o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 28)
  • Autor
    Wpisy
  • #79934

    teo

    Jak Julcia przyszła na świat:) czyli o tym że miłość się mnoży gdy sie ją dzieli 🙂

    W poniedziałek – 24 lipca mielismy rutynowa wizyte w szpitalu …dzień przed terminem …niby nic sie nie działo – oprócz tego wyłażenia czopa od kilku dni ….lekarka na wizycie powiedziała że wszystko jest ok ….i mamy w razie czego przepisowe 2 tygodnie na urodzenie …..rany jak sobie pomyslalam o 2 tygodniach czekania jeszcze – to aż sie zdenerwowałam …chcialam urodzić – chciałam mieć Julcika już na świecie!
    po poworcie do domu ze szpitala z tej wizyty – zwykły dzien jak codzień ….
    dawno juz wypróbowane były sposoby domowe – wiec po prostu czekałam …..
    wypróbowałam lub wypróbowalismy :):
    seks ….ten sposob był najprzyjemniejszy 🙂
    myłam okna i sprzatałam
    myłam podłogi
    chodziłam po schodach
    jadłam pikantne jedzonko
    miałam nieoczekiwana biegunkę [ 5 dni walki z rotawirusem]

    i NIC!!

    a nawet zafarbowałam sobie w sobote włosy – a w niedzielę pieknie paznokietki zrobiłam – coby ladnie wyglądac jak się księżniczka urodzi:)

    wieczorem zaczełam sie dziwnie czuć ….zrobiłam sie bardzo szybko zmeczona ….czułam sie poirytowana ….denerwowało mnie wszystko ….zaczęłam miec jakies mdłości….o 23 poszłam spać – i zaczął mnie w łóżku boleć brzuch – tak jak na miesiączkę ….
    usnełam – ale w nocy budziłam sie co 20 minut – poniewaz pojawiły sie skurcze dosyc bolesne.
    pojekiwałam dosyc regularnie – o dziwo bartek sie nie budził – całe szczęście – bo jak sie potem okazało musiał miec duzo sił na nastepną dobę:)
    rano wstałam szykować Kubcia do przedszkola i w WC zobaczyłam na papierze krew – ciągle odchodził czop …a skurcze były juz co 8 minut…takie w miare do wytrzymania.
    mąż jak mu powiedziałam ze dzis zapewne urodzimy – w szoku – jak to tak nagle go informuje …..w szoku że nie słyszał w nocy moich pojekiwań ….chciał wziać od razu wolne – ale chyba bym szału dostała – patrzec jak sie kreci w domu i ciagle pyta jak sie czuję …wiem że by sie okropnie denerwował …a ja chciałam jak najdłuzej wytrzmać w domu.
    kazałam mu jechać do pracy – ma na 9.00 – jedzie około 45 minut i w razie czego zadzwonie do niego aby przyjechał:)
    siostra zaporwadziła Kubę do przedszkola i była potem cały czas ze mna ….skurcze robiły sie coraz boleśniejsze – ale dawało sie wytrzymać .
    dopakowałam torbę.
    ugotwałam obiad 🙂
    wzięłam kąpiel relaksującą.
    pogadałam na gg z kilkoma osobami

    a w międzyczasie były regularne i coraz bardziej bolense skurcze …które w miare upływu czasu zdarzało się że wyciskały łzy z oczu.
    siostra regularnie zapisywała na kartce ilość skurczy i czas ich trwania …była zdenerwowana – ale naprawde bardzo mi pomogła.
    w 14.00 poczułam że mąż moze przyjechac – bo skurcze były juz co 5 minut.
    przyjechał ….i o 16.00 pojechalismy do szpitala.
    super miłe przyjecie
    podłączenie do ktg

    i ZERO skurczów od momentu podłaczenia
    tak sie zdenerwowałam że to juz – że moj organizm zablokował skurcze – pani która była przy nas miała dziwną minę – i nie za bardzo mi uwierzyła chyba ze w domu skurcze były bolesne i co 5 minut. …a trwały do 45 sekund.
    w ciągu godziny na ktg pojawiły sie tylko 3 porzadne skurcze ….reszta to maluszki….aż nagle sie cos odblokowało i poszło dalej – skurcze były takie jak w domu [dziwną mam psychike] – ponieważ nie odeszły mi wody pani przebiła work owodniowy – i od tego momentu wszystko potoczyło sie szybko….w miarę.
    przewiezli mnie na sale do porodów …miłe zaskoczenie – każdy rodzi tutaj w oddzielnych pokojach:)
    miałam przy sobie 2 położne – jedna doświadczoną – drugą studentkę…
    obie bardzo miłe i pomocne.
    skurcze były coraz czestsze i boleśniejsze ….Bartek był cały czas ze mną…..widziałam że jest podeksycytowany ….i powiem wam że gdyby nie on to chyba bym nie urodziła – gdyby mnie nie wspierał i gdyby na mnie nie nakrzyczał:) ale o tym za chwile…..
    wszystko szło szybko i gładko ….skurcze piekne – dziecko schodziło – boało mnie jak jasny gwint – dostałam znieczulenie na żadanie ….dawania znieczulenia nic bolało – tylko ciężko było wytrzymac bez ruchu jak były skurcze ….
    kiedy znieczulenie zadzaiałało – to poczułam sie jak w bajce:)
    nic nie bolało.
    skurcze pieknie sie rysowały na ktg.
    zartowalismy sobie.
    pogadalismy z poloznymi o róznicach w służbie zdrowia w polsce i w irlandii…
    pani polozna mi powiedziala że urodzimy za godzinke okolo …..wielka ulga – i juz sie nie mogłam doczekac.
    po jakims czasie czuje ze znieczulenie przestaje działać – każą mi przec – pre – okazuje sie ze malutka zamiast czubkiem główki – napiera na kanał twarzyczką.
    nie wiem co mam robic.
    czuje że musze zmienic pozycje – że chce kucnąć na łóżku na kolanach i oprzec sie o oparcie łóżka….tak aby działała siła grawitacji….
    ale mi nie pozwalają – za wczesnie po znieczuleniu – podobno to niebezpieczne bo nogi nie maja takiego czucia …
    leżenie było dla mnie katora.
    bolało tak bardzo – ryczałam – prosiłam o druga dawke znieczulenia – ale było za późno …..
    bartka reka musiał przechodzic katorgi – nawet oborączkę zdjął – bo tak mocno go sciskałam………
    nie miaam juz siły ….kazali mi sie zrelakowac – oddychac – starac sie nie przec przez jakis czas ….było ciężko – ale bartek mi pomagał …oddychał głosno ze mną….
    o 22.45 spytałam czy moge juz teraz zmienic pozycje …
    kiedy z wilkim trudnem – pomiedzy okropnymi skurczami partymi – kucnełam na kolana – poczułam ze to jest TO….czułam jak Julka schodzi na dół …..jak wszystko zaczyna nabierac tempa.
    po około 25 minutach polozna kazala mi sie polozyc spowortem i tak przec – aby urodzic – dziecko było gotowe obrociła buzke ….byłam okropnie zmeczona ….
    bartek stał z boku – podtrzymywał mi jedna noge – liczył podczas skurczów abym jak najdłuzej wytrzymała na jednym skurczu…w pewnym momencie polozna powiedziala że Julka jest już zmeczona ….załamałam sie – i wtedy bartek zmotywwał mnie – najpierw podniesionym głosem kazał mi przec jak najmocniej ….a potem nagle powiedział że widzi włoski Julci ….i zoabczyłam w jego oczach łzy – zobaczył czubek jej główki…..
    wtedy następny skurcz i moje parcie spowodowały że urodziła sie cała główka ……usłyszałam jej cichutki jęk….potem następny skurcz pozwolił urodzic sie reszcie ciałka. położna powiedziała JEST CÓRECZKA :):) WTOREK 25 LIPCA godzina 23.26 🙂 waga 3300. …..nie płakałam – byłam w szoku …..byłam taka szczęśliwa jak położna położyła maleńką na moim brzuchu i piersi ….bartek ją wycierał ….po chwili zaczęła płakać ….kwilić ….wtuliła sie w moją pierś ….mały ssaczek szybciutko załapała jak się ssie 🙂

    niestety jak w pierwszej ciąży nic nie działało na moje łożysko i tym razem tez nie chciało sie urodzić…miałam zabieg czyszczenia – uspili mnie – bo normalnie znieczulenie w kregosłup chyba nie działało – bo czułam jak pani która robiła zabieg sie za niego zabierała.
    po godzinie byłam juz z Julką i Bartkiem – wybudziłam sie dosyć szybko – czułam się w miarę dobrze…..maleńka szybko przyssała sie do piersi.

    cały poród i to co było potem wspominam bardzo miło ….jasne że bolały skurcze ….
    od razu po urodzeniu sie Julki oboje z mężem stwierdziliśmy że kochamy tą naszą księżniczkę bardzoooo – i że miłość się mnoży gdy sie ją dzieli ….że nasza miłość rodzicielska do tej pory dzielona tylko na Kubcia – nagle w cudnowny sposób odzieliła się i pomnożyła jednocześnie …..

    na zakończenie – o rany jakie mi to długie wyszło:)
    powiem wam że niesamowite jest tak dobrze czuc sie po porodzie.
    nie miałam ani nacięcia krocza ani nie pękłam ….
    nic mnie nie boli….
    mam niewielkie krwawienie
    ale ogólnie już na drugi dzień mogła smiało iść do domu [i miałysmy isć – gdyby nie antybiotyk który julcia dostawała]
    myślę że dobre samopoczucie po porodzie bardzo rzutuje na jego wspomnienia i w ogóle na sam poczatek uczenia się siebie ….
    a ja nie dosć że czuję sie jakbym w ogole nie rodziła [oprócz hemoroida który mi wyszdł :(] …to w dodatku tym razem super rozpoczało mi sie karmienie piersią [od poczatku super pod tym względem z Julką sie dopasujemy i jak do tej pory nie miałysmy z karmieniem w ogóle problemów] – to co najważniejsze …..mój cudowny maż wspaniale sie spisuje jako tata number two…a mój synek jako starszy brat [póki co:)]

    ILONA,KUBEK
    Jula-wyłaź 🙂

    #1095572

    klucha

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    ale ja się Ilonko popłakałam

    tylko kobieta tak moze, wszystko w domu zrobione i poszła rodzić dopiero 😉

    Izka i Zuzia 4 latka 🙂



    #1095573

    Anonim

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    ilonko jestes rewleacyjna!

    padlam, jak napisalas,ze ugotowalas jeszcze obiad!!!!!!

    gratuluje coreczki, dobrego porodu i swietnego samopoczucia.

    wszystkiego najlepszego!

    ania

    ania & yosik

    #1095574

    porky

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    piekny opis
    wzruszyłam się strasznie….

    Juleczka (12.12.04)

    #1095575

    cat

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    Oj, jak super czyta się takie opowieści.
    Fajnie, że jesteście już we 4 w domu.
    Powodzenia!

    K.

    Łukasz (3,5 r.) Karolina (17m-cy)

    #1095576

    pasiasta

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli .

    Piękny opis, przeczytałam prawie ze łazmi w oczach od dechy do dechy -GRATULUJĘ Ci z serca jeszcze raz

    Dora 08.08.04
    Wejdź: tiny.pl/tzxj



    #1095577

    bastet

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    cudny opis :DDD

    Jeszcze raz Wam gartuluje !! :))))

    #1095578

    chilli

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    Super 🙂

    Raz jeszcze szczęścia 🙂

    www (10.03.2004)

    #1095579

    kantalupa

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli .

    Zdrowka dla Julki! I jeszcze raz, wielkie gratulacje!

    Adas 19m-cy i Bejbi

    #1095580

    monikaapj

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    Kurczę, Ilonka, popłakałam się

    pięknie napisałaś

    Monika i Basia (22.09.2003)



    #1095581

    kalcz

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli ….

    Czytając to co napisałaś…miałam łzy w oczach…jeszcze raz, razem z Tobą przeżyłam poród Franka…

    Cieszę się, że ten poród będziesz wspominać miło! Ale i tak fajnie mieć to już za sobą nie ?

    A tak poza tym to widzę, że nie tylko końcówki ciąży miałyśmy podobne…w porodzie też widzę dużo podobieństwa…łącznie z tym hemoroidem :-))) (Mój na szczęście ma się już dobrze i tak nie dokucza :-)))

    Cała masa całusków i jeszcze raz ogromne gratulacje !!!! Dla Ciebie i Bartka !!!

    Pozdrawiamy – Kasia, Janek już dwulatek i Franek jeszcze w brzuszku

    #1095582

    lea

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli .

    🙂

    A nowa fotka w podpisie? Opinie publiczna sie domaga 🙂

    Jestes taka dzielna… jestem zupelnie inna, nie zrobilabym obiadu, obudzilabym meza i postawila wszystko na glowie 😉

    -18



    #1095583

    Anonim

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli .

    Ilonka, no przez Ciebie to mi się drugiego dziecka zachciało!!! 🙂 Wzruszyłam się… bardzo chciałabym przeżyć raz jeszcze naturalny poród………

    Kaśka z Natusią (4 lata 🙂

    #1095584

    beasia

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli .

    bardzo sie wzruszyłam,
    jeszcze raz wielkie gratulacje i wszystkiego najlepszego dla całej Waszej czwóreczki 🙂

    Basia,

    #1095585

    teo

    Re: o tym jak milość się mnoży gdy się ją dzieli .

    fota dodana

    zmieniłam na innym forum….a na swoim ulubionym zapomniałam….

    dzieki nowy moderatorze za przypomnienie:)

    pozdrawiamy

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 28)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close