Poród na Żelaznej – relacja ojca

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)
  • Autor
    Wpisy
  • #14404

    zielony

    Witam !

    To będzie opowieść, jak poród wygląda od strony ojca, który w nim uczestniczy 🙂

    15 marca termin porodu … cisza, jesteśmy już porządnie zmęczeni tym całym oczekiwaniem, powoli zaczynają żonie puszczać nerwy, kiedy to nastąpi ?

    No i zaczeło się … dwa dni po terminie, 17 marca. O 3:00 w nocy żona obudziła mnie zaniepokojona swoją wkładką. Było tam trochę wydzieliny o czerwonym kolorze. Pierwsza reakcja żony to przerażenie, że coś jest nie tak. Ja w pierwszej chwili też się poddenerwowałem ale rozsądek nakazywał działać spokojnie i logicznie. Torba była już dawno spakowana więc pozostało umyć się, ubrać i gazu do szpitala. Mieszkamy w Ożarowie Maz a szpital do porodu wybraliśmy w Warszawie na ul. Żelanej. Byliśmy tam około godziny 4:00. Na izbie przyjęć siostra zbadała wkładkę. Wynik = nasączona lekko wodami płodowymi. Lekko, gdyż
    były to dosłownie śladowe ilości – jako takiego odpłynięcia wód nie było. Zaczęło się spisywanie papierków (20 minut), w międzyczasie przyszła pani położna i zaprosiła żonę na badanie ginekologiczne. Po badaniu stwierdziła, że nie było odpłynięcia wód więc tak na prawdę nie widzi potrzeby pozostania w szpitalu. Zadzwoniła jednak po lekarza a żonę podłączono do KTG. Tętno OK, skurczy brak. Przytuptał lekarz (lekko niewyspany) i zaczął wypytywać żonę o różne rzeczy (tzw. wywiad). Na koniec stwierdził, że skoro już jesteśmy w szpitalu to nie ma co wracać do domu, zwłaszcza, że jest już po terminie. Powiedział, że poczekamy kilka godzin, jak nic się nie będzie działo to zaczniemy wywoływać. Zaproszono nas na oddział porodowy. Poród rodzinny więc, mieliśmy do wyboru jedną z sal. Po rozpakowaniu się przyszła położna i stwierdziła, że czekamy do 8:00, jak nic się nie będzie działo to podajemy kroplówkę. Na KTG tętno OIK, skórcze słabe i nieregularne. Po 8:00 podłączono kroplówkę. Do godziny 14:00, kiedy kroplówka podawana była w bardzo małych ilościach skórcze lekko się wzmocniły (nie były bolesne) ale o regularności nie było mowy. Potem dawka kroplówki została zwiększona co poskutkowało zwiększeniem bolesności skurczy, ich większą długością oraz pewną regularnością. Położna powiedziała, że w zasadzie przy takich skurczach powinniśmy dopiero przyjechać do szpitala, tak więc 14:00 to dla nas dopiero początek porodu … (a my już tam
    siedzieliśmy od 4:00 hi hi). Muszę wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Przy ostatnim badaniu usg (32 tydzień) lekarz stwierdził, że mały może mieć coś około 5 kg w dniu porodu. Dało się to zauważyć zresztą bo brzusiu mamusi – był OGROMNIASTY ! Wzbudził on pewne zainteresowanie innych położnych oraz na tyle zaniepokoił
    przypisaną nam położną, że ta co chwilę przyprowadzała jakiegoś lekarza na konsultację. Mierzyli, dotykali, myśleli i stwierdzali, że trzeba poczekać … zobaczymy…
    Żona cały czas spacerowała z kroplówką. Przerwy były jedynie gdy wpadała położna podłączyć na chwilę KTG. Około 15:00 2 cm rozwarcia. Skurcze stają bolesne. Żona wskakuje (a raczej wchodzi przy mojej i położnej pomocy) do wanny. Woda łagodzi ból, było to widać, jednak starczyła na około 40 minut. Ból stawał się na tyle silny, że żona zdecydowała się na znieczulenie zo (było coś lekko ponad 3 cm rozwarcia). Przyleciał anestezjolog. Miłe facet spytał się mnie czy nie boję się widoku krwi i igieł, po czym porposił o przytrzymanie żony w pozycji koci grzbiet, na leżąco (oj nie było to łatwie, zwłaszcza, że co chwile przychodził skurcz) a on sam zajął się swoją igiełką. Wbił się w plecy, wprowadził rurkę, wstrzyknął znieczulenie, uśmiechnął się i po paru minutach było OK. Skurcze w/g żony były wogóle niebolesne, choć czuła je. Dodatkowo mieliśmy wgląd na KTG więc mówiłem jej kiedy ma oddychać „skurczowo”. Nieubłaganie zbliżał się finał, czułem to … przyszła położna badać rozwarcie … odpłynęły wody … niestety nie ma jeszcze 10 cm ale rozwarcie bardzo szybko postępuje więc jest OK. Około 17:00 ( ! ) przybył ordynator i na skurczu
    zaczął badać żonę. Pokiwał głową i od razu stwierdził, 10 cm, główka jest niestety tak duża, że nie może się przecisnąć tylko się kręci na wszystkie strony. Szkoda mamy i dzidziusia, jedziemy na cesarskie cięcie … to był punkt przełomowy. Żona w ogromnym stresie, ja również. Czułem się jak w jakimś filmie. Wiedziałem, że nie można tego przerwać, akcja trwa, trzeba grać swoją rolę do końca. Wykonywałem polecenia położnej pomagając przy przekładaniu żony na drugie łóżko. Wyjechaliśmy na korytarz. Przy windzie okazało się, że ktoś się w niej zaciął, już miałem w oczach scenę jak wnoszę po schodach żonę piętro wyżej na salę poperacyjną 🙂 Na szczęście usterka była bardzo krótka … Pietro wyżej żona pojechała na salę a mi kazano zrzucić ciuchy i założyć zielony kombinezon, korki na nogi, maskę na twarz i czapeczkę na głowę. Po chwili byłem już przy żonie na sali. Leżała na stole, ręce miała przywiązane, wyglądała jak ukrzyżowana. Od brzusia oddzielał nas mały zielony parawanik. Żona była przytomna więc mogłem z nią rozmawiać. Była cholernie przestraszona, ręcę i szczęka jej latały jakby ktoś wrzucił ją do wody o temp. 5 stopni … anestezjolog był przy nas, pocieszał żonę i poprosił o nie walczenie z drgawkami. Podobno jest to normalny objaw i jeszcze nikomu nie udało się tego opanować … Trzymałem żonę za rękę i tylko słyszałem zza parawaniku jak lekarze i pielęgniarki rozmawiają ze sobą. Zaczęła się operacja, mówiłem żonie, że jeszcze tylko kilka minut i nasz synek będzie już z nami. Czekaliśmy z niecierpliwością na ten pierwszy krzyk. Co chwilę było tylko słychać jak odsysają wody i krew. W pewnej chwili podeszła pielęgniarka i powiedziała do żony aby skierowała głowę na lewą stroną bo tamtędy będzie „szedł” nasz syn. I stało się, o 17:45 został wyciągnięty z brzusia nas kochany Dawidek. Wszystko działo się tak szybko. Przenieśli go do pokoiku przy sali porodowej. Poleciałem tam zobaczyć jak się prezentuje nasza kruszynka no i porobić kilka fotek. Waga 4,8 kg, długość 60 cm, 10 pkt, chłop jak dąb. Na powitanie obsikał dwie pielęgniarki i prawie swego ojca :-). Po chwili zawinięty w ręczniczek został przyłożony do mamusi, dał jej pierwszego buziaka i pojechał na oddział noworodków. Ja zostałem przy żonie. Nie można było patrzeć na rozcięty brzuch ale niechcący zobaczyłem jak w misce leżało wyciągnięte łożysko. Powiem Wam, że byłem w szoku, nie sądziłem, że ono jest takie duże ( ! ). Po około 20 minutach było już po sprawie. Operacja zakończona pomyślnie. :-)))))

    Zapewne myślicie, że to już koniec ale życie płata różne figle … żona leżała na oddziale poporodowym 5 dni. Doszła do siebie, chodziła sama, było widać, że jest OK. Mały zdrowy, powoli uczył się cycać, chociaż na początku mamusia miała mało pokarmu jak dla takiego wielkoluda, więc był lekko dokarmiany.

    Po 5 dniach wszyscy byliśmy już w domu. Radość nie trwała długo. Po 2 dniach żona dostała strasznych dreszczy. Temperatura 40 stopni. Dzownie do szpitala. Mówią by podać paracetamol i przykładać okłady lub wejść pod zimy prysznic. Po godzinie sprawa lekko opanowana ale niestety 38 utrzymywało się do następnego dnia. Podjęliśmy decyzję – jedziemy znowu do szpitala. Okazało się, że żona złapała zakażenie, natychmiast dostała w kroplówce antybiotyk a krew i wymaz poleciały do badania. W szpitalu spędziła kolejny tydzień, codziennie dostając odpowiednia porcję antybiotyku. Dawidek był cały czas z mamą i dzielnie się nią opiekował 🙂

    Bakcylami, które zabrały nam tydzień szczęścia były:
    – Bacteroides Species
    – Enterococcus Faecalis

    Od wczoraj jesteśmy już wszyscy w domu, czujemy się OK (muszę żonie jeszcze przez 10 dni robić zastrzyki).

    Mimo dłuższego pobytu w szpitalu jesteśmy bardzo zadowoleni z obslugi jaką tam zastaliśmy. Bardzo miły i kompetentny personel doprowadził do szczęśliwego zakończenia tej historii. Polecamy Szpital Św. Zofii w Warszawie na ul. Żelaznej (a coś o nim wiemy bo przejechaliśmy przez prawie wszystkie oddziały i spędziliśmy tam razem 2 tygodnie).

    serdecznie pozdrawiam
    Krzysiek
    mąż Agnieszki
    tatuś Dawidka

    Dla ciekawskich – zdjęcia Dawidka :
    http://osiedle-floriana.w.interia.pl/dawidek.html

    #214967

    goha

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Dzielny tatusiu!! Przyjmij ode mnie gratulacje!!! Twój opis jest wzruszający!!! Synek śliczny!! Jestem ciekawa jak się czuje teraz żona?? Mam nadzieję, że wszstko juz dobrze i że cieszycie się byciem razem w domku
    Buziaki dla całej trójki!!!

    Pozdrawiam
    GOHA i Dareczek
    14. 04. albo wcześniej



    #214968

    zielony

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Dzięki. Żona czuje się dobrze. Dostała co prawda na wypis receptę na zastrzyki, które musi brać jeszcze 10 dni ale można powiedzieć, że jest już po sprawie. Z tymi zastrzykami był cyrk. Jak w szpitalu robiły to siostry to nie było żadnego problemu. Gdy w domu miał to zrobić mąż – żona spanikowała 🙂 , sam byłem w lekkim stresie wbijająć igłę w brzuch (robiłem to pierwszy raz w życiu) ale nie było tak źle … jeszcze 9 ukłuć przede mną 🙂

    Synek nam wynragradza wszelkie niedogodności jakie przeszliśmy, zupełnie przewrócił do góry nogami nasz świat, ojcostwo to fascynująca rzecz ale nie ma co o tym czytać, to trzeba przeżyć 🙂

    serdecznie pozdrawiam
    Krzysiek
    mąż Agnieszki
    tatuś Dawidka

    #214969

    goha

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Cieszę się, że tak wspaniale sobie radzicie
    Życzę WAM wszystkiego najlepszego!!!

    Pozdrawiam
    GOHA i Dareczek
    14. 04. albo wcześniej

    #214970

    majkaa

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Maly – cudny! Opis – REWELACJA!:) Rosnijcie zdrowo i szczesliwie! Fantastycznie mi sie czytalo:))) Pozdrawiam

    Majkaa i Michas – majowy maluch 2003

    #214971

    lea

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Wspaniały opis i znowu mi się mój porod przypomniał. Wielka szkoda, ze u mnie mąż nie mógł zostać na cc, choć czekał dwa dni przy mnie podczas porodu 🙁 Cudownie, że Tobie się to nie zdarzyło i widzę, że to dobra sprawa, zeby pozwalać męzowi z porodu rodzinnego zostawać przy ewentualnej cc.
    Gratuluję chłopaka jak dąb!

    A dlaczego to zakażenie? Skąd się wzieło? 🙁

    Lea i Mati tańczący z pępowinami (14.03.03)



    #214972

    awkaminska

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Gratulacje! Też chce rodzić na Zelaznej. Muj mężuś był przy pierwszym i przy drugim też będzie, mam nadzieje że gdyby konieczna była cesarka też odważy się być przy mnie by pomódz psychicznie, trzymać za rękę (na razie ma podejście, że przy cesarce chłop już nic nie pomoże, a ja niewyobrażam sobie przechodzić tego strachu sama).

    Jeszcze raz gratulacje dle rodziców i niech dzidzia dalej rośnie jak na drożdżach.

    Pa

    Mysia

    #214973

    Anonim

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Serdeczne gratulacje…dla całej trójeczki.. nie było wam łatwoe ale wg mnie poradziliscie sobie bardzo dobrze… opowiedziałam męzowi ze tu własnie tatus opisuje poród i…. mój mąż zdecydował sie ze chce byc ze mną do końca!!!!!!!!!! do samego konca porodu!!!!…ja wciąż nie wierzę…. pierwotna wersja byla taka ze bedzie ze mną w 1 fazie..zeby pomoc oddychać i pomasować kiedy nie bede dawac rady…a tu taka niespodzianka!!! :-))) to chyba zawdzięczam tatusiom odwiedzającym to forum…ależ się cieszę :-))))

    Weronka (termin 6.06.03)

    #214974

    zielony

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Cieszę się, że „nawróciłem” jednego z mężów :-)))

    pozdrawiam
    Krzysiek

    #214975

    zielony

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Przy cesarce, zwłaszcza takiej, która nie była planowana, mąż wiele daje. Nie wyobrażam sobie zostawić Agnieszki tak przestraszonej samej sobie … życzliwe słowo lekarza i jego uśmiech pomoże ale uścisk dłoni męża oraz jego ręka ocierająca łzy daje duuużo więcej ….

    pozdrawiam
    Krzysiek



    #214976

    zielony

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Zakażenie błony śluzowej macicy, bo o tym tu mowa, to jedno z najczęstszych powikłań po cc … tak się naczytałem w necie … cóż, to nie próżnia, że nie ma bakterii – najważniejsze, że cała historia dobrze się skończyla …

    pozdrawiam
    Krzysiek

    #214977

    lea

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Aha.. pytam, ponieważ też miałąm cc i to nieplanowane, więc nawet nie czytałam o powikłaniach przedtem, a potem to już wolałam nie…
    Tak Wam zazdroszcze, że byliscie razem podczas cc… mojego męza zostawili na korytarzu, choć byłze mną przy 36 godzinach porodu, a na koniec uznali go za niesterylengo, choc moim zdaniem niesterylny był anestezjolog, ktory byl bez maseczki i wlazil i wylazil z sali podczas zabiegu 🙁
    A teraz kiedy czytam o Was, to tak mi przykro, ze męza zabrali… nawet juz przy powaniu mi soli na poprzedniej sali… na szczescie bylam otępiala toche po tak długim porodzie…

    Strasznie sie ciesze, ze są tacy tatusiowie jak Ty tu na forum. Pozdrowienia dla Twojej rodzinki

    Lea i Mati tańczący z pępowinami (14.03.03)



    #214978

    julia

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    gratulacje

    mój poród był bardzo podobny
    najpierw rodzenie „dołem”
    potem cc
    i też synek
    5kg/62cm

    pozdrawiamy serdecznie
    🙂
    i witamy nowych rodziców na forum
    :)))

    Inaśkowa mama pół roczku!!!

    #214979

    catty

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Wzruszająca opowieść.. I niesamowicie wielki chłop z tego Waszego Dawidka!! Pozdrowionka dla żony i dla synka!!!

    Ja troche nie na temat – chciałam napisać to, co wyczytałam nt. szpitala na Żelaznej na forum e-dziecko. Z postów wynika że koniecznie trzeba opłacić położną w tym szpitalu- inaczej trzeba liczyć się z tym że położne będą niemiłe, i ogólnie opieka nad dzieckiem w czasie porodu i po nie będzie zbyt dobra. Na e-dziecku sporo osób o tym pisze. Oczywiście jest wiele rodzin zadowolonych z tego szpitala, ale one przeważnie miały właśnie opłaconą położną. Ja bardzo chciałam rodzić w tym szpitalu, jednak po tych postach zrezygnowałam, bo ceny w tym szpitalu są (wg mnie) wysokie. I jeszcze jedno – nie wiem czy to prawda, ale wiele osób mówiło że przy porodzie jest obecna tylko położna, a lekarz tylko w razie komplikacji. Może komuś to nie przeszkadza, ja jednak będę czuła się pewniej jeśli przy porodzie będzie lekarz. Pozdrawiam

    Monika, Marcin i Michałek który nie chce kopnąć swojej mamy (25.08.03)

    #214980

    gwiazda

    Re: Poród na Żelaznej – relacja ojca

    Wielkie gratulacje. Wiem co to znaczy, też byłem przy porodzie, ale moja żona urodziła naturalnie. To cudowne uczucie patrzeć jak nasza kruszynka wychodziła na świat.
    Pozdrowienia dla waszej trójki.
    Piotr mąż Marty

    Marta i Anastazja (04.01.2003)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 15)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close