki M są w złej kondycji. Dodatkowo jest to bezpłodność wtórna, gdyż M ma już dziecko z poprzedniego związku. Tamten związek się rozpadł a po niecałym roku poznaliśmy się.
Ogólnie staramy się mniej więcej od listopada – jesteśmy po dwóch inseminacjach i nadal nic. Chyba 🙂 – bo mam dzisiaj dostać @, ale jeszcze nie doszła i oby spóźniła się o 9 miesięcy :).

Mieszkamy za granicą i niestety trafiliśmy na bezuczuciowych lekarzy, którzy dążą po prostu do celu bez jakiegokolwiek zainteresowania pacjentem. Na pytania, co sami możemy zrobić, by było lepiej – zbywali nas, gdyż tylko i wyłącznie inseminacja jest dla nas szansą (w ich mniemaniu). Zapytaliśmy więc, czy słyszeli coś o np. Proxeedzie. Lekarz zrobił dziwną minę i powiedział mniej więcej to, że M nie można leczyć i że nie ma środków poprawiających jakość nasienia, po czym wziął się za zabieg nie wiedząc nawet ile plemników wstrzykuje. To tylko niektóre przykłady, bo więcej nie warto chyba przytaczać.

Kolejnym nieprzyjemnym epizodem okazała się reakcja najbliższych na podjęte przez nas kroki – przeogromne zaskoczenie, że zdecydowaliśmy się na pomoc ze strony medycyny. Ich zdaniem jesteśmy jeszcze młodzi i mamy czas, że psychika też ma wpływ, żebyśmy przestali o tym myśleć tp. Może i psychika ma jakiś wpływ – ale wyniki badań co wynikami badań niestety. W końcu przestali na ten temat rozmawiać bardzo urażeni. Warto tu nadmienić, iż łatwo rzucało się wcześniej – “a kiedy będziemy mieli nowego członka rodziny?”, “to już najwyższy czas przecież”. Wtedy też zrozumiałam ostatecznie, że osoby, które nie zaznały takich uczuć jak my wszyscy tu na forum, nie wiedzą tak na prawdę nic na ten temat. Tym bardziej też nie potrafią do końca zrozumieć. Może się mylę, ale to czas pokaże…

Po tym wszystkim zdecydowaliśmy się na przerwę w wizytach u lekarza i postarać się tymczasowo na własną rękę. M rzucił palenie, pije Proxeed. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Pozdrawiam i każdej życzę upragnionej drugiej kreski 🙂

bozka Dodane ponad rok temu,

Historia Bożki

O dzieci staramy się od konca 2001 roku:
1 ciąża
Za pierwszym razem poszło dosyć szybko, bo tylko jakies 5-6 cykli. Niestety ciąża obumarła i miałam łyżeczkowanie 16.07.02, to byl 11 tydzień ciąży. Nie miałam robionej żadnej diagnostyki, bo szwedzka służba zdrowia uznała to za niepotrzebne.
2 ciąża
Na drugą ciąże musiałam czekać aż 15 cykli. Nie wszystkie cykle jednak się staralismy, bo najpierw obowiązkowa przerwa 2 miesiące po łyżczekowaniu, a póżniej jeszcze przez 3 miesiące leczyłam guza piersi. Na sierpień 2003 miałam wyznaczoną wizytę w klinice niepłodności, ale w lipcu zaszłam w ciąże. We wrześniu w jedenastym tygodniu trafiam do szpitala z krwawieniem. Bałam się, że to znów poronienie, ale wszystko skończyłó się dobrze i 14.03.04 przez cc urodziłam córkę, 4320g.
3 ciąża
Starania o drugie dziecko rozpoczęliśmy od razu, jak wróciła mi @ czyli w październiku 2004. Staraliśmy się 11 cykli. Nie robiliśmy żadnych badań, bo takowe w Szwecji można rozpocząć dopiero po roku bezowocnych starań. W sierpniu 2005 test pozytywny, niestety 15.09.05 trafiam do szpitala z krwawieniem. Niestety ciąża znów obumarła, tym razem obyło się bez łyżeczkowania. Znów zero diagnostyki przyczyn poronienia.
4 ciąża
Jestem zdeterminowana. Zaczynamy starania zaraz po powrocie @. W Szwecji po poronieniu samoistnym nie ma zaleceń przerwy w staraniach. Wręcz przeciwnie, uważa się, że jest większa szansa na ciąże. Walczę o badania. Udaje mi się dostać termin w klinice niepłodności, odbywam pierwszą wizytę i w styczniu 2006 mamy ruszyć z badaniami. Okazuje się jednak, że podczas świąt Bożego Narodzenia zafasolkowuję w 3 cyklu starań. 27 stycznia 2006 trafiam, jak w każdej poprzedniej ciąży, do szpitala z krwawieniem. Dziecko żyje, przyczyny krwawienia nieznane. Dalsza ciąża bez problemów, poza jednym, że znów przepowiadają mi b. duże dziecko i jest podejrzenie cukrzycy, które się nie potwierdza. 13.09.06 szczęśliwie przez cc, tym razem planowanym, rodzę drugą córkę z wagą 4975g.
Starania o 3 (5) cud
Po urodzeniu Klary przerwa w staraniach. Klara rodzi się z nietolarancją laktozy, którą źle zdiagnozowano. Dostajemy sztraszliwe w kość, ale to nie temat na tego posta. Mąż zmuszony zmienić pracę, starania o 3 cud odłożone na czas nieokreślony.
Sytuacja się normuje, ale ja mam poważne wątpliwości, czy w ogóle jeszcze próbować. Mąż mnie ciągle namawia. Od stycznia 2009 myśl o 3 dziecku mnie nie opuszcza. Po wakacjach jestem już pewna, że chcę spróbować. Miało być spontanicznie, bez większych emocji, bez nadmiernych starań, bez odliczania, oczekiwania w napięciu na @ i tych wszystkich innych uczuć towarzyszących staraniom. Tak się chyba jednak nie da… “Staraliśmy się” od 1 cyklu…
Od 10-15 dc. mierzenie temperatury i testy owulacyjne. Moje cykle okazuja sie byc bardzo regularne z owulacja miedzy12 a 14 dc. @ tez przychodzi ja w zegarku 🙁
W sierpniu 2010 po roku bezowocnych strań rozważamy wizytę w klinice niepłodności. 6 wrzesien 2010 mamy pierwszą wizytę i rozpoczynamy badania. Czekam na termin badania HSG, następnie mamy mieć wizytę u lekarza i omówienie wyników badań.
27 pażdziernika 2010 w 16 cyklu starań widzę upragnione dwie kreseczki! Radość nasza jest wielka, ale przepełnia mnie jakiś niepokój.
Pod koniec listopada zaczynam plamić i trafiam do szpitala. Robią mi usg: z ciążą wydaje się być wszystko w porządku, przyczyny plamienia nieznane. 4 dni pózniej okazuje się, że ciąża obumarła. 30 listopada mam łyżeczkowanie. Więcej szczegułów . Tak bardzo kochałam to dzeciątko, jego strata bardzo mnie boli…

6 ciąża?
W grudniu dwa tygodnie po poronieniu dzwoni do mnie lekarz z kliniki nieplodności. Pyta o dalsze plany. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy będziemy się jeszcze starać. Mówi, że moje wyniki są bardzo dobre. Na wyniki M też nie można narzekać, tylko ruchliwośc mogłaby być trochę lepsza. Lekarz uważa, że problem nie leży w kwestii starań, tylko w kwestii utrzymania ciąży. Obiecuje, że odezwie się do mnie po nowym roku i jeżeli będziemy chcieli, zrobimy jakieś badania w zakresie diagnostyki poronienia.

Styczeń 2011. Rozdarta jestem… Ja nadal nie wiem, czy chcę się jeszcze starać.. Jest we mnie jakiś strach i chcę po postu odpuścić. Mój M uważa jednak, że nie powinniśmy jeszcze rezygnować i chce dalej próbować. Namawia mnie, żebym dała sobie jeszcze trochę czasu, zanim podejmę radykalne kroki kończące nasze staranie ostatecznie.
Cisza ze strony kliniki niełodności.
Pod wpływem ciąży Mamrotki daję się ponieść emocjom i nie zabezpieczam się w okresie płodnym.
Co będzie dalej???

mambo5 Dodane ponad rok temu,

koleżanka poroniła, i wtedy i ja na jakiś czas przestałam się starać 🙁

cathya Dodane ponad rok temu,

Witam 🙂 Moja walka o trzecie dziecię trwa od kwietnia 2008. Nigdy nie myślałam, że tak trudno jest zajść w ciążę, a to wszystko przez to że w pierwszą ciążę zaszłam w pierwszym cyklu starań, w drugą ciąże w drugim cyklu. Dzieci mam wspaniałe zdrowe 11-letnią córkę i 8 letniego synka. Wszyscy mnie pytają po co mi kolejne dziecko. Te pragnienie jest jednak tak silne, że nie sposób tego wytłumaczyć.

Pierwsze trzy cykle starań o trzeciego maluszka bez powodzenia ale też bez jakiegoś parcia i ciśnienia, potem okazało się że mam niedoczynność tarczycy i wysokie przeciwciała anty TPO. Diagnoza: przewlekłe zapalenie tarczycy i stwierdzenie że nie łatwo będzie zajść w ciążę. Przerwa na leczenie do grudnia 2008 i zaczynamy znowu. Okres nie przyszedł test pozytywny ale cieszyłam się tylko niecałe dwa tygodnie, poronienie samoistne.

Od tego czasu kilka razy widziałam pozytywne testy, cienie cieni kresek na testach, ale nic z tego nie wychodziło.

Badanie plemników wyszło OK. Cały rok 2009 bez powodzenia. Z początkiem roku zaczynam brać selen na zbicie przeciwciał. W marcu 2010 hsg i w następnym cyklu zupełnie kiedy się tego nie spodziewałam – ciąża. Od początku było coś nie tak, mały przyrost bety, plamienia, miałam bardzo złe przeczucia… Po 8 tygodniach ciąży, operacja – ciąża pozamaciczna.

Teraz dochodzę do siebie, nie wiem ile muszę odczekać, by powrócić do starań, wczoraj przeszła mi myśl o in vitro, nawet sprawdzałam ceny, ale mój mąż nie chce o tym słyszeć, a ja boję się starań, boję się kolejnej ciąży pozamacicznej 🙁

Narazie się nie poddaję i wierzę że doczekam tego trzeciego cudu.

Oboje z mężem mamy po 33 lata i plan że będziemy się starać do 35 potem koniec (ale to juz decyzja męża, z którą chcąc nie chcąc zgodziłam się)

zabeczka Dodane ponad rok temu,

Oto moja historia:

Ja mam 27, a mąż 31 lat. Staramy się o dzidziulka jakieś 12 cykli.
Zaraz po ślubie zapragnęliśmy mieć potomka, cały miesiąc czekałam do zrobienia testu, niestety nic nie wyszło. Potem był następny miesiąc i następny.Wystraszona byłam strasznie, że nic nie wychodzi, a przecież dzidziuś miał być.
Zgłosiliśmy się z mężem do kliniki leczenia niepłodności. Na początku każdy z lekarzy traktował nas jak młodych dzieciaków, co ledwo zaczęli się starać i specjalnie nie traktowali nas poważnie. Wyjątkiem była nasza p dr prowadząca w klinice. To ona zleciła badania hormonów, by od kolejnego cyklu po badaniach pomagać lekami w owulacji. Tak strasznie się niecierpliwiłam, tak bardzo chciałam tych badań, by wiedzieć co jest nie tak. Robiłam testy a one nie wychodziły, a okresu było brak. Byłam rozżalona i wściekła, że jak zaczeliśmy się leczyć to okresu nie mogłam się doczekać. W końcu poszłam na wizytę, po wykluczeniu ciąży dostałam leki by przyśpieszyć okres. Zrobiłam badania. Okazało się, że mam podejrzenie PCOS ( bardzo wysoki poziom LH, testosteron też mocno przekroczony, pozostała część w porządku). Jajniki były prawidłowej struktury, natomiast dużo drobnych pęcherzyków. Zaczęłam brać zestaw clo plus pregnyl plus luteina. Urósł tylko jeden pęcherzyk, on pękł, ale ciąży nie było. Potem w kolejnych cyklach było to samo, pęcherzyk pękał ale ciąży brak. Do tego zestawu leków zaczęłam brać Metformax, a także zmienione miałam clo na zastrzyki. Stwierdziliśmy, że podejdziemy do inseminacji, bo nasze pragnienie było i jest ogromne. Byłam na zastrzykach, ale w cyklu którym miała być inseminacja, nie urósł nawet jeden pęcherzyk. Byłam załamana, bo nastawiłam się na IUI, a tu nici. Kolejny cykl lekarz kazał nie brać leków tylko monitorować, czy cokolwiek urośnie. Samo bez leków nie urosło nic, co świadczyło, że mam cykle bezowulacyjne i potwierdziła się diagnoza PCOS. W ostatnim cyklu na zestawie z clo urosły 2 pęcherzyki, byłam w siódmym niebie. Możliwa była IUI. dokładnie 12 po IUI zrobiłam test ciążowy, który nie wykazał ciąży, znów przyszły łzy i ciężkie szlochanie. Jednak okres nie przychodził, zrobiłam test jakieś siedem dni później i wyszły II kreseczki. Chodziłam ciągle na badanie Beta HCG wszystko ładnie przyrastało, ale lekarz nie widział ciąży w macicy i kazał odczekać jakieś siedem dni. Moja nadzieja była w badaniu beta HCG, bo jeśli cokolwiek by się działo to bym krwawiła, bądź przyrost byłby nieprawidłowy. Przyszedł dzień wizyty i kiedy p dr mówiła mi, że nie widzi nic i jedyne wyjście to szpital, nogi się przede mną ugięły. Niestety po dwóch dniach w szpitalu diagnoza była jedna: Ciąża pozamaciczna 7 tyg, do usunięcia z całym jajowodem operacyjnie, natychmiast. Było to koszmarne przeżycie, myślałam, że już nigdy nie będę miała dziecka, a najstraszniejsze wydawało się usypianie do operacji. Przed salą operacyjną płakałam jak bóbr bo bałam się, że się nie obudzę już.
Dziś jestem już tydzień po operacji, żyję i mam kochanego męża i całą rodzinę. To mnie wzmacnia, choć są wielkie chwile płaczu. Dużo nauczyłam się przez ten okres leczenia, przede wszystkim stałam się dużo cierpliwsza i spokojniejsza. Mam ciągle nadzieję, że zajdę w ciążę, może naturalnie. Na razie leczenie zawieszam na jakiś czas, chcę spróbować bez leków.
Życzę Wam wszystkim by każda z nas doczekała się dzidziulka 🙂

malutka16 Dodane ponad rok temu,

To czas na moja historię!

Mam 28 lat a mąż 27 (razem od 8 lat). Mam niedoczynność tarczycy wykrytą od 2005 roku. Obecnie wszystko w porządku.
Staramy się od 2,5 roku. Ale zacznijmy od początku.
W 2007 roku wraz z moim M postanowiliśmy się pobrać zaraz na początku 2008 roku. Wszystko szło wspaniale data wybrana, orkiestra, sala. Bez żadnych problemów. Kiedy w połowie roku nie dostałam spodziewanej @ jak zawsze udałam się do lekarza aby to sprawdzić sądziłam że pogorszyły się wyniki z tarczycy i @ wariuje. Ogólnie czułam się dobrze. Nic mi nie dolegało poprzednie @ były normalnie. Jakież było moje zdziwienie gdy poszłam na wizytę i okazało się że jestem w ciąży i to w 3 miesiącu ciąży. Ucieszyłam się ale nie to było najzabawniejsze okazało się że termin porodu mam w dzień naszego planowanego ślubu. Więc zaczęły się wariackie dni zmiany daty na późniejszą bo o wcześniejszej nie było mowy. I tak z początku roku wpadliśmy na koniec roku z terminem ślubu. Ale nie martwiliśmy się stwierdziliśmy że nasze dziecko będzie świętować ten dzień z nami. Następne 2 miesiące przebiegły wspaniale bez żadnych dolegliwości. 2 dni przed Świętami Bożego Narodzenia poroniłam w pracy. Moje maleństwo odeszło w 5 miesiącu życia – mielibyśmy dziewczynkę. Nie mogliśmy jej pochować bo w Polsce płód zaliczany jest jako dziecko od 22 tygodnia ciąży ja byłam w 20. Później przez 8 miesięcy żadnych starań zalecenie lekarzy.
I od stycznia 2009 do dziś nadal się staramy. I nic! Męża wyniki są dobre ja w styczniu przeszłam Hsg z laparoskopią ponieważ miałam niedrożne jajowody najprawdopodobniej po poronieniu. Sądziłam że to pomoże ale jak na razie nic się nie zmieniło. Zobaczymy co będzie dalej. Jestem pełna nadziei.

Jesteśmy już po wizycie w Gamecie jednak ta wizyta zamiast podnieść nas na duchu zadziałała w drugim kierunku. Staramy się spontanicznie bez nacisku. Dajemy sobie luzik. Od noowego roku na maxa bez przerw i odpoczynku.Zobaczymy co z tego wyniknie!
Zaczyna się 30 cykl starań!

ronda Dodane ponad rok temu,

Moja historia jest krótka, ale mam wrażenie, że to never ending story 🙁
mam prawie skonczone 31 lat, moj mąż 35, razem od 96 roku, czyli w sumie 14lat! Ślub w 2001 r. Generalnie na początku małżeństwa nie staraliśmy się bo: a to byłam za młoda, studia kończyłam, a to pracy nie miałam, potem zaczełam pracować, ale trzeba miec umowę na czas nieokreslony itd. itd! Odkładalismy rodzicielstwo, bo zawsze było coś wazniejszego :Wstyd:. Potem oczywiscie szaleństwa, dorabianie sie i jakoś sie zapędzilismy w niewiadomo co, a właściwie w kozi róg! Przez 6 lat brałam nieprzerwanie tabletki anty, jakies 6 lat temu odstawiłam, ale przez pierszwe 2 lata po odstawieniu uważaliśmy, zresztą po tym odstawieniu przeszla mi ochota na sex 🙁 jak mi sie wyregulowała gospodarka hormonalna to ochota wróciła (podwojona ;)) no i stwierdzilismy, ze co ma byc to bedzie, ale nic na siłe. No i nic nie było! Wiec w koncu zaczelismy tak na siłę i nadal nic! Trwa to już od 1,5 roku, jestem podłamana i caly czas sobie zarzucam, że zemścilo sie na nas to, ze nie chcieliśmy dziecka. Mamy wszystko inne – prace na czas nieokreslony, studia pokonczone, własne m4 itd. generlanie nie narzekamy, ale co z tego skoro dzidzia nie ma 🙁
w maju pierwszy raz w życiu miałam II kreski, bete ponad 48, ale po pięciu dniach @ przylazla i szlag trafił marzenia. Dopiero ten zimny prysznic na glowie uświadomil mnie (mąż trul dupę od dawna), że latwo nie pójdzie i trzeba cos z tym zrobić. Jesteśmy po wizycie w Invimedzie, mąż ma słabe wyniki, tzn. ilość jako taka (nie rewelacja ale…) natomiast żywotność beznadziejna. Przede wszystkim musiał przestać palić, na razie sie trzyma i nie pali, łyka androvit, je wszystko co ma dużo cynku, a ja biore witaminy dla kobiet starających sie i marzę… na przełomie września i października mamy powtórke z rozrywki w invimedzie i jesli małżowi nie poprawią sie wyniki to bedą nas ustawiać pod inseminację, bo na zwykłe zajście nie mamy dużych szans 🙁 mnie za to czeka jeszcze badanie hormonów przed wizytą październikową.
Ciesze się, że znalazłam to forum bo czuje, że jestem wśród swoich 🙂 i każdej z nas życzę, aby te historie miały happy end z II grubaśnymi krechami :Kciuki:
edytuję, bo 12 listopada podeszlismy 1-y raz do IUI…. ale czy sie udało…?
edytuje, bo 7 grudnia podeszliśmy 2-gi raz do IUI ….. strach sie bać 😉
dzis jest 10 stycznia 🙂 żadne z moich iui nie powiodło sie 🙁 w obecnym cyklu, tj. w dniu 29.12.10 mialam badanie hsg. Jest ok – jajowody drozne. Odpuscilismy w tym cyklu iui, postanowilismy na naturlasa, ale chyba nie podeszlismy do sprawy z wieeelkim zaparciem 😉
nadmienie jeszcze, ze od czasu naszej pierwszej wizyty w invimedzie, tj. w czerwcu wykonalismy wieeeele badan 🙂 ja chyba juz wszystkie (hormony, morfologia, jajowody, chemia jakas tam + nasienie mojego m). Ze mna wszystko ok, wyniki m ciut sie poprawily, ale nie na tyle coby przestac sie obawiac. Czekam na @ i idziemy na 3-ie iui
31 stycznia 2011r. moje 3 iui :Stres: testujemy 14 lutego :Wow!: ciekawe czy Walentynki w tym roku beda szczególnie piękne? :Hmmm…:
no więc edytuje, bo z happy walentynek nici 🙁 ale trudno – walczę dalej 🙂 w tym cyklu 4x podchodze do iui (to juz bedzie ostatni) – potem zaczynam przygotowania do ivf. Obym nie musiała …
no więc znowu musiałam edytować, bo niestety 4 iui tez sie nie udało 🙁 obecny cykl, który raptem trwa dopiero 3 dni będę miała na chybił trafił (oby na trafił ;)) czyli naturals. Jesli sie nie uda, to kolejny cykl z anty no a jeszcze kolejny to ivf

butek Dodane ponad rok temu,

ja też uważam ten wątek za super ,, skupię myśli i coś napiszę ( wyślę moją rodzinkę na wieś w tedy w domku spokój )

olesia Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez butek:ja też uważam ten wątek za super ,, skupię myśli i coś napiszę ( wyślę moją rodzinkę na wieś w tedy w domku spokój )
Edytuj butek tego posta, bo tutaj tylko historie opisujemy.
Pewnie jak nie napiszesz swojej historii, to modki Ci go wyrzucą gdzieś 🙁

butek Dodane ponad rok temu,

Witam , zebrałam myśli i jak okazało się nasza historia bardzo podobna do wielu z waszych .
Ja mam 33lata ( skończę niebawem ) , mój mężulek 34 (też skończy lada co ) córcia zdrowa ( poza alergią którą odziedziczyła – wszyscy mają astmę po mojej stronie ) , mądra i kochana jedynaczka . przez długi okres o drugim dziecku nawet nie myśleliśmy , każde zajęte swoją pracą , ja na dodatek nauką ( bo twierdzę że zawsze coś się przyda wiedzieć ) a to dom , auto , wakacje zawsze coś, cały czas anty. w ręku . Aż pewnego dnia wracając z pracy zrobiło mi się słabo , niedobrze i pomyślałam że to stres bo w mojej pracy to norma istny wyścig szczurów ,nie dawało mi to spokoju poszłam do gina bo testy raz były negatywne a raz pozytywne ( 3 sztuki osikałam ) , no i szok po badaniach wyrok– ciąża pozamaciczna ,, ryczałam długo ,usłyszałam od siostry męża ”Poco wam drugie dziecko w waszym wieku ,było się dobrze zabezpieczać, nie muszę wam chyba tłumaczyć “”myślałam że ją ukatrupię gówniara kilka lat młodsza ode mnie . Po zabiegu nie mogłam pogodzić się z tym co się stało myślałam że to za karę , że dlatego bo nie chciałam .I po jakimś czasie jak na złość ,obie siostry mojego męża w ciąży ( różnica 6 miesięcy miedzy nimi ).A ja ryczałam , nic nie pomagało , wpadłam w paranoję wszędzie słyszałam płacz dziecka .zajęłam się pracą ,i któregoś dnia mój mężulek chyba już nie mógł patrzeć jak unikam dzieci zapytał (“” kochanie zróbmy sobie dziecko – spróbujmy “”). Oboje jesteśmy zdrowi , badania w normie i już mija 10 cykl i nic … . Kiedyś nasz pan gin powiedział że bardzo dobrą antykoncepcją jest bardzo pragnąć dziecka . I wiem że miał rację ,,
Kończąc mam mała nadzieję że jednak teraz się udała.

10 sierpnia — pierwsza edycja ….
dziś 26 dc ( z cyklu 28 dniowego ) zrobiłam test i negatywny – głupia jestem bo pomyślałam że może się udało ..

15 pażdziernik –druga edycja …
test zrobiony 6 paż w 35 dc okazał się pozytywny …udało się trzymam kciuki &&& ,,,

propka83 Dodane ponad rok temu,

Witam, to może i ja opiszę naszą historię.
Mam na imię Asia, w tym roku kończę 27 lat, mój M tez ma 27, tyle że jest o 9 miesięcy starszy. Małżeństwem jesteśmy już 6 lat a 9 razem. Nigdy nie stosowaliśmy żadnej antykoncepcji, bo od początku byliśmy uświadomieni o swojej miłości i gotowi na poczęcie dziecka, o które do tej pory walczymy. Przez pierwszych 4 lat nie robiliśmy z tego żadnego problemu, bo szczerze mówiąc było nam to nawet na rękę , byliśmy za granicą zapracować na domek. po powrocie postanowiliśmy jednak coś z tym zrobić, bo nie wyobrażam sobie mojego życia bez dzieci i (nawet 3 pokoje czekają już na nie) w związku z tym zapisaliśmy sie do kliniki leczenia niepłodności MEDICOR w Rzeszowie, Nasz gin po zrobieniu wywiadu zlecił mi badania hormonów a mężowi nasienia. Niestety ja miałam podwyższoną prolaktynę, a M nie za dobre wyniki( ruchliwość kiepska i sporo ze złą budową)pocieszający był jedynie fakt że ilość była spora .Później przyszedł czas na laparoskopię , która potwierdziła drożność i prawidłową budowę moich narządów rodnych. Po zabiegu Gin dał nam 3 miesiące czas na wzięcie sprawy we własne ręce .Po 3 mieś nieudanych prób , pojechaliśmy na wakacje do Włoch, spędziliśmy tam 2 tygodnie. Po powrocie zorientowałam się że coś jest nie tak bo dziwnie się czułam, a moje myśli ciągle krążyły wokół dzieci wiec zrobiłam test ciążowy ,wyszły dwie kreseczki ?!!!ale ta ciążowa była bledziutka . Po kilku dniach postanowiłam zrobić badanie HCG ( pamiętam ten dzień jak dziś, to był dzień moich urodzin)wynik 68. Oszalałam ze szczęścia?. Jednak Tkwił we mnie jakiś lęk, po drugim badaniu, okazało się że nie przyrasta prawidłowo, po trzecim jeszcze mniej przyrosło, zanim poroniłam Beta wyniosła 261 i nie było jej jeszcze widać na USG. To było straszne doświadczenie, ale dało nam nadzieję że ciąża jest w ogóle u nas możliwa, więc mała iskierka zaczęła żarzyć się coraz mocniej. Od listopada aż do marca dosłownie stawaliśmy na głowie żeby , powtórzyć to co raz już raz się wydarzyło, ale nic nie wskóraliśmy?Po drodze rozwiązałam też problem moich bolących stawów i okazała się że cierpię na ZZSK i wtedy dopiero zaczęliśmy się śpieszyć. Od kwietnia M zaczął jeść androvit .
Pierwszą insyminację mieliśmy w dzień matki 26maja, Była przeprowadzona na naturalnym cyklu z zastrzykiem z pregnylu, owulacja z prawej strony, zakończyła się niepowodzeniem, ale nie załamaliśmy się bo przecież trzeba by było być wielkim szczęściarzem żeby za pierwszym razem wypaliło.
W kolejnym cyklu drugie podejście do IUI również na naturalnym cyklu, Owulacja również z prawej Też w asyście pregnylu i kolejna porażka.@ w terminie przyszła mimo pregnylu, który powinien przyśpieszyć
W lipcu postanowiłam sama zrobić coś z tą moją prolaktyną bo gin stwierdził że nie jest to aż tak istotne, więc zaczęłam brać Castagnus 2x do tego w piątym dniu cyklu gin dodał mi clo. I brałam go przez 5 dni po 1. Ale cała stymulacja poszła na marne bo jest sezon urlopowy i gin wyjechał na wczasy, więc sami próbowaliśmy ,pregnyl podany więc po 36 godź. do dzieła, ale źle się w środku czułam do 23 dc bolała mnie macica i jajniki. Oczywiście nasze staranka nie przyniosły skutku @ przylazła w terminie.
W drugim dniu kolejnego cyklu strasznie mnie zalało i gin nie mógł zrobić monitoringu , w ślepo zapisał mi Femar a ja zdążyłam go już wybrać , w ostatni dzien femafu byłam na monitoringy, i diagnoza jak wyrok CYSTA 4cm ale w lewym jajniku więc kolejny cykl zastoju. Teraz muszę jeść Orgametril od 10 dnia cyklu przez 15 dni.
Edytuję, 1.09. Torbiel wchłonęła się i zaczynam kolejny cykl z Femarą :)szykujemy się do trzeciej IUI
Edytuję27.09 trzecia IUI na pękniętym pęcherzyku,stymulacja femara i ovitrel,owulacja z lewej strony niestety bez rezultatu. Poszłam na wizytę do endokrynologa i okazało sie że mam niedoczynność tarczycy(jestem złą że w klinice pominięto wynik TSH mimo że prawie przekraczał normę) biorę Euthyrox N50 to organiczny hormon tarczycy. Na razie przerwa w IUI trzeba popracować nad tarczycą
Edytuję. 5.11.2010 Tarczyca w normie ostatni wynik TSH 1,758 czyli spoko.Test na przeciwciała przeciwplemnikowe negatywny :)od 8,11 bromergon na prolaktynę.Badanie M też powtórzyliśmy i też jest lepiej 🙂 podchodzimy do 4 IUI. wynik 🙁
W miarę czasu postaram się edytować moją historię. Jak widać zajście w ciążę wcale nie jest takie proste,ale postaram się udowodnić że jest możliwe 🙂

cherry-blu Dodane ponad rok temu,

Jestem zupelnie nowa na forum, ale musze przyznac, ze jestescie duza pomoca, zeby jakos tako trzymac sie w ryzach.
Moja historia nie jest jeszcze zbyt dluga, ale…:Niepewny:

Mam 28 lat, moj maz 29. Jestesmy razem juz 11 lat, po slubie 3.
Dopiero niedawno nasza sytuacja ustabilizowala sie na tyle, ze zaczelismy myslec o dzidzi. 😀
Nigdy wczesniej do glowy by mi nie przyszlo, ze w ciaze nie zachodzi sie tak latwo. Jakos to w mojej glowie funkcjonowalo, ze chcesz to masz i juz…
Dzis juz wiem, ze to nie jest wcale takie proste 🙁

W kazdym badz razie, zaczelismy starac sie w marcu. Przez dwa cykle nic, co bylo dla mnie bardzo powaznym rozczarowaniem.
W miedzy czasie zrobilam wyniki okresowe do pracy i okazalo sie, ze cos z nimi nie tak.
Po nitce do klebka, okazalo sie, ze sprawa ma podloze ginekologiczne i, ze nadzerka, ktora wszyscy lekarze mowili zeby nie ruszac nieco sie rozrosla (tak do rozmiarow Okecia :Strach:) i trzeba ja usunac, zwlaszcza ze chce dzidzia.
Wyskoczylam z kasy na laser (bo reszta sposobow powiedziano mi, ze niedobra przed pierwsza ciaza) i usunelam :Hmmm…:
Staranka trzeba bylo przelozyc na 6 tygodni pod grozba groznie brzmiacych powiklan :Nie nie:

Po rekonwalescencji zabralismy sie ochoczo do roboty, a we mnie tkwilo co powiedziala ginka, ze teraz to “od razu zajde”.
No wiec tak sie okropnie nakrecilam, ze zadne racjonalne argumenty do mnie nie trafialy, ani negatywne testy, ani @…
W koncu zrobilam bete (bo przeciez @ mala byla, inna jakas taka, mdlosci mam i zawroty glowy), ktora oczywiscie nic nie pokazala, a poczulam sie, jakbym cos stracila, chociaz tak naprawde nic nie bylo :Wstyd:

Teraz staram sie nie wariowac, ale w sumie teraz jest mi latwo, bo do @ jeszcze daleko, a najgorzej, wiadomo, jest przed.

Co dzien powtarzam sobie, ze to jest maraton, a nie bieg na 100m i podziwiam niektore z Was, ktore tak dlugo czekaly i wierzyly, az w koncu sie udalo :Hura!:

justyna24 Dodane ponad rok temu,

to jeszcze ja sie przywitam:)
mam naimię justyna i mam 24 lata a mąż ma 26 jestyesmy po slubie ponad 2 lata i od września 2009 roku zaczelismy sie starac o dzidzie. po prostu przestalismy sie zabezpieczac i poszliśmy na calosć!!! a tu nic….. mijał kolekny miesiac i kolejny… zaczeły sie kłótnie ze nie wychodzi, nerwy stres. i ciagle moje mysli dotyczyły tylko jednego tematu. w marcu stwierdziłam ze pojde do ginekologa on zlecił mi szereg badan… wszystko w normie. w maju maz zrobil badanie nasiena!!! i tu szok!!!! wynik był okropny tylk 15 zdrowych i 5 % ruchomych… załąmalismy sie moj lekarz skierował nas do kliniki… i tam trafiłam w sierpniu… miałam drożność jajowodw ( drozne) i we wrzesniu przystapilismy do 1 inseminacji- niestety ieudanej:( teraz właśnie zaczynam stymulacje do drugiej…. mam nadzieje ze teraz sie uda:) biore leki femara

fryta-21 Dodane ponad rok temu,

Cześć dziewczyny

Jestem tu pierwszy raz i chcę się przywitać.
Mam na imię Aga i mam 27 lat.
Oto moja historia…
Zacznę może od tego , że bardzo chcę dziecka.
Moje problemy zaczęły się od czasu kiedy zmarły mi dwie bliskie osoby w 2007 roku. Poprzestawiały się miesiączki, prawdopodobnie od stresu.Nigdy wcześniej nie miałam cyklu , który dział by jak w szwajcarskim zegarku. Ale ogołem z 32 dniowego cyklu zrobił sie 40 dniowy lub 34 dniowy potem 36 dniowy itd.
Wybrałam się do Pani doktor gin. i ni z gruszki ni z pietruszki strzeliła ,że jestem za gruba i że na pewno dzieci mieć nie będę. Dodała ,że na pewno mam problemy z tarczycą itd. Oczywiście nie zrobiła żadnych badań poza usg i na podstawie wywiadu wystawiła mi taką diagnozę.
Zdołowałam się… bo było to pół roku przed moim ślubem.Na własną rękę zrobiłam hormony tarczycy i wyszło wszystko ok.
Wybrałam się do innego lekarza- wydawał sie całkiem w porządku… on co prawda zlecił mi kilka badań hormonalnych i kilka usg.
W czerwcu 2008 roku wzięłam ślub i zaczęliśmy bardziej myślec o dziecku.
Wciąż chodzilam do tego lekarza. W końcu sama zaczęłam szukać pomocy bo czas leciał i wciąż nic nie wiedziałam. Nauczyłam się od koleżanki obserwować śluz i temperaturę i dopiero na podstawiemoich wykresów i zapisek mój szanowny doktorek stwierdził ,że coś nie tak z moją owulacją. Dopiero wtedy zaczęła się jazda. Najpierw zbliżenia z mężem na komende – no bo dzisiaj jest chyba “ten dzień”- wszystko takie mechaniczne.
Po kilku miesiącach jak przychodziły dni płodne nie mogliśmy już na siebie patrzeć . Potem lekarz przepisał clostilbegyt i luteinę a mąż zrobił badania nasienia. Okazało się ,że ma lekką astenozoospermię ale po miesięcznej kuracji było juz ok.I tak po pól roku zażywania clostilbegytu postanowiłam zmienic znów lekarza. Mam lekko odwyższoną prolaktynę i LH , podejrzenie policystycznych jajników-ale męskie hormony są ok, zespół napięcia przedmiesiączkowego i zbyt niski estraiol i progesteron no i przy wzroście 166cm waże 78 kilo.Ostatnio moje samopoczucie psychiczne strasznie się pogorszyło. Załamałam się, straciłam nadzieję, o niczym innym nie myślę, narzekam, beczę, może problem tkwi w mojej głowie?
Wiem ,że może pomóc mi jedynie ktoś kto czuje się jak ja…

cukier Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez fryta_21:Wybrałam się do Pani doktor gin. i ni z gruszki ni z pietruszki strzeliła ,że jestem za gruba i że na pewno dzieci mieć nie będę.
… no i przy wzroście 166cm waże 78 kilo.Ostatnio moje samopoczucie psychiczne strasznie się pogorszyło. Załamałam się, straciłam nadzieję, o niczym innym nie myślę, narzekam, beczę, może problem tkwi w mojej głowie?
Wiem ,że może pomóc mi jedynie ktoś kto czuje się jak ja…

Kochana, ja przy wzroście 164 ważę 82 kilo i nie daję sobie wmówić że za gruba jestem na ciąże :). Za gruba to ja jestem na bikini i stringi… Ale to też kwestia postrzegania przez innych.
Fakt- że nadwaga czasem przeszkadza w życiu, ale dopóki nie szkodzi to zdrowiu (cukrzyca, tarczyca, czy inne typowe schorzenia) to “przeszkadzanie” jest tylko w naszych-grubasków głowach.
Nie łam się, będziesz miała dzidziusia jak ja i my wszystkie- kiedyś, a dlatego że na to zasługujemy bez względu na urodę… Kobiety jesteście WIELKIE. :Kciuki:

evelka Dodane ponad rok temu,

Cukier na tym wątku nie odpisujemy na posty 🙂 tak na przyszłość :Hyhy:

Fryta zapraszam na zawzięte 🙂

ps. usunę tego posta jak tylko “cukierek” go przeczyta oki

ronda Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez liducha:Moja historia jest krótka, ale mam wrażenie, że to never ending story 🙁
mam prawie skonczone 31 lat, moj mąż 35, razem od 96 roku, czyli w sumie 14lat! Ślub w 2001 r. Generalnie na początku małżeństwa nie staraliśmy się bo: a to byłam za młoda, studia kończyłam, a to pracy nie miałam, potem zaczełam pracować, ale trzeba miec umowę na czas nieokreslony itd. itd! Odkładalismy rodzicielstwo, bo zawsze było coś wazniejszego :Wstyd:. Potem oczywiscie szaleństwa, dorabianie sie i jakoś sie zapędzilismy w niewiadomo co, a właściwie w kozi róg! Przez 6 lat brałam nieprzerwanie tabletki anty, jakies 6 lat temu odstawiłam, ale przez pierszwe 2 lata po odstawieniu uważaliśmy, zresztą po tym odstawieniu przeszla mi ochota na sex 🙁 jak mi sie wyregulowała gospodarka hormonalna to ochota wróciła (podwojona ;)) no i stwierdzilismy, ze co ma byc to bedzie, ale nic na siłe. No i nic nie było! Wiec w koncu zaczelismy tak na siłę i nadal nic! Trwa to już od 1,5 roku, jestem podłamana i caly czas sobie zarzucam, że zemścilo sie na nas to, ze nie chcieliśmy dziecka. Mamy wszystko inne – prace na czas nieokreslony, studia pokonczone, własne m4 itd. generlanie nie narzekamy, ale co z tego skoro dzidzia nie ma 🙁
w maju pierwszy raz w życiu miałam II kreski, bete ponad 48, ale po pięciu dniach @ przylazla i szlag trafił marzenia. Dopiero ten zimny prysznic na glowie uświadomil mnie (mąż trul dupę od dawna), że latwo nie pójdzie i trzeba cos z tym zrobić. Jesteśmy po wizycie w Invimedzie, mąż ma słabe wyniki, tzn. ilość jako taka (nie rewelacja ale…) natomiast żywotność beznadziejna. Przede wszystkim musiał przestać palić, na razie sie trzyma i nie pali, łyka androvit, je wszystko co ma dużo cynku, a ja biore witaminy dla kobiet starających sie i marzę… na przełomie września i października mamy powtórke z rozrywki w invimedzie i jesli małżowi nie poprawią sie wyniki to bedą nas ustawiać pod inseminację, bo na zwykłe zajście nie mamy dużych szans 🙁 mnie za to czeka jeszcze badanie hormonów przed wizytą październikową.
Ciesze się, że znalazłam to forum bo czuje, że jestem wśród swoich 🙂 i każdej z nas życzę, aby te historie miały happy end z II grubaśnymi krechami :Kciuki:

edytuję, bo 12 listopada mielismy IUI …. ale czy się udało….. :Hmmm…:

cukier Dodane ponad rok temu,

Opiszę moją historię.
Mam 31 lat mój M. 35. Jesteśmy małżeństwem od 2001 roku. Od 14 roku życia różni lekarze diagnozowali różne schorzenia. Ze względu na szybki wzrost przydatków i wahadełko hormonalne “testowali” różne teorie. Miesiączki nieregularne bardzo i makabrycznie bolesne miałam od 12 roku życia. W dobie USG^^ stwierdzili policystyczność jajników i zmiany mastopatyczne piersi. Kilkukrotnie krwawienia utrzymywał się po 20-pare dni bez przerwy, ustępowały po zastrzykach. Tak więc powiedziano mi, że dzieci to ja mieć nie będę, a mój małżon usłyszał że, po operacji jąder w dzieciństwie (komplikacje po śwince bodajże) też ma marne szanse. Ok, pogodziliśmy się, dobrali się jak w korcu maku. W 2000 roku przestałam brać hormony, bo zaczęła szwankować trzustka i wątroba. Pozatym mam dziedziczną skłonność do żylaków. Skoro nie mogliśmy mieć dzieci poszliśmy po bandzie 🙂 i w 2001 roku bęc! Zrobiłam test i poleciałam jak głupia szczęśliwa do gina w Piotrkowie Tryb. (tam wtedy mieszkaliśmy) a on na to USG i pani nie jest w ciąży to tylko PCO i że test przekłamany. Zafundowali hormonki, a tu zamiast okresy niemiłosierny ból brzucha. Mężuś wpakował mnie w samochód i przewiózł 250 km do gina który mnie prowadził od zawsze. A on “Gratuluję! Pani Kasiu mamy ciążę.” Potem poleciało z górki na podtrzymaniu i 7 miesięcy w szpitalu na leżaka. Przytyłam z 58kg do 102kg, miałam cukrzycę (przez nieżyt trzustki z poprzednich lat), zatrucie ciążowe (albuminy na nerki dożylnie) i generalnie gdyby nie to że chciałam mieć Jasia chyba bym umarła.
Zaczęłam rodzić dwa tygodnie po terminie (ostatnim terminie, bo było ich trzy) w piątek o 21. W niedzielę o 10 rano zrobili cesarkę, po tym jak zaczęło zanikać tętno płodu… Potem zapaść pooperacyjna i respirator.
Bałam się jak nigdy, a mąż się rozpłakał jak się wybudziłam. Janula urodził się na szczęście zdrowy tylko siny jak śliwka (tak opowiadał mąż), ja natomiast dochodziłam do siebie 14 dni. Po 14 dniach dostałam krwotoku, nie tam krwawienia tylko krwotoku- pogotowie i hormony. Odstawiłam dwa lata temu.
Bałam się pięć lat po urodzeniu Jancia, że nie dam rady więcej. Zdecydowaliśmy się teraz po ośmiu latach. Czekamy.
Zniosę wszystko… Tylko to czekanie mnie dobija.

maka21 Dodane ponad rok temu,

jesli mogę to również opisze swoja historię
Mam 24 lata mój m 27. Razem jestesmy prawie 7 lat a małżeństwem 14 miesięcy
zaczełam brac tabletki antykoncepcyjne po pól roku spotykania sie z M
bylismy młodzi wiec do powiekszenia rodziny sie nie spieszyło
miesiaczki od 11 roku życia długie, bolesne ,obfite ale bardzo regularne
po tabletkach zrobily sie mniej bolesne i obfite
obydwoje zdrowi M sportowiec bez nałogów
w czerwcu 2008 roku odstawiłam tabletki bylismy juz po zareczynach ale brakowało nam takiego kopa to zcalenia zwiasku
bardzo pragnełam dziecka od dłuższego czasu ale brak dobrej pracy i fakt ze nie mielismy swojego m4 troszke nas hamował
jednak gdy zaczelismy budowe postanowilismy zacząc równiez starac sie o bobo
i nie stety nie było łatwo po odstawieniu tabletek cykle zaczeły wariowac!
tak na maksa z liczeniem dni płodnych testami owulacyjnymi ziółkami castangusem wiesiołkiem trwało to 6 cykli a moja psychika siadała z kazdym nie udanym miesiacem
było zle miedzy nami, było zle ze mna (psychicznie) byłam u krancu sił m równiez i w końcu w czerwcu 2009 roku udało sie( w cyklu który był wyluzowany na maksa) 10 lipca zobaczyłam piekne 2 kreski
ciąża bez żadnych komplikacji po za niesamowitymi mdłosciami i niskim żelazem:Fiu fiu:
teraz te 2 kreseczki maja juz prawie 9 miesiecy, Majeczka urodziła sie zdrowa po dosc cięzkim porodzie ale wszystko było tego warte
powodzenia dziewczynki

margaretka7 Dodane ponad rok temu,

Cześć dziewczyny!
Zaraz zaraz…. ile to ja mam lat? :Hmmm…: lada dzień skończę 33 a mój mąż skończył już 34. Znamy się :Hmmm…: chyba będzie 11 lat, jesteśmy małżeństwem od 5 lat. Sześć lat temu zapragnęliśmy dzidziusia, bałam się trochę ale jakoś tak zupełnie na luzie i bez ciśnienia odstawiliśmy zabezpieczenia i w 5 cyklu zaskoczyło… Córeczka w lipcu skończyła 5 lat, uwielbia dzidziusie i namawiała nas na maleństwo już dłuższy czas. No i jakoś tak w pewnej chwili poczułam, że jestem gotowa i chcę, no i leci 6 cykl i jeszcze nie wyszło. W sumie jeszcze nie zrobiłam badań, tylko kilka dni temu TSH, jest chyba niezłe 1,666, we wrześniu i październiku miałam monitoring owulacji i wszystko w porządku, pęcherzyk rośnie, pęka, endo grube. I to tyle na chwilę obecną, staram się nie spinać i nie fisiować za mocno…..
E2 FSH i LH w normie….
5 stycznia 2011 – chyba się udało, dziś test pokazał II kreseczki
18 stycznia – nie udało się, poroniłam na początku 7 tc………………

miska Dodane ponad rok temu,

Cześć dziewczyny! Oto moja historia.
Mam 27 lat, mój mąż 28 lat, razem jesteśmy 6 lat a małżeństwem od prawie 4.
Od 2001 roku (miałam 18 lat) do dzisiaj borykam się z nieregularnymi miesiączkami bądź ich brakiem.Największym problemem jest torbielowata struktura lewego jajnika, co pewien czas pojawiają się na nim cysty, natomiast prawy jajnik normalny, zdrowy. Mam również zaburzoną II fazę cyklu.
W styczniu 2006 roku podjeliśmy decyzje o dziecku to było jeszcze przed ślubem. Na początku postanowiliśmy nie stosować żadnych wspomagaczy, że może się uda. Nietety minęło sześć miesięcy i nic. Koleżanka poleciła mi swojego ginekologa, starsza, doświadczona pani doktor, która we wrześniu 2006 przepisała mi jedynie dufaston od 16 dc do 25 dc i stosować przez dwa cykle. Efekty marne więc dałam sobie spokój i postanowiłam że zaczniemy od nowego roku, ale tym razem pójdę do swojego lekarza. W listipadzie tego samego roku dostałam @ bez udziału jakichkolwiek leków, jeszcze nigdy nie cieszyłam się tak bardzo z jej przyjścia. Kolejny cykl @ miała być 17.12.2006r. Oj dobrze pamiętam. Przyszedł ten dzień, bolał mnie brzuch i przestał. Pomyślałam, że pewnie znów pojawiła się cysta i pójdę do mojago gin dopiero po świętach. 26.12.2006r. źle się poczułam i zażartowałam do męża, że może jestem w ciąży, więc kazał mi zrobić szybciutko teścik. Łącznie to zrobiłam ich trzy i na wszystkich były dwie ciemne grube kreski. Natomiast sylwestra spędziłam w szpitalu na podtrzymaniu, ponieważ przed północą dostałam krwanienia, a dziewięć miesięcy później 13.08.2007r. urodziłam zdrową córeczkę. :Hura!:
Obecnie od około roku staramy się o drugie dziecko. Rozpoczęłam kurację z clo i luteiną, tak będzie przez dwa cykle, a jeśli ciąży nie będzie czeka mnie laparoskopia. Strasznie się boję, ale mam nadzieję, że się uda. :Niepewny:
Niestety trzy cykle ze wspomaganiam z clo nie przyniósł żadnych efektów, ale jest jeden plus jak narazie mam własną owulację potwierdzoną monitoringiem, zobaczymy jak długo, a laparo … cóż boję się, wolę odciągnąć ją w czasie tak długo jak będzie to możliwe.
W drugim naturalnym cyklu po kuracji clo zobaczyłam upragnione II kreseczki, jak narazie dzidziuś zdrowo rośnie :Wow!:

kamila Dodane ponad rok temu,

Witam.:)

Ja również opowiem swoją historię. Ja 29 lat, mój M.33 lata. Staramy się od lipca 2010 r. Bez żadnego stresu. Ale niestety 2 upragnionych kresek nie widać.
Moje obawy zaczęły się w grudniu. Zaczęłam szukać przyczyny co jest nie tak, liczyłam dni płodne i nie czekałam na @. A ona zaczęła się spóźniać o kilka dni, cykle się wydłużyły, a ja dostaję szału. Po olewających wizytach u mojego długoletniego gina, postanowiłam zmienić na lekarza specjalizującego się w leczeniu niepłodności, po pierwszej wizycie skierowanie na szereg badań hormonalnych. Czeka mnie kolejna wizyta i kolejne badania. Jak się coś zmieni dam znać.

sylwinka Dodane ponad rok temu,

Witajcie.
Tak przeglądałam to forum i stwierdziłam, że muszę się z Wami podzielić moimi ciągłymi niepowodzeniami.
Otóż od roku się staramy i niestety nic. Początek też był “łatwy” wizyta u ginia wiadomość wszystko jest ok. kwas foliowy na dokładkę i do dzieła. Do końca roku braliśmy to na luzie, ale od początku roku wzięliśmy się na poważnie: badania na tarczyce, hormonów-wszystko w normie. W końcu przyszła kolej na mojego M- badania nasienia. 2 dni przed umówionym badaniem (26-02) paskudnie złamał sobie prawe ramię (groziła nawet operacja) i niestety badania musieliśmy odmówić. Teraz gdy już jest ok Pani embriolog właśnie mi oddzwoniła, że badania dopiero od lipca gdyż do końca maja ma terminy już zajęte a w czerwcu wdrażają nowy system komputerowy i musimy poczekać.:Płacz::Płacz::Płacz: i znowu nici. Ja już nie biorę kwasu, nie latam z testami na owulkę a ni tym bradziej ciążowymi i znów czuję, że jutro dostanę@!!! Z moim M się coraz bardziej oddalamy, ja dostaję coraz większego doła. Mówią, że należy wrzucić na luz, ale jak jak w koło pełno zaciążonych i rodzących. Stres nie pomaga w zajściu, a przecież moja znajoma: budowa domu, kredyt, 3 letnie dziecko, po roku wróciła do pracy żeby z kasą wyrobić. Mieszka w domu jeszcze z 3 innego rodzeństwa o które też musi dbać gdy matka za kasą za granicę wyjedzie- ta dopiero ma stresu co nie miara a w zeszłym tygodniu urodziła śliczną córcię- znowu powód do doła:Wstyd:. Chrześnica męża skończyła w zeszły poniedziałek roczek- a my nadal nic…ja już nie wiem czy mam w ogóle jeszcze jakiś powód do radości:Płacz: -ciekawe czy kiedykolwiek się z Wami podzielę 2 kreskami:(:(:(

ineskhan Dodane ponad rok temu,

to i ja cos o sobie napisze 🙂
Mam 26 lat, maz 29, razem od 5 lat. Na poczatku nie chcielismy dziecka, bralam tabletki antykoncepcyjne. Okolo poltora roku temu stwierdzilismy, ze teraz skoro juz ksonczylismy studia, mamy zabezpieczenie finansowe to mozemy miec i dziecko. Przestalismy sie zabezpieczac i nawinie myslalm, ze samo wyjdzie w 1 moze 2 miesiacu.. a tu nic, miesiac po miesiacu, zaczynalam wariowac, piersi bolaly mnie przez 3 tygodnie przed okresem, co miesiac wydawalo mi sie, ze moze juz jestem w ciazy, po jakims czasie sie zalamalam, stwierdzilam, ze cos jest nie tak, poszlam do lekarza i udalo mi sie dostac skierowanie do ginekologa, mieszkam za granica, ale do ginekologa trafilam dopiero po 5 miesiacach, tyle musialam czekac, przez te 5 miesiecy dalej nie bylo ciazy. Zbadali moje hormony, zrobili USG – wszystko w porzadku, maz dostal skierowanie na badania, kolejne czekanie na wizyte zeby czegos sie dowiedziec. Wizyta sie odbyla lekarz powiedzial, ze nie jest zle, al emaz musi jeszcze jedno badanie zrobic, potem nagle okazalo sie, ze jest tragicznie!!! Ze maz ma dokladnie 96,9% nieprawidlowych form, wynikow nie dostalam do reki ale wywalczylam je sobie i sie okazalo, ze 28 % plemnikow ruchomych, ale wolnych poruszajacych sie do przedu, 24 mln w m6… lekarz powiedzial, ze absolutnie nie mamy szans na naturalne zaplodnienie i w ogole to na nic tylko ISCE, rozplakalam sie.. 🙁 na moje pytania czy jakos mozna poprawic te plemniki, lekarz stwierdzil, ze nic sie z tym nei da zrobic i tak juz byc musi:( skierowal nas jednak do kliniki leczenia neiplodnosci, czekamy na list… pewnie kolejne pol roku. Jestem zalamana, wydaje mi sie, ze zaczynam szalec, codziennie o tym mysle, mam straszne doly a dookoloa kolezanki zachodza w ciaze jedna po drugiej, za pierwszym podejsciem… :(( w przyszlym tygodniu jade do Polski i idziemy z mezem do kliniki leczenia neiplodnosci w polsce aby zrobci te podstawowe badania i poradzic sie lekarza. Bierzemy do 2 miesiecy witaminy dla par starajacych sie o dziecko, maz dodatkowo teraz zaczal brac wyciag z sosny nadmorskiej (podobno pomaga przy nieprawidlowej morfologii). Dodam jeszcze, ze oboje prowadzimy zdrowy i aktywny tryb zycia, nie pijemy alkoholu nie palimy papierosow, maz nie pije nawet kawy!!! Czasami wydaje mi sie, ze nie dam rady, nie wiem czy chce ICSE, juzIVF bylo by lepsze, to wszystko mnie rpzeraza, nie bylam do tego przygotowana, na drugiej wizycie lekarz po prostu mnie zabil, moja pewnosc siebie i moje nadzieje. Maz tez to przezywa, tym bardziej , ze pochodzi z takei kultury, a ktorej dzieci to wielki dar, swiadcza o milosci malzonkow itd itd… nic mi o tym nie mowi ale na pewno dalsza rodzina i sasiedzi juz na nasz temat plotkuja (wiem, ze zacofane spoleczenstwo, nie poiwnnam sie przejmowac, ale ciezko jest :(( ) Rozpisalam sie dosc obszernie hehe ale to i tak tylko po krotce 😉

sylwinka Dodane ponad rok temu,

Ineskhan- mamy ze sobą wiele wspólnego jeżeli chodzi o wariację myśli!!!!
Mój M niestety pali i jakoś nie kwapi się do przestania już go tyle razy prosiłam że jak nie umie rzucić to niech chociaż ograniczy (minimum paczka dziennie!!!!)
jakoś mam głupie przeczucie że właśnie jego plemniczki będą z tego powodu mało konkretne- choć mu tego oczywiście nigdy nie powiedziałam, ale wystarczająco sie nasłuchałam u ginia i naczytałam w internecie.
Gdzie będziecie robić badania? My w Opolu (podobno są super, ale niestety musimy poczekać). Trzymam kciuki za Was i nas 🙂

laurka Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez sylwinka:Ineskhan- mamy ze sobą wiele wspólnego jeżeli chodzi o wariację myśli!!!!
Mój M niestety pali i jakoś nie kwapi się do przestania już go tyle razy prosiłam że jak nie umie rzucić to niech chociaż ograniczy (minimum paczka dziennie!!!!)
jakoś mam głupie przeczucie że właśnie jego plemniczki będą z tego powodu mało konkretne- choć mu tego oczywiście nigdy nie powiedziałam, ale wystarczająco sie nasłuchałam u ginia i naczytałam w internecie.
Gdzie będziecie robić badania? My w Opolu (podobno są super, ale niestety musimy poczekać). Trzymam kciuki za Was i nas 🙂

sylwinka, to nie jest wątek na pogaduchy. zapraszam na “zawzięte 5” lub “ranking starających się i zaciążonych 2011”.

jutro usunę mojego posta, a Ty, proszę, usuń swojego 🙂

figa-78 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez sylwinka:Ineskhan- mamy ze sobą wiele wspólnego jeżeli chodzi o wariację myśli!!!!
Mój M niestety pali i jakoś nie kwapi się do przestania już go tyle razy prosiłam że jak nie umie rzucić to niech chociaż ograniczy (minimum paczka dziennie!!!!)
jakoś mam głupie przeczucie że właśnie jego plemniczki będą z tego powodu mało konkretne- choć mu tego oczywiście nigdy nie powiedziałam, ale wystarczająco sie nasłuchałam u ginia i naczytałam w internecie.
Gdzie będziecie robić badania? My w Opolu (podobno są super, ale niestety musimy poczekać). Trzymam kciuki za Was i nas 🙂

Dam Ci dobrą radę, jesli możesz to jedź do “prawdziwej” kliniki tylko nie do Opola

majka098 Dodane ponad rok temu,

witam ja chyba tez sie przylacze.mam 23 lata maz ma 27 lat.
otoz malzenstwem jestesmy od prawie roku jestesmy ze soba juz od 3 w marcu zeszlego roku po zrobieniu testu ciazowego bylismy najszczesliwszymi ludzmi na wiecie jednak nasze szczescie nie trwalo dlugo gdyz w maju z silnym krwawieniem i bolami trafilam do szpitala a tam wyrok serduszko nie bije dziecko jest martwe zabieg leki upokajajace i do domu dlugo dochodzilam do siebie ale potem znow zaczelismy marzyc o dziecku niestety bezskutecznie w kwietniu tego roku zaczelam robic wszystkie badania okazalo sie ze mam wysoka prolaktyne leki na zbicie i oczekiwanie na @ ktora jednak nie przychodzila zrobilam test okazalo sie ze znow jestem w ciazy bylam bardzo szczesliwa ale jednoczesnie tak bardzo sie balam na poczatku bylo wszystko ok okazalo sie ze w ciazy bylam od marca… bylam gdyz 23 maja zaczelam plamic wystraszona pojechalam do lekarza niestety nie zastalam go wrocilam do domu wmawiajac ssobie i mezowi ze wszystko bedzie dobrze, wieczorem zabralo mnie pogotowie niestety dostalam krwotoku dziecko juz bylo martwe skonczylo sie na czyszczeniu macicy i lekach uspokajajacych po 3 dniach w dzien matki wyjscie do domu. moja lekarka stwierdzila ze dziecko zle sie rozwijalo i to dlatego, teraz trzeba czekac…. tylko na co?

izusia1981 Dodane ponad rok temu,

Witam. Pragnę do Was dołaczyc 🙂
Ja-30 lat, M- 27, po ślubie prawie 3 lata, staramy się o dziecko od sierpnia 2010 i nic. Wprawdzie jestem już mama 6 latki, ale ojcem jest mój poprzedni partner. W poprzednia ciąze zaszłam w 12 cyklu, czyli tez nie od razu, ale bez specjalnych staran, badan, leków itp. Teraz jestem juz po czyszczeniu macicy, spowodowanym prawdopodobnym poronieniem samoistnym (nawet nie wiedzialam ze jestem, bylam w ciazy i miałam krwotok), po czym zmuszona bylam dostawac duphaston na uregulowanie @, gdyż po zabiegu nie chciała sie pojawic. I tak biore ten duphaston juz 4 cykl, @ sie pojawia jak w zegarku, co 27-28dni, czuje ból owulacyjny i co miesiac modlę się, żeby @ sie nie pojawiła… Jestem jeszcze przed wszelkimi badaniami, bo wg lekarza za krotko działamy, ale jestem coraz bardziej zniechecona. M podtrzymuje mnie na duchu twierdzac, ze przeciez nikt nie powiedzial, ze nam sie nie uda, ale ja bym chciala juz, teraz, w tej chwili i nie moge patrzec na kobiety w ciazy (a jak na zlosc co trzecia napotkana ma piekny brzuszek) bo mnie zazdrosc zżera… Mam nadzieje, że kiedyś nam sie uda… Pozdrawiam starające się dziewczyny i te którym się udało też 🙂

malutka16 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez malutka16:To czas na moja historię!

Mam 28 lat a mąż 27 (razem od 8 lat). Mam niedoczynność tarczycy wykrytą od 2005 roku. Obecnie wszystko w porządku.
Staramy się od 2,5 roku. Ale zacznijmy od początku.
W 2007 roku wraz z moim M postanowiliśmy się pobrać zaraz na początku 2008 roku. Wszystko szło wspaniale data wybrana, orkiestra, sala. Bez żadnych problemów. Kiedy w połowie roku nie dostałam spodziewanej @ jak zawsze udałam się do lekarza aby to sprawdzić sądziłam że pogorszyły się wyniki z tarczycy i @ wariuje. Ogólnie czułam się dobrze. Nic mi nie dolegało poprzednie @ były normalnie. Jakież było moje zdziwienie gdy poszłam na wizytę i okazało się że jestem w ciąży i to w 3 miesiącu ciąży. Ucieszyłam się ale nie to było najzabawniejsze okazało się że termin porodu mam w dzień naszego planowanego ślubu. Więc zaczęły się wariackie dni zmiany daty na późniejszą bo o wcześniejszej nie było mowy. I tak z początku roku wpadliśmy na koniec roku z terminem ślubu. Ale nie martwiliśmy się stwierdziliśmy że nasze dziecko będzie świętować ten dzień z nami. Następne 2 miesiące przebiegły wspaniale bez żadnych dolegliwości. 2 dni przed Świętami Bożego Narodzenia poroniłam w pracy. Moje maleństwo odeszło w 5 miesiącu życia – mielibyśmy dziewczynkę. Nie mogliśmy jej pochować bo w Polsce płód zaliczany jest jako dziecko od 22 tygodnia ciąży ja byłam w 20. Później przez 8 miesięcy żadnych starań zalecenie lekarzy.
I od stycznia 2009 do dziś nadal się staramy. I nic! Męża wyniki są dobre ja w styczniu przeszłam Hsg z laparoskopią ponieważ miałam niedrożne jajowody najprawdopodobniej po poronieniu. Sądziłam że to pomoże ale jak na razie nic się nie zmieniło. Zobaczymy co będzie dalej. Jestem pełna nadziei.

Jesteśmy już po wizycie w Gamecie jednak ta wizyta zamiast podnieść nas na duchu zadziałała w drugim kierunku.
Staramy się spontanicznie bez nacisku. Dajemy sobie luzik. Zobaczymy co z tego wyniknie!

Zaczyna się 34 cykl starań!

Kiedy po nonad 1,5 miesiącu od ostatniej @ zrobiłam sobie test ciążowy i nic nie wyszło wcale się nie zdziwiłam, po tygodniu zrobiłam 2 i nadal nic.
Kiedy pojawiły się nudności 3 dniowe ból w podbrzuszu i kłójący jajnik, ale stwierdziłam że to normalne po chorobie i pewnie @ się zbliża. W pracy zaczęłam reagować na różne zapachy. Co było dość dziwne. W końcu postanowiłam zrobić sobie Bete HCG aby w końcu zacząć brać dupka na wywołanie miesiączki, gdyż ponad 2 miesiące od ostatniej @ i nadal nic nawet małego plamienia. Szłam na wynik po to aby potwierdzić że nie jestem w ciąży, bo nie wierzyłam że może być inaczej.
22.12.2011 Idę zrobić Betę.
23.12.011 Odbieram wynik z bety i ….
Jakież było moje zdziwienie gdy wynik pokazał
23,65 norma – 0.00 – 1.00.
JESTEM W SZOKU !!!
Od razu zadzwoniłam do swojego lekarza. Stwierdził że to najprawdopodobniej ciąża. Mam się zgłosić do niego w środę po świętach.

28.12.2011 – Idę na wizytę do swojego lekarza, jednak na usg nic nie widać. Doktor mówi żeby się nie martwić bo najprawdopodobniej to początek ciąży i jest jeszcze w drodze do macicy, ponieważ moje cykle są bardzo długie. Widzimy się 3 stycznia na wizycie wtedy powinno być już wiadomo.
Bardzo się denerwuję. Mam nadzieję że wszystko ok.

Jutro idę zrobić jeszcze raz Bete. Zobaczymy jak przyrosła?

Znasz odpowiedź na pytanie: Nasze historie …?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mam z dzieckiem taki problem
Jednak reumatyzm!
Wrocilysmy ze szpitala, po 3-tygodniowym pobycie na reumatologii. Problem- opuchniety staw kolanowy. Po tygodniowych badaniach, oprocz wysokich wartosci wskazujacych na predyspozycje reumatyczne. Ale oprocz tego dodatnia borelioza, ktora rowniez mogla
Czytaj dalej
Zdrowie i uroda
spuchnięte dłonie- zespół cieśni nadgarstka?
Dziewczyny, mam taki problem...napiszę w jak największym skrócie: Zaczeło się w 8 miesiącu ciąży, ból i opuchlizna zwłaszcza po nocy. Po porodzie się skończyło...... jak zaczełą się u mnie niedoczynność tarczycy
Czytaj dalej