Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)
  • Autor
    Wpisy
  • #43648

    gacka

    Niedziela 29.02.2004 r. wczesny wieczór – dzień w którym po raz pierwszy od ponad miesiąca nie wzięłam Fenoterolu (zgodnie z zaleceniami lekarza). Zaplanowałam na ten dzień pakowanie torby do szpitala. Nie chciałam robić tego wcześniej, bo jakoś tak sobie myślałam, że wcześniejsze spakowanie oznaczać będzie, że już chcę rodzić, a chciałam doczekać co najmniej do 38 tc. Przypomniałam sobie, że w tv właśnie „leci” serial Czterdziestolatek. W związku z tym odłożyłam kąpiel na później, ale przyniosłam sobie do pokoiku miseczkę z wodą i zaczęłam depilować nogi (tak było mi najwygodniej), a na poniedziałek miałam umówioną wizytę kontrolną u ginka więc chciałam jakoś na koniec ciąży wyglądać. Po filmie poszłam pod prysznic. Zastanawiałam się, czy myć włosy, bo już jest dosyć późno, a moje długaśne włoski długo schną. Stwierdziłam jednak, że umyję, bo jutro wizyta u ginka. Po kąpieli doszłam do wniosku, że jednak spakuję torbę. Chyba coś w podświadomości mnie pchało do wszystkiego, co w ten wieczór robiłam. Torba spakowana, aha – zapomniałam włożyć w nią białe skarpetki. Zrobię to jutro. Do 23:00 siedziałam na Forum, później przyszłam do pokoiku, popatrzyłam w tv i o północy zamknęłam oczy. Miałam dziwny sen. Nie pamiętam o czym on był, ale wiem, że było to dziwne, nieznane mi odczucie. Otworzyłam oczy i w tym samy momencie poczułam wypływające ze mnie miłe ciepło. To były wody. Byłam jakby w półśnie, ale nagle do mnie dotarło, że zaczął się mój poród. Była godzina 0:40. Obudziłam słodko śpiącego męża (trochę mi to czasu zajęło, bo nie chciałam panikować, a poza tym nie mogłam się za bardzo ruszać, bo wody wypływały ze mnie w ogromnych ilościach). Mąż mój nie wiedział na początku co ja do niego mówię. Gdy to do niego dotarło zaczął lekko panikować. Uspokajałam go. Sama byłam zdziwiona, że jestem tak opanowana. Boże – nie sądziłam, że wód płodowych będą takie ilości:)))Potrzebna była miska. Siedząc na niej zadzwoniłam do położnej. Cichym głosem powiedziała, że w ciągu 2 godzin mam przyjechać do szpitala. Kolejny telefon wykonałam do mamy i zaczęłam powolutku przygotowania do wyjazdu na porodówkę. Przypomniałam sobie o skarpetkach – szybko wrzuciłam je do torby. W związku z tym, że do szpitala mamy 5 minutek, postanowiłam włączyć komputer i nadać wiadomość o porodzie na Forum. Powoli zaczęłam odczuwać lekkie skurcze (ból przypominający ten miesiączkowy, ale dużo mniej dotkliwy). Jednak częstotliwość tych skurczyków zaczęła być dość regularna – co 5 minut. Około 2:00 zaczęłam lekko krwawić więc postanowiłam już dłużej nie czekać i pojechaliśmy do szpitala. Izba przyjęć – spisano moje dane, kazano przebrać się w strój do porodu, zmierzono ciśnienie, zbadano tętno Julki i na wózku zawieziono na porodówkę. Tam podłączono mnie pod ktg. Mąż (niewiedzieć dlaczego) miał czekać na korytarzu. Jednak ja nie wiedziałam dlaczego, w końcu mamy rodzić razem, poprosiłam położną, by go zawołała. Przyszedł tatuś ubrany w zielony fartuch i jakoś milej mi się zrobiło. Badanie ktg trwało prawie godzinę. O 3:00 przyjechała moja położna. Ja już powolutku zaczynałam odczuwać silniejsze skurcze, a rozwarcie miałam dopiero na 2 cm. Podłączono mi kroplówkę z płynami nawadniającymi. Marzyłam o tym, by móc wstać z tego łóżka. Położna mi na to pozwoliła. Zaczęliśmy z mężem spacer po pustym, cichym korytarzu szpitala. W jednej ręce trzymałam dłoń męża, a drugą ręką pchałam stojak z kroplówką. Na początku udawało mi się chodzić w czasie skurczu, później już musiałam przystawać. Jak dobrze, że Marcin był ze mną – trzymał mnie za rękę, podpierał, ale nic nie mówił – i dobrze. Położna zawołała mnie do zbadania tętna Julki. I namówiła mnie na Dolargan. Bałam się tego, bałam się reakcji mojego organizmu na ten lek, bałam się o Julkę, ale położna obiecała, że nic złego się nie stanie. Dostałam zastrzyk w pupę. Po chwili poczułam się tak, jakbym wypiła trochę alkoholu, ale skurcze nie stały się mniej dotkliwe. Byłam lekko otłumaniona. Położna zaproponowała mi skakanie na piłce. Skusiłam się. Całkiem fajna sprawa, ale sens piłki jest taki, by na niej skakać w trakcie skurczu. Gdy spróbowałam to zrobić szybko stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie. Skakanie na piłce powodowało u mnie mocniejsze odczuwanie skurczów. Stwierdziłam, że rezygnuję i wracam do spacerku po korytarzu. Podłączono mi drugą kroplówkę. Sądziła, że to również jakieś nawadniające, ale się myliłam. To była oksytocyna. Na szczęście dopiero na wypisie ze szpitala odkryłam, że dano mi oksytocynę, bo jak znam siebie to strasznie bym panikowała, że dają mi coś, co spowoduję, że bóle będą szybko mocne i bolesne. Dostałam także 3 czopki ze Skopolanem. Po nich poczułam ochotę na kupkę, ale nie mogłam tego zrobić, bo czopki nie zdążyły jeszcze zadziałać. Nagle skurcze zaczęły przybierać na sile i częstotliwości. Zaczęłam marzyć o zzo. Poszłam więc do mojej położnej i stwierdziłam, że ma mi je podać. Pobrano mi krew, by stwierdzić jak szybko ona krzepnie – warunek podania zzo. W momencie pobierania krwi rozwarcie miałam na 4 cm więc idealne do podania znieczulenia. I nagle się zaczęło – skurcze nabierały siły w przerażającym tempie i spacer po korytarzu już przypominał pełzanie. Nagle poczułam, że muszę zrobić kupkę – nie obchodziły mnie już czopki. Po tym odczułam lekką ulgę, ale nie na długo. Pora była wracać na łóżko porodowe, bo już chodzenie mnie drażniło. Nie wiem nawet, która to była godzina, bo zamknęłam oczy i marzyłam o zzo. Co chwilkę pytałam położnej kiedy wreszcie mi je podadzą, ale stale słyszałam, że nie ma jeszcze wyniku badania krwi. Boże – jak ja się wkurzałam, że to tak długo trwa, no bo ile można czekać na wyniki??? Podłączono mnie znowu pod ktg, a w rękę wbito jakiś lek, po którym mogłam mieć zaburzenia wzroku i kołotania serca. Oczywiście wystąpiło u mnie zaćmienie w oczach, ale jakoś było mi to obojętne. Już gdzieś odpływałam, już nie miało to dla mnie znaczenia. Ból ogarniał mnie całą. Podsunięto mi tylko jakąś kartkę, gdzie miałam się podpisać, że zgadzam się na zzo. Nagle położna przychodzi i oznajmia mi, że są już wyniki. Jezu – już koniec mojej męki, już za chwilkę poczuję ulgę, jeszcze momencik. I słyszę słowa położnej – nie możemy podać zzo z 2 powodów. Pierwszy – wynik krwi jest zły – za długo krzepnie moja krew i nikt nie zdecyduje się na podanie mi znieczulenia z takim wynikiem, a drugi powód to taki, że rozwarcie jest już na 8 cm więc i tak już za późno…
    JEZU – oszukali mnie, zabrali mi jedyną nadzieję, że za chwilkę poczuję ulgę, zabiję ich wszystkich…Nienawidzę świata, nienawidzę…
    Usłyszałam tylko, że Marcin ma zacząć liczyć, co ile minut mam skurcze. Wychodziło, że co 2 minutki. Zeszłam jeszcze z łóżka na piłkę, bo położna stwierdziła, że to super działa. Po dwóch podskokach stwierdziła, że mają sobie sami skakać na tej piłce, a ja chcę cesarkę, bo nie wytrzymam. Usłyszałam tylko szczery śmiech mojej położnej, która stwierdziła, że za chwilkę urodzę i to własnymi siłami. Nie wiem jak to się stało, że znalazłam się znowu na łóżku i nagle poczułam, że rodzę. Nie umiem opisać, jak to czuć. Po prostu to się czuje. Wiem tylko, że krzyknęłam – Ja rodzę. Przyszła położna, zapalono światło, wjechał jakiś wózek z narzędziami i położna mnie zbadała. Usłyszałam – no to rodzimy. Instrukcja pozycji, którą miałam przyjąć przy parciu wydała się mi niewykonalna. Miałam złapać się rękoma za uda i przyciągnąć je do siebie, a Marcin miał dopychać mi plecy. Ona chyba zwariowała – jak ja mam się złapać w tych bólach, z tym wielkim brzuchem za nogi i jeszcze je przyciągnąć do siebie, jak ja nie miałam siły??? Ale jakoś nawet mi się to udało. I poczułam, że coś mi prze, że ja muszę przeć. Nabrałam powietrza w płuca i zaczęłam przeć. Niestety – parcie poszło „w kosmos”. Ale moment i czuję kolejne parcie. Zaparłam się, że to będzie teraz. Nabrałam powietrze i parłam. Czułam jak przechodzi główka – dokładnie to czułam, a to dodało mi sił, by przeć jeszcze mocniej, by pomóc Julce wyjść na świat. Usłyszałam – ale piękna blond główka idzie…
    Za trzecim parciem urodziłam. Poczułam jak Julka wydostała się ze mnie i za kilka chwil usłyszałam ją. Boże – co ja wówczas czułam!!! Tata nie odważył się przeciąć pępowiny, więc zrobiła to położna i za chwilkę miałam Julkę w ramionach. Nie opiszę uczucia jakie wówczas we mnie było, bo nie znam słów, które mogłyby to opisać. Szczęście, radość – to są za małe słowa. To coś bardziej cudownego. Moje dziecko. Pamiętam tylko, że pierwsze moje słowa jak wiedziałam, że już Julka wyszła to – czy to jest dziewczynka, czy to jest moja Julka??? Usłyszałam – tak, to dziewczynka – Pani Julka.
    Potem mi ją zabrano, zmierzono, zważono i przynieśli owiniętą w płócienne prześcieradełko. Leżała na mojej piersi i spała. Była najcudowniejsza, najwspanialsza, moja… Była godzina 5:40.
    Co mnie bardzo zadziwiło w trakcie tego porodu – w momencie jak Julka się urodziła ból, w którym dotychczas leżałam odszedł jak ręką odjąć – tak nagle go nie było, tak nagle poczułam ulgę. To jest właśnie najdziwniejsze – w momencie jak matka zobaczy swoje dziecko pierwszy raz zapomina o całym tym bólu, o tym wszystkim przez co przed chwilką przechodziła i mogę potwierdzić – dziś tego bólu już nie pamiętam.
    Julka ma już miesięc i 3 dni. Jest cudowną Kruszynką, która pojawiła się w naszym życiu i którą kocham ponad życie.

    Zanim zostałaś poczęta, pragnęłam Cię
    Zanim się urodziłaś, kochałam Cię
    Zanim minęła pierwsza minuta Twego życia byłam gotowa za Ciebie umrzeć…….

    Duża buźka

    Gacka i Julka – Kochana Córka (01.03.04)

    #569635

    anet

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    ach z zapartym tchem czytalam opis Twojego porodu – masz racje to takie cudowne uczucie kiedy dziecko przychodzi na swiat!!!
    pozdrawiam cieplutko i duuuuuuza buzka dla Julci

    Aneta + Agniesia (7.07.02) + Adrianek(3.01.04)



    #569636

    skate130

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    :)…. wzruszyłam się, dzieki takim opisom poród nie wydaje mi się byc takim koszmarem 🙂 Ucałuj Słodka Julcię 🙂

    #569637

    agnieszka24

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    Piękne…. jeszcze mi łezki kapią na klawiaturkę:)
    PZDR!

    Agnieszka i Michałek

    #569638

    dagi

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    ja sie poplakalam…gratuluje i zycze wszystkiego dobrego!!!!

    #569639

    ciku

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    Ja sie tez poplakalam

    Ciku i Kacperek – 12 luty 2004



    #569640

    karmiza

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    Raczej nie zaglądałam na forum o porodach a już na pewno nie czytałam jego opisów. I bałam się, i nie miałam ochoty jakoś tam się nastawiać.
    Dziś to był debiut.. :)) I nie żałuję.
    Zryczałm się jak bóbr….
    I mimo, że się trochę obawiam – nie mogę się doczekać. Może też umyję głowę….

    Karolcia i majowa Tosia

    #569641

    baby

    No i sie poryczalam 🙂

    No i sie poryczalam …..

    Mam nadzieje ze sama od tego nie urodze bo to dopiero 32 tydzien 🙂

    ….. ale sie wzruszylam ……

    Baby+Julia

    #569642

    chilli

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    przeczytaj opis porodu bruni (narodziny filipka czy jakoś tak – wklep w wyszukiwarkę) to padniesz ze śmiechu dla odmiany :-)))
    Aczkolwiek na koniec czekają cie łzy wzruszenia.

    madzia z wiktorią (10.03.04)

    #569643

    bramka

    Re: Opowiem Wam jak było-tak rodziła się Julka

    Ja sie tez poryczalam.. buuuuu!

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close