Parę pytań po poronieniu

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)
  • Autor
    Wpisy
  • #100985

    eziee

    Hej, .

    Zacznę może od wstępu:

    Mam 26 lat.

    Wiosną – (koło marca/kwietnie) odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i po 3 miesiącach zaczęliśmy starania o dziecko.

    Ostatnia miesiączka zaczęła się 31 lipca, kolejna powinna zacząć się 28 sierpnia, ale już od owulacji czułam się „dziwnie” i byłam strasznie zmęczona. Okres nie pojawił się w terminie, więc zrobiłam tzw „wczesny” test, który bardzo niewyraźnie (bardzo blada linia) wskazywał na ciążę.

    2 test zrobiłam dzień później, nie był dużo wyraźniejszy, ale w między czasie doczytałam, że blady wynik pozytywny to i tak wynik +. Kolejny test po ponad tygodniu od dnia kiedy powinnam mieć okres też był pozytywny.

    Wizyta u ginekologa zakończyła się informacją, że na wizytę za wcześnie i proszę wrócić w 8-10 tygodniu.

    Przez cały 5 tydzień miałam dość łagodnie skurcze. Zdążyłam doczytać, że jest to normalne i spowodowane powiększaniem się macicy.

    Pod koniec 5 tygodnia miałam łagodne objawy zapalenia pęcherza, które ustąpiły po 1-2 dniach.

    W pierwszych dniach 6 tygodnia skurcze się nasiliły (do 5-6 na skali 0-10) i w zeszłą niedzielę zauważyłam brązowe plamki na bieliźnie. Ponieważ w niedzielę i poniedziałek moja przychodnia była zamknięta, zadzwoniłam do szpitala z pytaniem co dalej – zalecono mi obserwowanie sytuacji i wizytę na pogotowiu jeśli zacznę krwawić, a we wtorek do lekarza.

    We wtorek rano w gabinecie dowiedziałam się, że moje objawy są normalne, to pierwsza ciąża, mogę być trochę przewrażliwiona, itd. Nie dostałam się do lkarza – rozmawiałam z pielęgniarką. Wymusiłam skierowanie na badanie poziomu hCG, które zrobiono koło 9 rano.

    Tuż po badaniu dostałam bardzo silnych skurczów i krwawienia (płynna, jasno czerwona krew). Więc po szybkim powrocie do gabinetu gin, ta sama pielęgniarka oznajmiła mi, że to nic takiego, i jeśli to nie zwykły okres (nie za bardzo wierzyła, że jestem w ciąży) to tylko poronienie w toku, mam iść do domu. Więc rycząc jak bóbr, zapytałam co dalej – bo ból był bardzo silny, nie dostałam żadnej odpowiedzi oprócz „będzie dobrze, wydali to pani sama”. Wróciłam do domu, i po jakichś 4 godzina skurczów i biegania do toalety z przekrwionymi podpaskami, mąż zawiózł mnie do szpitala, gdzie po kolejnych kilku godzinach czekania, rzeczywiście poroniłam… zrobili mi badania krwi i 2 USG (zewn. i wewnętrzne).

    Wreszcie dostałam wyniki pierwszego (porannego) badania krwi – hCG 47. Drugie badanie, ok 12 godz. po pierwszym, i już po poronieniu wynosiło 38.

    USG nie wykryło pozostałości w macicy i wykluczyło ciążę pozamaciczną. Nie miałam zabiegu łyżeczkowania, od 2 dni krwawienie wygląda prawie jak normalna miesiączka.

    Jutro mam kolejne badanie poziomu hCG, ale wyniki dostanę dopiero w poniedziałek podczas wizyty u mojej lekarki.

    Ponieważ do poniedziałku mam jeszcze parę dni, chcę się do wizyty dobrze przygotować. Od ok roku mieszkam w Stanach, i po doświadczeniach z ostatnich kilku tygodni, obawiam się, że samo zadawanie pytań, niewiele mi pomoże i muszę trochę powalczyć o „swoje”.

    Moje pytania:

    1. O jakie testy powinnam poprosić?

    Nie chcę przesadzać, wiem, że po pierwszym poronieniu trudno uzasadnić badania genetyczne, itd., ale typowe wytyczne to odczekać 3 poronienia z rzędu przed jakimikolwiek testami… Nie chciałbym przechodzić przez to 3 razy, żeby wykryć infekcję, albo niski poziom progesteronu… z drugiej strony muszę pokryć część kosztów badań z własnej kieszeni, dlatego wolałabym się ograniczyć do tych najbardziej sensownych.

    Testy o których myślałam to:

    – Poziom progesteronu – choć z drugiej strony, położna z którą rozmawiałam powiedziała mi, że zmęczenie w pierwszych tygodniach ciąży to właśnie „efekt uboczny” zwiększonej produkcji progesteronu.

    – Badania na obecność zakażeń: Chlamydia trachomatis, Listerioza, Toksoplazmoza, Ureaplasma species, Mycoplasma genitalium, Mycoplasma hominis,

    – Badanie ginekologiczne pod kątem wad w budowie macicy – czy sonogram wykrył by takie wady? w ciągu ostatniego roku miałam dwa badania – jedno teraz, i jedno na początku roku, pod kątem cysty na jajniku, której po 2 tygodniach od zlecenia badania nie wykryto.

    – Przeciwciała – moja grupa krwi to 0Rh-, mój mąż to A albo B i w 90%+ (nie zna swojej grupy krwi, jego mama to 0+, tata AB +, przy czym mama nie pamięta, ale twierdzi, że raczej +). Wiem, że po pierwszej ciąży, kobiety z ujemnym rh dostają zastrzyki umożliwiające prawidłowy rozwój drugiej, ale nie wiem, czy wczesne poronienie kwalifikuje się jako ciąża w pełnym znaczeniu tego słowa.

    2. Czy po pierwszym poronieniu przejmować się problemami (auto)immunologicznymi? Z informacji znalezionych na różnych stronach czytałam, że przeciwdziałanie wystąpieniu powikłań, to zazwyczaj zażywanie małej dawki aspiryny. Czy powinnam poprosić o to lekarkę?

    3. Czy brak typowych objawów ciąży (mdłości, nadwrażliwości piersi), oprócz nadmiernego zmęczenia, może znaczyć o nierozwijającej się ciąży?

    Będę wdzięczna za rady i wskazówki. 🙂

    #2746118

    dorcia84

    Przepraszam, że to napiszę nie chcę Cie straszyć, ale skoro masz grupę krwi Rh -, to po poronieniu w ciągu 72 h powinnaś dostać zastrzyk z immunoglobuliny na wypadek gdyby wytworzyły się przeciwciała. Jeśli Twój mąż ma Rh+ i dziecko po nim miałoby grupę, to Twój organizm mógł zacząc wytwarzać przeciwciała atakujące płód. W pierwszej ciąży zazwyczaj nie jest ich tak dużo żeby zagrozić dziecku, ale w kolejnej już może to byc niebezpieczne dlatego podaje się ten zastrzyk zarówno po urodzeniu jak i po poronieniu. Teraz najważniejsze, żeby Twój mąż zrobił badanie na grupę krwi, bo jeśli się okaże, że on ma Rh + to macie niezgodność grup.
    Pozdrawiam i życzę aby mąż miał jednak Rh-



    #2746119

    eziee

    Huh. Możesz mi napisać czemu 72 i czy po tym czasie nie można już immunoglobuliny podać?

    Mam ewentualnie kilkanaście godzin i mogę jechać do szpitala w ciągu kilku najbliższych…

    #2746120

    dorcia84

    nie wiem dlaczego tyle, ale ja dwa tyg temu też poroniłam i tak mówili lekarze. Dla bezpieczeństwa kolejnej ciąży radziłabym Ci jechać

    #2746121

    eziee

    Dzięki za ostrzeżenie!
    Zadzwoniłam do mojego lekarza, znowu rozmowa z dyżurną pielęgniarką: „proszę się nie martwić i przyjść w poniedziałek na badanie, to dowie się pani co kiedy i gdzie”. Więc dla pewności zadzwoniłam na infolinię „położne 24/7”, i poradziła mi:

    1. Natychmiast do szpitala i domagać się zastrzyku.
    2. Zmienić ginekologa…

    #2746122

    irena

    Zamieszczone przez Eziee
    Dzięki za ostrzeżenie!
    Zadzwoniłam do mojego lekarza, znowu rozmowa z dyżurną pielęgniarką: „proszę się nie martwić i przyjść w poniedziałek na badanie, to dowie się pani co kiedy i gdzie”. Więc dla pewności zadzwoniłam na infolinię „położne 24/7”, i poradziła mi:

    1. Natychmiast do szpitala i domagać się zastrzyku.
    2. Zmienić ginekologa…

    Mysle,ze polozna z infolini ma racje. Ja pedzilabym do szpitala.
    Co to za jakas rozmowa z dyzurna pielegniarka???? Od tego jest lekarz,zeby Cie przyjac, zbadac i podac ci konkretne informacje na temat Twojego stanu!!!!!!
    Przez taka lekarke moje dziecko spedzilo prawie 2 tygodnie po urodzeniu pod respiratorem.



    #2746123

    dorcia84

    Zamieszczone przez Eziee
    Dzięki za ostrzeżenie!
    Zadzwoniłam do mojego lekarza, znowu rozmowa z dyżurną pielęgniarką: „proszę się nie martwić i przyjść w poniedziałek na badanie, to dowie się pani co kiedy i gdzie”. Więc dla pewności zadzwoniłam na infolinię „położne 24/7”, i poradziła mi:

    1. Natychmiast do szpitala i domagać się zastrzyku.
    2. Zmienić ginekologa…

    Cieszę się, że mogłam pomóc:)

    #2746124

    tori75

    witaj Eizee,

    przede wszystkim bardzo Ci współczuję przeżyć….. i tego, że trafiłaś na takich patałachów….
    Tak, jak pisze Dorcia – powinnas koniecznie dostać ten zastrzyk aminoglobuliny.
    Ja mam grupę RH-, mój mąż Rh+ i po poronieniu w drugiej dobie dostałam taki zastrzyk.
    Jest to ważne, ponieważ jeśli dziecko (w sensie zarodek) miało grupę Rh+ to Twój organizm w momencie wymiany krwi (a to mogło się zdarzyć w czasie poronienia) zaczyna wytwarzać przeciwciała, które jeśli pozostaną w Twojej krwi będą stanowić zagrożenie dla następnego dziecka. TEn zastrzyk ma na celu zneutralizowanie ich. Nie jestem lekarzem, więc może niezbyt fachowo to piszę, ale mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi 🙂

    #2746125

    Anonim

    tak tak Tori masz rację, ja tez mam z mężem konflikt ja mam 0RH (-), a mąż BRH (+), po pierwszym poronieniu nie dostałam zastrzyku, nie wiem dlaczego, przy porodzie mój gin tego dopilnował, teraz po poronieniu tez dostałam, ale muszę robić badania na przeciwciała

    #2746126

    eziee

    Dziękuję za ciepłe słowa.

    @ Irena – cały czas się uczę jak to tutaj działa, ale pielęgniarka w Stanach ma chyba więcej odpowiedzialności niż w Polsce. To normalne, że najpierw rozmawiasz z pielęgniarką, i do tej pory nie miałam z tym problemów.

    Na pierwszej wizycie w zeszłym roku wszystko było ok, ta sama pielęgniarka robiła mi test, przeprowadziła wstępny wywiad, itd. Lekarka super, powiedziałam jej że to moja pierwsza wizyta w u gin w Stanach, i że nie mam pojęcia jak się jaka część ciała po angielsku nazywa, więc dała mi książeczkę dla nastolatek „przygotuj się do pierwszej wizyty”. itd.

    Ale teraz mam wrażenie, że oni po prostu nie zajmują się ciążami tak często.

    Pielęgniarka, z którą pracuje moja ginekolog ma może ze 22 lata, świeżo po szkole, itd. Była bardzo współczująca, ale nie dała mi absolutnie żadnych konkretnych informacji.

    Kiedy już wiedziałam, że poronię, pół dnia spędziłam wijąc się z bólu na kanapie i myśląc, że to koniec i po czymś takim nie będę mieć dzieci, że mogli to zatrzymać, itd. Potem czytam w sieci, że niewielkie, brązowawe krwawienia przez kilka dni, z późniejszym mocnym, bolesnym krwawieniem zwykle oznaczają ciążę pozamaciczną, i jak ma się takie objawy, natychmiast na pogotowie…

    Na pogotowiu z kolei, byli bardzo pomocni, lekarz tłumaczył mi że nawet do 50% ciąż to poronienia, i ok 20% zdaża się już po implantacji, itd, ale… wyciągnęli ze mnie w sumie pięć fiolek krwi, i nie zbadali grupy krwi. Nawet nie zapytali. A ponieważ, sami mówią, że nie do końca mogą wierzyć pacjentkom, bo można być w szoku i np. pomylić daty, nie wiedzieli który to tydzień…

    Więc po informacji od Dorci – jeszcze raz bardzo ci dziękuję – zadzwoniłam do infolinii, którą jako bonus dla kobiet w ciąży, założył mój ubezpieczyciel, i kobieta z którą rozmawiałam (pielęgniarka-położna), nie mogła uwierzyć że przez coś takiego przeszłam. Powiedziała mi, że mam zrobić im piekło, jak każą mi czekać na zastrzyk i nie ruszać się z recepcji na krok. Więc tak zrobiliśmy, wytłumaczyliśmy, że moje 72 godziny mogą minąć za 4, 2 albo 30 minut, a recepcjonistka mówi: no tak, ale inni też mają problemy, i czas oczekiwania to 6 godzin.

    Podziałała mina mojego męża (chyba się bali, że może mieć broń^^) i jego spokojny ton, jak mówił im, że spieprzyli sprawę we wtorek, i teraz nie chcemy wizyty, tylko zastrzyku, który normalny lekarz podał by we wtorek. Poza tym, gdyby coś się później (odpukać) stało, mogli by mieć poważny problem z procesem i odszkodowaniem.

    Więc, zmieniam ginekologa, i do nowego chcę iść z jakimiś konkretnymi pytaniami. 🙂



    #2746127

    irena

    Zamieszczone przez Eziee
    Dziękuję za ciepłe słowa.

    @ Irena – cały czas się uczę jak to tutaj działa, ale pielęgniarka w Stanach ma chyba więcej odpowiedzialności niż w Polsce. To normalne, że najpierw rozmawiasz z pielęgniarką, i do tej pory nie miałam z tym problemów.

    Na pierwszej wizycie w zeszłym roku wszystko było ok, ta sama pielęgniarka robiła mi test, przeprowadziła wstępny wywiad, itd. Lekarka super, powiedziałam jej że to moja pierwsza wizyta w u gin w Stanach, i że nie mam pojęcia jak się jaka część ciała po angielsku nazywa, więc dała mi książeczkę dla nastolatek „przygotuj się do pierwszej wizyty”. itd.

    Ale teraz mam wrażenie, że oni po prostu nie zajmują się ciążami tak często.

    Pielęgniarka, z którą pracuje moja ginekolog ma może ze 22 lata, świeżo po szkole, itd. Była bardzo współczująca, ale nie dała mi absolutnie żadnych konkretnych informacji.

    Kiedy już wiedziałam, że poronię, pół dnia spędziłam wijąc się z bólu na kanapie i myśląc, że to koniec i po czymś takim nie będę mieć dzieci, że mogli to zatrzymać, itd. Potem czytam w sieci, że niewielkie, brązowawe krwawienia przez kilka dni, z późniejszym mocnym, bolesnym krwawieniem zwykle oznaczają ciążę pozamaciczną, i jak ma się takie objawy, natychmiast na pogotowie…

    Na pogotowiu z kolei, byli bardzo pomocni, lekarz tłumaczył mi że nawet do 50% ciąż to poronienia, i ok 20% zdaża się już po implantacji, itd, ale… wyciągnęli ze mnie w sumie pięć fiolek krwi, i nie zbadali grupy krwi. Nawet nie zapytali. A ponieważ, sami mówią, że nie do końca mogą wierzyć pacjentkom, bo można być w szoku i np. pomylić daty, nie wiedzieli który to tydzień…

    Więc po informacji od Dorci – jeszcze raz bardzo ci dziękuję – zadzwoniłam do infolinii, którą jako bonus dla kobiet w ciąży, założył mój ubezpieczyciel, i kobieta z którą rozmawiałam (pielęgniarka-położna), nie mogła uwierzyć że przez coś takiego przeszłam. Powiedziała mi, że mam zrobić im piekło, jak każą mi czekać na zastrzyk i nie ruszać się z recepcji na krok. Więc tak zrobiliśmy, wytłumaczyliśmy, że moje 72 godziny mogą minąć za 4, 2 albo 30 minut, a recepcjonistka mówi: no tak, ale inni też mają problemy, i czas oczekiwania to 6 godzin.

    Podziałała mina mojego męża (chyba się bali, że może mieć broń^^) i jego spokojny ton, jak mówił im, że spieprzyli sprawę we wtorek, i teraz nie chcemy wizyty, tylko zastrzyku, który normalny lekarz podał by we wtorek. Poza tym, gdyby coś się później (odpukać) stało, mogli by mieć poważny problem z procesem i odszkodowaniem.

    Więc, zmieniam ginekologa, i do nowego chcę iść z jakimiś konkretnymi pytaniami. 🙂

    Ezie dobrze zrobilas i brawa dla meza.Wystarczy postraszyc sadem i od razu inaczej z Taba gadaja.
    Mam nadzieje ze zastrzyk dostalas.
    W jakim stanie mieszkasz?

    #2746128

    eziee

    Mieszkam w Georgii.

    Dostałam zastrzyk, i nawet śmialiśmy się z mężem, że za to wymuszenie specjalnie „dziabnęli mnie w tyłek”, żeby mnie bardziej bolało. 🙂

    Niestety nie mogłam odebrać dzisiaj wyników, więc co najmniej do poniedziałku poczekam na jakieś konkrety.

    Chyba wpadam w hipochondrię, bo widzę u siebie objawy każdej możliwej choroby z listy standardowych testów… I od środy czuję się dość słabo (jak tuż przed stratą przytomności). Więc nie wiem czy to od w sumie 6 fiolek krwi, którą wyciągnęli ze mnie na badania, i dość obfitego krwawienia, czy immunoglobulina ma takie efekty uboczne? Rrrr…. sama jestem na siebie zła.

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close