Przynoszenie do domu niezjedzonej części obiadu

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 42)
  • Autor
    Wpisy
  • #106351

    zuzel

    edit

    #3959606

    aborka

    raczej by sie nie popsuło… mój m. nosi obiad do pracy, nie wkłada do lodówki. czasem nie zdązy zjeść i przynosi do domu. nadaje sie



    #3959607

    chilli

    ja tam sie nie dziwie – zapłaciłeś to zwiedzaj 😉
    dla wielu rodzin to znaczny wydatek i nie dziwie sie ze nie chcą żeby sie marnowało.

    #3959608

    aborka

    Zamieszczone przez szpilki
    ja tam sie nie dziwie – zapłaciłeś to zwiedzaj 😉
    dla wielu rodzin to znaczny wydatek i nie dziwie sie ze nie chcą żeby sie marnowało.

    tez nie lubie jak sie marnuje. a do tego nie mam czasem fazy na gorowanie. a tak to by był gotowy obiadek dla M. :). u nas B ma wykupione tylko drugie, zup nie jada

    #3959609

    zuzel

    Zamieszczone przez aborka
    raczej by sie nie popsuło… mój m. nosi obiad do pracy, nie wkłada do lodówki. czasem nie zdązy zjeść i przynosi do domu. nadaje sie

    U mnie bez lodówki jedzenie po 10 godzinach było do wyrzucenia. Może mam za ciepło w pracy.

    Zamieszczone przez szpilki
    ja tam sie nie dziwie – zapłaciłeś to zwiedzaj 😉
    dla wielu rodzin to znaczny wydatek i nie dziwie sie ze nie chcą żeby sie marnowało.

    W sumie też się temu nie dziwię – spora oszczędność dla domowego budżetu. No i zapłacone – to czemu nie zabrać.

    Dajecie swoim dzieciom pudełka? Czy ktoś z ich kolegów przynosi?
    Bo chyba jedyne co by mnie hamowało, to to że dziecko będzie „inne”, wyśmiewane z tego powodu.

    #3959610

    kantalupa

    dzieciom nie daje, ale sama z pracy przynosze
    czesto uda mi sie podskoczyc do domu w czasie przerwy (mieszkam na kampusie, wiec mam do pracy 250m), ale wielokrotnie bralam ze soba obiad w plastikowym pojemniku do klasy i czkeal ze mna do konca pracy (od. ok 11.30 do 16.30) i bylo w porzadku



    #3959611

    cszynka

    Ale chyba nie wszystko da się do domu przynieść, prawda?
    Naleśniki może jeszcze tak, no i to chyba był gimnazjalista.
    Jakoś nie wyobrażam sobie mojej 7-latki niosącej ziemniaki z sosem, surówkę i kotleta do domu 😉
    Tym bardziej, że my-rodzice pierwszaków tak bardzo marszczymy się o to, ze dzieciaki muszą dźwigać tyle książek, ze nie zawsze w szkole można zostawić. A tu obiad do tego dokładać?
    Że nie wspomnę o tym, że książki po zetknięciu z sosem mogłyby wyglądać nieciekawie :Hyhy:
    Jasne, ze skoro zapłacone to nasze ale… Czy warte tyle, żeby kupować kolejny tornister czy komplet książek? Poza tym jak znam życie to panie na stołówce musiałby pakować połowie dzieci jedzenie. A potem pytania od którego momentu pakować, czy w połowie zjedzone też? Czy może tylko to nietknięte? I kto miałby pakować? Dzieciaki same?
    Cały czas mam na myśli dzieciaki, które rozpoczynają naukę w szkole, nie mówię o starszych klasach.
    Wczoraj zgłaszałam nieobecność dziecka na dzisiejszym obiedzie (w ramach odpisu). U nas obiad 2,80zł kosztuje (oba dania razem)

    #3959612

    asik

    Nie wyobrażam sobie dzieciaków targających obiad ze szkoły do domu :Niepewny:
    I jak potem odgrzewać ziemniaki wymieszane z mięsem i surówką
    Mało to apetyczne mi się wydaje :Niepewny:

    #3959613

    Anonim

    Zamieszczone przez zuzelka83
    Dajecie swoim dzieciom pudełka? Czy ktoś z ich kolegów przynosi?

    Swojemu nie daję, a inni mnie nie interesują :).

    #3959614

    aborka

    Zamieszczone przez Asik.
    Nie wyobrażam sobie dzieciaków targających obiad ze szkoły do domu :Niepewny:
    I jak potem odgrzewać ziemniaki wymieszane z mięsem i surówką
    Mało to apetyczne mi się wydaje :Niepewny:

    Moze brac samo mieso 🙂
    ja mysle raczej o starszych, mądrzejszych dzieciach…. ale po chwili namyslu to stwierdzam ze moje takie nie będą. zresztą bieda mi do garnków nie zagląda. Wystarczy ze monsz czasem jakieś zarcie po „zarządzie” z cateringu przyniesie… kiedyś, zimą, wziął całą tace sushi. były 3 ale głupio mu było brac więcel. rano wszystko co zoastło w pracy wylądowało w smieciach. niestety od kryzysu katering oszczędny.. Teraz prezesi kanapki mają 🙂 a nie sushi…



    #3959615

    Anonim

    Zamieszczone przez majowamama
    No dobra, przyznam sie :Hyhy:[…]

    Ja też tak chcę!

    #3959616

    Anonim

    Zamieszczone przez Asik.
    Nie wyobrażam sobie dzieciaków targających obiad ze szkoły do domu :Niepewny:

    ani ja
    nauczyłam za to oddawać dziecku owoce, których nie zjada, kolegom (Krzyś nie tyka większości, z tych, które dostaje na stołówce je tylko jabłka, banany, gruszki i śliwki rozdaje, a mandarynki przynosi matce ;))



    #3959617

    zuzel

    Zamieszczone przez majowamama
    No dobra, przyznam sie :Hyhy:
    W LO weszłysmy z kolezanką w przyjacielskie układy z chłopakami pracującymi w szkolnej stołówce i cała masa tego, co zostawało z danego dnia była nasza 😛
    Słoiczki, pudełeczka i wyżerka byla jak trzeba, same oczywiscie do platnosci obiadowych nie nalezalysmy, ale babcia moja która mieszkala na przeciwko szkoły nie musiała gotowac przez 2 lata, bo jej gotowce znosiłam codziennie, jeszcze wnuków zapraszała na obiadki ;).
    Koleżanki rodzinka podobnie.

    Fajnie…

    U mnie w LO stołówkę obsługiwała firma zewnętrzna i nie było tak, że coś zostawało i było wyrzucane. Szykowali dokładna ilość porcji (czasem za mało). Na początku obiadu był wybór 2 zup i kilku drugich dań, a na koniec mogło zabraknąć wszystkiego i były pierogi, naleśniki czy makaron z sosem.

    W SP nr1 nie jadłam obiadów, w SP nr 2 można było dostać dokładkę (ile się było w stanie zjeść), w SP nr 3 tylko zupa stała w wiadrze i można było jeść ile się chce, drugie danie było skrupulatnie wydzielane. Z tego co wiem, to pozostałe resztki zabierały do domu w bańkach dzieci z ubogich rodzin (te dzieci które w szkole jadły też śniadanie, czyli drożdżówkę).

    #3959618

    figa

    Imo prawdopodobne jest,
    że mama chciała przymusić syna do jedzenia obiadu
    metodą zaoszczędzenia sobie „obciachu”.
    Tak jakoś mi się wydaje, że w tym wieku może być „obciachem” zabieranie tego czego nie zjadł do domu.
    Chociaż moim zdaniem równie prawdopodobne jest,
    że młody zacznie po prostu kłamać, że zjadł wszystko.

    #3959619

    zuzel

    Zamieszczone przez Figa
    Imo prawdopodobne jest,
    że mama chciała przymusić syna do jedzenia obiadu
    metodą zaoszczędzenia sobie „obciachu”.
    Tak jakoś mi się wydaje, że w tym wieku może być „obciachem” zabieranie tego czego nie zjadł do domu.
    Chociaż moim zdaniem równie prawdopodobne jest,
    że młody zacznie po prostu kłamać, że zjadł wszystko.

    Też mi się tak wydaje. Dlatego zaznaczyłam, że mówiła to normalnym tonem, nie robiła mu wyrzutów, że nie zjadł obiadu, nic nie wspomniała, że trzeba jeść ciepły posiłek czy że on nie zjadając obiadu marnuje pieniądze. Niby ton normalny, ale też sobie pomyślałam, że o to chodzi by sobie syn przemyślał czy chce sobie obciach pudełkiem robić, czy jednak zjeść obiad.

    Jechałam z nimi ponad godzinę i z całej rozmowy odniosłam wrażenie, że matka nie rozmawia z synem jak matka, tylko jak rasowy psycholog (nawet nie domorosły psycholog). Zero emocji i jakiegokolwiek rzeczywistego zainteresowania sprawami syna. Raczej przepytywała go z kolejnych tematów związanych z życiem szkolnym.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 42)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close