Remik 24tc [*] 11.09.2009r.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 720)
  • Autor
    Wpisy
  • #100727

    olusia

    Witam
    Nie wiem od czego zacząc więc może opiszę wczorajszy dzień.

    Byłam na kontrolnej wizycie u gina. 20 tydzień. Gin dośc długo robił usg, nic nie mówił, choc zawsze dużo żartował, wszystko pokazywał i opisywał. Zapytałam czy coś nie tak, a on milczał, wpatrywał się w monitor. Po kilkunastu minutach kazał wstac i się ubrac… Czułam, że coś jest nie tak. Lekarz chwilę milczał a potem podły słowa: płód ma prawdopodobnie wadę głowy… to wada śmiertelna. Tyle pamiętam. Nic więcej. Dostałam L4, jakieś kartki z badaniami i skierowanie do specjalistycznej kliniki.

    Wyszłam z gabinetu, zadzwoniłam po męża. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam do kilniki i ubłagałam, żeby mnie jeszcze dziś przyjęli. Mieliśmy 40 minut czasu, żeby dojechac… Zajechaliśmy w 20 minut. Drogi nie pamiętam, wiem tylko, że jak wskazówka licznika przekroczyła 220 km/godz zamknęłam oczy…

    Przyjęła nas miła młoda lekarka. Pytała o przebieg ciąży (prawidłowy), o leki jakie brałam (żadnych), o choroby w ciąży (katar)… W końcu zaprosiła na usg… Niestety potwierdziła obawy mojego gina. Wyrok – bezmózgowie lub bezczaszkowie… Takie dzieci umierają do kilku godzin po porodzie… Nie da się tego leczyc, operowac. Nic nie można zrobic.

    Dowiedziałam się tylko tyle, że mogę skrócic ciążę i zdecydowac się na poród przedwczesny… albo mogę donosic ciążę do stycznia. Dla dziecka nie ma ratunku. I tak umrze…

    Całą noc nie spałam. Biję się z myślami. Nie wiem co robic. Mój syneczek daje o sobie znac, kopie jak szalony, każdy kopniaczek do większy ból… Nie do zniesienia.

    Nie wiem gdzie iśc po pomoc, czy ktokolwiek jest w stanie mi pomóc. Co robic? Jak życ? Donosic? Czy urodzic szybciej? Każde wyjście jest złe… ale które jest tym mniejszym złem?

    Jeśli ktokolwiek jest lub był w takiej sytuacji bardzo proszę o wsparcie, rady.

    #2714074

    Anonim

    Tak mi przykro…nie mam żadnej złotej rady,tylko ten wirtualny uscisk…



    #2714075

    inka

    Zamieszczone przez olusia26
    Witam
    Nie wiem od czego zacząc więc może opiszę wczorajszy dzień.

    Byłam na kontrolnej wizycie u gina. 20 tydzień. Gin dośc długo robił usg, nic nie mówił, choc zawsze dużo żartował, wszystko pokazywał i opisywał. Zapytałam czy coś nie tak, a on milczał, wpatrywał się w monitor. Po kilkunastu minutach kazał wstac i się ubrac… Czułam, że coś jest nie tak. Lekarz chwilę milczał a potem podły słowa: płód ma prawdopodobnie wadę głowy… to wada śmiertelna. Tyle pamiętam. Nic więcej. Dostałam L4, jakieś kartki z badaniami i skierowanie do specjalistycznej kliniki.

    Wyszłam z gabinetu, zadzwoniłam po męża. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam do kilniki i ubłagałam, żeby mnie jeszcze dziś przyjęli. Mieliśmy 40 minut czasu, żeby dojechac… Zajechaliśmy w 20 minut. Drogi nie pamiętam, wiem tylko, że jak wskazówka licznika przekroczyła 220 km/godz zamknęłam oczy…

    Przyjęła nas miła młoda lekarka. Pytała o przebieg ciąży (prawidłowy), o leki jakie brałam (żadnych), o choroby w ciąży (katar)… W końcu zaprosiła na usg… Niestety potwierdziła obawy mojego gina. Wyrok – bezmózgowie lub bezczaszkowie… Takie dzieci umierają do kilku godzin po porodzie… Nie da się tego leczyc, operowac. Nic nie można zrobic.

    Dowiedziałam się tylko tyle, że mogę skrócic ciążę i zdecydowac się na poród przedwczesny… albo mogę donosic ciążę do stycznia. Dla dziecka nie ma ratunku. I tak umrze…

    Całą noc nie spałam. Biję się z myślami. Nie wiem co robic. Mój syneczek daje o sobie znac, kopie jak szalony, każdy kopniaczek do większy ból… Nie do zniesienia.

    Nie wiem gdzie iśc po pomoc, czy ktokolwiek jest w stanie mi pomóc. Co robic? Jak życ? Donosic? Czy urodzic szybciej? Każde wyjście jest złe… ale które jest tym mniejszym złem?

    Jeśli ktokolwiek jest lub był w takiej sytuacji bardzo proszę o wsparcie, rady.

    Bardzo mi przykro. Ja również przeszłam ciąże letalną. Wiem, że jesteście teraz w szoku i ciężko Wam to wszystko zrozumieć…. i ta bezradność. Nie sposób tutaj niczego doradzić, bo decyzje musicie podjąć sami. Najważniejsze to dobrze zdiagnozować wadę, poczekać aż pierwsze emocje opadną i dopiero podjąć decyzję.
    Ja urodziłam Synka w 36 tc. Żył niespełna 2 godz.
    Dużo siły życzę.

    #2714076

    chilli

    znam trzy przypadki ciaz obarczonych wadami.
    dwie z nich zakonczyly sie indukcja porodu
    jedna mama postanowila donosic – po porodzie corka zyla 2h.

    to trudne pytanie donosic czy urodzic wczesniej 🙁
    kazdy ze znanych mi przypadkow inaczej decyzje podejmowal 🙁

    #2714077

    tori75

    Olusiu,
    tak strasznie mi przykro….pamiętam Cię z ‚Zawziętych’. Nie wiem co napisać, naprawdę….
    Trzymaj się jakoś Kochana…..
    Wydaje mi się, że czekanie do stycznia byłoby dla Was męczarnią…… tym bardziej, że -jak piszesz- dziecku to nie pomoże, ale to tylko moje zdanie….

    Jeśli masz wątpliwości, może powinnaś porozmawiać ze specjalistą – psychologiem, terapeutą, księdzem… na pewno potrzebujecie trochę czasu, żeby się oswoić z tą sytuacją…
    Myślę o Tobie……

    #2714078

    violes

    bardzo mi przykro 🙁 będe trzymać za was kciuki i modlić się aby Bóg pomógł Wam podjąć właściwą decyzję …..przytulam mocno !!!



    #2714079

    amber

    Boże, Olusia 🙁
    Tak bardzo mi przykro 🙁
    Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić przez co przechodzicie…
    Bardzo Ci współczuję 🙁
    Trzymaj się…

    #2714080

    swiki

    tez jest mi bardzo przykro. My mielismy podejrzenie wad genetycznych. Naszczescie skonczylo sie wszystko dobrze, ale decyzje zdazylismy podjac, po otrzymaniu wynikow pozostawal nam tylko tydzien czy dwa. Nasza decyzja byla: jezeli to wada smiertelna to nie bedziemy czekac do konca, jezeli ZD bedziemy myslec. Naszczescie los nie postawil nas przed tym wyborem, ale wiem jak ciezko Ci jest teraz i jak trudno podjac ta decyzje, my podejmowalismy ja prawie dwa miesiace, ciagle watpliwosci, tony mysli itd. Niestety zadecydowac musisz tylko i wylacznie Ty i niestety nie masz tyle czasu. Juz chyba nie mam linka do tego forum na ktorym wtedy bywalam, ale dotyczylo badan nt, amniopunkcji, wynikow i wlasnie co zrobic, jak wyniki wyjda nie tak. Z dziewczyn ktore otrzymaly wyniki o trisomi 13+18 rzadna nie zdecydowala sie donosic. Pisaly takze jak odbywa sie cala „procedura” wywolywania i samego porodu. I pamietaj: jakakolwiek nie podejmiesz decyzje, to musi byc Twoja decyzja, wynikajaca ze srodka Ciebie i z Twojego serca i sumienia. Nie mozesz dac sie omotac nikomu wokol, bo to Ty z tym pozostaniesz nie oni.
    to chyba ten watek, nei wiem czy moge linka umiescic, jak nie, to prosze modow o usuniecie go z wypowiedzi z tego forum, nei wiem czy Ci pomoze:
    [quote]Decyzja o terminacji ciąży była najtrudniejszą jaką musiałam podjąć w swoim dotychczasowym życiu. Nadusie straciłam nawet nie wiedząc o tym. W 21tc odeszła we mnie. Tydzień po własnym ślubie, na którym jeszcze byłam pewna, że z moją dzidzią jest ok (nie zyła już około tygodnia) trafiłam do szpitala i przeżyłam koszmar. Wywoływanie porodu straszny ból. Po miesiącu od tego zdarzenia zgodnie z zaleceniami lekarza, że im szybciej tym lepiej zaszłam w ciąże. Byliśmy tacy szczęśliwi. Z racji śmierci Nadusi skierowano mnie na usg prenatalne (przy Nadii też było). W Provicie w Katowicach nie pozostawiono mi złudzeń. Nt już teraz nie pamiętam, ale chyba 4,7, wada serca. Ale miałam jeszcze nadzieję. Konsultacja u dr Włoch, po tygodniu nt w normie, wada podobno operacyjna, ale…. No właśnie ale. Pojawiły się niepokojące objawy. Niedowaga małej, przykurcz mięśni. Skierowano mnie na amnio. Po prawie 3 tygodniach wiary, że mimo wszystko będzie dobrze, dostaje telefon ZESPÓŁ EDWARDSA, brak szans na przeżycie 2 miesięcy po porodzie, jeśli udało by mi się donosić ciąże. Nie chciałam uwierzyć. Kolejne usg, potwierdziła taki przykurcz mięśni, że po godzinnej prawie obserwacji moja mała nie była wstanie rozgiąć paluszków. Pojawiły się zmiany w móżgu. I co i teraz przyszedł czas na decyzję. Biłam się z myślami strasznie. Dać mojej Iskiereczce przyjść na świat, przytulić, ukochać a potem pozwolić by pomału na moich oczach umierała. Pozwolić by cierpiała. Podjęłam tą decyzję z wielkim trudem, do ostatniej chwili walczyłam sama ze sobą. Moja Bianeczka odeszła w 22 tc. Została ochrzczona z wody w szpitalu przez położne. Dostałam jej odbite krwawe stópki z dopiskiem: NIE MA STÓPKI ZBYT MAŁEJ BY NIE MOGŁA ZOSTAWIC ŚLADU. [/quote]
    Na tym forum jest kilka numerow gg dziewczyn, ktore poddaly sie terminacji (w okolicach 300 strony) jezeli sie doezwiesz to napewno odpisza Ci i pomoga na swoj sposob, udziela interesujacych informacji, wsparcia i rady, ktorej potrzebujesz. Strzasnie mi przykro, naprawde.

    #2714081

    pasiasta

    Przykro mi, tak cholernie mocno mi przykro …

    Zamieszczone przez olusia26
    Nie wiem gdzie iśc po pomoc, czy ktokolwiek jest w stanie mi pomóc. Co robic? Jak życ? Donosic? Czy urodzic szybciej? Każde wyjście jest złe… ale które jest tym mniejszym złem?

    Nie śmiem Ci doradzać, choć swoje zdanie na ten temat mam… to musi być Wasza decyzja, jakakolwiek ona nie będzie – możesz liczyć na nasze wsparcie – piszę tu za ogół, bo na pewno się ze mną zgodzi …

    #2714082

    ewa7612

    Olusia, strasznie mi przykro:(:(:( To okropne co teraz przeżywasz:(Tak na szybko sama nie wiem co bym zrobiła….może jeszcze bym konsultowała z innym lekarzem licząc na cud…decyzję musisz podjąć sama…. :Przytulam::Przytulam::Przytulam:



    #2714083

    olusia

    Dziękuję wszystkim za dobre słowa. Niestety wyniki są na 100% pewne. Miałam jeszcze zrobic trzecie badanie, ale daruję sobie. Podjęłam decyzję, czy słuszną czy nie, niewiem, ale już jej nie zmienię.
    O te maleństwo staraliśmy się 8 miesięcy, od 5 noszę je pod sercem, codziennie czuję ruchy, wiem, że synek żyje. Nie wiem czy przeżyje jeszcze tydzień, miesiąc a może doczeka 9 miesiąca, ale ja mu tą szansę dam. Wiem, że umrze z chwilą narodzin, może jednak dane mi będzie spojrzec mu w oczka i powiedziec jak bardzo go kocham… To moja jedyna nadzieja. Te kilka chwil… Podjęłam taką decyzję, mąż mnie w niej utwierdził. Nie będziemy płakac, ale postaramy się cieszyc, że maluszek przeżył kolejny dzień.
    To nie jest płód, to nie jest jakieś tam dziecko to jest nasz SYN, nasz Remiczek. Byc może jego życie miało potrwac właśnie te 9 miesięcy, więc dlaczego mam mu te 4 miesiące odebrac? Nie mogę… Nie chcę. Od kiedy podjęliśmy taką decyzję jestem spokojna, nie płaczę, nie pytam dlaczego. Może na to przyjdzie jeszcze czas. Na razie cieszę się z każdego kopniaczka, bo wiem, że synek daje o sobie znac.
    Tak sobie myślę jeszcze, że przecież gdybym się dowiedziała, że ktoś bliski umrze za miesiąc to przecież nie zezwoliłabym na wcześniejsze odebranie mu życia, ale starała się spędzac jak najwięcej czasu z nim i cieszyc z każdej sekundy życia. Dlatego Remik z nami zostanie tak długo, jak to jest mu pisane.

    Mam nadzieję, że mogę tu z wami pozostac na forum. Ale jakbym komuś przeszkadzała to napiszcie a poszukam sobie innego miejsca .

    #2714084

    sole

    BArdzo cholernie mi przykro.

    Moim zdaniem podjeliscie najlepsza decyzje z mozliwych. Jestem pewna ze ja tez bym taka podjela.

    Trzymaj sie mocno i ciesz kazda chwila.



    #2714085

    lolaliciouse

    jestes wielka
    miłość matki,rodziców-to NAJPIĘKNIEJSZE co dajesz swojemu synkowi. I on to wie!!
    Podjełaś słuszną decyzję. I choc cię nie znam- myślami jestem z Tobą

    #2714086

    dorotka1

    Olusiu przykro mi bardzo 🙁
    Tak jak napisała Kasiasta jedynie wirtualne wsparcie w Twojej decyzji możemy Ci dac.

    …..

    #2714087

    redyna

    Zamieszczone przez olusia26
    Dziękuję wszystkim za dobre słowa. Niestety wyniki są na 100% pewne. Miałam jeszcze zrobic trzecie badanie, ale daruję sobie. Podjęłam decyzję, czy słuszną czy nie, niewiem, ale już jej nie zmienię.
    O te maleństwo staraliśmy się 8 miesięcy, od 5 noszę je pod sercem, codziennie czuję ruchy, wiem, że synek żyje. Nie wiem czy przeżyje jeszcze tydzień, miesiąc a może doczeka 9 miesiąca, ale ja mu tą szansę dam. Wiem, że umrze z chwilą narodzin, może jednak dane mi będzie spojrzec mu w oczka i powiedziec jak bardzo go kocham… To moja jedyna nadzieja. Te kilka chwil… Podjęłam taką decyzję, mąż mnie w niej utwierdził. Nie będziemy płakac, ale postaramy się cieszyc, że maluszek przeżył kolejny dzień.
    To nie jest płód, to nie jest jakieś tam dziecko to jest nasz SYN, nasz Remiczek. Byc może jego życie miało potrwac właśnie te 9 miesięcy, więc dlaczego mam mu te 4 miesiące odebrac? Nie mogę… Nie chcę. Od kiedy podjęliśmy taką decyzję jestem spokojna, nie płaczę, nie pytam dlaczego. Może na to przyjdzie jeszcze czas. Na razie cieszę się z każdego kopniaczka, bo wiem, że synek daje o sobie znac.
    Tak sobie myślę jeszcze, że przecież gdybym się dowiedziała, że ktoś bliski umrze za miesiąc to przecież nie zezwoliłabym na wcześniejsze odebranie mu życia, ale starała się spędzac jak najwięcej czasu z nim i cieszyc z każdej sekundy życia. Dlatego Remik z nami zostanie tak długo, jak to jest mu pisane.

    Mam nadzieję, że mogę tu z wami pozostac na forum. Ale jakbym komuś przeszkadzała to napiszcie a poszukam sobie innego miejsca .

    Brak mi słów, jesteś wspaniałą kobietą.
    Bardzo, bardzo mi przykro.

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 720)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close