Poroniłam

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)
  • Autor
    Wpisy
  • #113992

    gosiaboch66

    Witam Was wszystkie.
    Ja poroniłam 28 kwietnia- był to pierwszy dzień 10tc. 25 kwietnia trafiłam do szpitala z plamieniem, lekarz mnie zbadał i stwierdził, że ciąża obumarła. Kazał przyjść kolejnego dnia na zabieg. Ja jednak nie zdecydowałam się na zabieg tylko czekałam aż sama urodzę. Nie mogłam pozwolić na to by moje dzieciątko porozrywali. Trzy dni później czyli 28 zaczęłam krwawić tak jak przy okresie i miałam mocne bóle brzucha to trwało gdzieś z 7 godz. Później zaczęły się skurcze dosyć mocne i wylatywały skrzepy krwi a po ok. dwóch godzinach urodziłam moją Kruszynkę. Widzieliśmy z mężem Ją ale nie całą tylko Jej główkę bo reszta ciała była w łożysku a nie chciałam w nim ,,grzebać,, bo chciałam oddać do badania histopatologicznego, bo myślałam, że dowiemy się z tego badania jaka była przyczyna poronienia. Następnie pojechaliśmy do szpitala żeby mnie lekarz zbadał czy całość urodziłam, czy coś nie zostało w środku. Lekarz zbadał stwierdził, że wszystko jest dobrze ale musiał mnie zostawić na obserwację czy nie dostanę krwotoku. Jeszcze wziął nasze Maleństwo, żeby wysłać do badania, ja zaznaczyłam, że chcemy bo badaniu nasze Dziecko odebrać z powrotem, bo chcemy ją godnie pochować, bo to nasze Dziecko- więc lekarz to zaznaczył i powiedział, że za 2 tyg. będą wyniki. Te dwa tygodnie to była wieczność, czekałam z dnia na dzień żeby poznać przyczynę dlaczego straciłam nasze Maleństwo i czekałam z utęsknieniem kiedy znów będę Ją trzymała. Niestety po tych dwóch tygodniach dalej nie było wyników, to wszystko przeciągnęło się do trzech tygodniL myślałam, że oszaleje. Między czasie załatwiliśmy w szpitalu pisemne zgłoszenie urodzenia dziecka z tym poszliśmy do USC by dostać Akt Urodzenia ( nie obyło się tutaj bez problemów. Do szpitala jeździliśmy trzy razy po pisemne zgłoszenie ur. dziecka, w USC byliśmy dwa razy, bo lekarz nie zaznaczył , że dziecko ur. się martwe.) Gdy w końcu były wyniki to pojechaliśmy po nie okazało się, że z badań nic nie wyszło jaka było przyczyna poronienia, więc trzy tygodnie czekaliśmy na darmo. No ale nic pojechaliśmy po ciało naszego Dziecka i co się okazuje? że ciało naszego Maleństwa wyrzucili!!!! Szok ja nie wiedziałam co robić, jak to możliwe (trafiliśmy na bardzo nie miłego człowieka krzyczał na nas: jakie ciało? Jaki pogrzeb? Że to nie było dziecko tylko zarodek, co my w ogóle chcemy i prawie nas z stamtąd wyrzucił. Kolejnego dnia mój mąż poszedł z pismem do kierownika tegoż laboratorium i zażądał żeby nam oddano ciało naszego Dziecka, bo my mamy prawo go odebrać i pochować- ten Pan był trochę wyrozumialszy i powiedział, że nam oddadzą, ale cały płód jest skostkowany. Mąż przywiózł mi do domu naszą Córeczkę i nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Po pierwsze jakbym wiedziała co oni zrobią mojemu dziecku w życiu bym jej nie oddała do tego badania( a i tak z niego nic nie wyszło), po drugie widzieliśmy naszą córeczkę jak się urodziła i w tej kostce to może było pół milimetra jej a nie całe ciało- Ona miała już z 2 cm. Poszłam jeszcze raz do tego Pana z zapytaniem jak to możliwe, że całe ciało naszego dziecka jest w tej kostce, ? Podobno do takiego badania pobiera się tylko próbki a nie całe ciało. On mnie po prostu zbył, odpowiedział coś wymijająco i tyle. Nie wiem co zrobili z moim maleństwem. Nie poszłam na zabieg, żeby mojego dziecka nie rozszarpali a i tak zrobiono jej krzywdę. Teraz mogę pochować jej cząstkę. Czekamy na pogrzeb. Mam nadzieję, że tu już nie napotkamy na kolejne nieprzyjemności.
    Napisałam to nasze przeżycie dla innych, żeby wiedzieli jak to wygląda. Ja jak bym wiedziała że tak postąpią z moją Córeczką w tym laboratorium to bym jej w życiu na to badanie nie oddała. Na każdym kroku napotykaliśmy na wiele nieprzyjemności o czym już tak nie pisałam. Dość, że człowiek przeżywa taką tragedię to jeszcze ludziska potrafią dobić. Ja nie wiem co bym teraz ze sobą zrobiła jakbym nie miała jeszcze Synka.
    Naszemu Aniołkowi nadaliśmy imię Oliwka. Pewnie to wszystko chaotycznie napisałam z góry przepraszam ale mam nadzieję, że pomoże to komuś. Może ktoś się powstrzyma i nie odda swojego dziecka na takie badanie.
    Ja cały czas zadaję sobie pytanie dlaczego Ją oddałam ? Co ja Jej zrobiłam?

    #5203849

    jess

    Z calego serca wspolczuje Ci straty i pozniejszych przezyc:Przytulam:
    Dla Waszej Oliwki [*]



    #5203850

    sybilla

    Składam wyrazy współczucia z powodu straty.Dobrze zrobiłaś oddając płod do badania przynajmniej wiesz ,że to nie jest wada genetyczna ,a to ma wpływ na dalsze planowanie potomstwa.Szkoda ,że trafiłas na takich niewyrozumiałych ludzi, nie potrafiących zrozumiec twojej straty.Nie chce ich usprawiedliwiać ,ale znam ten temat od drugiej strony.Wiem jaka to trudna praca bycie histopatologiem.Ciągły kontakt ze szczątkami ludzkimi niestety znieczula inaczej ci ludzie by powarionali.I niestety ,żeby wykonac dokładne badanie czasem materiał trzeba zniszczyc.Sama jestem w ciązy i jak pomyślę, że mogłabym być na twoim miejscu..Kazdą z nas to może spotkac.Bardzo mi przykro ,mocno przytulam.Bądź dzielna.

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close