Rodzicem się jest a nie bywa…

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 109)
  • Autor
    Wpisy
  • #106833

    redsnow

    Pięć latemu odeszła od Nas moja byla żona. Wyjechała za granicę. Zostałem z dwójką dzieci w wieku szkolnym. Dałem radę, pomimo tego, że moja była żona nie płaciła alimentów. Chcieć to móc 🙂 Nigdy też nie zabraniałem moim dzieciom kontaktu z ich matką. Jeździły do niej na święta i wakacje, na co dzień rozmawiały przez telefon. Półora roku temu moja córka skończyła szkołę podstawową i stwierdziła, że chce mieszkać z matką za granicą i tam kontynuować naukę. Pomyślałem – czemu nie, skoro dziecko tego pragnie… Tak więc zostałem na miejscu z moim 16 letnim synem. Córka odwiedza nas w ferie, wakacje i święta 🙂
    Nigdy przed moimi dziećmi nie ukrywałem, że chcę jakoś fajnie ułożyć sobie życie. Od czasu do czasu spotykałem się z kimś i w końcu znalazłem tę osobę, której jak sądziłem – właśnie szukałem.
    Zamieszkaliśmy razem, ale nie chciałem tworzyć rodziny patchworkowej. Po co? Skoro mój syn ma matkę… Chodziło mi raczej o dobry, ciepły dom z fajnymi relacjami.
    Wkrótce okazało się, że spodziewamy się dziecka 🙂 Czułem się szczęśliwy i wniebowzięty. Całą ciążę przeżywałem razem z moją partnerką. Urodziliśmy razem cudownego synka – To wyjątkowe, niezapomniane przeżycie…

    Zaraz po tym jak okazało się, że moja (dużo młosza ode mnie) partnerka jest w ciąży zaczęły się problemy na linii Ona-mój syn. Wiem, że to nie jest łatwe, być z kimś, kto ma dzieci z poprzedniego związku, ale zawsze starałem się rozumieć wszystkie trudności z tym związane i tak prowadzić sprawy domowe, aby raczej szukać nici porozumienia niż potencjalnych płaszczyzn konfliktowych. Zawsze służyłem wsparciem i całą swoją uwagę skupiłem na mojej partnerce i jej ciąży, którą bardzo kiepsko emocjonalnie znosiła…
    Moja partnerka jednak chyba nigdy tak na prawdę nie zaakceptowała, że mam dzieci z poprzedniego związku. Do tego stopnia, że miała problem z długością przyjazdu do Nas mojej córki na wakacje.

    Od samego początku zmierzała do tego, żeby mój syn nie mieszkał z nami.
    Na początku chciała żeby zamieszkał w internacie, a potem zmieniła wersję, żebym wysłał go do jego matki. Pomijając już wszystko, aktualnie nie ma takiej możliwości, bo mój syn musi tutaj skończyć liceum, co najmniej z kilu powodów. Potem (czyli za dwa i pół roku) i tak wybiera się z własnej woli na studia za granicę.
    Próbowaliśmy nawet korzystać z pomocy terapeutki. Nie wyszło. Moja partnerka zerwała wizyty, argumentując to tym, że pani psycholog na siłę chciała ją zmusić do bycia macochą.

    ‚Walka’ pomiedzy nami o mojego syna trwała przez całą praktycznie ciążę. W końcu, dwa tygodnie po urodzeniu małego synka usłyszałem ultimatum: albo On, albo ja…
    Nie wiem jak można podjąć taką decyzję, toteż nie podjąłem jej. Kocham ich przecież wszystkich najbardziej na świecie. Ją jak życiową partnerkę a dzieci jak ojciec 🙂

    Ostatecznie zabrała dwutygodniowe dziecko i wyprowadziła się do swoich rodziców. Zdębiałem… Znalazłem się w sytuacji dramatyczniej, której ani nigdy bym się nie spodziewał ani nigdy nie życzył. Nie wyobrażam sobie sytuacji bycia weekendowym tatusiem.

    Nie sposób opisać wszystkich okoliczności, sytuacji, słów wypowiedzianch i emocjonalnych huśtawek. W sytuacji, w której okazało się, że jednak mój syn nieodwołalnie musi skończyć w kraju liceum znalazły się inne argumenty i racjonalizacje. A to praca, to alkohol albo to, że nie dojrzałem do założenia nowej rodziny i mam inną, odmienną wizję świata

    Trudne to wszystko do ogarnięcia i bolesne.
    Tak, jak kiedyś zostając samemu z dziećmi miałem pomysł na to co dalej, tak teraz zupełnie nie wiem…

    Człowiekiem, tak jak i rodzicem się jest a nie bywa…

    #4169145

    asik

    Współczuję Ci 🙁
    Twoja partnerka zachowała się dziwnie, przecież od samego początku wiedziała, że masz dzieci
    nie oszukiwałeś jej, nie ukrywałeś niczego
    stawianie ultimatum: ona lub syn jest co najmniej nie na miejscu
    Mój niemałż ma syna z poprzedniego małżeństwa
    mimo, że z nami nie mieszka
    często u nas bywa i mam z nim bardzo dobry kontakt.
    Nie wyobrażam sobie stawać między ojcem i synem,
    imo to podłe



    #4169146

    redsnow

    Dziękuję za odpowiedź 🙂

    Nie oceniam, raczej zastanawiam się i próbuję pojąć, zrozumieć…

    Patrząc na własne życie niejako z boku zastanawiam się, czego tym samym mam się nauczyć…

    Nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko czemuś służy.

    Gdybym miał być gdzie indziej – byłbym gdzie indziej…

    #4169147

    yoko

    Partnerka okazała się osobą bardzo niedojrzałą.
    Jej zachowanie, decyzje, stawianie Pana pod murem,
    a teraz foch, wyprowadzka i granie na uczuciach…
    Po co? Dzieciaki to nie karty, nie można ani nimi grać, ani ich rozdawać
    kiedy nam się podoba.
    Nie rozumiem czemu tak ważne kwestie jak „wygląd” przyszłej rodziny nie padły zawczasu, zanim podjęliście decyzje o dziecku, dlaczego Pan i Ona nie wyjaśniliście sobie jak widzicie dalsze wspólne życie, jakie priorytety macie w życiu?
    Teraz mleko się wylało…
    Moim zdaniem, obecnej partnerce potrzeba czasu i rozumu, by wiele zrozumieć.

    Nie wyobrażam sobie, by ktoś, kto mnie kocha kazał mi wybierać z jakiegoś pierdołowatego powodu pomiędzy moimi dziećmi. Wybór jest niemożliwy, bo choć każde z moich dzieci kocham na swój sposób, inną miłością, to jednak największą z możliwych w obu przypadkach. Ktoś, kto tego nie rozumie… no cóż…
    Pan sam chyba wie jaka jest odpowiedź.
    Ta osoba krzywdzi zarówno Pana, jak i Wasze dziecko.

    #4169148

    redsnow

    Dziękuję za odpowiedź. Wiele w niej prawdy. Nie wszystko jednak daje się zaplanować. Życie toczyło się bardzo szybko i rozmawialiśmy o wszystkim na bieżąco. Również przy pomocy terapeutki. Pomiędzy nami jedynym konfliktowym tematem był mój syn, ale na początku były też deklaracje, że chcemy poradzić sobie z tą sytuacją, bo nasze wspólne życie jest najważniejsze. Sytuacja zdramatyzowała się na miesiąc przed porodem, chociaż zapewne wszystko to, co działo się wcześniej było zapowiedzią tego co może się wydarzyć w przyszłości. Miłość jednak jest ślepa…

    #4169149

    kantalupa

    Zamieszczone przez RedSnow
    Dziękuję za odpowiedź. Wiele w niej prawdy. Nie wszystko jednak daje się zaplanować. Życie toczyło się bardzo szybko i rozmawialiśmy o wszystkim na bieżąco. Również przy pomocy terapeutki. Pomiędzy nami jedynym konfliktowym tematem był mój syn, ale na początku były też deklaracje, że chcemy poradzić sobie z tą sytuacją, bo nasze wspólne życie jest najważniejsze. Sytuacja zdramatyzowała się na miesiąc przed porodem, chociaż zapewne wszystko to, co działo się wcześniej było zapowiedzią tego co może się wydarzyć w przyszłości. Miłość jednak jest ślepa…

    sluchaj, moze to najzwyklejsze uderzenie hormonow do glowy? babki w ciazy i w okolicach okoloporodowych potrafia zaskoczyc swoja „logika”
    wiem, ze to moze daleko posuniety wniosek, ale jesli twoja partnerka darzy ciebie uczuciem, chyba powinna przynajmniej sprobowac podjac jakies kroki, zeby rozwiazac sytuacje
    zwiazek z druga osoboa to przede wszytskim sztuka kompromisu, a ty chyba raczej nie zechcesz ulec jej ultimatum, prawda?
    trudne wszystko, bardzo i chyba nie ma jakiejs rozsadnej porady, bo nie wiemy, dlaczego twoja partnerka nie chce zobowiazan w postaci twojego syna w jej zyciu
    trzymam kciuki, zebys umial to madrze rozwiazac



    #4169150

    redsnow

    Dziękuję za odpowiedź.
    Mój syn ma prawie 17 lat. Kiedy okazało się, że jest problem jednym z pierwszych moich pomysłów (już na początku ciąży) było to, aby wynająć mu w bloku w którym mieszkamy, albo w pobliżu kawalerkę. Bylibyśmy blisko siebie – mój syn uczyłby się dorosłości. Nie było na to zgody. Usłyszałem, że szkoła z internatem – Jak to? Pomyślałem… Mamy naprawdę duże mieszkanie (4 pokoje). Każdy ma swój pokój i nikt nikomu nie wchodził w drogę. Na końcu okazało się, że drugie mieszkanie TAK, pod warunkiem, że jego matka będzie się dokładać, skoro nie płaciła alimentów. Dochodzenie zasądzonych alimentów, kiedy ktoś jest za granicą bywa bardzo, bardzo trudne. Moja ex żona powiedziała kiedyś, że komornik i tak jej nie znajdzie – i tak właśnie się stało. Dzisiaj, kiedy z nią moja córka, chyba nie było by dobrze, żebym zatruł jej życie, bo ostatecznie ugodzę we własne dziecko, które i tak już wystarczająco traum doświadczyło po odejsciu matki. Nie ma chyba sensu oglądanie się za siebie i życie przeszłością, kiedy na co dzień jest nowa rodzina i dziecko w drodze 🙂

    P.S.
    Z drugiej strony… jaki ma sens oglądanie się za 500 zł (na jedno dziecko) alimentów, użeranie się polskim, bezradnym wymiarem sprawiedliwości skoro średnio oboje zarabialismy KILKANAŚCIE tysięcy miesięcznie. Zawsze można popracować więcej i wiecej zarobić 🙂 Kwestia wyboru. Ostatecznie moja przeszłość, to mój bagaż. Nawiasem mówiąc rodzice mojej Partnerki zgadzali się ze mną w tej kwestii również. Partnerka nie.

    #4169151

    kantalupa

    pisales, ze twoja partnerka jest duzo od ciebie mlodsza, moze to jest problemem?
    moze nie jest emocjonalnie dojrzala do bycia „macocha”, nie chce przyjmowac tej funkcji za nic w swiecie?
    choc widze, ze ten argument finansowy w jakims sensie powraca w waszych relacjach
    a twoj syn? jak on to znosi? jakie jest jego zdanie?

    #4169152

    redsnow

    I właśnie o to chodziło aby macochą nie była, bo mój syn ma matkę. Nie chodziło o tworzenie patchworków, tylko zdrową, ciepłą, przyjacielską relację. O akceptację tego, że mam dzieci i o to, że tego nie da się zmienić, bo mój dom zawsze będzie domem moich dzieci.

    Argument, że faceci dla nowych rodzin porzucają dawne rodziny jest dla mnie nie do przyjęcia, a nie chcę tego oceniać, bo każdy ma prawo żyć po swojemu. Jak najdalszy też jestem od oceniania mojej byłej Partnerki, bo to nie tylko mama mojego dziecka (razem chodziliśmy na każdą wizytę do najlepszego ginekologa, razem rodziliśmy…) ale może także dlatego, że jest coś czego nie wiem, albo nie rozumiem…
    I owszem – jest dużo młodsza, ale ostatecznie, to 27 letnia dorosła kobieta. Wykształcona, mądra, nieprzeciętnie inteligentna i błyskotliwa. Może tylko nieco despotyczna, ale życie uczy tolerancji i empatii…
    Było wiele bardzo trudnych momentów i ciężkich słów z jej strony… Emocjonalnych szantaży (np. że moj syn nie będzie mnie znał i nosił mojego nazwiska). Jedyną rzeczą jaką można wówczas było zrobić, to trzymać emocjonalny pion, bo kobieta ciężarna potrzebuje troski i opieki. Zgodnie z tym co napisałaś większość kwestii kładłem na karb trudnych emocji w czasie ciąży a potem w połogu.

    Ale było też wiele chwil kiedy okazywało się, że ma piekne i dobre serce – ale tylko wobec mnie i naszego dziecka 🙁
    Ale zawsze to już coś – jakiś potencjał jest…
    Trzeba wierzyć w drugiego człowieka 🙂

    Mój syn… Cóż…
    Jest spokojnym cierpliwym, niekonfliktowym facetem. Jeżeli cokolwiek sprawiało mu przykrość, to zapewne to, że nigdzie z nami nie chodzi, nie wyjeżdża, nie robimy razem zakupów, nie chodzimy wspólnie do kina. Ale to mądry chłopak i znosił cierpliwie, to tylko czasem ze mną gdzieś wyjdzie. Zresztą… ma tyle szkolnych i poza szkolnych zajęć, że praktycznie cały tydzień ma wypełniony. Wraca ze szkoły wieczorem i tylko weekendy wolne. Zapewne jest mu też przykro, bo suma sumarum lubił moją Partnerkę i nasz mały synek to ostatecznie jego 2 miesięczny przyrodni brat, którego widział od urodzenia raptem ze trzy razy…

    Kiedyś powiedział piękną rzecz: – to nie jest prawda, że Ty kochasz mnie bardziej, niż mojego brata. Ty po prostu kochasz mnie dłużej

    🙂

    #4169153

    kantalupa

    wiesz, co?
    masz dobre dziecko
    i partnerke, ktorej nie rozumiem
    bo nie rozumiem jakiegos braku kalkulacji konsekwencji wiazania sie z mezczyzna z dzieckiem
    ty znasz ich wszystkich najlepiej
    i najlepiej znasz samego siebie

    myslisz, ze masz jeszcze czas, zeby czekac? bo moze jej sie cos odmieni? z drugiej srtony rozumiem, ze twoj mlodszy syn potrzebuje ojca tu i teraz

    czy ty probowales stawiac ultimatum?
    moze twojej partnerce trzeba sytuacji zagrozenia strata, zeby cos zrozumiec?
    wbrew pozorom, jednak, 27 lat i dojrzalosc to niekoniecznie synonimy
    wiem
    tez kiedys mialam 27 lat



    #4169154

    redsnow

    ——————————————————————————–
    Szczerze mówiąc, to nie wiem co powiedzieć…

    Nie wiem, czy ultimatum jest ‚w moim stylu’ bo to emocjonalny szantaż. To trudne wobec osoby, którą ostatecznie się kocha – tak chyba traci się dobre uczucia. Wolałbym rozmawiać, również dlatego, że jestem silnym człowiekiem i gdybym chciał zniszczyć ten związek – wiedziałbym jak to zrobić. Mądra filozofia uczy, że sztuką jest pokonanie przeciwnika bez walki. Niszczyć zawsze łatwiej niż budować. A może to tylko mój idealizm…

    Nie wiem czy i na co jest jeszcze czas…
    Wiem, że każdego dnia tracę mojego synka. Nie widziałem nawet jak się kąpie. Nie znam jego uśmiechu ani nie pamietam jak pachnie…

    Wiem tylko, że ma opiekunkę, bo moja Partnerka poszła do pracy…
    Kiedy ogarniam wyobraźnią całą sytyację widzę czarną dziurę i rozjechane emocje wszystkich wokół. Jej rodziny również.

    A na codzień jej ubrania w szafach, pokój dziecka i puste łóżeczko…

    Czy egoizmem jest to, że nie umiem wyobrazić sobie siebie jako ‚weekendowego’ ojca?

    #4169155

    elza29

    Strasznie to wszystko dla mnie niezrozumiale. Ciezko mi przyjac do wiadomosci iz miedzy synem a Twojaa partnerka nie dochodzilo do zadnych konfliktow a mimo tego tak strasznie jej przeszkadzala jego obecnosc… Kurcze to prawie dorosly facet ktory „zaraz” pojdzie na swoje ciezko mi uwierzyc ze ta kobieta rezygnuje z pelnej rodziny dla swojego dziecka… Nawet jezeli ten syn jej tak przeszkadza moglaby zacisnac zeby na te kilka najblizszych lat, nie wyobrazam sobie inaczej… Kurcze ale mimo wszystko jakos nie wierze ze cala historia zostala tu napisana, ze sie nic nie wydarzylo co ja do niego tak bardzo zniechecilo…. a moze znalazla sobie pretekst do odejscia? nie wiem, nie ogarniam… Zastanowilabym sie na Twoim miejscu powaznie czy masz ochote spedzac zycie z kims kto nie liczy sie zupelnie z Twoimi uczuciami, Twoimi sprawami itd… Wspolczuje ci bardzo ze na takie dwie perfidnie beznadziejne baby w swoim zyciu trafiles



    #4169156

    elza29

    Zamieszczone przez RedSnow
    ——————————————————————————–
    Szczerze mówiąc, to nie wiem co powiedzieć…

    Nie wiem, czy ultimatum jest ‚w moim stylu’ bo to emocjonalny szantaż. To trudne wobec osoby, którą ostatecznie się kocha – tak chyba traci się dobre uczucia. Wolałbym rozmawiać, również dlatego, że jestem silnym człowiekiem i gdybym chciał zniszczyć ten związek – wiedziałbym jak to zrobić. Mądra filozofia uczy, że sztuką jest pokonanie przeciwnika bez walki. Niszczyć zawsze łatwiej niż budować. A może to tylko mój idealizm…

    Nie wiem czy i na co jest jeszcze czas…
    Wiem, że każdego dnia tracę mojego synka. Nie widziałem nawet jak się kąpie. Nie znam jego uśmiechu ani nie pamietam jak pachnie…

    Wiem tylko, że ma opiekunkę, bo moja Partnerka poszła do pracy…Kiedy ogarniam wyobraźnią całą sytyację widzę czarną dziurę i rozjechane emocje wszystkich wokół. Jej rodziny również.

    A na codzień jej ubrania w szafach, pokój dziecka i puste łóżeczko…

    Czy egoizmem jest to, że nie umiem wyobrazić sobie siebie jako ‚weekendowego’ ojca?

    a to ile to dzieciatko teraz ma? :Niepewny:

    #4169157

    gacka

    Smutne jest to, co piszesz.
    Mnie zastanawia jeszcze jedna sprawa – jakie relacje łączą Twoją partnerkę z jej rodzicami? Jak oni widzieli Ciebie w tym związku? Jakie relacje Ty miałeś z jej rodzicami?

    #4169158

    redsnow

    Coż Elza mam powiedzieć…

    Dziękuję że napisałaś.
    Ostatecznie z „wyższego poziomu życiowego” nie chodzi o współczucie (chodziaż dziękuję za ciepłe słowa).

    Ja też wielu rzeczy nie rozumiem. Być może właśnie dlatego postanowiłem założyć ten wątek.
    Przez całą ciążę szukałem w necie tylko dwóch tematów:
    a) wszystkiego na temat ciąży
    b) problematyki dzieci z poprzednich związków i rozwiązywania takich sytuacji

    Mój starszy syn… Cóż…
    Jest normalnym nastolatkiem w pelnym tego słowa znaczeniu. To nie jest facet konfiktowy i nie miałem z nim nigdy jakiś głębszych problemów, poza tym, że ma trochę bałaganu w swoim pokoju. Reszta w normie.

    Ale jeżeli problemem są okruchy z chleba na kuchennym blacie, albo umycie patelni dopiero po zjedzeniu jajecznicy (bo ciepła jest najlesza 🙂 to cóż mogę powiedzieć…

    Wierz mi, że trudno było mi odnaleźć się w sytuacji takiej, że dla młodszego syna absolutnie wszystko w przyszłości, a dla mojego starszego nawet kilku korepetycji z matmy…

    Gdzieś w głebi duszy zadaję sobie chyba gruntowne pytanie karmiczne…
    Po co to się wydarzyło? Czego mam się nauczyć?
    Ostatecznie po coś takie rzeczy w życiu się dzieją.

    Ktoś kiedyś powiedział, że niektórzy ludzie zanim z diamentów staną się brylantami muszą przejść przez życie zebrać wszystkie szlify.

    Ale może znów włączył mi się idealistyczny obszar mojego JA

    🙂 🙂 🙂

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 109)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close