Niedługo pierwsza rocznica…

Mnie również dotknęła strata ukochanego dziecka…
Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży rozpłakałam się..sama nie wiem czy ze szczęścia czy ze strachu…ale takie wahanie trwało tylko jeden dzień..potem była ogromna radość…i modlitwy żeby dzidziuś był zdrowy..
Cała ciąża przebiegała książkowo czyli żadnych nieprawidłowości…samopoczucie świetne… wszyscy mi zazdrościli w pracy…że Synek zdrowy, że ja się tak świetnie czuję, że dobrze wyglądam, że jaka to szczęściara jestem…i tak sobie trwała sielanka…przygotowywaliśmy wyprawkę, kupiliśmy wózek, łóżeczko, wszystko co potrzebne…pozostawało tylko czekać aż nasz mały rozrabiaka zawita do nas…
Przyszedł czas na szkołę rodzenia…pojechaliśmy z mężem…dookoła pełno kobiet z brzuchami, mówią jak to ich dzieciaki rozrabiają…mój też…ale ale: czuję jakąś dziwną pustkę…ale to na pewno przez ten stres spowodowany szkołą rodzenia…
Na drugi dzień wizyta u lekarza rodzinnego…rano nie mam w ogóle apetytu…jestem już zaniepokojona bo mały nie kopie…tylko tak jakby się wypinał..ale cały czas w tym samym miejscu…zaczynam się bać…
U lekarza oczywiście kolejka…przede mną kobieta z maleńkim dzieckiem, które się cały czas na mnie patrzy..a mi się chce płakać…
w końcu moja kolej…mówię, że moje dziecko się chyba nie rusza…pielęgniarka uspokaja, że to 35tc więc mały ma mało miejsca więc już mogę mniej odczuwać ruchy…
zaczyna detektorem szukać bicia serduszka…słychać tylko jakieś szumy…ja płaczę ona idzie po lekarza…dalej tylko szumy…lekarz mówi że wyśle mnie do szpitala na usg bo ten ich detektor czasem się psuje…
dzwoni po mojego męża…ja dalej płaczę…
w szpitalu najpierw szukają tętna detektorem, potem przychodzi pani doktor, robi usg…jedno moje spojrzenie na ekran…widzę moje dziecko…nie rusza się…
“Przykro mi, nie widzę akcji serca…”-najgorsze słowa jakie w życiu usłyszałam..

36 odpowiedzi na pytanie: Niedługo pierwsza rocznica…

beatkaa1605 Dodane ponad rok temu,

tak mi przykro 🙁 ja poronilam trzy ciaze dwa razy uslyszalam, przykro mi ciaza obumarła stalo sie wszystko do 10 tygodnia 🙁 w grudniau zbliza sie pierwszy termin porodu a mi tak pusto tak pusto, ze nie ma moich skarbow 🙁 ale musimy to znosic i byc silne zeby sie w koncu udalo 🙁
czy poznalas przyczyne smierci twojego maluszka 🙁 ?

gosik Dodane ponad rok temu,

Tak mi przykro ….. 🙁

:Przytulam:

usłyszałam pod koniec 36tc bardzo podobne słowa….
u nas zbliża się 7 rocznica (*)

czy wiesz co było powodem że serduszko synka przestało bić?

agaa111 Dodane ponad rok temu,

c.d. mojej historii

Nie mogłam uwierzyć w to co lekarka do mnie mówiła…myślałam, że to jakiś koszmarny sen, że zaraz się obudzę…ale nic z tego…zaczęli przychodzić jacyś ludzie, psycholog, pielęgniarki, pocieszali, głaskali…Boże to było okropne…czułam się jakbym była gdzieś daleko ponad tym wszystkim, jakby to nie mnie dotyczyło…zastanawiałam się co dalej? co teraz będzie?zrobią mi cc i to będzie koniec wszystkiego…ale nie…oni kazali mi iść do domu!!i jeśli nie zacznę sama rodzić w ciągu tygodnia to mam się do nich zgłosić to wywołają poród…ale o cc nie ma mowy…myślałam: jak mam rodzić martwe dziecko, czy oni oszaleli??i dlaczego mam tyle czekać??nie wyobrażałam sobie przez tydzień żyć w świadomości, że moje dziecko nie żyje, już się nie poruszy…
Wróciliśmy do domu załamani, sama cierpiałam, ale jak widziałam ten ból w oczach mojego męża, serce, które wydawałoby się już się rozpadło w drobny mak, jeszcze bardziej pękało..niewyobrażalne cierpienie…
Wieczorem przyszedł do nas (o dziwo!!) mój lekarz rodzinny…to dzięki niemu w szpitalu zjawiłam się na drugi dzień na wywoływanie…
Podali jeden żel, po 6 godzinach drugi i powiedzieli że jak nie zadziała to następny dopiero po 12 godz. bo bym z bólu nie wytrzymała..na szczęście zadziałał…bolało…już nie wiem co bardziej…podawali mi gaz, potem dostałam znieczulenie zwykłe, potem zewnątrzoponowe, i w końcu po 12 godzinach urodziłam Marcelka. Wcześniej uzgodniliśmy z pielęgniarkami, że nie chcemy widzieć dziecka…nie mogłam…chyba bym umarła…ale gdy zobaczyłam jak wynoszą moje maleństwo owinięte w ręcznik już żałowałam…i cały dzień nad tym ubolewałam…po kilku rozmowach z psychologiem powiedziałam,że chcę zobaczyć mojego synka…muszę Go zobaczyć….i przynieśli mi w ślicznym koszyku ładnie ubranego mojego Synka…był taki śliczny…mogłam Go przytulić i pożegnać się z Nim…Pamiętam Jego niebieską czapeczkę…chcieli mi Go zostawić na noc…ale ja nie mogłam..bałam się,że z Nim ucieknę, że Go zabiorę…to był ten jeden jedyny raz kiedy Go widziałam…
Potem sekcja, kremacja, powrót z prochami mojego dziecka do kraju…Jakiś kosmos! To nie tak miało być!!!
Przyczyna śmierci mojego Marcelka to trzykrotne owinięcie pępowiną, która gdzieś się zagięła i mój synek po prostu się udusił…był zdrowiutki…ważył 2560g i mierzył 49cm…
Teraz zostały mi zdjęcia, które pielęgniarki dla mnie zrobiły, odcisk stópek i te cholerne wyniki sekcji, gdzie podano dokładne wymiary i wagę każdego narządu mojego dziecka…i rana w sercu, która nigdy się nie zagoi…
Dla mojego Marcelka (*)(*)(*)09.01.2009r.

Ale staram się wierzyć, że jeszcze zaświeci dla nas słońce…obecnie jestem w 31tc…noszę pod sercem drugiego Synka….i coraz bardziej się boję…bo wiem, że na to co się stało nie mam wpływu…i nikt nie da mi gwarancji, że się to nie powtórzy…że tym razem się uda…..

gosik Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez agaa111:Nie mogłam uwierzyć w to co lekarka do mnie mówiła…myślałam, że to jakiś koszmarny sen, że zaraz się obudzę…ale nic z tego…zaczęli przychodzić jacyś ludzie, psycholog, pielęgniarki, pocieszali, głaskali…Boże to było okropne…czułam się jakbym była gdzieś daleko ponad tym wszystkim, jakby to nie mnie dotyczyło…zastanawiałam się co dalej? co teraz będzie?zrobią mi cc i to będzie koniec wszystkiego…ale nie…oni kazali mi iść do domu!!i jeśli nie zacznę sama rodzić w ciągu tygodnia to mam się do nich zgłosić to wywołają poród…ale o cc nie ma mowy…myślałam: jak mam rodzić martwe dziecko, czy oni oszaleli??i dlaczego mam tyle czekać??nie wyobrażałam sobie przez tydzień żyć w świadomości, że moje dziecko nie żyje, już się nie poruszy…
Wróciliśmy do domu załamani, sama cierpiałam, ale jak widziałam ten ból w oczach mojego męża, serce, które wydawałoby się już się rozpadło w drobny mak, jeszcze bardziej pękało..niewyobrażalne cierpienie…
Wieczorem przyszedł do nas (o dziwo!!) mój lekarz rodzinny…to dzięki niemu w szpitalu zjawiłam się na drugi dzień na wywoływanie…
Podali jeden żel, po 6 godzinach drugi i powiedzieli że jak nie zadziała to następny dopiero po 12 godz. bo bym z bólu nie wytrzymała..na szczęście zadziałał…bolało…już nie wiem co bardziej…podawali mi gaz, potem dostałam znieczulenie zwykłe, potem zewnątrzoponowe, i w końcu po 12 godzinach urodziłam Marcelka. Wcześniej uzgodniliśmy z pielęgniarkami, że nie chcemy widzieć dziecka…nie mogłam…chyba bym umarła…ale gdy zobaczyłam jak wynoszą moje maleństwo owinięte w ręcznik już żałowałam…i cały dzień nad tym ubolewałam…po kilku rozmowach z psychologiem powiedziałam,że chcę zobaczyć mojego synka…muszę Go zobaczyć….i przynieśli mi w ślicznym koszyku ładnie ubranego mojego Synka…był taki śliczny…mogłam Go przytulić i pożegnać się z Nim…Pamiętam Jego niebieską czapeczkę…chcieli mi Go zostawić na noc…ale ja nie mogłam..bałam się,że z Nim ucieknę, że Go zabiorę…to był ten jeden jedyny raz kiedy Go widziałam…
Potem sekcja, kremacja, powrót z prochami mojego dziecka do kraju…Jakiś kosmos! To nie tak miało być!!!
Przyczyna śmierci mojego Marcelka to trzykrotne owinięcie pępowiną, która gdzieś się zagięła i mój synek po prostu się udusił…był zdrowiutki…ważył 2560g i mierzył 49cm…
Teraz zostały mi zdjęcia, które pielęgniarki dla mnie zrobiły, odcisk stópek i te cholerne wyniki sekcji, gdzie podano dokładne wymiary i wagę każdego narządu mojego dziecka…i rana w sercu, która nigdy się nie zagoi…
Dla mojego Marcelka (*)(*)(*)09.01.2009r.

Ale staram się wierzyć, że jeszcze zaświeci dla nas słońce…obecnie jestem w 31tc…noszę pod sercem drugiego Synka….i coraz bardziej się boję…bo wiem, że na to co się stało nie mam wpływu…i nikt nie da mi gwarancji, że się to nie powtórzy…że tym razem się uda…..

MAsz rację – gwarancji nikt nie da 🙁
Ale trzeba wierzyć – nic innego nie pozostało.
Ja z pokorą powtarzałam – co ma być – to będzie, nie na wszystko mam wpływ…..Licz ruchy , jeśli coś cię zaniepokoi – jedź do szpitala.
Ja na ktg jeździłam codziennie ….
Każde z moich maluchów było owiniete pępowiną – o czym wiedziałam po usg i co potęgowało mój strach…..ale pozostawało czekanie….

Z całego serca ci życzę, byś za 2 miesiące urodziła ślicznego zdrowego synka 🙂

pozdrawiam

Dodane ponad rok temu,

Bardzo bardzo Ci współczuję i nawet nie próbuje sobie wyobrazić co czujesz…

Bedzie dobrze. Mocno w to Wierzę!! Kciuki mocno zaciśnięte masz u mnie i moc ciepłych mysli:Kciuki:

A dla Marcelka- Aniołeczka
[*]

dominicaa Dodane ponad rok temu,

Bardzo mi przykro:( U nas juz minęła 8 rocznica:(
Jestem pewna ze będzie dobrze:Kciuki:

beatkaa1605 Dodane ponad rok temu,

czytam i placze nie moge sie pogodzic z niesprawiedliwoscia tego swiata ;(
mocno cie sciskam ucieszylam sie jak przeczytalam ze bedziesz mila drugiego synka bog oddal ci po czesci twoja strate i napewno bedzie dobrze nic juz was nie rozdzieli …. jakie to okrutne ze zamiast sie cieszyc musimy drzec z przerazenia czy tym razem sie uda ;( ja to przechodze na poczatku kazdej ciazy a nie wiem co bedzie pozniej 🙁 moze juz los nas oszczedzi

misia27 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez agaa111:Nie mogłam uwierzyć w to co lekarka do mnie mówiła…myślałam, że to jakiś koszmarny sen, że zaraz się obudzę…ale nic z tego…zaczęli przychodzić jacyś ludzie, psycholog, pielęgniarki, pocieszali, głaskali…Boże to było okropne…czułam się jakbym była gdzieś daleko ponad tym wszystkim, jakby to nie mnie dotyczyło…zastanawiałam się co dalej? co teraz będzie?zrobią mi cc i to będzie koniec wszystkiego…ale nie…oni kazali mi iść do domu!!i jeśli nie zacznę sama rodzić w ciągu tygodnia to mam się do nich zgłosić to wywołają poród…ale o cc nie ma mowy…myślałam: jak mam rodzić martwe dziecko, czy oni oszaleli??i dlaczego mam tyle czekać??nie wyobrażałam sobie przez tydzień żyć w świadomości, że moje dziecko nie żyje, już się nie poruszy…
Wróciliśmy do domu załamani, sama cierpiałam, ale jak widziałam ten ból w oczach mojego męża, serce, które wydawałoby się już się rozpadło w drobny mak, jeszcze bardziej pękało..niewyobrażalne cierpienie…
Wieczorem przyszedł do nas (o dziwo!!) mój lekarz rodzinny…to dzięki niemu w szpitalu zjawiłam się na drugi dzień na wywoływanie…
Podali jeden żel, po 6 godzinach drugi i powiedzieli że jak nie zadziała to następny dopiero po 12 godz. bo bym z bólu nie wytrzymała..na szczęście zadziałał…bolało…już nie wiem co bardziej…podawali mi gaz, potem dostałam znieczulenie zwykłe, potem zewnątrzoponowe, i w końcu po 12 godzinach urodziłam Marcelka. Wcześniej uzgodniliśmy z pielęgniarkami, że nie chcemy widzieć dziecka…nie mogłam…chyba bym umarła…ale gdy zobaczyłam jak wynoszą moje maleństwo owinięte w ręcznik już żałowałam…i cały dzień nad tym ubolewałam…po kilku rozmowach z psychologiem powiedziałam,że chcę zobaczyć mojego synka…muszę Go zobaczyć….i przynieśli mi w ślicznym koszyku ładnie ubranego mojego Synka…był taki śliczny…mogłam Go przytulić i pożegnać się z Nim…Pamiętam Jego niebieską czapeczkę…chcieli mi Go zostawić na noc…ale ja nie mogłam..bałam się,że z Nim ucieknę, że Go zabiorę…to był ten jeden jedyny raz kiedy Go widziałam…
Potem sekcja, kremacja, powrót z prochami mojego dziecka do kraju…Jakiś kosmos! To nie tak miało być!!!
Przyczyna śmierci mojego Marcelka to trzykrotne owinięcie pępowiną, która gdzieś się zagięła i mój synek po prostu się udusił…był zdrowiutki…ważył 2560g i mierzył 49cm…
Teraz zostały mi zdjęcia, które pielęgniarki dla mnie zrobiły, odcisk stópek i te cholerne wyniki sekcji, gdzie podano dokładne wymiary i wagę każdego narządu mojego dziecka…i rana w sercu, która nigdy się nie zagoi…
Dla mojego Marcelka (*)(*)(*)09.01.2009r.

Ale staram się wierzyć, że jeszcze zaświeci dla nas słońce…obecnie jestem w 31tc…noszę pod sercem drugiego Synka….i coraz bardziej się boję…bo wiem, że na to co się stało nie mam wpływu…i nikt nie da mi gwarancji, że się to nie powtórzy…że tym razem się uda…..

Współczuję :Przytulam: i trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie:Kciuki:

pasiasta Dodane ponad rok temu,

Marcelku
[*]
[*]
[*]

Aga :Przytulam:

aska27 Dodane ponad rok temu,

Aga będzie dobrze , odgoń te czarne myśli , to co się zdarzyło jest zamkniętym rozdziałem , już niedługo będziesz się cieszyć macierzyństwem i tylko to jest ważne . Kochana ściskam Cię mocno .

Marcelku
[*]
[*]
[*]

alice82 Dodane ponad rok temu,

popłakałam się jesuuu jakie to musiało być dla Was straszne
tak mi przykro 🙁

alice82 Dodane ponad rok temu,

“Ale staram się wierzyć, że jeszcze zaświeci dla nas słońce…obecnie jestem w 31tc…noszę pod sercem drugiego Synka….i coraz bardziej się boję…bo wiem, że na to co się stało nie mam wpływu…i nikt nie da mi gwarancji, że się to nie powtórzy…że tym razem się uda…..”[/quote]

uda się zobaczysz wszystko będzie dobrze
musisz myśleć pozytywnie

kata Dodane ponad rok temu,

Aga bardzo mi przykro 🙁

nie spodziewałam się takiego rodzaju nieprzyjemności po tym jak wspomniałaś o poprzedniej ciąży na styczniówkach 🙁 przepraszam 🙁

olusia Dodane ponad rok temu,

Aga współczuję i mocno trzymam kciuki, bo teraz już MUSI BYĆ DOBRZE.

agaa111 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Kata:Aga bardzo mi przykro 🙁

nie spodziewałam się takiego rodzaju nieprzyjemności po tym jak wspomniałaś o poprzedniej ciąży na styczniówkach 🙁 przepraszam 🙁
Nie opisałam mojej historii na Styczniówkach, bo chcę tam pisać o tym co jest teraz, czyli mam nadzieje juz tylko o dobrych i miłych chwilach…
I naprawdę nie masz za co przepraszać…skąd mogłaś wiedzieć…

basiogroszek Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez agaa111:
Ale staram się wierzyć, że jeszcze zaświeci dla nas słońce…obecnie jestem w 31tc…noszę pod sercem drugiego Synka….i coraz bardziej się boję…bo wiem, że na to co się stało nie mam wpływu…i nikt nie da mi gwarancji, że się to nie powtórzy…że tym razem się uda…..

nikt Ci nie da gwarancji, że będzie dobrze, ale też nikt Ci nie powie, że tragedia musi się powtórzyć.

Był czas, kiedy też tak myslałam jak Ty… dlatego rozumiem i wiem, że ta niepewnośc zostanie w Tobie do końca… Do czasu, kiedy za ok. 2 miesiące bedziesz tulić swoje zdrowe upragnione dziecko.

Wierzę, że tak będzie… To że Marcelek odszedł nie było spowodowane chorobą, wada, tylko cholernym jakimś zrządzeniem… tym razem tak nie będzie, bo dlaczego miałoby być???

Aga, będzie dobrze, wiem to…

kaja26 Dodane ponad rok temu,

Aga :Przytulam:to straszne co się Wam przydarzyło, teraz już będzie dobrze, dużo spokoju i szczęśliwego rozwiązania

joana-3 Dodane ponad rok temu,

Z całego serducha mi przykro, nie wiem czemu los nas tak doświadcza ale musi to mieć jakiś cel kiedyś go odkryjemy… Życzę Tobie i synkowi dużo zdrówka już niedługo utulisz go w ramionach i zaświeci najjaśniejsze słonko w Twoim życiu.
Dla Marcelka [‘]

majka-1978 Dodane ponad rok temu,

AGA:Przytulam:

aneczka1411 Dodane ponad rok temu,

Aga :Przytulam:
Teraz napewno sie uda:) :Kciuki::Kciuki: abyscie oboje dotrwali do szcześliwego końca:)

[*][*] dla MArcelka

gosia-1983 Dodane ponad rok temu,

Aga tym razem wszystko będzie idealnie, tak jak ma byc!!!! pozdrawiam!

agaa111 Dodane ponad rok temu,

A dziś mój Marcelek skończyłby 11 m-cy!
Cóż ja mogę poza świeczuszką dla Niego??
(*)(*)(*):Płacz:

olusia Dodane ponad rok temu,

Aga i ja zapalam dla Niego światełko [*]

pasiasta Dodane ponad rok temu,

i ja
[*]
[*]
[*]

wasyl Dodane ponad rok temu,

[*]Marcelkowi
A Tobie dużo uśmiechu i wiary.
Szczęśliwego rozwiązania.:*

agaa111 Dodane ponad rok temu,

Za parę dni minie 14 m-cy od odejscia mojego Marcelka…wciaz boli…wciaz tesknie…mimo ze w lozeczku spi sobie smacznie nasze szczescie – Kubus..nasz malenki cud…nie moge sie pogodzic z tym ze nie dane mi bylo zobaczyc oczek ,usmiechow mojego pierwszego synka….ale dziekuje Bogu ze mam Kubunia…tymbardziej ze jak sie okazalo podczas porodu tez byl owiniety pepowina wokol szyi…Boze jak to uslyszalam to myslalam ze umre…na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo…a kubus po urodzeniu wygladal tak samo jak Marcelek….i wiecie co???zaczelam wierzyc ze dzieci nie odchodza….zmieniaja tylko swoja date przyjscia na swiat….i wierze ze w Kubusiu Bog oddal mi czastke Marcelka….ale dalej tesknie…i placze za Nim…i bardzo kocham…Obu moich synkow….
Marcelku (*)(*)(*)(*)

wasyl Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez agaa111:Za parę dni minie 14 m-cy od odejscia mojego Marcelka…wciaz boli…wciaz tesknie…mimo ze w lozeczku spi sobie smacznie nasze szczescie – Kubus..nasz malenki cud…nie moge sie pogodzic z tym ze nie dane mi bylo zobaczyc oczek ,usmiechow mojego pierwszego synka….ale dziekuje Bogu ze mam Kubunia…tymbardziej ze jak sie okazalo podczas porodu tez byl owiniety pepowina wokol szyi…Boze jak to uslyszalam to myslalam ze umre…na szczescie wszystko sie dobrze skonczylo…a kubus po urodzeniu wygladal tak samo jak Marcelek….i wiecie co???zaczelam wierzyc ze dzieci nie odchodza….zmieniaja tylko swoja date przyjscia na swiat….i wierze ze w Kubusiu Bog oddal mi czastke Marcelka….ale dalej tesknie…i placze za Nim…i bardzo kocham…Obu moich synkow….
Marcelku (*)(*)(*)(*)

Też jak patrzę na moją Natusię to jestem przeszczęśliwa,ale to nie Zuzia…

Ja nie wierzę,że dzieci wracają w następnych. W moim odczuciu, każde życie, to inna dusza, inny człowiek, inne życie. Mimo fizycznych podobieństw, dla mnie to nie są te same osoby.

Pierwsza rocznica jest trudna…chyba każda zresztą…

[Zobacz stronę]

magda2109 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez agaa111:zaczelam wierzyc ze dzieci nie odchodza….zmieniaja tylko swoja date przyjscia na swiat….i wierze ze w Kubusiu Bog oddal mi czastke Marcelka….ale dalej tesknie…i placze za Nim…i bardzo kocham…Obu moich synkow….
Marcelku (*)(*)(*)(*)

dla Marcelka[*]
współczuje straty synka:(
ja też w to wierzę : moja córcia miałaby w tym roku 4 latka , teraz za to mam dwie śliczne córcie i myśle sobie że jedną z nich jest tamta , ze ona jednak nie odeszła… bo jak to inaczej wytłumaczyć? Bóg wynagrodził mi tamtą stratę podwójnym szczęściem

magda2109 Dodane ponad rok temu,

I wiem ze to moze głupie co napiszę : ale…. dzisiaj patrząc na jedną z córek pomyślałam sobie czy to ty córeczko???

wasyl Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez magda2109:I wiem ze to moze głupie co napiszę : ale…. dzisiaj patrząc na jedną z córek pomyślałam sobie czy to ty córeczko???

Dla mnie to trochę przerażające, przepraszam, jeśli urażę,ale wydaje mi się to być jakby…krzywdzące dla żyjącego dziecko…właśnie szukanie zmarłego w tym innym życiu, w tej innej osobie…
Oczywiście, że cechy wspólne będą, zarówne w zachowaniu, jak i w wyglądzie,bo w końcu z jednej matki te pociechy, ale czy to sprawiedliwe dla żyjącego dziecka? Zresztą dla zmarłego też,że może nie doceniło się jego istnienia i jest brak pogodzenia,że jeo po prostu w fizyczny sposób tu nie ma.Tu mi powstaje dylemat i pewien zgrzyt. To takie moje rozmyślania…A Wy jak tłumaczycie? Że tamto dziecko, gdzie się podziało? że dwa życia, są jednym (skoro żyjące dziecko, to osoba zmarłego)? Jak to sobie “rozgryzłyście”?
A może ja za dużo sama sobie pytań zadaję…Może łatwiej jest nie analizować, nie zagłębiać się…hm…

magda2109 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ewasilek:Dla mnie to trochę przerażające, przepraszam, jeśli urażę,ale wydaje mi się to być jakby…krzywdzące dla żyjącego dziecko…właśnie szukanie zmarłego w tym innym życiu, w tej innej osobie…
Oczywiście, że cechy wspólne będą, zarówne w zachowaniu, jak i w wyglądzie,bo w końcu z jednej matki te pociechy, ale czy to sprawiedliwe dla żyjącego dziecka? Zresztą dla zmarłego też,że może nie doceniło się jego istnienia i jest brak pogodzenia,że jeo po prostu w fizyczny sposób tu nie ma.Tu mi powstaje dylemat i pewien zgrzyt. To takie moje rozmyślania…A Wy jak tłumaczycie? Że tamto dziecko, gdzie się podziało? że dwa życia, są jednym (skoro żyjące dziecko, to osoba zmarłego)? Jak to sobie “rozgryzłyście”?
A może ja za dużo sama sobie pytań zadaję…Może łatwiej jest nie analizować, nie zagłębiać się…hm…

to nie jest tak jak piszesz, ja nie porównuje bo nie miałam takiej okazji , nie widziałam mojej córci i niewiem jak wyglądała, jaki miała charakterek itp 🙁 szkoda
tak mi przyszło do głowy i pomyslałam sobie ze moze Bóg zwrócił mi moją córcie w innej osobie, kiedys nawet mama mi powiedziała: widzisz Bóg wynagrodził ci tamto i dał ci dwie córeczki
niewiem ………………….ale coś w tym jest

wasyl Dodane ponad rok temu,

Nasunęła mi się kolejna “zagadka”…A jak już będzie Sąd Ostateczny i wszyscy się spotkamy, to spotkasz się z tymi dziećmi, które masz tera przy sobie, a gdzie tamta córeczka?
No chyba,że jest coś takiego, jak reinkarnacja…
Jak ja zasypie Boga swoimi pytaniami, tak mi chyba od razu da odpust,co bym go nie męczyła;)
Ja się bardzo dużo nad tym wszystkim zastanawiam, jak już wyczerpuję zasób odpowiedzi i w rzanej nie widzę sensu, dopiero odpuszczam i zostawiam , na TO spotkanie:)
Ale wiecie, czasem warto tak sobie porozmawiać, wymienić się swoimi gdybaniami.
Mi tam też gadają,że Natalka mi wynagradza. Mi tam nikt nie wynagrodzi. Czy jak bym umarła, to inna kobieta byłaby matką mojego dziecka? Nie,więc i dziecka mi nikt inny nie zrekompensuje i nie odda w nikim i w niczym. BYło moje, jedyne, niepowtarzalne.

Dość często kobiety, które poroniły, czy urodziły martwe dziecko, mówią,że w tym następnym jest pierwsze. Ja tego nie neguję, bo nie wiemy jak jest. Mogę się tylko zastanawiać, ale logika gdzieś się kończy…

olusia Dodane ponad rok temu,

Ewasilek i to są właśnie tematy, których ja nawet nie próbuję zgłębiać… Za płytki rozum mam…

Ja mam znów inny “problem”. Otórz kilka dni wcześniej, zanim dowiedziałam się o wadzie Remika, mój m miał bardzo poważny wypadek. Cudem uniknął śmierci… Czasem myślę, że śmierć w ostatniej chwili odpuściła ale żeby mieć równy rachunek, zabrała nam syna…

magda2109 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez ewasilek:
Mi tam też gadają,że Natalka mi wynagradza. Mi tam nikt nie wynagrodzi. Czy jak bym umarła, to inna kobieta byłaby matką mojego dziecka? Nie,więc i dziecka mi nikt inny nie zrekompensuje i nie odda w nikim i w niczym. BYło moje, jedyne, niepowtarzalne.

oczywiście że masz rację nikt i nic nie wynagrodzi straty , to nie jest tak że ja próbuje na siłę zobaczyć tamto dziecko-NIE
niewiem dlaczego i skąd mi to przyszło, pierwszy raz mi sie to zdarzyło ale tak sobie pomyślałam wtedy 🙂

magda2109 Dodane ponad rok temu,

Zamieszczone przez Olusia:Ewasilek i to są właśnie tematy, których ja nawet nie próbuję zgłębiać… Za płytki rozum mam…

Ja mam znów inny “problem”. Otórz kilka dni wcześniej, zanim dowiedziałam się o wadzie Remika, mój m miał bardzo poważny wypadek. Cudem uniknął śmierci… Czasem myślę, że śmierć w ostatniej chwili odpuściła ale żeby mieć równy rachunek, zabrała nam syna…

no własnie, jednak takie myśli przychodzą do głowy
ja nieraz tez sie zastanawiam nad różnymi rzeczami….

agaa111 Dodane ponad rok temu,

Ja tez wierze ze moj zmarly synek Marcelek i Kubus nasze ziemskie szczescie to dwie rozne osobowosci…ale jak zobaczylam Kubusia po porodzie to sobie tak pomyslalam ze Bog dal mi jakas czastke Marcelka w drugim synku bo taki byl podobny…nie wiem skad takie mysli…wiem ze Kuba nigdy nie zastapi mi pierwszego synka i ze juz zawsze bede miec o jedno dziecko za malo…ale ta moja teoria pozwala mi choc troche zlagodzic bol i tesknote za utraconym dzieckiem…ale mimo wszystko Kubus jest dla mnie kims wyjatkowym…i jedynym w swoim rodzaju… a Marcelek???moge sie tylko domyslac jaki by byl…ale tez zajmuje szczegolne miejsce w moim sercu…
a w sumie to czasem mi sie wydaje ze nie jestem w stanie tego wszystkiego ogarnac…ehhh zycie…

Znasz odpowiedź na pytanie: Niedługo pierwsza rocznica…?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dla starających się
Udało się!!Po długim czasie i ciężkiej walce!
Hej!!:)Chciałam założyć ten temat dla dziewczyn takich jak ja , które już długo czekaja na swoją upragnioną fasolkę i na razie dalej cisza...:Niepewny:Myślę że takich kobiet jest więcej i dziewczyny
Czytaj dalej
Tematy, których nie znalazłam w forum
Czy może ktoś mi pomóc w sprawie utworzenia strony www?
Czekam na Magdę, ale ona nie zagląda na razie na mój wątek. Zanim "kupię" sobie taką stronę, chcę spróbować sama. Znam trochę kody HTML, mam już program (Pajączek i/lub Nvu),
Czytaj dalej