Nie mam już sił,by walczyć…

Postów wyświetlanych: 9 - od 1 do 9 (wszystkich: 9)
  • Autor
    Wpisy
  • #9111

    Anonim

    Nie jest ,to może temat na forum,za co bardzo przepraszam Was.Ale mam tu już swoje miejce i dobrze się tu czuję.Tak jest 2 w nocy,a ja nie śpię i płaczę.Mąż mnie oszukał,jak on mógł.Powiedział mi ,że nie chce dzieci i seksu.Co ja mam robić.Spakowałąm się i myślę o rozwodzie?to już kolejna dana mu szansa i znowu nic.Śpimy dziś w ososbnych sypialniach i nawet ,nie przyszedł zapytać się ,jak się czuję.Jest mu wszystko jedno,jak ja się czuję.Jak ja mam mieć dzieci,jak on nie chce mnie „przytulać”.No pytam się jak?Wykańcza mnie to psychicznie. Nie mam już sił,by walczyć!Jestem dla niego tylko służącą do sprzątania i obiadów.ży jemy ze sobą jak koleżanka i kolega ,a nie mąż i żona.Co ja mam robić?Poradzcie?czy odejść od niego,czy zostać i nigdy już nie kochać się! Nawet nie mam gdzie się wyprowadzić,zaznaczam.Jestem w kropce.PROSZĘ CZY MA KTÓRAŚ Z WAS PODOBNE PROBLEMY ,CO JA? PUPI.

    #151617

    dzieciak

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…(długie)

    Strasznie Ci współczuję takiej sytuacji, trochę Cię rozumiem, sama byłam w podobnej ale w tej chwili to się kolosalnie zmieniło. Mój mąż ma 31 lat a ja 27, do jakiegoś czasu wogóle nie myślałam o dzieciach, po ślubie jesteśmy 5 lat a jak do tej pory jeszcze się sobą nie nacieszyliśmy. Z tego wynikała nasza niechęć do dzieci, bo dziecko jawi(ło) się nam jako problem, przeszkoda. Ja gdzieś tam w przeszłości mając 20 lat miałam straszny instynkt macierzyński, potem to minęło bo mój zdrowy rozsądek nie pozwolił mi na pochopną decyzję, chciałam się uczyć. A teraz nie mam tego instynktu gdzieś odleciał ale jak widzę ile problemów jest z zajściem w ciążę to pomyślałam, że może warto byłoby pomyśleć. Moi rodzice i mojego męża dostali psychozy i usilnie chcą być dziadkami, mama mojego męża jest bardzo chora, na raka, chciałabym żeby mogła chociaż dożyć chwili i zobaczyć wnuczka/ę. W pewnym momencie zaczęłam rozmawiać z mężem na ten temat ale on wogóle nie chciał o tym słyszeć, rozmowy prawie zawsze kończyły się kłótnią (a my się nie kłócimy wogóle) nie mogliśmy na ten temat rozmawiać, po prostu dałam sobie spokój. Ten temat jakoś sam tak wracał jak bumerang, tłumaczyłam mu że dziecko nie musi być przeszkodą, że nasze życie się zmieni ale w jakim stopniu to już my zadecydujemy, mamy rodziców chętnych do pomocy, będziemy chcieli wyjść zostaną z dzieckiem. Tłumaczyłam, tłumaczyłam aż przyszedł jakiś przełom, sam zaczął mówić o większym samochodzie na co ja że „po co nam”, on na to „no żeby wózek się zmieścił”, ja „jaki wózek?” I nagle sobie uświadomiłam, że moje rozmowy coś dały (długo z nim gadałam około 2 lat ale nie napierałam czekałam, że może sam dojrzeje). Potem jak zaczęłam z nim rozmawiać bo już się dało to okazało się czego on się bał, nadal się boi, zmieniania pieluch bo śmierdzą a on jest czuły na zapachy, darcia się dziecka i najbardziej chorób, jak był mały to dużo chorował i myśli, że jego dziecko też może…
    Także sama widzę, że rozmowa dużo daje.
    Kiedy ustaliliśmy datę od kiedy będziemy się starać o dziecko i nagle nie wiadomo kiedy czas zleciał i przyszedł ten dzień (kiedy nie musieliśmy się zabezpieczać), zamiast się nim cieszyć to mój mąż nie mógł się… i poprostu z seksu nic nie wyszło. Ja się trochę podłamałam i znowu zaczęłam rozmowę ale nie naciskałam, nie dzisiaj to jutro ale chciałam znać przyczynę. Okazało się, że On cały czas nie myślał o naszej przyjemności tylko o tym dziecku i problemach jakie nas czekają. Nasz miły wieczór w końcu skończył się spełnieniem. Ale w tamtej chwilii zrobiło mi się słabo bo ja sama tak do końca nie jestem przekonana do decyzji o dziecku a tu jeszcze ze strony męża taka słabostka psychiczna. No ale w końcu wszystko się jakoś unormowało, już 3 cykl się staramy i mam nadzieję, że się kiedyś uda. Nie myśl sobie jednak że nie wracamy do tematu cały czas muszę go w jakimś stopniu utwierdzać że będzie dobrze, że damy radę finansowo (tym też się przejmuje). A teraz jestem szczęśliwa bo kochamy się bez zabezpieczeń i jest super ale zaczynam znowu myśleć, że może z nami coś nie tak bo staramy się a nam nie wychodzi, tak to jest właśnie życie, ciągle jakieś góry do przebycia.
    Ty jeśli kochasz swojego faceta to walcz, rozmawiaj z nim, nie poddawaj się, użyj własnych argumentów ale nie każ go brakiem seksu, osobną sypialnią bo to nic nie da tylko zaostrza konflikt, jeżeli zabrniesz za daleko to może się okazać, że nie będzie powrotu do tego co było, kiedy było fajnie. Daj mu trochę czasu, ja w pewnym momencie to już starałam się pogodzić z tym, że mój mąż nigdy nie będzie chciał no ale zmieniło się. Życzę Ci powodzenia i mam nadzieję, że opis mojej sytuacji jakoś Ci pomoże. Pozdrawiam



    #151618

    pluto

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…

    A nie chce seksu dlatego ,że nie chce dzieci czy wogole nie chce seksu…..a jak było przedtem?
    Julka

    julka

    #151619

    goha

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…

    Rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać!!! Nie tylko o dziecku, ale przede wszystkim o WAS. Wiem, to nieprzyjemne i bolesne, ale wg mnie niezbędne żeby wyjść z kryzysu!!! Niestety…wiem to z własnego doświadczenia…

    Pozdrawiam
    GOHA
    mama kwietniowa

    #151620

    lalka

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…

    Pupi,

    z Twoich slow wnioskuje, ze masz problem z mezem, bo Ty chcesz miec potomstwo, a on jeszcze nie. W tej sytuacji radzilabym zaczekac.

    Mam nadzieje, ze dzisiejszy dzien nie jest taki pochmurny jak byla dzisiejsza noc.

    Powodzenia

    Lalka

    #151621

    baby

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…

    A to kawał drania!!!
    NIenawidzę kiedy jest mi smutno i płaczę a on w drugim pokoju udaje że nic się nie stało. To podłe!!!
    Uważam że nastąpił moment na co najmniej poważną rozmowę i to nie o dziecku ale o Was. Musicie oboje chcieć walczyć o siebie. A jak nie da rady to zastanów się: czy chciałabyś właśnie z nim mieć dziecko? Czy może w ogóle być mamą? Bo to chyba nie to samo.
    I zanim zabierzesz się do rozmowy: strzel sobie dwa głębsze i nie daj się doprowadzić do płaczu bo wtedy to wiadomo że on znowu odwróci się plecami. Faceci miękną jak widzą nas szlochające i dlatego nie chcą wtedy z nami gadać. A to bardzo źle.
    Powodzenia powodzenia i jeszcze raz powodzenia
    Napisz jak było

    Gosia77



    #151622

    lali

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…(długie)

    kurcze. nie wiem co Ci poradzic, ale trzymam kciuki, zeby wszystko sie ulozylo!!! pozdrawiam!!!

    #151623

    linda

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…

    jest to przykre, ale zdażają się tacy faceci, myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie szczera, na 100% szczera rozmowa, i dopiero po niej będziesz mogła podjąć decyzję (najlepszą dla siebie)

    #151624

    smoki

    Re: Nie mam już sił,by walczyć…

    Kochana!

    Mnie zawsze najbardziej wkurzały teksty „nie martw sie – wszystko bedzie dobrze” wiec ni powiem nic takiego….

    Podobno jestem forunową optymistka więc powiem ci jak to robię.
    Ja sobie zawsze powtarzam, ze wyczerpałam juz swoj przydzial złego losu i juz moze byc tylko lepiej…………

    Pamietaj… noze byc tylko lepiej!

    Pozdrowienia
    smoki

Postów wyświetlanych: 9 - od 1 do 9 (wszystkich: 9)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close