O tym jak Basia rodziła:)

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)
  • Autor
    Wpisy
  • #22921

    basha27

    Jestem szczęśliwą mamusią 3 miesięcznej Majeczki, która jest najcudowniejszym dzieckiem na świecie.
    A chciałabym opowiedzieć wam jak przyszła na świat. Przed rozwiązaniem dość długo zastanawiałam się gdzie właściwie chcę rodzić i dość długo i uparcie usiłowałam zmierzyć sobie miednicę żeby się dowiedzieć czy mam szansę na naturalny poród (z marnym skutkiem). Jeden lekarz zgubił miednicomierz, inny zamknął mnie w szpitalu twierdząc że mam gestozę (śmiechu warte). Żadnej gestozy nie miałam i wypisałam się na własne żądanie (Próbowali mnie naciągnąć na 7 dni). W końcu wybrałam szpital najbliżej mojego domku i pojechaliśmy do niego gdy zalały mnie wody, czyli w nocy z 13 na 14 maja.
    Byliśmy super przygotowani, po szkole rodzenia, mimo to kolana nasze miękkie były. Mój mąż latał w kółko i robił bałagan, ja usiłowałam powstrzymać powódź. Polazłam pod prysznic. Ale trzeba było się spieszyć, tak przynajmniej myśleliśmy. Powitała nas położna na izbie przyjęć ziewaniem. Ślimaczymi ruchami zaczęła wypisywać coś w swoim kajecie. Trwało to ok pół godz. Przyszedł lekarz, stwierdził że nie ma rozwrcia i wysłali mnie na salę przedporodową. No to ja pytam co z mężem, chcieliśmy rodzić razem. A ona do mnie czy mam zgodę ordynatora ( żadnej zgody nie miałam, po co komu zgoda do cholery). A ona na to że bez zgody się nie da. Postawiłam na swoim ale mój mąż i tak został odesłany do domu jako że nic się jeszcze nie działo. Ok 7 rano zaczęły się skurcze no to ja oddechy. Przychodzi położna i mówi: nich pani tak nie dyszy to narazie lipa nie skurcze, no więc się zamknęłam chociaż nieźle juz bolało. I tak narastały przez cały dzień. W miedzyczasie podano śniedanie, obiad. Nikt nie mówi żeby nie jeść, to jem. Nikt też nie wspomina o lewatywie. W końcu sama ja wymusiłam, bo pomyślałam że przykry może być to widok. Żałowałam tej decyzji szybko. W połączeniu z silnymi już skurczami było to prawie nie do zniesienia. Snuliśmy się z mężem po szpitalnym korytarzu do 18 wieczorem, skurcze nasilały się, rozwarcie mniej. O 18 podłączona mnie do kroplówki z oksytocyną. No i się zaczęła walka. Mąż okazał się po prostu niezastąpiony, wspierał mnie, oddychał ze mną. Rozwarcie pełne ale poród nie postępuje. i tak dwie godziny na skurczach na maksa. Cesarka, słyszę przez mgłę ale dopiero za godz, bo jeszcze ostatnie ktg do dokumentacji.
    Kaci jacyś, znęcają się nade mną. Na ostatnich siłach zczołgałam się z łóżka porodowego i przewieźli mnie na operacyjną. Niedobrze mi było, byłam pewna że zwymiotuję. Miotały mną skurcze, a oni każą mi się nie ruszać, bo będą znieczulać. Udało się, nic już nie czuję. Tylko słyszę jakby z oddali, w końcu płacz mojej córeczki. Zasnęłam obudzili mnie żeby mi ją pokazać. Uśmiechnęłam się. Nie miałam siły nawet na to, żeby się wzruszyć. Ale był to cudowny moment. Urodziłam dziecko. Potem już tylko czekałam na nią. Dziś cieszymy się dobrym zdrowiem, a trudów porodu już nie pamiętamy.
    pozdarwiam was ciepło
    basia i Majeczka

    #312687

    Anonim

    Re: O tym jak Basia rodziła:)

    I to jest właśnie znamienne: „Trudów porodu nie pamiętamy’.:)))

    Wszystkiego najlepszego dla całej Trójeczki:)

    Aba i prawdopodobnie Jaś 🙂 (27.10.03)



    #312688

    joanna26

    Re: O tym jak Basia rodziła:)

    no wlasnie szybko sie zapomina…….tez mialas niespodziewana cesarke tak jak ja….tylko ja dopiero dwa tygodnie po niej …..bylo nie zaciekawie ale wazne ze jest ok
    pozdrowienia dla was …..
    asia z olivia

    #312689

    siasia

    Re: O tym jak Basia rodziła:)

    Basiu,
    Slicznie to wszystko opisalas. Z taka pogoda. Tez pamietam, ze nic nie bylo wazne oprocz malenstwa. Mialam podobne perypetie i faktycznie sie zapomina, bo jest juz ta mala osobka i jest super. Teraz znowu jestem w ciazy i niestety caly ten koszmar do mnie wraca. U mnie byl ten problem, ze mimo hormonow i wszelkiej pomocy nie mialam rozwarcia. Teraz juz sie boje na sama mysl. Tym razem bede miala wybor planowej cesarki, ale nie wiem co gorsze. Zeszlym razem glowa mojej corci utknela w miednicy, wiec tez sie boje ryzykowac naturalnego porodu i z tego powodu. Nikt o tym nie wiedzial az mnie rozcieli i nie mogli jej wyjac. Oj, horror. Tez nie mialam sie sily cieszyc. Smutne.
    Zycze Ci powodzenia i Twojej Pociesze.

    #312690

    chmurka

    Re: O tym jak Basia rodziła:)

    no no… a karmiłaś ją po tym jak miałaś cesarke ?


    chmurka 21.09

    #312691

    basha27

    Re: O tym jak Basia rodziła:)

    Tak, ale po tym wszystkim (Maja urodziła się o 23.05) zobaczyłam ją tylko przez chwilę i chciałam tylko spać. Na drugi dzień nie mogłam się doczekać kiedy ją zobaczę, chociaż jeszcze byłam słaba. Nie czułam się na siłach krzątać się koło niej. Pielęgniary przychodziły, odchodziły a o majej córeczce nikt nie wspomina. W końcu zapytałam lekarki na obchodzie to mi ją przywiozła ok 10 rano i zabrała z powrotem. Nawet nie zapytała czy chcę ją przystawić do piersi. A ja ze swojej strony pomyślałam że nie ma to sensu bo i tak nie mam pokarmu. Do głowy mi ni przyszło że przecież ona o sobie wyssa. Dopiero po południu przyniesiono mi ją do karmienia. Rzuciła się na cyca jak szalona:) Ciągle karmię ją piersią i jestem niezmiernie szczęśliwa.
    pozdrawiam
    Basia



    #312692

    basha27

    Re: O tym jak Basia rodziła:)

    k

Postów wyświetlanych: 7 - od 1 do 7 (wszystkich: 7)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close