Opis porodu – nareszcie się zmobilizowałam!!

A oto “krótki” opis.Dla tych, co dobrną do końca order z kartofla!

Termin minął 9 czerwca. Z każdym kolejnym dniem byłam coraz bardziej zniecierpliwiona! Od ponad tygodnia miałam rozwarcie na 3 cm i żadnych skurczy przepowiadających. W czwartek 10 czerwca odwiedziliśmy ordynatora. Zapytaliśmy czy jest jakieś przeciwwskazanie do przyśpieszenia porodu……miałam wcześniej problemy z przepływami łożyska i pępowiny(wykazało na USG dopplerowskim)…….obawialiśmy się przenoszenia. Miałam się stawić w sobotę na oddział na badanko! Tego dnia lekarz stwierdził, że mógłby wywołać akcję ale cały personel operacyjny wybył i w razie komplikacji trzeba by sciągać wszystkich z urlopów. Woleliśmy nie ryzykować. Dostałam kolejną datę 14 czerwca na kontrolę. Rozwarcie nadal na 3 cm, KTG w normie. Miałam zostać na oddziale do 15 czerwca na obserwacji. Nie zgodziłam się. Mieszkam 1 km od szpitala …..w razie czego dałabym radę nawet dojść pieszo:).15 czerwca stawiłam się o 7:45 na izbę przyjęć. Jak wiadomo biurokracja “najważniejsza”. Przeciągnęło się do 8:15.Kiedy podłączyli mnie na KTG mężuś toczył ciekawą jak się później okazało rozmowę z wychodzącą ze szpitala moją znajomą. Usłyszała rano, że jak się stawię na oddział to od razu mi podają oksytocynę. Andrzej(mężuś) nie poinformował mnie(nie chciał mnie stresować).Leżałam w niepewności całe 30 minut pod aparaturą i zastanawiałam się czy dziś urodzę czy zostanę na obserwacji! KTG nie wykazało żadnego skurczyka. Na szczęście dzień wcześniej “pomerdałam” sobie szyjkę paluszkiem co dało efekt :)……….po badaniu okazało się, że mam 4 cm rozwarcia.
….Zaprowadzono mnie na porodówkę, podłączono pod dopalacze-przyśpieszacze, kazano leżeć i liczyć skurcze!!!! Leżeć, bo jak się okazało stanie nie było wskazane! Podczas jakiegokolwiek ruchu kroplówka przestawała lecieć a rurka wypełniała się krwią(cóż…..nie stać szpitala na lepsze wenflony).Wysłałam mężusia do domku na obiadek! Całe szczęście, że chociaż on się najadł:)…..Bo z tego liczenia skurczy nic nie wynikało! Do godziny 15 nie odnotowałam nic nadzwyczajnego! Rozwarcie też nie postępowało. Postanowiono przebić pęcherz płodowy. Dodam Tu, że od rana siedziała z nami(ze mną i mężem) położna ze szkoły rodzenia, która prosiła o cynk jak się zacznie coś dziać:)….co chwilkę wpadała koleżanka której akcja toczyła się szybciej niż moja. Co prawda miała tylko1 cm ale wody sączyły się od rana. Urodziła dopiero 23 godziny po mnie! Ale wracając do tematu:)
…Był z nami również super lekarz o którym słyszałam różne teorie……miło się zaskoczyłam! Okazał się bardzo sympatyczny, dowcipny i znał się na tym co robił! Przez cały poród mówił do mnie „Słoneczko, Kochanie”. Przed przebiciem pęcherza śmiałam się do rozpuku…………co wprawiało wszystkich w zdziwienie. Komentowali moje zachowanie w zabawny sposób. Mówili, że już niedługo przestanę się tak śmiać, będę przeklinać i błagać o znieczulenie…:D….Oczywiście z Tego też się nabijałam. Podczas tego zabiegu nogi dygotały mi z emocji. Nie mogłam się opanować…..śmiałam się a jednocześnie wiedziałam, że nie ma wyjścia, trzeba urodzić! Poczułam ciepełko na udach….takie przyjemne. Po minucie zaczęłam czuć skurcze, nie dość silne, ale upierdliwe. Później rosły z siłą wodospadu….:P……..Leżałam na łóżku, czekając na postęp akcji. Co chwilkę przychodził Wojtek(lekarz)sprawdzając postęp całej sprawy. Kręcąc palcami po szyjce, prowokując jej rozwarcie(nie bolące ale dość nieprzyjemne uczucie-jak seks bez nawilżenia)z sześciu na osiem cm pytał czy boli……odpowiadałam z uśmiechem na ustach, że prawie orgazm:).No cóż….zawsze w ekstremalnych sytuacjach staram się mieć poczucie humoru-choć nie zawsze mi to wychodzi:)Kiedy kolejny raz wwiercał się jak wiertarka udarowa mówiłam mu, że pierdnę…..nie zwracał uwagi…….to ja mu pryyyk centralnie w nos…..z tekstem ”ostrzegałam”. Kiedy Natusia przemieszczała się w kanale rodnym skończył się miły, nie przeszkadzający ból, zaczęła się wielka pardubicka. Zaczęłam sapać(jak uczyli nas w szkole rodzenia) jak trzydziestoletni wierzchowiec który przypadkiem znalazł się na torze wyścigowym a ambicje nie pozwalają mu na wycofanie się z biegu. Kręcąc przy tym komicznie tyłkiem na prawo i lewo w pozycji na pieska! Nie przeszkadzało mi, że wyżej opisywana koleżanka stała za mną, gapiąc się na całą akcję…..no cóż mogła jedynie zobaczyć co ją czeka :D….Ciągle leciały ze mnie zielone wody…Tak zielone…Natusia miała już pierwszą kupkę za sobą. Jedyne co mi przeszkadzało to smród krwi……byłam umazana po uszy, a zapach nie przypominał miesiączkowej, a prześmiergniętej ze starości wątróbki w sklepie mięsnym(strasznie nie lubię Tych części jadalnego mięsa).Tętno malutkiej sprawdzał mój mąż po każdym skurczu, nie wykazywało żadnych spadków, ani wzlotów. Natusię widocznie mało interesował szum jaki się dział wokół jej małej osóbki. Magiczne 10 cm pojawiło się! Córeczka niestety nie zeszła jeszcze do samego ujścia a ja nie miałam skurczy partych. Poproszono mnie o próbę parcia ”na sucho”. Jak się zaparłam jak posapnęłam…..to kazali mi przestać bo nie uda się pediatrze dobiec z innego oddziału(jeszcze po niego nie zadzwonili).Parcie wspominam najgorzej. Świadomość pękania Tej partii swego zmęczonego ciała nie pozwalała mi przeć dostatecznie mocno. Mogłam się wysilić a pewnie! ale nie mogłam sobie wyobrazić (a tak! myślałam w trakcie parcia!….no cóż czasem mi się uda pomyśleć)jak ona ma wyjść! Parłam około pół godziny za każdym razem czułam, że kolejny raz gdzieś się pruję. Nie czułam skurczy partych……mogłabym w ogóle nie przeć bo nie czułam bólu! Wiedziałam, że nie mogę zaprzestać, Natusia mogłaby się poddusić. W trakcie myślałam o tym, że nie chcę okupkać lekarza Aaaaa….jednak opowieści dziewczyn, że w takim momencie się o Tym zapomina nie okazały się w moim przypadku prawdą! Położna, Wojtek , i pielęgniarka kazali mi na siebie krzyczeć. Mówić mi, że ich nienawidzę. Miałam myśleć o tym, że to oni mi sprawiają ból i w złości przeć….no cóż…..moje myśli biegły w innym kierunku…..zastanawiałam się dlaczego miałabym ich nie lubić i dlaczego tak bredzą! bbuhahaha! Ale miałam myśli…no cóż. Między skurczami całowałam mężusia i mówiłam mu jak bardzo Go Kocham(znajomi, rodzinka, przekonywali mnie dzień wcześniej, że będę Go wyzywać od najgorszych-nic podobnego)
Pod koniec parcia usłyszałam swój zwierzęcy krzyk……trudno jest urodzić(bądź jak kto woli wykupkać) coś wielkości dużego melona! Kiedy usłyszałam, oo jest główka….nie mogłam uwierzyć. Chwilkę ciszy, chlup i Natka była na świecie! Odsysanko, pierwszy krzyk i już miałam ją na brzuchu! Była taka ciepła! Wręcz gorąca! Śliska, a przede wszystkim piękna! Osiusiała mnie na powitanie! Wtedy ból odszedł w niepamięć! Nic nie czułam! Widziałam obok siebie dwie najbliższe mi istoty(męża i córeczkę)niczego więcej nie było mi trzeba! Malutka poszła na mycie a mnie czekało urodzenie łożyska! Nie bolało. Niestety nie odeszło całe, musiałam być łyżeczkowana. Lekarz poinformował mnie, ze będzie bolało…..no cóż……czułam To jako skaczący brzuch we wszystkie strony…..nawet mi się śmiać chciało .Nie taki wilk straszny jak Go malują! Znieczulenie szyjki nie zadziałało a samo dziabanie igłą ze środkiem przeciwbólowym było bardziej bolesne niż To całe zniesławione szycie! Na zewnątrz też bez znieczulenia……nie czułam nic!
….Pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze! Cztery godziny po porodzie chciałam iść do toalety……byłam wyczerpująco zajęta rozmową z siostrą która mnie prowadziła, że nawet nie zauważyłam, iż straciłam przytomność :D….usłyszałam: „Krysia, Krysia chodź tu szybko ”Skomentowałam To tak: ”ale ja przecież jeszcze idę ”myśląc po co mi Ta Krysia…..aż tu otwieram oczy i co widzę ?Swoje nogi leżące na ziemi…bbuhahahah ale miałam ubaw! …..Zajęłam drugie i jedyne wolne łóżko koleżance która posapywała 23 godziny po mnie(dwuosobowe sale).Urodziłam we wtorek o 18:23 a wyszłam w piątek o 11.Natusia ważyła 3550, mierzyła 56 cm. Straciła jedyne 100 gram ze swej urodzeniowej wagi zanim wyszłyśmy ze szpitala! Polecam wszystkim parom wspólne porody !!!!!!!.Mężuś okazał się bardzo pomocny………podawał wody na każde moje skinienie, szminką smarował suche od głębokich oddechów usta, całował w głowę, przemawiał czule, spinał rozczochrane włosy….poczym zabierał spinkę i tak w kółko. Pstrykał ku mojej radości foteczki na pamiątkę:)…nagrał również film(oczywiście bez drastycznych ujęć)przedstawiający Natusię i mnie dwie sekundy po narodzinach. Moment odsysania ryjka( widać moje nóżki z profilu), kładzenia na brzuch i przytulania małego płaczusia !Oczywiście przecinał pępowinę! Był bardzo dzielny…..tęga kobieta która za nim stała do asekuracji nie była mu potrzebna:).Kiedy odpoczywaliśmy w trójkę na sali porodowej przez dwie godzinki…….powycierał mnie, przytulał, mówił jaki jest szczęśliwy, robił pamiątkowe zdjęcia, mówił, że kocha! Jedne z najwspanialszych chwil w moim, Naszym życiu! W jego oczach od samego początku widać było tyle miłości do Naszej córeczki! To on ją kąpie, kremuje, daje smoczusia uspokajacza, gra na gitarze. Szuka jej przez sen w naszym wielkim łóżku. Budzi się na jej kwilenie. Jest wspaniałym tatusiem i meżem :)…..Słoneczko….będziesz czytał Ten opis! Wiedz, ze Bardzo Cię Kocham!
…..

Natalka

3 odpowiedzi na pytanie: Opis porodu – nareszcie się zmobilizowałam!!

domi2004-08-10 21:24:18

Re: Opis porodu – nareszcie się zmobilizowałam!!

Piękny opis I wielkie gratulacje! Wzruszyłam się strasznie, zwłaszcza, że mam podobne usposobienie do Twojego i też jestem tak blisko ze swoim mężem Mam nadzieję, że mój poród będzie podobny do Twojego
Buziaki

Dominikka +

mygdu2004-08-11 16:09:33

Re: Opis porodu – nareszcie się zmobilizowałam!!

Muszę przyznać że dawno się tak nie uśmiałam, naprawdę opisałaś to rewelacyjnie i superr podeszlaś do całęj sprawy. Gratuluję córci:)

Mygdu trzy aniołki i Amelka w brzuszku (18.11.2004)

iwonek2004-08-12 08:49:34

Re: Opis porodu – nareszcie się zmobilizowałam!!

po prostu nie mogłam sie powstrzymać i musiałam napisać kilka słów;-) w końcu należy mi się order z kartofla, hi hi hi
naprawdę rozbawiłaś mnie do łez a z drugiej strony bardzo wzruszyłaś. To wszystko dopiero przede mną, ale już się zaczynam..bać. Sobie życzę takich wspomnień “porodowych” a Tobie i Twojej rodzinie dużo szczęścia. gratulacje 😉

Iwonka i dzidzia (27.01.05)

Znasz odpowiedź na pytanie: Opis porodu – nareszcie się zmobilizowałam!!?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasze związki
moja historia
Witam kochane forumowiczki Mam dzisiaj szaleńczą ochotę podzielić się z Wami moją historią. Z moim mężem poznaliśmy się +/- 2 lata temu. Dokładnie 31 lipca wymieniliśmy ze sobą pierwsze maile.
Czytaj dalej
Noworodek, niemowlę
male dziecko i praca - prosba
hej! mam zapytanie czy nie znacie jakis linkow na temat rozstania z dzieckiem w pierwszych trzech latach jego zycia? chcialabym sie dowiedziec jak to wpływa na dziecko? o ile gorsza jest opiekunka
Czytaj dalej