Natalka 41tc. (*)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 36)
  • Autor
    Wpisy
  • #113927

    ewelka2016

    Witam wszystkich!
    Mam na imię Ewelina i mam 25 lat. Opiszę Wam moją historię bo muszę się przed kimś wygadać.
    Powinnam teraz zajmować się naszą kochaną córeczką, a odwiedzam ją na cmentarzu.

    O tym że jestem w ciąży dowiedziałam się 19 sierpnia 2011. Okres spóźniał mi się jeden dzień. Nigdy nie miałam idealnie regularnych miesiączek ale miałam przeczucie już od kilku dni, więc zrobiłam test i od razu pojawiły się dwie kreseczki. Troszkę się na początku przestraszyłam, bo to moja pierwsza ciąża, ale też się bardzo cieszyłam. Byliśmy wtedy z mężem prawie dwa lata po ślubie, nie staraliśmy się o dziecko ale też nie staraliśmy się żeby go nie mieć. Tak więc byłam w ciąży. Wieczorem po powrocie z pracy namówiłam męża na spacer i tam wręczyłam mu malutkie skarpetki. Był zaskoczony ale się bardzo cieszył.

    Pierwsza wizyta u lekarza 31 sierpnia i potwierdzenie że to już 9 tydzień. Kolejne wizyty raz w miesiącu. Wszystkie wyniki badań idealne, przyrost wagi mój i dziecka książkowy. Termin porodu wyznaczony na 24 kwietnia 2012. W grudniu z mężem byliśmy na usg 4d żeby sprawdzić czy wszystko ok. Pani doktor sprawdziła wszystkie narządy, zmierzyła dokładnie naszą fasolkę. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Poznaliśmy płeć. Córeczka?(nie mogliśmy się zdecydować na imię Julka, Zuzia czy Natalka) . Dostaliśmy płytkę dvd z nagraniem naszej kruszynki i kilka zdjęć.
    Ciąże znosiłam bardzo dobrze. Jedynym moim zmartwieniem było to że nasza córeczka pod koniec lutego odwróciła się główką do góry. Pani gin powiedziała mi, że jeśli do porodu się nie odwróci to czeka mnie cc, a szanse na odwrócenie są coraz mniejsze bo dziecko teraz szybko przybiera i będzie miało na to coraz mniej miejsca.( Mimo to miałam czekać na rozpoczęcie porodu i dopiero gdy miałabym już rozwarcie ok 4-5 cm odbyłoby się cc, bo takie są wskazania medyczne dla bezpieczeństwa przyszłych ciąż). Na początku się tym bardzo zmartwiłam bo chciałam żeby mój mąż był przy porodzie a nie wiedziałam czy w szpitalu, w którym chciałam rodzić pozwolą mu być przy cc. Obawiałam się też, że po cc będę dłużej dochodzić do siebie i ciężko mi będzie opiekować się córeczką.

    Cały czas miałam nadzieję, że urodze przed terminem ale malutkiej nie spieszyło się. W ostatnim miesiącu wizyty u gin miałam już co tydzień, wszystko było w najlepszym porządku, poza tym, że malutka nadal była ułożona pośladkowo. Termin miałam na 24 kwietnia, ale do tego czasu nic się nie wydarzyło więc 25 kwietnia byłam na ostatniej wizycie u mojej gin. Ostatnie usg wszystko w porządku i informacja, że jeśli poród nie rozpocznie się sam to 8 dni po terminie czyli 3 maja poród zostanie wywołany. Ale dla spokoju mam jechać prosto z gabinetu do szpitala na ktg. Troszkę się denerwowałam badaniem ale Panie na odzdziale były bardzo miłe. Wynik badania ktg w porządku więc mam jechać do domu i jeśli nic się nie będzie działo mam się pojawić na ktg 27 kwietnia w piątek. Tak też było. Kolejne badanie ktg wynik prawidłowy. Zalecenie jeśli nic się nie będzie działo kolejne ktg znów za dwa dni. Czułam się bardzo dobrze. Wieczorem śmialiśmy się jeszcze z mojego wielkiego falującego brzucha (bo mała się rozpychała).

    Następnego dnia o 10.20 rano obudził mnie ból brzucha. Obróciłam się na plecy i spokojnie czekałam co będzie się działo bo nie wiedziałam czy to już. I tak to były skurcze. Mąż zaczął mierzyć czas i były od samego początku regularne i częste co 5 min. Szybko się przygotowałam zebrałam ostatnie potrzebne rzeczy i ok 11 wyruszyliśmy do szpitala po drodze cały czas miałam skurcze co 5 minut. Mamy do szpitala ok 40 km więc na miejscu byliśmy ok 11.45. Z uśmiechem weszłam na oddział bo już nie mogłam doczekać się naszej kruszynki. Przywitała mnie równie uśmiechnięta położna i zabrała na izbę przyjęć na badanie. Mojemu mężowi kazano zostać przed drzwiami na ławeczce. Przyszła pani doktor i zaczęła mnie badać. Zaczęłam się denerwować gdy w czasie badania odeszły mi wody i obie panie (jak teraz wspominam dziwnie się na siebie spojrzały). Następnie położna przyłożyła mi do brzucha czujnik ktg ale nie mogła złapać serduszka. Powiedziała wtedy że aparat chyba nie działa i przyniosą inny, ale w końcu stwierdziły że szybciej będzie jak przejdziemy do gabinetu obok na usg. W międzyczasie wezwały drugiego lekarza. Wtedy jeszcze nie do końca docierało do mnie co się dzieje. Gdy wstałam z fotela i wody pociekły mi po nogach, spojrzałam w dół i zobaczyłam brązowo-zielone wody. Zrobiło mi się zimno. Wiedziałam, że nie tak powinny wyglądać i zapytałam o to panią doktor, ale próbowała jeszcze podtrzymać nadzieję i powiedziała że przy położeniu pośladkowym takie wody się zdarzają. Przeszliśmy na usg po drodze spojrzałam na mojego uśmiechniętego męża. Położyłam się na kozetce zaczęło się badanie usg. Pamiętam niewyraźną minę Pani doktor, po chwili badanie przez drugiego lekarza, krótka konsultacja między mini i słowa Pani doktor, których nie zapomnę do końca życia: ?I co ja mam Pani teraz powiedzieć? Czasami tak się zdarza, że cala ciąża przebiega idealnie a serduszko dziecka nagle nie wiadomo dlaczego przestaje bić? . Przeszliśmy znów na izbę przyjęć i poproszono mojego męża. Wszedł z uśmiechem na twarzy spojrzał na mnie i położną i zapytał: ?wszystko w porządku? Tak?? . nawet nie pamiętam jak mu to powiedziałam. Usiadł obok mnie na kozetce, przytulił mnie i zaczęliśmy płakać. W tym czasie położna wypełniała dokumenty. Pani doktor powiedziała że dla bezpieczeństwa przyszłych ciąż powinnam urodzić naturalnie. Przeszliśmy na porodówkę. Mąż był cały czas przy mnie, cały czas mnie wspierał. Bez niego nie dałabym rady?

    Gdy rodziłam miałam takie myśli jakie to wszystko jest bez sensu. Z drugiej strony byłam pewna, że malutka otworzy oczka i zapłacze, że to wszystko to jakiś zły sen. O 14.35 na świat przyszła nasza kochana córeczka. Gdy urodziłam położna zapytała się czy chce ją przytulić. Położyła mi malutką na brzuchu, ale ona nie zapłakała. Była taka cieplutka, miała ciemne włoski, zaciśnięte piąstki i usta ściśnięte w dzióbek. Miała 60 cm i 3390g. Daliśmy jej na imię Natalka. Mąż przytulił się do nas i znów zaczęliśmy płakać. Lekarze orzekli, że serduszko Natalki przestało bić kilka godzin wcześniej, prawdopodobnie w nocy kiedy ja sobie spokojnie spałam. Nic nie poczułam kiedy nasza córeczka odchodziła. Dlaczego nie dała mi znać, że coś się dzieje?

    Nie tak to miało wyglądać. Jechaliśmy do szpitala szczęśliwi. Z bólami do porodu, a świat się zawalił. Najgorszy był powrót do domu. Mieliśmy wrócić w trójkę, wróciliśmy sami. Wszystkie moje plany legły w gruzach. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. To, że jakoś funkcjonuje to zasługa wyłącznie mojego męża, który bardzo mnie wspiera. Jest przy mnie cały czas. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Cały czas zadaje sobie pytanie dlaczego tak się stało? Czy mogłam zrobić coś żeby uratować Natalkę?

    Kocham Cię Natalko i bardzo tęsknie.

    #5186983

    m-amp-m-s

    ewelko bardzo mi przykro…
    Dla Natalki [*]



    #5186984

    wasyl

    Przykro mi…

    Nie mogłaś nic zrobić.

    Nie tłum w sobie emocji, mów, pisz…Tu zawsze znajdziesz wsparcie, bo nas- mam niebiańsich dzieci jest tu sporo…za dużo wręcz…

    #5186985

    ewelina–13

    Ewelko tak bardzo mi przykro to niewyobrażalny ból przez który teraz przechodzisz. Pomimo tego, że cię nie znam czytając Twoją wypowiedz popłyneły mi łzy. Jest nas tutaj więcej, które starciły swoje maleństwa :Przytulam:

    #5186986

    gagusia

    :Przytulam:

    #5186987

    paulinka-z

    Ewelka…tak dobrze Cię rozumiem…
    Przytulam…



    #5186988

    kasia2610

    Przykro mi, że też musisz przez to przechodzić 🙁
    :Przytulam:

    #5186989

    olesia

    :Przytulam::Przytulam::Przytulam:Bardzo mi przykro…

    możesz sie tu wyplakać, choc łez nigdy chyba już nie zabraknie…

    #5186990

    jane

    Strasznie mi przykro 🙁 Tak nie powinno sie dziac :(:(:(

    #5186991

    soul

    Wyrazy współczucia. Życzę dużo siły w kroczeniu drogą z której nie ma odwrotu 🙁

    W niedzielę minie 20 miesięcy od dnia kiedy w 41 tc serduszko mojego Synka Szymonka przestało bić 🙁

    :Płacz:



    #5186992

    nadyjka

    Mój Boze………………………Tak bardzo mi przykro…. :(:(
    :Przytulam::Przytulam:

    #5186993

    mama80

    Przytulam mocno…

    :Przytulam:

    Natalko śpij spokojnie Aniołku (*)



    #5186994

    madu

    strasznie mi przykro :Przytulam:

    Natalka (*)

    #5186995

    pika15

    :Przytulam: jesteśmy z Tobą

    Natalko [*]

    #5186996

    piggy

    Przykro mi
    🙁

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 36)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close