Relacja z podróży

Chciałem się pochwalić, że mam już za sobą pierwszy górski urlop na Słowacji :-).
A było to tak:

Środa
Jestem bardzo marudny, dzisiaj mieliśmy jechać w góry, a Tata nie dostał urlopu. Mama mierzy mi co chwilę gorączkę, by sprawdzić czy coś mi nie dolega, a to po prostu z żalu, że nie pojechaliśmy tak płaczę.
Późnym popołudniem Tata dał znać, że jedziemy jutro. Huraaaaaa, od razu poprawił mi się humorek.

Czwartek
Obudziłem się o 5:30 rano i postanowiłem już nie zasnąć, by nie przegapić nic z pierwszego dnia urlopu. Śmiałem się cały czas więc Mama nawet nie złościła się z tak wczesnej pobudki. Niestety, zmęczenie wzięło górę i przespałem pakowanie autka i większą część drogi. Na granicy obudziłem się i trochę pokrzyczałem na Pana Celnika, że tak marudzi ze sprawdzaniem paszportu, a to przecież wszystko oczywiste jest – jedziemy Mama i Tata no i Ja. Jechaliśmy do Terchowej, miejscowości położonej w rejonie pasma górskiego Mała Fatra. Rodzice dużo opowiadali mi o tym miejscu, byłem tu podobno jeszcze w brzuszku Mamy. W pensjonacie czekali już na nas Ciocia z Wujkiem. Zjedliśmy wszyscy przedobiadek i ruszyliśmy w góry. Tata z Wujkiem postanowili wejść na Rozsutec (1610), a Mama, Ciocia i Ja zaliczyliśmy tylko część trasy do przełęczy Medziholie (1185). Mamie trochę żal było, że nie może iść z Tatą ale przecież ma mnie, a ja jestem jeszcze za mały na takie duże góry! Przespałem sobie całą drogę do przełęczy, ale po męczącym podejściu postanowiłem sobie coś zjeść i Mama musiała dać mi cyca. Śmiała się, że wygląda jak Madonna z dzieciątkiem (siedzieliśmy na zboczu otoczeni kosodrzewiną), wzbudzaliśmy ogólne zainteresowanie, wszyscy się mną zachwycali. W powrotnej drodze też mi się przysnęło i straciłem te wszystkie piękne widoki, a tak się starałem nie zasnąć, no ale jak tu nie zasnąć jak tak przyjemnie bujało…
Wieczorem siedzieliśmy sobie wszyscy Ja popijałem mleczko, a reszta piwko (Mama oczywiście bezalkoholowe).
Potem była kąpiel z Mamą pod prysznicem (ale fajnie, musimy sobie w domku też sprawić prysznic) no i spanie, z rodzicami w łóżku (w domu nie ma takich atrakcji).

Piątek
Rano Ciocia z Wujkiem oświadczyli, że w żadne góry nie idą, bo nie mają siły (cieniasy, ja to bym mógł pójść). Poszedł tylko Tata, a my pojechaliśmy zwiedzać lokalne hipermarkety. Nudno było więc się trochę zdrzemnąłem.
Wieczorem znowu było mleczko/piwko, kąpiel i spanie.

Sobota
I znowu tylko Tata poszedł w góry. Zastanawiał się z Mamą czy dadzą radę razem ze mną ale się rozmyślili (jak już wspominałem za malutki jestem na duże góry). Poszliśmy Ja, Mama, Ciocia i Wujek na spacer wąwozem Tiesnavy. Było bardzo fajnie, chociaż Ja większość trasy przespałem. Jak zwykle starałem się nie zasnąć, ale oczy tak się kleiły… A potem Tata wrócił z gór, zjedliśmy wszyscy obiadek i poszliśmy na spacer z Tatą po Terchowej.
Wieczorem Ciocia z Wujkiem gdzieś sobie poszli, a my w trójkę trochę rozrabialiśmy.

Niedziela
Dzisiaj wracamy do domku. Trochę się cieszę, że znowu będę spał w moim łóżeczku, a z drugiej strony smucę, bo Tata znowu nie będzie miał dla mnie tyle czasu.
Na pożegnanie postanowiliśmy wszyscy zaliczyć Dolinę Diery, to taki wąwóz z drabinkami, mostkami i podobnymi atrakcjami. Wyruszyliśmy wszyscy razem w Dolne Diery, a jak doszliśmy do rozstaju dróg, my z Mamą położyliśmy się na polance odpocząć, bo dalsza część trasy była zbyt trudna dla nas. Było cudownie, ja się zdrzemnąłem troszkę na słoneczku, a Mama podziwiała piękne, jesienne krajobrazy. Po jakimś czasie wróciła reszta ekipy zachwycona atrakcjami tej trasy. Ja też tam podobno byłem będąc w brzuszku Mamusi i jeszcze tam będę jak już będę starszy! Wracaliśmy do autka troszkę trudniejszym szlakiem więc i Ja zaliczyłem parę drabinek i pooglądałem piękne skały.
Po powrocie pakowanie i w drogę do domku. Przy pakowaniu trochę marudziłem, bo kto by chciał wracać do domu z tak fajnego wyjazdu! Prawie całą powrotną drogę przespałem. Na granicy Pan Celnik szybko załatwił sprawę, nie było więc sensu na niego krzyczeć. Jednak 30 kilometrów drogi od domu wkurzyłem się, że Tata tak wolno jedzie i staje na jakiś światłach, że zrobiłem straszną awanturę.
A po powrocie do domu wszystko wróciło do normy: kąpiel w wanience, a spanie w łóżeczku. Szara codzienność…:-(

No i tyle relacji z wyjazdu. Już nie mogę się doczekać kolejnej podróży.
Pozdrawiam
Juliusz

Ada i Juliuszek 17.07.2003

1 odpowiedzi na pytanie: Relacja z podróży

pluto2003-09-30 14:38:13

Re: Relacja z podróży

Czyli urlop się udał…….mam nadzieję, że odpoczęliście troszkę……..

Julka i 16 miesięczny Karolek

Znasz odpowiedź na pytanie: Relacja z podróży?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mam z dzieckiem taki problem
Przekręcanie
Zuzka uwielbia się przewracać na brzuch, a na brzuchu leżeć nienawidzi. Co za ironia. Wystarczy ją położyć, a ta od razu fik na brzuch i jęczy, bo wrócić na plecy
Czytaj dalej
Karmienie
menu 10-miesieczniaka
Co moge podawac do jedzenia mojemu 10-mies. Synusiowi? Mam wrazenie, ze jego menu jest zbyt ubogie....je : mleko, kaszke, obiadki (gotowe), desery, jogurty, serki, flipsy, czase kawalek chlebka....jadl tez zoltko...ale
Czytaj dalej