obsesja

Postów wyświetlanych: 8 - od 1 do 8 (wszystkich: 8)
  • Autor
    Wpisy
  • #7287

    aniuta

    Właśnie przeczytałam w „Zwierciadle” artykuł pt.”Cały świat za dziecko” i wywiad z Wojciechem Eichelbergiem.I jestem bardzo wdzięczna redakcji!Wreszcie ktoś pisze o tym problemie.
    My też nie możemy mieć dzieci(tzn.ja mogę,Mąż nie).Pamiętam dzień,kiedy odbierałam wyniki Męża(jestem lekarzem,więc ja byłam koordynatorem wszystkich naszych działań).
    Po prostu wpadłam w histerię-dlaczego On?dlaczego ktoś,kogo kocham i kto tak bardzo chce mieć dzieci?i jak Mu o tym o tym powiedzieć?.I jeszcze ostatnie słowo lekarza-jest tylko jeden sposób,in vitro.Spróbowaliśmy.Kiedy już było po wszystkim, kiedy już się okazało,że nic z tego,przyrzekłam sobie,że to był pierwszy i ostatni raz.Nie chcę tego wszystkiego przechodzić jeszcze raz.
    I nie pozwolę,żeby chęć posiadania własnego dziecka zniszczyła mnie,moje życie,zdrowie i małżeństwo.W przyszłym roku będziemy mieć dziecko-adoptowane,potem jeszcze jedno-też adoptowane.Jeśli kiedyś urodzę nasze własne dziecko,też będziemy szczęśliwi.To,co teraz napiszę,może się wydać dziwne,ale
    dziewczyny,opamiętajcie się,bo jak mówi pan Eichelberger,
    bycie matką dotyczy przede wszystkim serca,a nie macicy.
    Jestem kobietą i BĘDĘ MATKĄ,choć pewnie nigdy sama nie
    urodzę dziecka.
    Z pozdrowieniami.Ania.

    #132059

    bogna

    Re: obsesja

    Droga Aniu,
    Podziwiam Cię, że potrafisz to głośno powiedzieć i że jesteś tak bardzo o tym przekonana, że bycie matką dotyczy serca, nie macicy. Ja ciągle waham się pomiędzy stanowiskiem : wlaczyć do upadłego kosztem zdrowia i małżeństwa, czy postarać się o adopcję. Myślę, żew równym stopniu potrafiłabym moją miłością obdarzyć dzieckjo adpotowane, jak i urodzone, bo przecioeż to chyba jest tak, że uczysz się prawdziwej i głębokiej miłości patrząc jak dziecko rośnie, usmiecha się, zaczyna mówić do ciebie mamo, kiedy jesteś z nim i uczestrniczysz w jego osiągnięciach i porażkach. Niestety mój mąż ma inne stanowisko – powiedział, że dla niego adopcja to jest najbardziej ostateczna ostateczność. Ja mogłabym mieć i urodzonei adoptowane i wcale nie chodzi tu o pójście na łatwiznę. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo zrealizowanej miłości. Bogna



    #132060

    aga10

    Do aniutki i innych

    NIe sądzę, aby moje dążenie do posiadania własnego potomstwa było wynikiem „myślenia macicą” – jest to dość brutalne uproszczenie problemu, który nas dotyka. Każdy ma prawo podejść do tego problemu tak jak uzna to za stosowne, co zresztą widać w dość zróżnicowanych poglądach prezentowanych na tym forum. Ja również mam swoje podejście do problemu, które ewoluuje wraz z moimi kolejnymi doświadczeniami medycznymi i odbieraniem róznych psychicznych bodźców, i z pewnością obecnie mam dużo więcej dystansu niż np. 2 lata temu. Ale nie potępiam nikogo, kto myśli i robi inaczej, i nie próbuję na siłę „przywołać go do porządku” tak jak to zrobił pan E w sposób zupełnie beznamiętny i bezwględny. Twoje doświadczenia są takie, że oboje dośc szybko zdecydowaliście się na adopcję i to jest wasz wybór i sposób na rozwiązanie problemu, inni mają inny sposób, może nieskuteczny, ale innego w danej sytuacji nie widzą. NIe można nikogo przekonać „na zawołanie” – przestań próbować, po co ci to, zaadoptuj. NIe neguję całkowicie tego, co powiedział pan E – z pewnością trochę ładu i równowagi przydałoby się w naszym życiu, i trzeba nad tym również popracować, żeby nie doprowadzić się to autodestrukcji, ale każdy musi mieć trochę czasu (jedni więcej, drudzy mniej), żeby do takich czy innych decyzji dojrzeć.

    #132061

    aska

    ja też

    Hej Aniuta,
    ja też myślę podobnie jak Ty, ale jednocześnie zgadzam się ze stanowiskiem Agi, że każdy potrzebuje czasu, żeby dojrzeć do decyzji o adopcji.
    Ja też będę mamą :-). Już postanowiliśmy z mężem, że jeśli w ciągu roku nie zajdziemy w ciążę, to idziemy do ośrodka adopcyjnego.
    Wreszcie czuję, że stąpam po twardym gruncie a życie nabrało kolorów.

    #132062

    malgosia

    do Aśki

    Asiu mam wrazenie, ze słysze siebie. Tez czekam rok, a potem rozmowy o adopcji. Tylko u nas mój Mś jeszcze nie wyraził ostsecznej zgody, tzn. niezastanowił sie do konca.Mam więc rok. Może wiele osób powie, ze warto poczekać, jeszcze kilka rzeczy sprawdzić, ale w moim przypadku jest tak, ze ja musze miec na końcu drogi dziecko . niewazne czy będzie to dziecko wujęte z mojego btzucha, czy urodzone przez kogoś innego. DZIECKO , które wychowam i naucze go wszystkiego co umiem. Myśle, ze mnie rozumiesz? M

    #132063

    aska

    do Małgosi

    Małgosiu, rozumiem Cię doskonale :-). Ja już nawet zaczęłam się przgotowywać do macierzyństwa. Tak jak pisałam na forum gazeta odgracam mieszkanie (żeby zrobić miejsce dla maluszka :-)) i czytam literaturę na temat wychowania niemowląt i dzieci. Nawet nie wiedziałam, że to wszystko tak pozytywnie wpłynie na moją psychikę. Polecam 🙂



    #132064

    malgosia

    Do Aśki

    Wiem Asiu, ja też zaczynam powoli myślec w ten sposób. Pomyśl, za rok będziemy miłay przaterty szlak prze Ewę . Caluski, Malgosia

    #132065

    tosia

    Re: obsesja

    aniuta zgadzam się z Tobą. 3 lata temu (po czterech latach małżeństwa i 3 latach leczenia) postanowiliśmy z mężem adoptować dziecko, jesteśmy zarejestrowani w ośrodku katolickim, pzreszliśmy wiele kolejnych etapów. stwierdziłam że, tak jak ty, przede wszystkim chcę mieć dziecko a leczenie może potrwać jeszcze parę lat a ja chciałam mieć dziecko jako młoda mama(miałam wtedy 26 lat), doszłam do wniosku że zapewne Bóg (jestem katoliczką) chce żebym adoptowała, że tak właśnie wyglądać będzie moje macierzyństwo, i uwierz mi kiedy sobie to uświadomiłam kamień spadł mi z serca, naprawdę się uspokoiłam, to było jak lekarstwo, poczułam że znalazłam wyjście z sytuacji, chciałam oczywiście dalej starać się o biologiczne dziecko ale już z jednym dzieckiem przy boku. niestety moja mama zdecydowanie się przeciwstawiła a ja nie chciałam wprowadzac do skonfliktowanej rodziny maleństwa które i tak już dużo przeszło. i tak minął rok, rozpoczęłam na nowo badania, zrobiłam hsg, podeszłam do insemincji, zaszłam w ciążę, urodziłam cudowną córeczkę (ma 14 miesięcy) bez której nie wyobrażam sobie życia…i dalej chcę adoptować.
    kiedyś ktoś powiedział że dzieci adoptowane nie są z naszego brzucha tylko z naszego serca, bardzo mi się to podobało, trzymam kciuki
    pozdrawiam magda

Postów wyświetlanych: 8 - od 1 do 8 (wszystkich: 8)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close