przechodzę z oczekujących do por…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)
  • Autor
    Wpisy
  • #34603

    luncia1

    I tak oto trafiam tutaj z „oczekujących”. Nie wiem co mam pisać, bo krzyku i bólu nie sposób wyrazić słowami. Cztery dni temu, w moje urodziny dostałam krwotoku. Pojechałam jak najszybciej do mojego lekarza, no u niestety, serduszko mojej kruszynki już nie biło. Straciłam moje cudo w 11 tyg. Dlaczego!!!!!!!!!!!!!??????????
    Nie jestem w stanie się z tym pogodzić.
    Lekarz określił że dzidzia umarła 3 tyg temu, 22 23 listopada. tak się składa, że 23 byłam na ostrym dyżuże po tym jak miałam plamienie. Pani doctor mnie przebadała (bes usg), uspokoiła mnie i powiedziła że wszystko jest w porządku. A tak nie było.
    Jak mam sobie teraz z tym poradzić.
    Proszę powiedzcie mi kiedy znowu mogę starać się o dzidziusia.
    Tak czekaliśmy na to nasze cudo!!!

    #453677

    aroszka

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Strasznie mi przykro…..
    Wiem co czujesz i wiem że żadne słowa nie pocieszą….tylko czas-stary oklepany „czas,który leczy…”
    Trzymaj się moja droga, wypoczywaj dużo,
    Co do starań, to różne są zdania lekarzy.
    Specjalistką nie jestem,wiem że od 3 miesięcy do pół roku zalecają, ale każda z nas to indywidualny przypadek.
    Teraz święta-mam nadzieję że ukoją one choć troche Twoje serduszko, a po Nowym Roku może rozpocznij badanka, które przygotują Cię do następnej ciąży?
    Ściskam Cię mocno i przytulam..

    Agnieszka



    #453678

    aggulka

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Kochana!
    Tak strasznie mi przykro. Dopiero co sama tu się znalazłam… I to już drugi raz w tym roku. Wiem doskonale, co przeżywasz. Tak bym Ci chciała pomóc… Co mogę Ci powiedzieć… zawsze powtarzam – czas – czas pozwoli Ci pogodzić się ze stratą, podźwignąć z bólu i spojrzeć znów optymistycznie w przyszłość. Musisz jakoś przetrwać te najgorsze dni. Zobaczysz, potem z każdym dniem będzie lepiej. Mnie bardzo pomogły rozmowy z przyjaciółką, która sama przeszła podobną tragedię, także to forum, dziewczyny są naprawdę kochane, niezastąpione! Pisz jak tylko poczujesz, że musisz coś z siebie wyrzucić, to dobra terapia. Ja oglądam teraz swoje posty sprzed dni, już tygodni i widzę postępy, które zrobiłam, widzę, jak wracam do życia…
    Jeśli chodzi o starania – jeżeli miałaś zabieg łyżeczkowania – lepiej odczekać minimum trzy cykle, żeby zregenerowała się śluzówka. Radzę Ci też zrobić przynajmniej podstawowe badania – choćby dla własnego spokoju. Ale z tym wszystkim poczekaj trochę. Teraz odpoczywaj jak najwięcej, zajmij się sprawami, na które nigdy nie miałaś czasu, rób to na co masz ochotę. A jeśli masz ochotę płakać, to płacz, nie gnieć tego w sobie.
    Wiem, że to tylko słowa, ale uwierz mi, niedługo ból zacznie ustępować, bądż silna, zobaczysz, wkrótce wszystko się ułoży. Wiesz co, przyszły rok na pewno będzie lepszy od tego – ja to wiem!
    Trzymaj się, całuję Cię, Agata

    #453679

    vinga

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Bardzo, bardzo mi przykro, to prawda tego bólu, który czujemy po stracie naszych dzieci nie można wyrazić ani wykrzyczeć, pozostaje nam tylko nadzieja, że jeszcze będziemy mogły się podzielić radością narodzin naszych dzieci. I ja doskonale wiem, że uwierzyć znów w ten cud jest bardzo trudno, ale bez nadziei nie ma jak żyć…
    Ja też wierzę, że dla nas nowy rok przyniesie lepszą przyszłość, pozdrawiam, i zapewniam, choć teraz w to trudno Ci uwierzyć, że z czasem, naprawdę jest trochę lepiej

    Agnieszka
    2 aniołki 18.04.2003
    aniołek 16.10.2003

    #453680

    inka36

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Kochana Luncio,
    Moj dzius tez umarl pod koniec 7-go tygodnia, wiem doskonale co czujesz i wcale nie ma nic dziwnego w tym ze rozpaczasz po stracie swojego malenstwa. Jak umrze starsze dziecko to ma sie prawo do zaloby, w naszym przypadku bol jest rownie duzy, a zrozumienia prawie nie ma.
    Wiesz mnie do glowy nigdy nie przyszlo ze mnie to rowniez spotka, dlatego przez pewien czas bylam w takim szoku ze nie wiedzialam czy sie smiac czy skakac z okna. To prawda ze bardzo namietne uczucia troche sie wychladzaja z czasem, mysle ze do konca zycia gdzies to w nas bedzie ale pozwoli nam to normalnie egzystowac. Rozpacz powraca jak fala, ale coraz zadziej i z mniejsza sila, napewno ciezko ci w to uwierzyc ale to juz niedlugo jak bedziesz sie na nowo usmiechac i cieszyc z byle czego. Ja trzymam kciuki zeby jak najszybciej.
    Poza tym musisz koniecznie isc do dobrego lekaza, ktory skieruje cie na badania i i powie ile czasu ci jest potrzebne na regeneracje przed nastepna ciaza. Takie testy z reguly nic nie wykazuja, bo duzo zarodkow obumiera na skutek wady chromosomow, ale moze sie zdazyc ze pomoga uratowac nastepne dziecko, a o to chyba warto powalczyc. Mnie ku mojemu wielkiemu zdziwieniu powiedzieli w szpitalu ze 3 miesiace to czas przede wszystkim na wyleczenie obolalej duszy, bo to rownie wazne o ile nie wazniejsze przy staraniu sie o nastepngo dzidziusia.
    Jezeli bedziesz tylko miala ochote to nie wahaj sie pisac,
    caluje
    inka

    #453681

    marti1

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    lunciu kochana,

    Taka strata jest straszna. Moja dzidzia obumarła w 12 tygodniu i była to największa strata w moim życiu! Baaardzo chcieliśmy tego dziecka…staraliśmy się pół roku. Wszystkim się pochwaliliśmy i nagle taki cios. Zamknęłam się w sobie i dopiero forum mi pomogło wyjść na prostą.
    Niewiele słów jest w stanie CI teraz pomóc. Mam nadzieję, że masz oparcie w mężu bo to naprawdę jest kluczowe w takich chwilach!
    Będziesz tuliła swoje dziecko do piersi. Obiecuję!
    Zrób podstawowe badania i za 3 miesiące staraj się znowu. To na pewno był tylko przypadek. Wiem, że to straszne ale lepiej może że organizm odrzucił ciążę niż miałabyś urodzić bardzo chore dziecko bo by się męczyło. A tak…jest już aniołkiem a wszystkie aniołki są szczęśliwe.

    Ściskam CIę bardzo mocno,

    Marti z aniołkiem i wielką nadzieją



    #453682

    asia7

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Kochanie wiem co czujesz i bardzo ci współczuję, chciałabym jakoś ci pomóc albo pocieszyć, bo sama wiem co teraz przechodzisz. Znam dobrze to uczucie że jedno co teraz masz w głowie to strata i ból a zarazem myśl o szybkim ponownym zaciążeniu………….. znajdz sobie dobrego lekarza, zrób pare badań i na wiosnę do dzieła.
    Zobaczysz niedługo zaświeci dla ciebie słoneczko, a w twoim brzuszku zagości znowu dzidzia i tym razem na pewno się uda. Ja w to wierzę i ty też muszisz wierzyć.

    Pozdrawiam
    Asia
    aniołek 07.10.2003

    #453683

    brita5

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Pamietaj ze nie mozna sie zalamywac.
    Z medycznego punktu widzenia poronienia sa bardzo czeste we wczesnej ciazy i w sumie nie maja powodu. Ja nie probuje sie zastanawiac dlaczego tak sie stalo bo zwariuje. Aczkolwiek wydaje mi sie ze mam niski poziom jakiegos hormonu zeby utrzymac ciaze. Nie lecze sie i nie leczylam sie jeszcze. Probujemy z mezem od maja 03, we wrzesniu poszlam do gina w PL bo wydawalo mi sie ze cos jest nie tak i nie owuluje (mieszkam w Anglii- gdzie sluzba zdrowia jest najgorsza w Europie ale o tym pozniej), zrobil badania, wyszlo ze moje pecherzyki dorastaja do 36mm i pekaja tuz przed okresem ale sie juz nie nadaja. Umowilam sie z nim ze bedziemy nadal naturalnie probowac do marca 2004 i jak nic sie nie uda to zaczniemy monitorowanie cyklu. Z tego co pamietam to wspominal tez o luteine, dlatego wydaje mi sie ze nie bylam w stanie doniesc ciazy.
    Test ciazowy zrobilam 30 listopada, powtorzylam 1 grudnia bo nie wierzylam wlasnemu szczesciu. Tak sie cieszylam, bylam taka dumna!!! Chodzilam juz po sklepach dla kobiet ciazy, zamowilam sobie probki/reklamowki produktow dla dzieci, zapisalam sie do listy dyskusyjnej zeby wysylali mi informacje co sie dzieje w kazdym dniu mojej ciazy. Z ginem bylam (i nadal jestem) umowiona 22 grudnia (lecimy do Wroclawia 19 grudnia). To mialo byc moje pierwsze usg, juz zaprosilismy rodzicow i tesciow na obiad w restauracji zeby im pokazac piersze zdjecie dlugo oczekiwanego wnuka/wnuczki. To tez mial byc prezent swiateczny.

    Tydzien temu, dokladnie we wtorek czulam dziwny bol krzyzowy, taki jaki mam przy okresie. Wrocilam z pracy, ide do lazienki a tam czerwona ogromniasta plama na majtkach. Dostalam histerii. Dzwonie do szpitala a tam mowia ze mam lezec i sie uspokoic. Dzwonie do meza, mowi ze zaraz wychodzi z pracy ale niestety on dojezdza godzine do pracy. Wiec leze w lozku i wyje jak zbity pies, jak wilk co czuje ze cos zlego sie dzieje. Maz przyjechal i zawiozl mnie do szpitala na ostry dyzur. Niestety w Anglii ostry dyzur wyglada tak jak zwykla przychodnia, wiec siedze na krzesle w kolejce. Krawie i nadal wyje. W koncu po godzinie przyjmuja mnie, kaza nasikac do plastikowej butelki, mocz z krwia i skrzepami. Klada mnie na kozetce, daja kroplowke, za chwile pielegniarka mowi ze test ciazowy wyszedl negatywny. Zaczelam watpic. Moze nie bylam w ciazy, moze to spozniony okres, w sumie to cieszylabym sie gdyby to byl zwykly spozniony okres. Pobieraja krew, wyniki za 2 godziny. Nadal zaden lekarz mnie nie zbadal. W koncu po 3 godzinach lezenia, krawienia i czekania dowiedzialam sie ze w szitalu nie ma ginekologa i musza mnie przewiezc ambulansem do innego szpitala. Maz jedzie ze mna. W drugim szpitalu znow leze na kozetce na ostrym duzurze, czekam godzinami a pielegniarki co 15 min mowia ze lekarz zaraz przyjdzie tylko jest b zajety. Jest 3 w nocy. Nie mam sily czekac, wiem ze jest juz za pozno na cokolwiek. Chce isc do domu. Kloce sie z pielegniarkami ze pojde do domu. Mowia ze mam podpisac dokument ze wychodze na wlasna odpowiedzialnosc wbrew zaleceniom lekarza. Ja na to- jakie zalecenia lekarza, przeciez ja od 8 godzin nie widzialam zadnego lekarza. Bierzemy taksowke i wracamy do domu.
    Drugi i trzeci dzien spedzilam placzac i placzac i placzac. Przychodza wyniki krwi bHCG= 23, kolejny wynik to 6. Czyli poronilam. W sobote widze resztki woreczka plodowego na papierze toaletowym. Przygladam sie dobrze zeby zapamietac jak to bez ksztaltu mieso wyglada- chce siebie ukarac za to ze nawet nie potrafilam byc mama.
    Powiedzialam mamie i przyjaciolkom. Wszystkim przykro ale nie wiem czy lubie jak sie nade mna tak uzalaja. Kazalam mezowi zeby powiedzial tesciowej bo nie zniose pytan o wnuki w czasie swiat. Lepiej ich uprzedzic. Maz dzwioni, zaczyna rozmowe o duperelach, widze jak sie denerwuje zeby powiedziec. W koncu mowi, niewyraznie i niedokladnie, nie wspomina o poronieniu tylko o jakims krawieniu, nie mowi ze to byl 6ty tydzien tylko 2gi. Znowu dostalam histerii. Krzycze na niego ze nawet nie wie ktory to tydzien. Ma lzy w oczach. Wiem ze wie ale jakos tak chce go mocno zranic zeby tez czul jak moze byc zle. W nocy nie spimy, chyba oboje placzemy, w koncu rozmawiamy. Jest juz dobrze.

    Poronilam tydzien temu, w miedzyczasie spotykalam sie z kolezankami co wczesniej poronily i maja teraz piekne dzieciatka. Czyli takie poronienie jeszcze nic nie oznacza. Bedziemy mialy piekne dzieci skoro nasza natura nie przyjmuje anomalii. Jest mi nadal smutno ale nie pozwole zeby moje poronienie zepsulo mi swieta. Trzeba zyc, isc do przodu, niekoniecznie walczyc ale sie nie poddawac. Tyle jest w zyciu problemow ze takie pronienie to NIC. Przeczytaj post od kasialu o tym jak jej najblizsza rodzina umarla i zostala sama i nawet nie moze miec dwoch kresek na tescie bo jest nieplodna. Ja zajmuje sie lekami na raka i widze ile mlodych ludzi umiera, ile dzieci odchodzi. Znalam 32 letnia matke co osierocila dwojke malych dzieci bo umarla na raka pluc. Tyle jest w zyciu tragedii ze poronienie nie jest nawet warte naszych nerwow i stresow. Ja to sobie tak tlumacze. Daj sobie czas na oplakanie tego co sie stalo ale sie nie poddawaj. Ja kolejne starania zaczynam juz za tydzien (moze jestem glupia?)- jezeli oczywiscie gin stwierdzi ze wszystko sie oczyscilo bo do tej pory zaden lekarz mnie nie badal) bo uwazam ze to nie czas leczy rany tylko kolejna ciaza. Mam kolezanki po poronieniach co zachodzily w ciaze wlasnie pomiedzy 2 tygodniem a 3 miesiacem od poronienia. Nie czekaj trzy miesiace bo to za dlugo. Skoro wszystko wydalilas to oznacza ze mozesz zaczac probowac od nastepnego cyklu czyli od nastepnej zdrowej miesiaczki.
    Nie zalamuj sie bo zycie jest pelne niespodzianek tych milych i tych tragicznych. I te tragiczne sa zawsze rekompensowane tymi milymi, inaczej nie byloby sensu. Moja mama mi teraz mowi: Tylko sie nie zalamuj bo jeszcze nie raz Zosia i Maksiu dadza ci w kosc’. Takie imiona sobie wybralam- Zosia i Max. Mama ma racje.

    Trzymaj sie, nie zapominaj o tym co sie stalo ale tez nie zastanawiaj sie dlugo inie szukaj winy, daj sobie czas na oplakanie, pozniej spokojnie zacznij od nowa. Wierze ze bedzie dobrze. Musi byc dobrze!!!

    Pozdrawiam cie i sciskam mocno.

    #453684

    aggulka

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Brita!
    Przykro mi, że musiałaś przez to przejść, naprawdę.
    Ale proszę, nie mąć ludziom w głowie. Nie pisz z taką pewnością – zachodź w ciążę i już! Łyżeczkowanie to bardzo inwazyjny zabieg – Ty go nie miałaś. Nawet gdybyś miała zabieg, to w Anglii nie robią już łyżeczkowania.
    Po nim macica potrzebuje tych paru cykli, żeby wrócić do normy, uwierz mi! Jeśli sama nie chcesz, nie czekaj, nie rób badań, to Twoja sprawa… trzymam kciuki.
    I jeszcze jedno – wiadomo, na świecie jest masa nieszczęścia i tragedie zdarzają się każdego dnia. Ale nie wiem, jak można porównywać… Nieszczeście to nieszczęscie – dla każdego trafionego największe i najbardziej bolesne. Ja przeszłam koszmar! I nie chcę, żeby ktoś bagatelizował moją tragedię. Nie chcę być dla Ciebie niemiła, ale zastanów się na przyszłość, czy nie urazisz kogoś swim radykalizmem… To nie było NIC, to nie było tylko poronienie – to były MOJE dzieci – które umarły.
    Pozdrawiam, mam nadzieję, że nie będziesz do mnie żywić urazy, spróbuj zrozumieć. Agata

    #453685

    z-kasia1

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Witaj,
    Bardzo mi przykro…wiem, przez co teraz przechodzisz…Wiem, że starasz się zrozumieć, szukasz przyczyn i odpowiedzi……ale ich czasami nie ma……Mam nadzieję, że z czasem będzie Ci łatwiej, trzymam też za Ciebie kciuki.
    Pozdrawiamy,

    Kasia



    #453686

    brita5

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Przepraszam jezeli kogos urazilam. Na pewno nie mialam takich intencji. Nadal jednak uwazam nie nie mozna sie zalamywac. Nalezy pamietac ale nie rozpamietywac bo to nic nie daje. Dac sobie czas na oplakanie i zaczac od nowa. Nie mozemy zamykac sie w domu i pozwolic tragedii zniszczyc cale zycie.
    Nie wiem, ja sobie tak tlumacze bo jest mi w ten sposob lepiej ale masz racje ze moze w ten sposob urazam uczucia innych osob. Jak sie teraz zastanowie to moze wlasnie powinnam tragizowac tak jak wiekszosc kobiet po poronieniu. Ale to moze doprowadzic tylko do depresji.
    Tez pozdrawiam.
    Britta

    #453687

    inka36

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Brita,
    ja cie rozumiem bo tez nie mieszkam w Polsce i od samego poczatku bylam przerazona innoscia tutejszej sluzby zdrowia. Szczeka mi opadla do pasa jak sie dowiedzialam ze ciaze prowadzi lekaz rodzinny, ktory nie wiele wiedzial wiecej o ciazy niz ja i zaprosil mnie na pierwsza wizyte w 12 tygodniu!! No i oczywiscie jak juz dowiedzialam sie ze ciaza obumarla to oczywiscie winni byli lekarze . Planuje nawet jechac do polski aby poradzic sie mojego lekarza w tej sprawie jako ze dalej nie wiem czy moge polegac na tutejszym systemie. Choc teraz jak juz troszke odzyskalam rownowage mysle ze jak to byla wada chromosomow to chocby lekaz stanal na uszach to i tak by to w niczym nie pomoglo.
    No i moj maz tez mi powtaza to co ty mowisz zeby tego nie myslec o tym co bylo tylko o tym co bedzie. To na poczatku mnie tak wkurzalo ze o maly wlos sie z nim nie rozwiodlam, ale teraz powoli zaczynam miec chwile ze sama tak mysle jak on mowi i ty piszesz.



    #453688

    brita5

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Inko, Ja probuje sobie sama tlumaczyc ze jezeli bylo cos nie tak z zarodkiem i skoro mialam poronic to lepiej ze poronilam wczesniej niz pozniej. Oczywiscie mialam zal do tutajszej sluzby zdrowia bo jak lezalam na ostrym duzurze to mialam nadzieje ze uratuja moja ciaze. A teraz wiem, ze skoro tak sie stalo to tak musialo sie stac i w sumie nikt nie jest winny. Widze ze ty tez tak to rozumiesz. To dobrze bo szybciej wyleczysz sie z nieszczescia.
    Ja mam swojego gina w PL wiec zrobie wszystkie badania na swieta. A od nowego roku biore prywatne ubezpieczenie aczkolwiek slyszalam ze z powodu pierwszego poronienia ubezpieczenie nie obejmie mozliwych komplikacji drugiej ciazy. Jestem bezradna w tej sytuacji ale robie co moge zeby druga ciaza przebiegla ok.
    Mnie tez maz wkurzal mowiac mi ze w sumie najwazniejsze jest to ze ja jestem zdrowa, ze nie byla to ciaza pozamaciczna i nie usuneli mi jajnika, ze nie musialam miec transfuzji krwi itp itd. Do cholery mnie doprowadzalo takie gadanie. Ale porozmawialismy otwarcie na ten temat i wiem ze facet tez cierpi tylko inaczej, on martwi sie o to co bedzie a ja o to co bylo. Przezywa to na swoj sposob.
    Nie nalezy sie poddawac.
    Trzym sie i glowa do gory. I jak chcesz to pisz do mnie na priva [email]brita5@gazeta.pl[/email]
    Pozdrawiam.
    Britta

    #453689

    aggulka

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    Widzę, że niewiele zrozumiałaś. Trudno. Jeśli uważasz, że „tragizowanie” to przemyślana metoda postępowania po poronieniu, to… cóż… To po prostu niedojrzałe, co piszesz. Nie każdy jest z kamienia. Przykro mi, że się nie rozumiemy.
    A.

    #453690

    brita5

    Re: przechodzę z oczekujących do por…

    A jaka metode postepowania po poronieniu uwazasz za przemyslana? Strzelic sobie od razu w leb? Nie, nie jestem z kamienia ale nie mam zamiaru tragizowac. Taka jest moja metoda postepowania. I w cale nie probuje ciebie do niej przekonac bo wiem ze kazdy rozpracowuje swoje emocje w inny sposob. I jeszcze jedno: ja ciebie nie ocenianam wiec dlaczego ty uwazasz ze masz do tego prawo? Moze to zabrzmi brutalnie, ale nie jestes pierwsza i nie jestes tez ostatnia ktora poronila. i nazywanie mojego zachowania jako niedojrzalego jest nie na miejscu.
    Czas po kazdym poronieniu jest koszmarem ale pozostaje tylko wziac sie w garsc i zaczac od nowa.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 22)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close