Poronienie w 9 tygodniu ciąży…co dalej?

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 26)
  • Autor
    Wpisy
  • #117313

    seneka

    W poniedziałek byłam u ginekologa na pierwszym badaniu usg…tak bardzo się cieszyłam na tą wizytę…dopóki lekarz nie powiedział mi że nie widzi tętna…. we wtorek powtórzyłam badanie u innego lekarza i to samo….dziecko powinno być w 10 tygodniu a zatrzymało się za 8,5… w życiu nie czułam takiego bólu, serce mi się łamie na pół…. a najgorsze że to dopiero początek… co ja mam dalej zrobić? nikt mi nie powiedział zrób to i to tylko lekarz mi powiedział że mogę czekać na krwawienie albo zabieg – „niech pani sobie to przemyśli…” ale co tu przemyślać?! ja nie wiem czy mam czekać na krwawienie czy muszę mieć zabieg? jak się za to zabrać? od wczorajszego wieczora mam bóle w podbrzuszu ciągle… nie wiem czy mam czekać i na co….jestem tak załamana że ciągle płaczę i nie umiem się zebrać w sobie co dopiero podjąć taką decyzje.. czytałam fora itd ale wszystko jest że poronienie bo dziewczyny plamień dostały, a ja się czułam super żadnych bólów, żadnych objawów że jest coś nie tak…
    a kolejna sprawa – czy mogę się starać o dziecko? czy nie jest za wcześnie? czytałam ze nawet pół roku trzeba odczekać od poronienia… ciągle trafiam na takich lekarzy że mi nikt nic nie wytłumaczy nie doradzi… nie wiem jakie badania mam przejść czy mam już brać leki na podtrzymywanie czy co…w poniedziałek doktorka przed badaniem usg powiedziała że nie podoba się jej moja szyjka macicy – ze mam napuchniętą, przekrwioną w dodatku z nadżerką… nie wiem od czego zacząć jak się za to wszystko po kolei zabrać….
    proszę was, może któraś miała podobną sytuacje….wie już jak to wygląda i jak należy się w tym wszystkim odnaleźć…
    to wszystko jak w najgorszym koszmarze….tylko czemu nie mogę się obudzić żeby wszystko było już dobrze??

    #5448924

    carlain

    Przede wszystkim bardzo Ci współczuję…..
    A po drugie może lekarzem nie jestem, ale wydaje mi się , że to lekarz powinien Tobą pokierować i skierować na zabieg….



    #5448925

    seneka

    Heh widzisz a lekarz mi powiedział ze mam sobie to przemyśleć…ale nie wiem czy dostane krwawienia a jak dostane to czy dziecko nie było za duże i czy krwawienie samo pomoże.. i nie wiem czy zabieg jest konieczny…
    w dodatku bóle w podbrzuszu ciągle narastają….
    nie wiem czy mam znowu isc do lekarza po raz 3… i dopytac co i jak..? czy faktycznie odczekac…

    #5448926

    carlain

    Ja bym poszła, tylko do jakiegoś dobrego lekarza…
    Jeśli ciąża obumarła, to wydaje mi się, że zabieg jest konieczny.

    #5448927

    carlain

    Ja bym poszła, tylko do jakiegoś dobrego lekarza…
    Jeśli ciąża obumarła, to wydaje mi się, że zabieg jest konieczny.

    #5448928

    telimena

    Bardzo mi przykro że Cię to spotkało :Przytulam:

    Niestety internet nie zastąpi wizyty u lekarza.

    Ogólnie (ale musisz to skonsultować z lekarzem) są 2 wyjścia albo organizm sam się „oczyści” (wiem że brzmi to nie najtrafniej:( ) i dostaniesz „okres” albo będziesz miała łyżeczkowanie.
    Chyba to lekarz kazał Ci przemyśleć – czy czekasz (tylko tu jest pytanie ile dni to bezpieczny czas i stąd konieczność wizyty u lekarza) albo idziesz do szpitala i tam robią Ci zabieg.

    Nie wiem co lepsze – nawet po „naturalnym” oczyszczeniu konieczna jest wizyta u lekarza w celu sprawdzenia czy wszystko jest ok i czy nic nie zostało. Łyżeczkowanie to zabieg niby rutynowy ale wiadomo że czasami pozostawia ślady.

    Co do starań – są różne opinie – niektórzy mówią 3 miesiące inni pół roku a spotkałam się z tezą że po „naturalnym” poronieniu można juz próbować w następnym cyklu.

    Czasami na podtrzymanie ciąży dostaje się duphaston ale to też różnie…

    Dlatego też namawiam na wizytę u lekarza. Zapytaj go o wszystko co budzi u Ciebie wątpliwości jeśli sam nie ma zwyczaju wyjaśniać.



    #5448929

    seneka

    dziekuje…:(
    zadzwonilam do lekarza bo nie moglam zniesc tej niewiedzy i dowiedziałam sie że jeśli zdecyduję się na łyżeczkowanie (boże… jak to brzmi;(;(;() to jest możliwe, że będe znać powód poronienia….niekoniecznie ale jest taka szansa… ale po takim zabiegu minimum 3 miesiące muszę odczekać…
    tak jak by człowiek mało przeszedł po stracie dziecka to jeszcze mu dowalą szpital i taki zabieg….
    a krwawienie? plód jest na tyle duży, że wraz z krwią będzie widać jego szczątki…. :(:(
    nie wiem co gorsze….ehhh!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    #5448930

    telimena

    Łyżeczkowanie od strony fizycznej jest zabiegiem bezbolesnym – dostajesz znieczulenie i „odpływasz”. Pobyt w szpitalu w zależności od decyzji lekarzy trwa 1- 3 dni. Oczywiście jeśli wszystko przebiega ok.

    #5448931

    kijanka102

    przykro mi ze musisz przez to wszystko przejsc.nigdy nie bylam w takiej sytuacji,ale wiem co znaczy strata dziecka wiec mysle ze powinnas sie zglosic do szpitala bo jesli to pomoze ci niedlugo urodzic zdrowa dzidzie?zycze ci duzo sily w tym ciezkim momecie.przytulam cieplutko

    #5448932

    esmena

    seneka, bardzo mi przykro :Przytulam:

    Są plusy i minusy obu rozwiązań. Łyżeczkowanie to zabieg w krótkiej narkozie, często nawet się na noc nie zostaje w szpitalu. Masz większą pewność, że po zabiegu nic tam nie zostanie, no i nie wpatrujesz się w krwawienie szukając szczątków. Naturalne poronienie nie zawsze dokładnie oczyści i czasem i tak potem potrzebny jest zabieg. Z drugiej strony podobno po naturalnym można się starać o dziecko po pierwszym okresie, po zabiegu natomiast zalecają wstrzymać się 3 miesiące (oczywiście po wcześniejszej kontroli usg). 6 miesięcy dają raczej ze względu na psychikę, która też powinna wrócić do równowagi.

    W przypadku zabiegu robione są też badania histopatologiczne, które – tak jak mówisz – mogą, ale nie muszą sugerować przyczynę poronienia. Często stwierdzają one jedynie, że ciąża była.

    Byłam niedawno bardzo blisko tego tematu (i niemal identycznej sytuacji jak u Ciebie), więc jakbym mogła w czymś pomóc, to pisz na priv. :Przytulam:



    #5448933

    seneka

    noi miałam zabieg…. w czwartek pojechałam do szpitala… o 12 rejestracja później usg i po raz 3 ta sama diagnoza – nic tu nie widzę, żadnego tętna… już nie umiałam się jakoś trzymać – stres, szpital w dodatku i po raz 3 to samo – przerosło mnie i w płacz…
    zaraz po tym badanie na fotelu – i lekarz rzeźnik, który bez jakiejkolwiek wyczucia na silę mi „gmerał” ….
    później pobranie krwi i ankieta do wypełnienia – czy jestem na coś uczulona, czy mam problemy z wątrobą itp pytań ok.40…
    najgorsze pytanie? – czy jesteś w ciąży…****.!!! co to za pytanie!!! zapytałam pielęgniarki co mam dać powiedziała, że nie wie i że mam zostawić, anestezjolog mi powie. Wszystko skończyło się przed 13… później czekanie na co? właśnie na anestezjologa, który łaskawie zjawił się o 18.30 i był 5 minut. Wizyta jego polegała na tym że zadał te same pytania co wcześniej wypisałam w ankiecie:/ oczywiście rubryka czy jesteś w ciąży pozostała dalej bez odpowiedzi bo też nie wiedział co mam wpisać:)!!!!
    Noc była przerażająca… jak bym mało przeszła to jeszcze szpital na deser…
    Kiedy w końcu usnęłam nad ranem to mnie o 5.30 obudzili aby się dowiedzieć temperaturę… później 5.50 ksiądz z komunią…
    wszystko w sumie zaczęło się od 7….najpierw wenflon i kroplówka, do tego tabletka głupiego jasia. Resztę pamiętam jak za mgłą, pielęgniarka przyjechała po mnie wózkiem, zawiozła mnie do pokoju zabiegowego, pomogła wstać i mnie posadzić na fotelu. Nagle nade mną stało kilka osób – jedna mi przyklejała plastry na klatce piersiowej (elektrody? nie wiem jak to się nazywa), druga mi wstrzykiwała do wenflonu coś i mówiła że może zakłuć, trzecia mi maskę na buzie dawała, inni się zabierali już za krocze. Zdążyłam pomyśleć tylko – przecież ja nie śpię jeszcze! i na tym się skończyło..
    zabieg nie bolał, nic się nie czuje, nic nie pamięta. Po wszystkim wybudzają na fotelu, „przerzucają” na łóżko, i zawożą do pokoju gdzie się leży. Jest się jeszcze nierozbudzonym więc się śpi… Ok. 12 się wybudziłam i miałam bóle podbrzusza to dostałam czopek i zaś usnęłam. Wypis dostałam przed 15, powrót do domu i w sumie dalej takie drzemanie…
    Wyjeżdżając do szpitala jedziecie w dwójkę…. macie jeszcze coś w sobie…wracając wracacie same….
    Nie dość że czuje niesamowity brak, to w dodatku ciągle mnie rwie w podbrzuszu… w sobotę nie mogłam wstawać nawet, niedziela lepiej ale ciągle czuje ból…jestem na tabletkach przeciwbólowych, czopkach i antybiotyku.
    Dziś mija tydzień od kiedy wiem, że mój Aniołek nie oddychał…dopiero tydzień….
    Lekarze mówią, że pół roku najlepiej odczekać, aby wszystko było ok…a ja? ja bym chciała już….nauczyłam się już dobrych nawyków…jeśli nie mam dla kogo ich robić wrócę do starych.. chciałabym patrzeć na swój brzuch i nie czuć obrzydzenia i niesamowitego żalu…robię wszystko byle go nawet nie dotykać – przecież już tam nic nie ma…
    niedługo kończyłabym I trymestr… nie wiem jak to wszystko dalej zniosę….

    #5448934

    esmena

    Pamiętaj, że nie miałaś na to żadnego wpływu. Twój brzuch też :Przytulam:



    #5448935

    paolinka

    przykro mi że i ty przez to musiałaś przejśc wiem co czujesz bo czułam się tak samo Ta pustka jest straszna….
    wiem że teraz wszystko wydaje się bez sensu ale trzeba znaleźc w sobie siłę do dalszego życia do dalszej walki
    Ten maluszek na pewno na zawsze pozostanie w twoim sercu ale ty musisz teraz pomyślec o sobie

    #5448936

    seneka

    Zamieszczone przez Paolinka
    przykro mi że i ty przez to musiałaś przejśc wiem co czujesz bo czułam się tak samo Ta pustka jest straszna….
    wiem że teraz wszystko wydaje się bez sensu ale trzeba znaleźc w sobie siłę do dalszego życia do dalszej walki
    Ten maluszek na pewno na zawsze pozostanie w twoim sercu ale ty musisz teraz pomyślec o sobie

    mi też przykro, że Cie to spotkało…
    a po jakim czasie się pozbierałas..?

    #5448937

    paolinka

    ja przechodziłam przez to 2 razy ….. z doświadczenia powiem tylko że lepiej jak najszybciej wrócic do codziennych zajęc, pracy, siedzenie i myslenie pogarsza tylko wszystko, oczywiście jest czas na żałobę ale trzeba też zacząc się zbierac . Maluszek odszedł i nic już tego nie zmieni zostanie po nim tylko pamięc może jakas fotka z USG (ja mam kilka bo jedna z ciąz była bliźniacza)
    U Ciebie wszystko jest jeszcze świeże jak potrzebujesz wypłacz się, wygadaj ale zacznij też godzic się z tym co się stało. Niestety na tym etapie ciązy nie można zrobic nic, nie mamy na to wpływu. Na pytanie dlaczego właśnie mi się to przytrafiło też nie ma odpowiedzi….

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 26)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close