Śmierć w ciszy inkubatorów

http://kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1127261&KAT=245

pozdrawiam
Krzysiek
tatuś Dawidka (17-03-2003)

61 odpowiedzi na pytanie: Śmierć w ciszy inkubatorów

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

To wszystko jest strasze i chyba mnie przerasta.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Adres nie dziala…


Kasia i Maciek 25.04.03

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

A poza tym podałeś zły link: właściwy to [Zobacz stronę]

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

emalka Dodane ponad rok temu,

K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

“(…)realną granicą przeżycia jest 25. tydzień ciąży, a nawet dzieci urodzone w 27. tygodniu, choć przeżywają, płacą za to straszną cenę, najczęściej trwałego kalectwa(…)”
“(…)Ze statystyk wynika bowiem, że noworodki, które ważą mniej niż 500 gramów praktycznie nie mają szans na prawidłowy rozwój, a dzieci poniżej 1500 gramów – mają najczęściej problemy neurologiczne na tyle poważne, że od wczesnego dzieciństwa stają się inwalidami wymagającymi stałej opieki sztabu fachowców: neurologów, rehabilitantów, ortopedów, chirurgów, logopedów, psychologów (…)

kurwa mać, przepraszam, ale jestem tak roztrzęsiona jak dawno nie byłam….
Zuza urodziła się w 28 tygodniu, ważąc 980 gramów… przez 7 dni było podłączona do respiratora, dostawała leki na rozwój płuc, antybiotyki, sterydy….. po kilku dniach dołączyła żóltaczka, lampy, nowe leki…. Młoda miała wylewy do mózgu, na szczęscie 2 stopnia…. stan był ciężki, nikt nie dawał nam ŻADNEJ gwarancji, że dziecko przeżyje, że będzie cdobrze. Codziennie spędzaliśmy przy dziecku kilka, czasem nawet kilkanaście godzin… Ja do tego ściągałam pokarm, za wszelką cenę chcąc w przyszłości karmić Zuzkę piersią. Głaskaliśmy, masowaliśmy, smarowaliśmy oliwką maleńkie, zupełnie nie podobne do dziecięcego ciałko. Śpiewaliśmy Jej piosenki, kiedy stan był gorszy i nie mogliśmy otwierać inkubatora – głaskieliśmy go, żeby Zuza nas czuła, żeby wiedziała, że sątu ludzie, którzy ją kochająi nie mogą już wyobrazić sobie życia bez niej….
Teraz jest CUDOWNYM maluszkeim, oczywiście znacznie odbiegającym od swoich rówieśników, ale po roku ma sznase już zrównać się z dziećmi kwietniowymi. Zaczynamy już łapać z nią kontakt, wodzi oczkami, pokrzykuje na nas, UWIELBIA być noszona, kołysana, całowana – JAK KAŻDE DZIECKO! Tak, jest pod opieką rehabilitatki, neurologa, psychologa, logopedy, okulisty i laryngologa… ale właśniepowoli wydostajemy się ze szponów medycyny, konsultacje okulistyczne mamy już za sobą – retinopatia się cofnęła, dzisiejsze badanie słuchu okazało się ok, rehabilitanka i neurolog zachwycają się postępami jakie robi… I jak mi ktoś kurwa pisze, że mam dziecko inwalidę, to mam ochotę strzelać!!!!!!!!!!!!!!!
A co ma powiedzieć matka bliźniaków którzy leżeli z Młodąna oddziale a jeden ważył 580 gramów?!!!!!!!!!!!! Jak można pisać takie rzeczy?!!! Wiem, że mam dziecko, które wymaga większej uwagi, cierpliwości, ale to tak jakby napisać, ze ludzie ze zmianami na skórze (jakimikolwiek) praktycznie zawsze umierają na czerniaka!!!!!!!!!!!!!! Jak czują się rodzice właśnie urodzonego wcześniaka, który walczy o życie w szpitalu?!!!!!!!!!!!!!!!!!
już brakuje mi słów….ale musiała to z siebie wyrzucić…
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

helga Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Rozumiem, ze się wkurwiasz, ale myślę, ze miałaś szczęście. Moja koleżanka urodziła dziecko w 31 tygodniu ciaży, ważyło ponad kilkogram, nie miało wylewu krwi do mózgu i umarło…
Pewnie jesteś wykształconą, w miarę dobrze zarabiająca osobą, która umie świadomie korzystać ze zdobyczy medycyny. Dzięki temu Twoje dziecko ma szanse na normalne życie. Ale jestem pewna, że ludzie, których nie stać na prywatna opiekę medyczna, niez dając sobie sprawy skazuja swoje dzieci na inwalidzki los. Tylko, kto powiedział, że zycie inwalidy jest mniej wartościowe??

Te wszystkie rzeczy o inwalidztwie, które Cię oburzyły mówią lekarze, nie dziennikarz. Ten tekst z założenia nie ma nikogo pocieszać, tylko porusza problem eutanazji wśród noworodków. Poza tym Tygodnik Powszechny nie jest – wbrew nazwie – pismem powszechnie czytanym, więc mała jest szansa, ze przeczyt je matka wcześniak, który walczy o życie.
W każdym razie ja jestm wstrząśnięta i nie umiałabym odpowiedzieć na pytanie postawione w tym tekście….

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

karolcia Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

mnie tez takie podejście wqrza, bo czytając np. niektóre artykuły, to zastanawiam się czy to nie jakaś pomyłka, że ja w ogóle żyję- przecież z medycznego punktu widzenia chyba nie powinnam! A moja Mama kiedy po moim porodzie słuchała takich bzdur to na pewno czuła się lepiej….
Ale była twarda i się nie dała, obie się nie dałyśmy….. 🙂

Serdecznie Pozdrawiam :)))
Karolcia_

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

nie zgodzę się. Te tezy, to opinia diennikarza. Doskonale rozumiem dramaty jakie dzieją się na oddziałach ITN, zgadzam się z prof Kornacką (to ona opiekowała się Zuzolcem), że trzeba te trudne sprawy poukładać, zebrać…

to prawda – jestem wykształcona, dobrze zarabiam (i przepraszm, jeśli zabrzmiało nieskromnie) ale korzystam zarówno z prywatnej jak i państwowej opieki (np. CZD, IMiD) więc wiem, że nawet bez kasy udaje się leczyć dziecko (oczywiście, kiedy w grę wchodzi czas – trzeba bulić….)

nie uważam, że mieliśmy szczęscie – utrzymuje kontakt z wieloma rodzicami wcześniaków (poprzez fundację “wcześniak”) i widzę, że dzieciaki “wyrastają” z wcześniactwa!!!! Nie mówię tu o skrajnych przypadkach, ale o “normalnych” wcześniakach (nawet tych z 27, 28 tygodnia). Podczas wizyt u lekarzy spotykamy się z dziećmi z oddziału i razem płaczemy ze szczęscia, kiedy pojawia się pierwszy uśmiech, zamartwiamy jeśli długo nie ma kupy
Wiem, że osobom, które nigdy nie spotkały się z problemem wcześniactwa wydaje się to jak wyrok – tak nie jest!!! I tak podchodzą do tego w zasadzie wszyscy lekarze z jakimi się spotkałam… Irytuje mnie jednak (i to baaardzo mocno) generalizowanie i stawianie “mocnych tez” żeby dodać textom dramatyzmu

a co do prawdo podobieństwa przeczytania tego txtu – wierz mi, że kiey wracasz do domu ze szpitala po porodzie czytasz WSZYSTKO (!!!!!!!) co znajdziesz w necie. WSZYTSTKO. Wpisujesz w googla, altavistę i inne “wcześniak” i czytasz, czytasz, czytasz… BO CHCESZ ZNALEŹĆ NADZIEJĘ.
Bo dzięki niej od 21. 04. 03 nie zwariowałam.
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

kleeo Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dobrze ze jestes taka silna, az bije po oczach! Jak patrze na zdjecia zuzki to naprawde serce sie raduje, ze tak pieknie rosnie i goni rowiesnikow. Masz racje ze sie wkurzasz, takie rozwaznia moga dobic niejednego rodzica wczesniaka.
Moj chrzesniak jest wczesniakiem, jedyne co mu zostalo to pamiatka po inkubatorze i nosi okularki, ale moj syn urodzony w 42 tygodniu tez je nosi, wiec dzieci niczym sie nie roznia. Wiem ze w klasie Milosza jest dwoje dzieci przedwczesnie urodzonych i wszystkie rozwijaja sie prawidlowo, a klasa jest sportowa wiec na pewno nie sa tez inwalidami. Przykladow mozna mnozyc, szkoda ze artykul generalizuje dzieci wczesniej urodzone jako inwalidow wrecz, wiadomo ze na poczatku jest trudniej, a nawet ze prawdopodobienstwo inwalidztwa jest wieksze niz u dzieci donoszonych, ale na Boga, chyba wiecej wczesniakow dogania rowiesnikow i rozwija sie potem tak samo!


kleeo i Natalia (ur.26.07.02)

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Ciezko cokolwiek madrego powiedziec, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi i nikt nie jest na tyle mocny, zeby bez jakiegolwiek wahania podjac decyzje o nieratowaniu malenkiego zycia, bo i tak nie da sobie rady czy odlaczeniu zyjacego dziecka. Bo przeciez te, jak ich nazwano, bezczaszkowce, to sa malenkie dzieci, ktore tak samo chcialyby byc kochane, noszone na rekach, tulone i calowane. Nie moge…………..
Jak mozna w ogole pomyslec, zeby je nazwac rezerwuarem narzadow. Kto w ogole wymyslil takie okreslenie?????? Na pewno nie mial ten ktos swoich dzieci. Czy to ich wina, czy to kogokolwiek wina, ze nie maja glowki?
Z drugiej strony na pewno cierpia i to strasznie, wiec kochajac je powinno sie pozwolic im szybko umrzec… Nie wiem co bym zrobila, gdyby moje dziecko to spotkalo. Nie wiem…. Przerasta ten problem moj umysl…
Artykuly prasowe maja to do siebie, ze graja na emocjach mocnymi slowami, ale takie jest ich zadanie: poruszyc sumienia, wyobraznie… Dlatego czasem uzywaja w nich slow dla niektorych bolesnych. Zdaje sobie sprawe, ze okreslenie ‘inwalida” moglo dotknac Emalke, ktora jak malo kto z nas tutaj, wie ile cierpi, modli sie i ile wysilku pozniej wklada matka wczesniaka, zeby jej dziecko jak najmniej odczulo skutki przedwczesnego porodu i jak najszybciej dogonilo swoich rowiesnikow.
I dlatego zycze jej jak najwiecej sil, wytrwalosci oraz radosci ze wspanialej coreczki.


Kasia i Maciek 25.04.03

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

dokładnie tak!
🙂
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

hihih- zabrzmiało tak, jakbym jakiś heroicznych wysiłków doświadczała, a to nie tak… 🙂
nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale Maciek też chyba jest wcześniaczkiem, co? I przecież nie możesz myśleć, że to w jakikolwiek sposób obciąży Go w przyszłości….
buziaków moc pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Nawet wstyd mi go nazwac wczesniakiem w porownaniu z Twoja panienka, ale fakt, ze urodzil sie zdziebko za wczesnie 🙂 I na pewno nie bedzie mial przez to gorszego zycia. Moze nie siada w wieku 3,5 miesiaca jak niektorzy jego rowiesnicy, ale jest radosnym, spokojnym dzieciatkiem i na pewno baaaardzo szczesliwym. Widze to w jego oczach, za kazdym razem, gdy w nie zagladam…


Kasia i Maciek 25.04.03

awkaminska Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

tym siadaniem to sie nie przejmuj, Kamcia o czasie urodzona i tez nie siada.

A swoja droga czy odladalyscie tydzien temu (chyba) we srode na 1 o 20 film. Jedno dziecko urodzone o czasie ale bez kory mozgowej, podtrzymywane w inkubatorze by byc dawca serca dla innego. Film ana faktach. Dzieciak, ktory otzrymal serce , zyje .

mysle ze w tym artykule chodzi glownie o dylematy: meczyc na prozno, czy nie. Ale mysle, ze kazda matka bedzie chciala by walczono o zycie jej dziecka, nawet, gdyby mailo cos byc nie tak, bo zawsze mozane liczyc na cod.

(poza tym i w terminie rodza sie dzieci chore i wymagajace pomocy i wterminie moze urodzic sie kaleka to co usmiercic go????!!!! a co zporazeniem mozgowym, z zespolem Downa????)

Agnieszka mama Jagody(09-10-97) i Kamili(03-04-03)

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

widziałam i wyłam jak głupia
ale cuda się zdarzają
jeden właśnie śpi w pokoju za ścianą :)))
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

redford Dodane ponad rok temu,

Re: S´mierc´ w ciszy inkubatorów

Pola, to nie profesor pisal ten artykul, a dziennikarze wiesz jak potrafia czyjes wypowiedzi podbarwiac, przeinaczac. On mowil o podtrzymywaniu zycia dzieci, ktore wiadomo, ze umra, bo bez mozgu nie mozna zyc, tyle ze to przeciez nadal sa dzieci i on tego nie neguje. Dlatego wyrazal swoje watpliwosci co do podtrzymywania pracy respiratorow, bo rodzic kieruje sie uczuciami i ma nadzieje do konca, a lekarz po prostu wie, ze czasem nie dana jest komus szansa na zycie. Choc z drugiej strony sa przypadki, ktore lekarzy wprowadzaly w oslupienie i z pokora przyjmowali Boski wyrok, ze “ma zyc”….


Kasia i Maciek 25.04.03

redford Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

ja nie ogladalam, ale tez wlasnie ide zaraz zobaczyc jeszcze jeden cudek spiacy za sciana :-)))


Kasia i Maciek 25.04.03

redford Dodane ponad rok temu,

Re: S´mierc´ w ciszy inkubatorów

Podlaczaja, bo chca tego rodzice, no i dlatego, ze jest to CZLOWIEK tyle ze baardzo chory. Chyba zasadne bylo porownanie eutanazji u doroslych z wlasnie odlaczeniem ciezko chorych noworodkow od respiratorow. I tu i tu chodzi o godna smierc, od ktorej wiadomo, ze nie ma odwrotu i skrocenie cierpien. Lekarze trzymaja te dzieci tak samo jak trzyma sie nieprzytomnych doroslych, bo jesli juz raz sie ich zaczelo utrzymywac przy zyciu to odlaczenie ich jest wydaniem wyroku, a tego nikt na siebie nie chce wziac. Ale z drugiej strony lekarze maja ludzkie watpliwosci czy NALEZY meczyc te biedne malenstwa, gdy wiadomo, ze kazdy nastepny dzien to dla nich dzien kolejnych cierpien… Wcale mu sie nie dziwie, ze ma takie watpliwosci i wcale nie zazdroszcze sytuacji w jakiej na pewno czesto zdarza mu sie byc – decydowac o dlugosci czyjegos zycia.
Rodzilam na Polnej i moj synek lezal tam na OIOM-ie na neonatologii wlasnie u prof. Gadzinowskiego. Widzialam tak biedne malenstwa, ze serce krajalo sie, dlaczego spotkal ich taki los i takie cierpienia juz na poczatku zycia, ktore nie wiadomo ile potrwa. Tam leza malenkie myszki, ktore mieszcza sie w jednej dloni, wazace 500-600 gram, albo takie, ktore nie maja odbytu, kosci krzyzowej, powyginane nozki. Straszny widok i nikomu nie zycze, zeby musial kiedys trafic na taki oddzial. Mozna sie zaplakac…


Kasia i Maciek 25.04.03

polozna1 Dodane ponad rok temu,

Re: S´mierc´ w ciszy inkubatorów

bezmozgowce nie maja ZADNYCH szans na zycie

polozna1 Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

ZUZKA GRATULUJE MAMUSI
przesylam wam buziaczki

helga Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Rozumiem Twój punkt widzenia. Jednak przypuszczam, ze nie spotykasz rodziców dzieci, które urodziły się bez czaszki albo innych ważnych narządów. Dzięki ogromnemu postępowi medycyny można ratowac teraz coraz młodsze dzieci. Jednak cześci z nich nie da się uratować. I o tym jest ten tekst. Czy dziecko, którego nie da się uratować, bo nie ma mózgu, powinno się przytrzymywać przy życiu. ten tekst nie jest o “normalnych” wcześniakach, tylko o tych bardzo chorych.

I prawda jest, ze wcześniaki to dzieci, które później często wymagaja dodatkowej opieki całej gromady specjalistów. Nie ma co ukrywać, ze przedwczesne urodzenie niesie ze sobą nieodwracalne skutki. Nawet jeśli dziecko wychodzi w wcześniactwa.

W jednej kwestii nie moge się z Tobą zgodzić. Nie może być tak, ze o jakiejś sprawie się nie pisze, bo można tym komuś sprawić przykrość i odebrać nadzieję. Ja na przykład wolę wiedzieć, na czy stoję niż żyć w świecie mrzonek.
W każdym razie cieszę się, ze z Twoim dzieckiem jest wszystko ok. Pozdrawiam

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Okulary to też forma inwalidztwa. Wiem to, bo sama je noszę, mimo ze nie byłam wcześniakiem. Z powodu okularów można dostać rentę!
W każdym razie słowo inwalida kojarzy się z osobą na wóxku inwalidzkim i stąd to oburzenie.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: S´mierc´ w ciszy inkubatorów

Dlatego, że piszę prawdę?? Wolałabyś słodziutkie określonka o malutkich maleństwach, z którymi wszystko będzie dobrze, mimo ze tak nie będzie? To nie jest artykuł w “Mamo to ja”, gdzie uzywa się tylko cukierkowych określeń. To jest tekst o tym, czy nalezy ratować dzieci przedwcześnie urodzone, które nie maja szans na przeżycie. Dziennikarz nie mówi, ze ich nie nalezy ratować. Tylko stawia pytania o jedną z najtrudniejszych kwestii w życiu. Czy lekarze mają obowiązek ratowć dziecko, które urodziło się np. bez mózgu.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Zdumiewa mnie to wspólne kadzenie sobie: buziaczki całuski, wszystko będzie dobrze. Uważam, ze to dobrze, ze masz nadzieję, i wierzysz, ze wszystko będzie bobrze z Twoim dzieckiem, jednak przedwczesne urodzenie, czy tego chcesz czy nie zawsze pozostawia jakies ślady.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Dobrze, że ktos jednak zrozumiał ten tekst.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

karolcia Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Chyba jednak nie zawsze- mogę to potwierdzić swoim przykładem….

Serdecznie Pozdrawiam :)))
Karolcia_

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Lekarze twierdzą, że zawsze. Neurolog dr Grażyna Banaszek, specjalistka od rehabilitacji m.in. metodą Vojty mówiła mi, ze niedotlenienie w czasie porodu, przedwczesne narodziny i tym podobne komplikacje w czasie porodu dadzą o sobie kiedyś znać. Być może nie są to rzeczy, które przeszkadzają żyć, ale np. dzieci przedwczenie urodzone często mają niegroźne wady postawy, okulary, problemy w nauce, nadpobudliwość itp. Rehabilitacja może zminimalizowac oczywiście skutki przedwczesnego porodu, ale one zawsze są.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

karolcia Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Hm…
Moje przedwczesne urodziny spowodowane były przede wszystkim zatruciem ciążowym mojej Mamy oraz tym, że podczas ciąży moją szyję owinęła pępowina. Natychmiast po porodzie zaczęto mnie reanimować, co jak widać- dzięki Bogu- przywróciło mnie do życia. Jednak oczywiście wówczas to jeszcze nic nie znaczyło. Mój stan po urodzeniu (w skali Apgar’a) wynosił: 0,0,0,0,1(oczywiście w skali 1-10), więc było gorzej niż żle.
Nie zamierzam podważać diagnoz lekarzy, ale naprawdę na dzień dzisiejszy, nie mam z tego tytułu żadnych problemów zdrowotnych. Wady postawy chyba nie posiadam, okularów nie noszę (jeszcze! bo moje przesiadywanie przed kompem może być nie bez znaczenia 🙂 ) problemów w nauce nigdy nie miałam (no- czasami zdarzały się “drobne” kłopoty z matmą :P) no i jestem raczej spokojna.
Być może moje niedotlenienie (wtedy) nie było na tyle poważne, aby w dalszym rozwoju powodować komplikacje. Nie wiem, aż tak się na tym nie znam, wiem tylko, że było nie wesoło. I nie chodzi o to, żeby się łudzić i sobie kadzić, ale o to aby wierzyć, że będzie wszystko w porządku. Czego serdecznie życzę Wszystkim Wcześniakom i Ich Rodzicom :))

Serdecznie Pozdrawiam :)))
Karolcia_

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

nie chodzi mi o to, żeby nie pisać o rzeczach trudnych czy kontrowersyjnych. Jednak KAŻDY dziennikarz podejmujący się podjąć JAKIKOLWIEK temat na forum publicznym (chodzi mi np. o gazety) powinien zdawać sobie sprawę ze skutków jakie niosą za sobą jego słowa. To jest odpowiedzialność zawodowa, która powinna wynikać z RZETELNOŚCI dziennikarskiej. Dziennikarz nie musi być obiektywny, dziennikarz musi być rzetelny. Nie chcę byc oszukiwana, karmiona złudnymi marzeniami, nie chcę nierealistycznych zapewnień, że z moim Dzieckem będzie wszystko ok. Ale nie zgadzam się, żeby wydawać na nie wyrok zanim się urodzi, albo nie osiągnie dojrzałó sci….
Nie dyskutuję o moralnych dylematach eutanazji dzieci bez czaszek, czy innych narządów, nie zgadzam się jedynie z kwestią wcześniactwa.
Na jakiej podstawie twierdzisz, że przedwczesne narodziny niosą za sobą nieodwracalne skutki? Skąd wiadomo, że problemy w szkole są efektem wcześniacta a nie zwyłych problemów ze zrozumieniem danego przedmiotu?
Z jednym się zgodzę, wcześniaki są bardziej narażone na niektóre problemy (np.okulistyczno-laryngologiczne), związane z przebywaniem w inkubatorze. Ale to jest WIĘKSZE PRAWDOPODOBIEŃSTWO a nie wydany wyrok.
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

a propos rehabilitacji. Spotkałam się z twierdzeniem (głoszonym przez psychologów rozwojowych), że metoda Vojty może być w późniejszym okresie pewnym obciążeniem dla dziecka. Absolutnie nie podważają oni skutecznosci tej rehabilitacji, ale ostrzegają, że właśnie nadpobudlwość, trudności emocjonale u dzieci rehabilitowanych kiedyś metodą Vojty są jej skutkiem… Nie wiem co tym sądzić….
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Spotkałam się z ta opinią i pytałam o nia kilku lekarzy. Twierdzą, ze nie ma żadnych dowodów potwierdzających tę teorię. nadpobudliwość jest zazwyczaj efektem uszkodzeń okołoporodowych mózgu, a nie rehabilitacji. Przynajmniej tak twierdzą lekarze, którym ufam. Jak jest naprawdę okaże się pewnie za kilkadziesiąt lat.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów

Ja tez się nie znam na rozwoju ludzikm na tyle dobrze, żeby móc coś więcej powiedzieć. Zawsze opieram sie na opiniach róznych osób, które się na rzeczy znają. A swoją drogą to super, ze nic Ci nie jest. Mam nadzieję, ze tak tez będzie w przypadku wszystkich znanych mi i nieznanych wcześniaków.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

O niedowracalnych skutkach przedczwesnego porodu mówią lekarze. Oczywiście te skutki mogą być różne. Niedotlenienie mózgu czy niedorozwój (w chwili narodzin) róznych narządów mogą powodować bardzo ciężkie w skutkach uszkodzenia ciała, jak równiez takie, ze dziecko nie biega tak szybko jak jego rówieśnicy lub później nauczy się jeździć na rowerze. Mikołaj, mój syn urodził sie o czasie, cała ciąża przebiegała idealnie. Jednak, mimo ze odeszły mi wody płodowe, szyjka nie chciała się rozwierać. Mikołajowi spadło na 20 sekund tętno do 60. Natychmiast przeprowadzono cesarskie cięcie. Miki dostał 10 punktów i wszystko było ok. Ja jednak profilaktycznie poszłam z nim do prywatnego neurologa. I okazało się, że nie wszystko jest ok. Miał przykurcz mięśni z lewej strony, kilka nieprawidłowych odruchów. Ćwiczyłam z nim przez 5 miesięcy, teraz rehabilitant kazał przerwać ćwiczenia, bo jego zdaniem wszystko jest ok. Ale lekarka powiedziała mi – i poleciła mnóstwo książek – że zazwyczaj uszkodzenia okołoporodwoe zawsze zostawiają jakieś ślady. Oczywiście mogą być one minimalne, ale dzięki temu wiem, że musze uważać na Mikołaja. Dzięki książkom i lekarzom wiem, na jakie rzeczy zwracać uwagę, zeby odpowiednio wcześnie zareagować.

Jesli chodzi o rzetelność. Pewnie nie dojdziemy do takich samych wniosków. uważam, ze tekst jest rzetelny. Dziennikarz pisze o chorych wcześniakach, o tym, co może wiązac się z wcześniactwem. Nie można oczekiwać po tym tekście, ze będzie opisywał wszystkie aspekty związane z wcześniactwem. On traktuje o eutanazji okołoporodowej.

A swoją drogą znasz statystki umieralności wśród wcześniaków?

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

marcin Dodane ponad rok temu,

Nie zgadzam się z Emalką.

Nie zgadzam się z Emalką. Szanuję i podziwiam ją za hart ducha, determinację i konsekwencję w opiece nad córeczką, ale zupełnie się z nią nie zgadzam.

Artykuł porusza bardzo ważny, palący wręcz problem, podtrzymywania życia dzieci, które nie mają szans przeżycia. Jest w nim wiele z wątpliwości jakie stały się moim udziałem w zeszłym roku, kiedy na oddziale ITN, w parotygodniowych odstępach, umierała trójka moich dzieci (jestem mężem Basiogroszka, która swoją historię opisała na forum parę tygodni temu).
Wydaje mi się, że należy na początku poukładać pewne sprawy, zrobię to wg mojej najlepszej wiedzy, choć nie jestem lekarzem. Sprawa zdrowych dzieci, które urodziły się za wcześnie to jedno, sprawa dzieci z wadami wrodzonymi to drugie. Jeśli od samego początku nie rozdzielimy tych dwóch spraw, nie będziemy mogli, moim zdaniem, spojrzeć na sprawę obiektywnie (jeśli takie spojrzenie, na taką sprawę jest w ogóle możliwe).
Zacznę od drugiej kwestii. Doskonale wiadomo, i można to przeczytać w każdej książce dla studentów medycyny, że w 3% ciąż dochodzi do różnego rodzaju nieprawidłowości na tle rozwojowym i genetycznym. Jedne są mniej istotne i pozwalają dziecku na w miarę sprawne funkcjonowanie (np. celiaklia, rozszczep podniebienia, parapelgia – nadliczbowy, szósty palec u ręki) inne całkowicie uniemożliwiają samodzielne życie płodu (np. bezsercowce, bezczaszkowce). Jakieś 30 lat temu rozwój diagnostyki USG pozwolił na wykrywanie części wad rozwojowych, inne anomalie genetyczne można odkryć dzięki punkcji wód płodowych, lub, o czym czytałem dwa lub trzy tygodnie temu, już za pomocą badania wymazu z pochwy. Te wszystkie techniki dają rodzicom dziecka z wadami możliwość zdecydowania, czy ciąża powinna być kontynuowana, czy należy ją zakończyć. Te bardzo dramatyczne decyzje są więc decyzjami rodziców. To oni świadomi potencjalnych problemów podejmują świadome decyzje. Czy dziecko pozbawione mózgu powinno leżeć przez parę dni na oddziale ITN, będąc potencjalnym dawcą organów? Moim zdaniem TAK, jeśli tak zdecydowali jego rodzice.

Sprawa “zwykłych” wcześniaków. Tu nie ma żadnej reguły i o tym wydaje się zapominać Emalka. Są dzieci 25-tyg., które rozwijają się bez problemów, są donoszone dzieci z okołoporodowymi urazami mózgu, które będą “roślinkami” do końca życia (swojego, lub swoich opiekunów). Choć nie ma reguł, są jednak pewne medyczne przesłanki, które pozwalają rokować o przyszłym rozwoju dziecka. I waga urodzeniowa oraz stan płuc wcale nie są tu czynnikami decydującym. Zuzka miała wiele szczęścia, wylew doczaszkowy 2. stopnia potrafi się cofnąć. Ale co z dzieckiem, które ma wylew 4. stopnia i gigantyczne wodogłowie (codziennie obwód główki większy o 1 cm)? Powiedzmy sobie wyraźnie i dosadnie, tak jak mówili to lekarze o naszych dzieciach, kiedy im się wydawało, że nie możemy tego usłyszeć: “w główce jogurcik”. Wychowane jednego dziecka z porażeniem mózgowym potrafi wykończyć fizycznie i psychicznie nawet najodporniejsze osoby (np. p. Winiarska), a co można powiedzieć o wychowaniu trójki?

Ten artykuł to, mam nadzieję, początek ważnej debaty na temat rodziców, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji jak żona i ja. Początek ważnej debaty o odpowiedzialności i samodzielności dokonywania decyzji. Mnie najbardziej w całej tej koszmarnej sytuacji bolała bezradność. Byłem w stanie, piszę to z całkowitą odpowiedzialnością za swoje słowa, samodzielnie odłączyć od respiratora moje cierpiące dzieci, ale nikt nawet nie pomyślał, żeby dać mi możliwość, podjęcia takiej decyzji. Byłem gotów ponieść wszystkie jej psychiczne konsekwencje. Gdybym to jednak zrobił, w świetle polskiego prawa byłbym mordercą. Zazdrościłem (choć może trudno to zrozumieć) rodzicom, którzy w 4. miesiącu ciąży dowiadują się o wadzie dziecka, i mają możliwość podjęcia wyboru, jakiego je nie miałem. Zgłoszony w artykule pomysł komisji etycznej, która w równie dramatycznych sytuacjach pomagała by rodzicom i lekarzom w podejmowaniu decyzji, to cenna inicjatywa. Mam nadzieję, że nie zostanie tylko na papierze. Takie sytuacje jest w stanie zrozumieć wyłącznie ten, kto sam się w takich sytuacjach znalazł.

Pozdrawiam Zuzkę i jej bohaterską mamę Emalkę i trzymam kciuki, że wszystko będzie dobrze.

Marcin

basiogroszek Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów.

Zdecydowaliśmy się wypowiedzieć na temat, którego dotyczy artykuł w swej części, nie konsultując ze sobą. Wcześniej wiele na ten temat rozmawialiśmy, bo sprawa ta dotyczyła nas jak mało kogo na tym forum. W tej chwili nie wiem, co napisał Marcin, być może będę za nim powtarzać.
Naszą historię opowiedziałam ok. 3 tyg. temu (dla przypomnienia: “Chciałabym Wam opowiedzieć…” autor: basiogroszek).
Temat jest bardzo trudny. Niektóre z Was napisały: “przerasta mnie” itp. Mnie, osobie, która to wszystko przeżyła (niestety z innym niż Emalka końcem) w dalszym ciągu nie jest łatwo się na ten temat wypowiadać. Historia Emalki bardzo mną wstrząsnęła, modliłam się za nią, jej męża i oczywiście Zuzię, chciałam, żeby inaczej się to skończyło. Kilka dni temu zobaczyłam Zuzkę w galerii zdjęć – ucieszyłam się, że wygląda tak pięknie, wygląda na zdrową i szczęśliwą dziewczynkę. Proszę Boga, żeby tak było. Podziwiam Emalkę za jej hart i wiarę. Na pewno tym pomogła swojej córeczce.
Jednak Emalka patrzy wydaje mi się na temat jednostronnie. Na pewno jako osoba wykształcona i zorientowana (jak sama pisze przeczytała wiele na temat wcześniactwa w sieci, a pewno nie tylko tam) jest świadoma wszystkiego, co mogło grozić jej córeczce i co jeszcze, nie daj Boże, może dać o sobie znać. Ufam, że Zuzka jest silna i nigdy nie będzie z nią innych problemów niż z dziećmi donoszonymi (typu ząbkowanie, marudzenie po szczepieniach, choroby wieku dziecięcego). Ale o tym, czy jej się udało będzie przekonywać się przez całe życie. (Emalko, proszę nie zrozum mnie źle – nie chcę Cię straszyć, czy być złym prorokiem).
Kiedy nasze dzieci leżały w inkubatorach, pod respiratorami, byłam zrozpaczona, ale pełna nadziei – przecież tyle się mówi o postępie medycyny, o tym, że ratuje się dzieci nawet młodsze od naszych. Niestety, jak w miarę upływu czasu coraz bardziej się o tym przekonywaliśmy, ratuje – oznaczało – pozostawia przy życiu bez dokładnego już opisu w jakim stanie te dzieci wypisano ze szpitala. Bardzo często są to dzieci, mówiąc w skrócie, nie zdające sobie sprawy z tego, że w ogóle żyją. Bez sprawnych żadnych zmysłów, potrafiące spełniać jedynie podstawowe funkcje życiowe: oddychanie (a i to nie zawsze – ile jest apeli o domowe respiratory) i trawienie. Jest to strasznie smutne, straszny los dla nich i dla ich rodziców. Piszę to, choć wiem, że być może przeklniecie mnie i nie będę miała już co szukać na forum – ale taka jest prawda.
Czy rodzice mniej kochają takie dzieciaczki? Na pewno nie – choć czasami podświadomie starają się bronić przed zbyt dużym zaangażowaniem uczuciowym. Nasze dzieci urodziły się w 26. tygodniu ciąży i były bardzo maleńkie (675, 695 i 715 g). Obok nich leżała dziewczynka z przełomu 28. i 29. tyg. Uwierzcie, różnica między nimi była KOLOSALNA. Na oddziale, inkubator z nią stał tak, że był najbardziej widoczny. Wchodziło się, patrzyło na nią i myślało: jakie maleństwo. Wystarczyło jednak zerknąć odrobinę w prawo – tam leżały nasze dzieci – i człowiekowi zamierało serce na widok tak maleńkich dzieciątek (może głównie mnie, bo byłam ich matką, ale wydaje mi się, że było to odczucie obiektywne). Dla mnie były to dzieci najpiękniejsze na świecie. Według mnie wyglądały jak wszystkie inne dzieci – tylko były bardzo maleńkie. Może skórka bardziej zaczerwieniona, ale wyobraźcie sobie, że takie dzieci – wagowo ładnych kilka razy lżejsze od przeciętnego donoszonego dziecka – miały wszystko – nawet rzęski, nawet mikroskopijne paznokietki. W rzadkich chwilach świadomości (były pod wpływem leków przeciwbólowych i uspokajających) otwierały oczka i machały łapkami – a mnie, gdy na nie patrzyłam – rozpływało się serce. Ja w tym widziałam normalne odruchy, jednak, jak później się dowiedziałam, były to objawy przeżywanego przez nie bólu.
Codziennie przychodziliśmy do nich, rozmawialiśmy na temat ich stanu, z lekarzami, rozmawialiśmy z rodzicami innych wcześniaków. Ja starałam się utrzymać laktację, choć to tak bardzo bolało, nie mogłam przecież nawet dotknąć swoich dzieci. Kierownik Kliniki Neonatologii powiedziała: “gdyby choć jedno z dzieci ważyło w okolicach kilograma bardzo namawiałabym panią, żeby pani walczyła o pokarm”; położna, która miała mi pomóc go ściągać powiedziała: “ja bym nie utrzymywała”, neonatolodzy innym rodzicom wcześniaków mówili: “trzeba być dobrej myśli”, a nam nie patrzyli w oczy i mówili: “my MUSIMY ratować”. Jak myślicie, o czym wtedy myśleliśmy? Wiedzieliśmy, że nie chcąc nam mówić tego wprost nie dają naszym dzieciom szans. I nie ma się co na nich złościć, że nie chcieli nam pomóc, położnej nie chciało się mnie nauczyć jak postępować z piersiami, bo tak nie było w żadnym wypadku (może poza jedną młoda lekarką, która była naprawdę nieprzyjemna). Ja mimo takich komentarzy walczyłam o pokarm, żeby jednak w razie czego dać maleństwom to, co tylko mogę. Rzeczywiście przyszła taka chwila. Agatkę, ostatnie nasze dziecko, chciano karmić moim pokarmem przez sondę gdy miała ponad 3 tyg. Początkowo go tolerowała, później okazało się, że już go nie trawi. Tak maleńkie dzieci są jednak bardzo niedojrzałe – w każdym możliwym swoim szczególe. Tak naprawdę to one umierają od momentu swojego urodzenia.
Tak wiele jeszcze na ten temat mogłabym napisać, myśli kłębią mi się w głowie, ale powiem jedno. Być może wiele z Was odwróci się ode mnie (po okazanej mi sympatii przy okazji dzielenia się z Wami moją historią), ale odczuliśmy ulgę, gdy dzieci odeszły. Strasznie chcieliśmy je mieć, zdecydowaliśmy się przecież na tak kontrowersyjną metodę poczęcia jaką jest in vitro. Podporządkowaliśmy tej ciąży i planowaniu naszej przyszłości z trojaczkami całe nasze bieżące i przyszłe życie. Mnie ciąża niemal całkowicie wyniszczyła, a teraz jeszcze mówię, że powitałam to z ulgą? TAK, ale wiedziałam, że dzieci już nie cierpią, że ich życie, a co za tym idzie – muszę to powiedzieć – i nasze, nie będzie pasmem bezświadomości i udręki. Nasze dzieci wspominamy często, jeździmy do nich na cmentarz, ostatnio z wózkiem – z ponadpięciotygodniowym teraz Stasiem, na którego w ogóle nie mieliśmy jeszcze kilka miesięcy temu nadziei, i wierzymy, że nasz synek oprócz swojego Anioła Stróża, będzie miał wsparcie jeszcze trojga aniołków – swoje rodzeństwo.
Czytałam ten artykuł ze Stasiem na kolanach i naprawdę płakałam. Ten temat był nam tak bliski w poprzednim roku (nie mówię tutaj o bezczaszkowcach, których w swoim zasadniczym zrębie dotyczy, ale o problemie wcześniactwa). To wszystko jest jeszcze we mnie takie żywe. Mimo to, uważam, że medycyna trochę się zagalopowała. Inkubatory, to jednak nie są sztuczne macice, które w przypadku problemów zastępują organizm matki. One tak maleńkim dzieciom pomagają osiągnąć odpowiednią wagę, a niekoniecznie dojrzałość, jaką prawdopodobnie osiągnęłyby będąc w macicy. Uważam, że powinno się ustalić wiek ciążowy, od którego nie podłącza się maleństw do respiratora (nie chodzi mi tu o odłączanie, ale niepodłączanie po urodzeniu), bo naprawdę nie ma szans, żeby – nie mówię: były kiedyś całkowicie zdrowe – ale, żeby była szansa, że będą w stanie kiedyś być samodzielne. Nie wiem który to tydzień powinien być, ale uważam, z naprawdę ciężkim sercem z nadzieją na Wasze zrozumienie, że taka granica powinna być wyznaczona.
Może tutaj rozgorzeć dyskusja, że kiedyś i trzydziestokilkutygodniowe wcześniaki nie przeżywały, a teraz jest to niemal na porządku dziennym. Ale na podstawie moich traumatycznych doświadczeń i widoku maleńkich dzieciątek podłączonych do całej masy okablowania i żelastwa w tej chwili tak uważam. Widziałam cierpienie w ciałkach moich dzieci i wiem, że na nic im się ono zdało. Sprawia mi ulgę świadomość, że już nie cierpią.
I żeby było wszystko jasne – my nie prosiliśmy nikogo o odłączenie respiratorów żyjących za nasze maleństwa. Ich narodziny i śmierć były jedynymi naturalnymi wydarzeniami, w jakże nienaturalnym, sztucznie podtrzymywanym, życiu.

Basia


Basia ze Stasinkiem (02.07.03)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Nie zgadzam się z Emalką.

Wstrząsająca jest Twoja historia. I nigdy za nic nie chciałabym czegos podobnego przeżyć. Ale nie moge wyjśc z podziwu, że w tak dramatycznej sytuacji zachowałes trzeźwość umysłu, która moim zdaniem świadczy o ogromnej dojrzałości. Życzę Ci wszystkiego dobrego. I mam nadzieję, ze kiedyś spełni się to, czego pragniesz.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

O, widzisz i dochodzimy do sedna i chyba kompromisu 🙂
Napisałaś, że tekst mówi o tym co MOŻE wiązać się ze wcześniactwem. Gdyby tak było podpisałabym się pod nim obiema rękami. A dla mnie on ma wymowę “co na pewno stanie się z każdym wcześniakiem z dwudziestego któregoś tygodnia ciąży, urodzonego z ekstremalnie niską wagą urodzeniową” . I tyle. Chodzi o niegeneralizowanie i nie stawianie 100% tez. Przecież nawet wśród lekarzy zdarzają się odmienne diagnozy postawione na podstawie tych samych badań.
A przecież dla każdej z nas nasze dziecko jest najpiękniejsze, najmądrzejsze i będzie najwspanialnszym człowiekiem w przyszłości, [prawda?
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

emalka Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

a, i jeszcze o ststystykach…zgodnie z tym co podaje np. IMiD przeżywa 74% wcześniaków z wagą urodzeniową poniżej 1000 gramów…nie wiem jak to wygląda na Karowej gdzie rodziła się Zuza, ale myślę, że podobnie
pozdrawiamy
emalka i Zuzka, ur. 21.04.03

helga Dodane ponad rok temu,

Re: Śmierć w ciszy inkubatorów.

Jezu, ale jesteś dzielna. Brak mi słów uznania dla Was. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy Was potępiać. Mimo ze zycie jest najwyższą wartością, to jego jakość ma też ogromne znaczenie. Trzymam za Was kciuki.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

helga Dodane ponad rok temu,

Re: K………MAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

I tak, i nie. Niestety wczęsniactwo nigdy nie obchodzi się bez komplikacji. Nie zdarza się tak, że dziecko urodzone w 25-tygodniu ciązy po 3 dniach wychodzi ze szpitala. Zawsze trzeba mu pomagać. I tak, jak jest w tekście: respirator, leki, inkubator, wylew. Chodzi o konsekwencje tego wcześniactwa. Moim zdaniem Ty i Zuzka miałyście szczęście. Cieszę się, że tak się stało. Nie musze tego pozdrawiać.

A propos kochania dziecka. Oczywiście, ze kochałabym moje dziecko niezaleźnie od wszystkiego. Tylko myślę sobie, ze nie chciałabym go skazywać na udrękę i cierpieni (i siebie), gdyby miało być rośliną. Zresztą trudno mi dywagować na ten temat. Na szczęście nie musiałam rozwiązywać tego typu dylematów.

Helga i Chłopaczek słodki jak nie wiem co! (8 miesięcy!!)

polozna1 Dodane ponad rok temu,

Re: Nie zgadzam się z Emalką.

troszke rozumiem cie tato choc nie jako mama ale jako polozna pracujaca z wczesniakami, ktore nawet nie placza ale jecza z bolu, a lekow juz wiecej dac im nie wolno bo grozi to zatrzymaniem krazenia i np 4 reanimacja. i choc jestem z wyksztalcenia takze etykiem to nie wiem, albo raczej nie smiem powiedziec dla czyjego dobra ciagnie sie te dzieci do zycia? mam pewne przemyslenia poparte obserwacjami z oddzialu ale nie opowiem o nich na forum, odwazylam sie tylko podzielic nimi z mezem i on powiedzialby ze za cene chocby sankcji karnych nie pozwolil na pewne czynnosci przy naszym dziecku. ale wiadomo tak latwo jest mowic kiedy go nie ma i to w takiej sytuacji. zycie czasami niesiesie takie dylematy, a my na codzien nie nauczeni zadnego zycia duchowego postawieni przed problemem nie dzwigniemy go, nie podejmiemy decyzji.

Znasz odpowiedź na pytanie: Śmierć w ciszy inkubatorów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oczekując na dziecko
anemia w ciazy
Witajcie Czy wiecie cos na temat anemii w ciazy? Jak z nia walczyc oprocz przyjmowania zelaza? Jaka diete stosowac? Monia i malenstwo
Czytaj dalej
Leczenie niepłodności
Pomóżcie, Dziwne... złe wyniki nasienia, co robić?
Witajcie, nic nie rozumiem... Opiszę pokrótce sytuację, może ktoś mi wyjaśni, co się dzieje? W marcu zaszłam w ciążę - od pierwszego podejścia. Niestety, w 6-7 tygodniu ciaża obumarła. Dowiedziałam się
Czytaj dalej