Porozmawiajmy o szczytach Waszych mozliwości ;)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 27)
  • Autor
    Wpisy
  • #104610

    kotagus

    Ostatnio jakoś tak boleśnie uświadomiłam sobie, że naprawdę nie mogę już wszystkiego robić w życiu, z różnych przyczyn. Zdrowotnych, dzieciowych (czyt. unikanie ryzyka) itd.
    Ale był moment taki w życiu, że oczywiście byłam pewna, że MOGĘ WSZYSTKO 😉 Świat należy do mnie i tego typu dyrdymały młodego umysłu 😉
    Kiedy miałyście takie poczucie? Że jesteście absolutnie najlepsze, niezniszczalne? Mam nadzieję, że nie pytam zbyt osobiście 😉

    Ja miałam takie wrażenie pewnie kilka razy w życiu, ale zapamiętałam głównie – Orlą Perć, pokonaną mimo lęku wysokości i Rysy, w absolutnie niesamowitych okolicznościach i burzę w Wysokich Tatrach Słowackich w szczerych kamieniach…

    Czyli moje „mogę wszystko” to głownie pokonanie własnego lęku.

    A Wasze „MOGĘ WSZYSTKO”?

    #3619790

    Anonim

    nie znam chyba jeszcze szytu swoich mozliwosci…ale jesli chodzi o wysilkowe to byla nim Swinica i zejscie z niej;-)stresu co niemiara na łańcuchach…



    #3619791

    ciapa

    Moje moge wsyztsko jak się zastanawiam są związane głównie z pracą a nie z rozrywką

    Przeżyłam 3 miesiące na zbiorze ogórków w Niemczech
    Obóz koncentracyjny pracy
    Zawsze sobie powtarzam, ze przeżyłam to, to przeżyje wszystko

    Potem studia 400 km ode mnie, małe, wiecznie chorujące dziecko i hardcorowa praca na zmiany ze zrytą szefową – też się podziwiam 🙂

    Teraz 2 dzieci i 2 prace na karku to pikuś 😀

    #3619792

    kotagus

    Zamieszczone przez ciapa
    Moje moge wsyztsko jak się zastanawiam są związane głównie z pracą a nie z rozrywką

    Przeżyłam 3 miesiące na zbiorze ogórków w Niemczech

    Zawsze sobie powtarzam, ze przeżyłam to, to przeżyje wszystko

    Potem studia 400 km ode mnie, małe, wiecznie chorujące dziecko i hardcorowa praca na zmiany ze zrytą szefową – też się podziwiam 🙂

    Teraz 2 dzieci i 2 prace na karku to pikuś 😀

    O, właśnie o takie „mogę wszystko” mi chodziło.
    O tą chwilę, kiedy dumna uświadamiasz sobie jaką granicę (dla siebie) przekroczyłaś i jak bardzo Cię to cieszy 🙂

    PS. Obóz koncentracyjny pracy ?!

    #3619793

    fresz

    My matki możemy wszystko !!!!

    #3619794

    kantalupa

    moge wszystko;)
    ale nie wiem, czy dokladnie o takie wszystko chodzi, bo zrobilam kilka rzeczy zupelnie bez swiadomosci, ze moga byc jakies komplikacje, np. przeprowadzka do slowenii w czwartym miesiacu ciazy i rodzenie dziecka bez znajomosci jezyka i obyczajow – spora szkola zycia mnie spotkala
    a z takich oczywistych szczytow?
    paralotniarstwo (przelamalam w sobie jakis tam strach na pewno)
    skoczylam ze spadochronem
    chodze po gorach juz tak dlugo, ale ciagle elbrus mam w pamieci;) – wieeeeeelki hardcore, zupelnie nie bylam swiadomoa jak to bedzie wygladalo
    rozne wycieczki krajoznawczo-turystyczne bez pieniedzy i bez celu (rumunia i ukraina zostawily najwieksze wrazenia)
    imanie sie roznych zawodo w zyciu – najtrudniejsze mozliwe wolontariaty – pomoc w hospicjum, w izbie wytrzezwien i ten najabardziej traumatyczny – w domu dziecka (akurat w okolicach zabojstwa szescioletniej dziewczynki z tegoz domu dziecka przez wspolmieszkancow)
    niektore wyzwania zaliczylam, niektore to byly porazki (wlasnie ten dom dziecka)

    jeden cel do zrealizowania jeszcze: Appalachian trail – sie zrobi:) jak dzieci podrosna



    #3619795

    k8-77

    szczyty mozliwosci to ja mam teraz:
    dwoje prywatnych dzieci wyjatkowo absorbujacych i z alergiami
    10 dzieci uposledzonych i z roznymi innymi „dodatkami” w klasie + koniec roku rychły i protokolowanie rad RP
    egz. na mianowanego
    egz. dodatkowe studia
    korki maturalno – egzaminowe
    wywiady dla miesiecznika branzowego (robie tam wszystko: od wyszukiwania celebryta po wyciaganie zdjec od menago)
    siostra w ciazy i jej slub
    sasiadka – psiapsiola z noworodkiem
    przeciekajacy sufit
    wyjatkowo absorbujacy maz
    utykajacy i potrzebujacy zastrzykow pies
    i zmagania z wlasną – nieustająco rosnąca – dupą

    to sa szczyty. i jak spadne, to z hukiem.

    PS
    chyba mam doła, czy cos.

    #3619796

    olinja

    Zamieszczone przez kantalupa

    jeden cel do zrealizowania jeszcze: Appalachian trail – sie zrobi:) jak dzieci podrosna

    u mnie Machu Picchu

    a granice:
    -kiedy dostałam sie na studia (dwa razy próbowałam za trzecim sie udało i jestem z tego dumna)
    -kiedy nauczyłam sie pływac na kajaku spotrowej jedynce
    -kiedy postanowiłam pojechac na wyspe na której krecono Mamma Mia (który to film uwielbiam)
    -o widze tecze 🙂

    no znalazłoby sie jeszcze troche, pomysle

    #3619797

    olinja

    Zamieszczone przez k8_77
    szczyty mozliwosci to ja mam teraz:
    dwoje prywatnych dzieci wyjatkowo absorbujacych i z alergiami
    10 dzieci uposledzonych i z roznymi innymi „dodatkami” w klasie + koniec roku rychły i protokolowanie rad RP
    egz. na mianowanego
    egz. dodatkowe studia
    korki maturalno – egzaminowe
    wywiady dla miesiecznika branzowego (robie tam wszystko: od wyszukiwania celebryta po wyciaganie zdjec od menago)
    siostra w ciazy i jej slub
    sasiadka – psiapsiola z noworodkiem
    przeciekajacy sufit
    wyjatkowo absorbujacy maz
    utykajacy i potrzebujacy zastrzykow pies
    i zmagania z wlasną – nieustająco rosnąca – dupą

    to sa szczyty. i jak spadne, to z hukiem.

    PS
    chyba mam doła, czy cos.

    to ja napisze tylko: chylę czoła zwłaszcza tu wyjatkowo absorbujacy maz

    #3619798

    fresz

    Zamieszczone przez k8_77
    ……………..wyjatkowo absorbujacy maz………..

    :Kciuki: – to fakt, z moim czasami wytrzymać to rzeczywiście szczyt moich mozliwości 🙂



    #3619799

    Anonim

    Tak się zastanawiam…miałam w życiu chyba 2 granice.
    Pierwsza mną lekko ruszyła – to diagnoza astmy u mojego młodszego syna.
    Druga – która rzuciła mnie na kolana i serio bywały chwile, że myślałam, że się nie podniosę to diagnoza RP mojego starszego syna.
    Podniosłam się i od tego dnia nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych – wszystko to jest po prostu pestka.
    Biorę na klatę wszystko jak leci.

    #3619800

    kotagus

    Zamieszczone przez Mamrotka
    Tak się zastanawiam…miałam w życiu chyba 2 granice.
    Pierwsza mną lekko ruszyła – to diagnoza astmy u mojego młodszego syna.
    Druga – która rzuciła mnie na kolana i serio bywały chwile, że myślałam, że się nie podniosę to diagnoza RP mojego starszego syna.
    Podniosłam się i od tego dnia nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych – wszystko to jest po prostu pestka.
    Biorę na klatę wszystko jak leci.

    Absolutnie się zgadzam, choroby dzieci w sekundę przesuwają nam granice niemożliwego. Niejedna z nas nie spała po kilka nocy będąc z chorym dzieckiem w szpitalu, podczas gdy normalnie pada o 22, to jasne.
    I jeszcze, przy wszelkich chorobach, złych diagnozach, w sekundę organizuję się świetnie, potrafię w kilka telefonów znaleźć (jak było potrzeba) kontakt do krajowego konsultanta toksykologii czy specjalisty od parazytologii. Nie ma takiej informacji, której bym nie potrafiła osiągnąć, załatwić. Od razu mam w głowie ciąg telefonów, które muszę wykonać.
    No ale pewnie to naturalne u matek. Ciężko to nazwać „szczytem możliwości” aczkolwiek pewnie podchodzi pod „mogę wszystko” 😀



    #3619801

    kotagus

    Zamieszczone przez kantalupa
    moge wszystko;)

    Idealnie mój wewnętrzny Twój obraz pokrywa się z tym zdaniem 😀

    #3619802

    kantalupa

    Zamieszczone przez kotagus
    Idealnie mój wewnętrzny Twój obraz pokrywa się z tym zdaniem 😀

    nooo, w sumie troche na wyrost z tym moim wszystko moge, bo z paroma rzeczami mi nie wychodzi;) – ale skoro to nie temat watku, wiec lepiej przemilcze np. sprawe wiecznego odchudzania sie;)
    z tymi problemami dzieci to masz absolutnie racje
    na tym cholernym bulgarskim wygnaniu normalnie mam secjalizacje z diagnoz przez internet – znaim do lekarza pojade, robie przeglad wszystkiego w necie, zeby miec mniej wiecej poglad, z czym mam do czynienia
    i tak juz zdiagnozowalam u dzieciakow poprawnie np rumien (nie wiem jaki, ale to byl rumien), jakas postac zapalenia spojowek (dokladnie z nazwa juz poszlam do lekarza), nie wspomianajac o heviranie, ktorego postac znalazlam dostepna w bg bez recepoty, bo mi nikt lekow antywirusowych sprzedac nie chcial na ospe (a mialam zaraz leciec do polski na wielkanoc:/)

    obdzwanianie roznych miejsc z niezastapionym: nie mowie po bulgarsku (kiedys to bylo po slowensku), ale mam taki interes i tlumaczenie pokretnie we wszystkich jezykach swiata weszlo mi w krew
    pod wzgledem komunikacyjnym: moge wszystko – najwyzej sie nie uda

    ale z mezem marudnym se nie radze:/

    #3619803

    k8-77

    Zamieszczone przez kantalupa

    ale z mezem marudnym se nie radze:/

    o to, to… :/

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 27)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close