Poród?? Bułka z masłem :) (b. długie)

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)
  • Autor
    Wpisy
  • #48431

    ismeril

    Miałam nie opisywać swojego porodu, ale po tych wszystkich strasznych opisach, jakich się tu naczytałam stwierdziłam, że chyba jednak powinnam. A zatem, by dodać otuchy, opisuję. Ostrzegam, że jest bardzo długie.

    11 maja pojechaliśmy z Tomkiem do szpitala na Solec (w Warszawie), bo chciałam się spytać, kiedy mam się zgłosić na KTG. Do terminu wyznaczonego przez lekarza były jeszcze 3 dni, ale według moich obliczeń 11 to był właśnie dzień właściwy 🙂 Popatrzyli na mnie w szpitalu jak na jakieś zjawisko, bo nie miałam ani skurczy przepowiadających, ani żadnych innych dolegliwości i gdyby nie ten brzuch, przez który nie widziałam własnych stóp to pewnie nie zauważyłabym, że jestem w ciąży. Oczywiście wróciliśmy do domu z niczym. Kazano nam przyjść jak by co dopiero 14-go. Resztę dnia spędziłam samotnie. Tomek wyszedł do znajomych a mnie się nie chciało. Leżałam sobie przed TV i opychałam się słodyczami. To było zastanawiające, bo do tej pory nie miałam ochoty na takie jedzenie a w tym momencie nie mogłam się powstrzymać.

    Tomek wrócił przed 12 w nocy. Opowiedział mi jak było i usiadł do komputera. Ja obejrzałam film do końca i dokładnie o godzinę 1 w nocy przekręciłam się na drugi bok i nakryłam kołderką. Nie dane mi jednak było dobrze zamknąć oczu, bo poczułam jakby coś chciało ze mnie wypłynąć. Zerwałam się i poszłam do łazienki. Zrobiłam siusiu, ale czułam, że cos jeszcze ze mnie wypływa. Napięłam się troszeczkę i usłyszałam cienki strumyczek kąpiący do kibelka. Troszkę mnie zamurowało. Na papierze toaletowym zobaczyłam cos podobnego do białka jaja kurzego. Tak jak kazali w szkole rodzenia założyłam podpaskę i zrobiłam kilka przysiadów. Teraz byłam pewna, że bardzo, bardzo powoli cos ze mnie cieknie. Ale czy to wody płodowe?? Tego nie wiedziałam. Wyszłam z łazienki i powiedziałam:
    – Tomek, mamy dwie godziny żeby dojechać do szpitala, bo chyba wody ze mnie ciekną.
    Mój facet był opanowany. Włączył radio z naszą ulubiona muzyka i kazał mi się wykąpać w ciepłej wodzie. Ja oczywiście nie chciałam, bo przecież dopiero niedawno się kąpałam przed snem, a pyzatym dygotałam jak osika. Przez te dwie godziny jakoś się uspokoiłam. Do szpitala dojechaliśmy o 3. Nie byłam już taka pewna czy to nie fałszywy alarm, bo nic nie czułam specjalnego oprócz tego niewielkiego sączenia. Teściowa mnie nastraszyła, że przed 16-ta napewno nie urodzę. Wizja tylu godzin w szpitalu, w niewiadomo jakich bólach była straszna.

    Na izbie przyjęć pani z miłym uśmiechem powiedziała, że mam się przebrać i zadzwoniła na porodówkę, że maja nowa pacjentkę. Chciałam krzyczeć, że przecież ja jeszcze nie rodzę, bo nic mnie nie boli, ale zdusiłam to w sobie i grzecznie się przebrałam. Poszliśmy na górę. Na sali porodowej w szpitalu na Solcu są dwa łóżka porodowe oddzielone od siebie takimi murowanymi przepierzeniami i jedno łóżko ginekologiczne. Sala jest po remoncie i sprawia przyjemne wrażenie. W nocy pala się tam delikatne światła. Zostałam zaproszona przez położną na salę by wypełnić wszystkie papierki i dać się zbadać. Oj jak mi było niemiło siedzieć na krzesełku obok jej biurka, a wszystko przez to, że nie byłyśmy na sali porodowej same. W jednym z boksów jakąś kobieta podłączona do KTG strasznie jęczała. To było dla mnie deprymujące i przestraszyło mnie. Nie chciałam tak jęczeć. Nie chciałam by mnie bolało. Nie chciałam….. Moje rozważania zostały przerwane, bo położna powiedziała, że teraz mnie zbada. Wdrapałam się na fotel ginekologiczny (taki odjechany, nowoczesny i bardzo wygodny) i byłam przygotowana na śmiech i diagnozę, że to fałszywy alarm. Jednak położna się uśmiechnęła i powiedziała, że jest rozwarcie na 4 cm. Jak to??- chciałam zapytać – Przecież ja nic nie czuję!! Położna przebiła pęcherz płodowy palcami, bo to co ze mnie wyciekało to nie były wody płodowe właściwe i zrobiła mi przy tym masaż szyjki. Nic przy tym nie czułam. Nie było żadnego bólu. Gdy schodziłam z fotela miałam 5 cm rozwarcia, a kobieta obok jęczała coraz głośniej.

    Rozgościliśmy się z Tomkiem w naszym boksie i podłączyli mnie do KTG. Dopiero teraz widziałam, że mam skurcze. Osiągały 70-80% a ja nic nie czułam. Jednak po półgodzinie zyskały na sile i dochodziły do 120%. Zaczęłam je czuć, ale to nie bolało tylko napinało brzuch. Wreszcie odłączyli mnie od KTG a w boksie obok zaczął się ruch. Jęcząca kobieta zbliżała się do finału a ja się coraz bardziej bałam słysząc jej jęki. Położna powiedziała żebyśmy sobie pochodzili po korytarzu. Tak tez zrobiliśmy. Przy okazji liczyliśmy skurcze, które były co 3 min. Kobieta na sali porodowej krzyczała. Położna też prawie na nią krzyczała, żeby się nie darła tylko parła tak jakby chciała zrobić kupę. Dobrze sobie to zapamiętałam i postanowiłam, że będę się przy parciu bardzo starać. My sobie chodziliśmy a na sali porodowej stał się cud i usłyszeliśmy krzyk małego, nowego człowieczka. To było niezwykłe.

    Gdy już wszystko wróciło do normy na sali porodowej znów nas poproszono. Skurcze nadal mnie nie bolały, ale czułam je już. Położna poraz kolejny zaprosiła mnie na fotel. 7 cm taka była jej diagnoza, a ja znowu byłam zdziwiona. Podłączono mi kroplówkę, taka zwykłą, żebyśmy z dzidzia nie były odwodnione. Nie chciało mi się już chodzić. Chciało mi się spać. Położyłam się na łóżku, ale nie poleżałam długo 🙂 Teraz skurcze przybrały na sile. Już ni było tak przyjemnie, ale jeszcze nie było strasznie. Bolało mnie w dole brzucha (tam gdzie się kończył brzuszek) tak jak przy miesiączce (takiej najgorszej, jaką miałam a mam bardzo delikatne @). Wstałam z łóżka i chodziłam dwa kroki do przodu i dwa do tyłu, bo na tyle pozwalała mi kroplówka. Gdy przychodził skurcz oddychałam głęboko i głośno i masowałam sobie dół brzucha. Wolałabym sobie w czasie skurczu krzyknąć porządnie (zawsze tak reaguję na ból albo wysiłek, bo mi to pomaga), ale teraz się powstrzymywałam od jakiegokolwiek jęku, bo w boksie obok już leżała pod KTG kolejna dziewczyna i nie chciałam jej stresować.

    Tych mocnych skurczy było może z 5 i poczułam, że mi się nogi takie miękkie robią. Pozatym stwierdziłam, że jeśli skurcze maja przybrać na sile to może ja już zacznę u położnej błagać o środek przeciwbólowy, bo chociaż jeszcze mi nie był potrzebny to lepiej by mi go dali teraz i by miał czas zacząć działać. Poprosiłam Tomka by kogoś do mnie zawołał. Zaraz przyszła położna, ale jakaś inna niż ta co była wcześniej (było już blisko 7 i zaraz miała być zmiana). Ta położna kazała mi się położyć i sprawdziła jak tam idzie rozwarcie a tam już 9 cm i krzyczy
    – Iwonka!! Chodź, bo tu jeszcze trzy skurcze i będziemy rodzić.
    Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam. Nareszcie miałam zacząć robić cos aktywnie. Przyszła ta położna, która była przy mnie od początku. Przebrała się w fartuch i czepek i rozłożyła łóżko. Moje łoże zmieniło się w super wygodną machinę do rodzenia dzieci. Cały czas się zastanawiałam jak będą wyglądały te skurcze parte, ale się nie dowiedziałam 🙂 Położna powiedziała, że jak poczuje skurcz to mam zacząć przeć. Więc poczekałam chwilkę, krzyknęłam “Już”, nabrałam powietrza i mocno zaczęłam pchać wszystko w duł siebie. W uszach mi szumiało, czułam jak się robię czerwona, ale to nic nie bolało i było takie przyjemne. Całkowicie niwelowało ten ból, który czułam do tej pory 🙂 Poparłam tak dwa razy i się pytam czy dobrze to robię, bo położne nic nie mówiły (już były przy mnie dwie położne i dwie pielęgniarki od noworodków), a one się śmieją i mówią, że idzie mi świetnie i nie są do niczego potrzebne. To mnie bardzo ucieszyłam i dalej parłam jak wściekła. Miałam jedna chwile zwątpienia jak mi się przypomniało, że zapomniałam poprosić o lewatywę a miałam taki zamiar by nie czuć dyskomfortu, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że skoro nikt mi tego nie proponował to wszyscy są przyzwyczajeni do “wypadków” jeśli takowe się zdarzą. Potem poczułam jakby ktoś ze mnie wyciągnął korek i moja Zuzia była już z nami. Nie płakała tylko sobie cicho kwiliła. Tomek przeciął pępowinę a ja mówiłam do położnej patrząc na córeczkę cała w mazi płodowej i taką śliczną:
    – Proszę mi jej nie dawać. Proszę mi jej nie dawać
    Bałam się, że ja upuszczę albo co.

    Tomek poszedł z pielęgniarkami by zbadać i ubrać Zuzę, a ja z położną czekałam na łożysko. Samo ze mnie wyszło, a położna zobaczyła czy jest całe. Wygląda ono trochę jak taka duża wątróbka 🙂 Potem było szycie, którego się bałam strasznie, ale znowu nic nie czułam.

    Podsumowując ten mój bardzo długi opis:
    Cały poród trwał niby 4 godziny, ale te skurcze, które mnie bolały trwały może 30 min. Wszystko było naprawdę super i chyba wolę rodzic niż chodzić np. do dentysty. Wydaje mi się, że pomogło mi to, że cały czas byłam przygotowana na jakiś wielki ból. Takie nastawienie psychiczne mnie pomogło, bo wszystko w rzeczywistości było zupełnie inne. Pomogła szkoła rodzenia, bo czułam wewnętrzny spokój, że przecież wszystko wiem (oddychać i tak nie umiałam i robiłam to tak jak mnie pasowało a nie tak jak uczyli).

    A wiec jeszcze raz: BYŁO EKSTRA!! :)))))))

    #625454

    mygdu

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    Opis twojego porodu nastraja bardzo optymistycznie, dzielna z ciebie dziewczyna, Gratulacje:)))

    Mygdu trzy aniołki i fasolka (18.11.2004)



    #625455

    asiak2806

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    Gratulacje! Mam nadzieję, że ja też po swoim porodzie powiem: “Nie było tak strasznie”. Pocieszyłaś mnie. Pozdrawiamy Asia i dzidzia.

    #625456

    ani-ani

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    🙂 świetny poród. Takieg to każdej życzyć. :))))

    Ania i Izunia (21 mies.) + KTOŚ

    #625457

    Anonim

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    Gratuluję!!!
    Ja też tylko ostatnie pół godziny porodu wspominam niezbyt dobrze, tylko rodziłam trochę dłużej bo prawie 11 godzin.
    Ale szycie… to była u mnie tragedia! Niby dała znieczulenie, a ja miałam wrażenie że robi to na żywca 🙁
    Jakiś czas temu opisując swój poród również pisałam o tym, że nie jest tak źle i podtrzymuję to zdanie.

    Agnieszka i Oleńka (01.09.03.)

    http://www.ola.wichlacz.prv.pl

    #625458

    bramka

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    Wspaniale! Gratulacje!
    Jestem pod wrazeniem i brak mi slow, ale wiedz, ze Twoj post daje wiele otuchy nam, ktore dopiero czekaja na porod. Bardzo fajnie, ze wszystko opisalas.
    Zycze duzo zdrowka i radosci z dzidziusia.
    Pozdrawiam
    Bramka



    #625459

    rita25

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    POdśmiewuję się pod nosem gdy to czytam, bo to prawie jakbym czytała o swoim porodzie…zmieniłabym tylko kilka drobnych i dla sprawy nieistotnych szczegółów.Mnie się tez fajnie rodziło, z tym , że o 45 minut dłużej.Od 14.00 do 18.45.
    Pozdrawiam!

    rita25 i Sonia 03.07.03

    #625460

    betsi

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    Tylko pozazdrościć! Ciekawa jestem jaki będę Ja miała poród, ale jestem dobraj myśli.
    Pozdrawiam

    Betsi i wyśniony chłopczyk 30.06.-1.07.04

    #625461

    ismeril

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    Wróciłam dziś do opisu mojego porodu bo jestem trochę poddenerwowana, Moja koleżanka rodzi. Wczoraj rano odszedł jej czop potem miała cały dzien napiety brzuch a o 23 zaczęły się skurcze co 20 min. Pojechali w nocy do szpitala ale tam lekarz stiwerdził, że mają czekać na rozwój wypadków. Rano Ania poszła do przychodni bo nic się nie zmieniło a skurcze bardzo ją bolały. lekarz ją zbadał i stwierdził, że rozwarcia nie ma i że to szyjka się skraca. Dał jej jednak skierowanie do szpitala. Wrócili z tej przychodni do domu, spakowali odpowiednie rzeczy, zjedli i spokojnie pojechali do szpitala. Tam badanie, KTG i…..”proszę wziąć nospę i wracać do domu”. Czy nie uważacie że to trochę dziwne? Ja rozumiem że skurcze sa nadal co 20-15 min. ale są bolesne. Dziewczyna sie męczy. Czy nie powinni jej zrobic jakiegoś testu oksytocynowego albo coś?? Czy nie powinni jej zostawić w szpitalu i jakoś pomóc??

    Rozmawiałam z nią przez telefon i jest przygnębiona i zmęczona. Zyskałam tylko tyle że namówiłam ją na znieczulenie. Nie należą do bogatych osób a wydatek 600 zł to duzo kasy ale w tym wypadku chyba warto. Mam nadzieję że zdążą z ZZO, że jednak wszystko się ruszy, że dzidzia urodzi się tej nocy. Tego im zyczę.

    A reszcie świata zyczę tak wspaniałych i lekkich porodów jak mój. Bardzo często go wspominam z ogromną satysfakcją i przyjemnością. Mam nadzieję że mój drugi poród, o którym zaczynam już powoli mysleć (nie, nie. Jeszcze nie jestem w ciąży ale chciałabym być za jakiś czas), będzie jeszcze łatwiejszy niż ten pierwszy 🙂

    #625462

    gadusia

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    to cudownie! ze zdecydowałaś się opisać swój poród, bo na pewno to pomoże kilku przyszłym mamom!
    pozdrówka dla Ciebie i Zuzanki

    Daga i Kacperek 8.IX.04 i Listopadowa Niespodzianka



    #625463

    pasiasta

    Re: Poród?? Bułka z masłem 🙂 (b. długie)

    Za koleżnakę 3mam kciuki, to chyba raczej standard, że ją odesłali
    Co do Twojego kolejnego porodu – to chyba juz nie może być łatwiejszy od pierwszego

    Dorota 08.08.04

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close