Smutna historia dobiegla konca

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 45)
  • Autor
    Wpisy
  • #39112

    annie

    Kochane dziewczyny!
    Moja smutna historia dobiegla konca. Teraz pozostaly mi wspomnienia, lzy i zal do losu ze nie dal nam zadnej szansy. Wykryte ponad 3 tygodnie temu powazne ubytki mozgu u mojej Malgorzatki nie dawaly nadziei, ze będzie mogla zyc. Zdecydowalam się na wczesniejszy porod w 29 tyg.- nie bylam w stanie psychicznie dotrwac do konca ciazy. Lekarze doradzili mi naturalny – jako lepszy dla mojego organizmu i jednak dajacy mozliwosc szybszego powrotu do zdrowia i zajscia w kolejna ciaze.
    W pon. pojawilam się w Instytucie MiDz (Kasprzaka), gdzie znano już moja historie i gdzie mialam robione wczesniesjze badania. Podano mi globulke dopochwowa by wywolac skurcze i uprzedzono, ze to może potrwac nim się pojawia. Na wszelki wypadek poprosilam o cos na uspokojenie. Po kilku godzinach zaczelo mnie pobolewac, ale rozeszlo się do wieczora. Nastepnego dnia znowu globulka i znowu niby male skurcze co 3 min, ale w sumie malo bolesne. Lekarze nie chcieli na sile podawac mi oksytocyny, twierdzac, ze lepiej dla mnie jak to będzie wolniej, ale bardziej naturalnie. O 6.30 nagle skurcze zrobily się bardzo konkretne. Akurat był mój maz – najpierw nie chcialam by był przy mnie – bo oboje nie byliśmy do tego porodu w żaden sposób przygotowani i myslalam, ze może lepiej by nie widzial jak to boli, ale im dluzej to trwalo, tym bardziej potrzebowalam by trzymal mnie za reke i po prostu był obok. Bolalo, ale wiedzialam, ze kazda minuta zbliza nas do konca. W koncu podano mi zzo – mam wrazenie ze nie podzialalo, ale było mi już wszystko jedno. Chcialam po prostu urodzic i przytulic maja kruszynke. Na sam moment parcia mój maz wyszedl – tak było lepiej dla nas obojga. Wreszcie poczulam ulge i zdziwienie widzac jak ktos trzyma malenkie cialko mojej coreczki. Urodzila się w srode o 1 rano. Była za mala by zaplakac… Uslyszalam tylko slowa pediatry ze jest asymetryczna, ktos powiedzial, ze lepiej bym jej nie widziala, ale wiedzialam, ze musze ja przytulic i pozegnac. Podano mi ja zwinieta w kocyk – była taka malenka. Czulam jak się poruszyla i co mruczala pod noskiem. Ucalowalam ja kilka razy i oddalam. Bylam pewna ze wkrotce umrze, poprosilam by ochrzczono ja z wody. Malenka w inkubatorze pojechala na gore, chcialam isc do niej, ale mialam odpoczywac i zbierac sily.
    Po dwoch godzinach dowiedzialam się ze oddycha sama, ze jej stan jest stabilny. Bylam szczesliwa i przerazona, ze może jednak zdarzyl się cud, ze może jednak lekarze się mylili, ze może mogla by zyc, a ja jej ta szanse odebralam… Bo mowiono mi ze nie będzie mogla oddychac, ruszac się, a jednak ta odrobina mozdzku jej na to pozwalala…
    Nastepnego dnia rano poszlismy ja zobaczyc. Widzialam przez lzy, ze jest najmniejszym dzieckiem wśród wczesniakow i ze jest sliczna. Nie wiedzialam o co im chodzilo z ta asymetria – była przeciez taka cudowna. Dopiero gdy wrocilam po trzech godzinach i popatrzylam na nia bez placzu, zrozumialam, ze nie miala zadnych szans. Wygladala jakby ja sklejono z dwojga niedobranych dzieci. Jedna polowa to była moja piekna coreczka, o czarnych wloskach i malenkich paluszkach, druga… jak nozem odcial. Lysa, ze okiem prawie bez powieki, kikucikami palcow, znacznie mniejszymi raczka i noga…Wygladala naprawde strasznie, ale i tak ja kochalam, Taka jaka była. Pozwolono mi ja wyjac z inkubatora – lekarze wiedzieli, ze jej smierc jest kwestia czasu – sami wszak prosilismy by nie ratowali jej zycia za wszelka cene. Spala w moich ramionach, moja malenka, bezbronna dziewczynka. Calowalam jej glowke i szeptalam jej, ze bardzo ja kochamy. Potem musialam ja oddac do inkubatora, ale moglam trzymac ja za reke, przykryc dlonia, by wiedziala, ze jestem obok. Wodzila za mna okiem i robila taka smieszna minke jakby chciala powiedziec „Wiec tak wygladasz mamo?” Ale nawet jej mimika była tylko na polowie twarzy…
    Zyla 27 godzin. Nastepnego dnia o czwartej rano pielegniarka obudzila mnie, mowiac ze mogę isc do Malgorzatki, ze wlasnie zmarla. Znow ja wyjelam z inkubatora i siedzialam tulac ja w ramionach. Wiedzialam ze tak musialo się stac, ze nie moglismy jej sprowadzac na ziemie. Jakie zycie by ja tu czekalo? Nie mogla od nikogo dostac tego, czego pragnela by najbardziej: zwyklej normalnosci. Ucalowalam ja na pozegnanie od nas obojga.
    I zostawilam w inkubatorze. Nie chcielismy zabierac jej ciala, robic pogrzebu. I tak zawsze pozostanie w naszych sercach, zawsze będziemy ja kochac i zawsze będę się zastanawiala jakby wygladala, gdyby mogla zyc normalnie…
    W calym tym tragicznym koszmarze, bardzo pomogli mi wszyscy pracownicy IMiDz. Balam się tego porodu i tego co będzie dalej, a dzieki ich zyczliwosci i zrozumieniu, przejscie tego wszystkiego było troche latwiejsze. Nie polozono mnie na sale z szczesliwymi mamami, nikt nie zadawal niepotrzebnych pytan, nikt nie zabranial mi najpierw bycia obok a potem pozegnania coreczki.
    A teraz będę czekac na wyniki badan, robic dalsze badania genetyczne, by wiedziec, czy to co się stalo to tylko tragiczny splot okolicznosci, czy tez może mamy w genach cos, co nie pozwoli nam mieć dzieci.
    Wiem, ze podniesiemy sie z tego, ze bedziemy jeszcze szczesliwi, ze tragedia ta zblizyla nas jeszcze bardziej. Ale potrzebuje czasu by się wyplakac i pogodzic z tym, co się stalo. Bo choc wiemy, ze nasza decyzja była sluszna, nie zmniejsza to naszej rozpaczy.
    Anka

    #512056

    Anonim

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    słoneczko.
    Chylę czoła przed Tobą. Jesteś dla mnie Wielkim Człowiekiem.
    Potrafisz tak mądrze pisać o tak wielkiej tragedii. A jednocześnie przepełnia Cię tak ogromna miłość i zrozumienie.
    Ważne, że masz kogoś blisko siebie.
    Ja ponad rok ubolewam nad stratą ciąży w 10-tym ty, a Ty pokazałaś mi jak egoistycznie podchodziłam do mijej straty. Dziękuję Ci za to i życzę wszystkiego dobrego…

    Jeśli będziesz miała kiedykolwiek ochotę pogadać zapraszam na gg lub priv. Ja uwielbiam pisać

    Żaba Monika
    GG4069688



    #512057

    marti1

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Aniu,

    To najsmutniejsza historia jaką zdarzyło mi się czytać. Łzy mi lecą a ja chylę czoła przed Tobą i Twoim mężem. Jesteście wspaniałymi ludźmi i macie kogoś, kto opiekuje się wami z nieba. Małgorzatka nie mogła sobie zażyczyć lepszych rodziców.

    Marti z aniołkiem i wielką nadzieją

    #512058

    z-kasia1

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Aniu, jesteście wspaniali……..nie wiem, co teraz napisać. Twoja historia jest bardzo smutna i bolesna; bardzo ale to bardzo wam współczuję. ściskam mocno i pozdrawiam,

    Kasia

    #512059

    aggulka

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Aniu!

    Boże, nie wiem, co Ci powiedzieć…
    Przytulam CIę mocno… Jeszcze wszystko będzie dobrze.
    Agata

    #512060

    ani-ani

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    .
    🙁
    Serce krwawi :(((((((((

    Ania i Izunia (17 m-cy)



    #512061

    blue

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Nie znajduje slow pocieszenia………………..
    Bardzo Wam wspolczuje i lacze sie z Wami w bolu………………

    Jestescie tacy dzielni…………..

    Moniś z aniołkiem 23.12.2003.

    #512062

    belinda

    Trzymaj się

    Cześć!
    Zyczę Ci zebyś szybko wróciła do siebie. Jezeli moge Ci coś z perspektywy czasu poradzić, to to byś nie zwlekała z badaniami. Na niektóre wyniki długo się czeka, a ten smutny czas tzreba za sobą zamknąć i trochę odpocząć od szpitali i lekarzy. Ja zwlekałam ( bo na początku miałam bunt przeciwko wszystkiemu a jednoczesnie depresję) zupełnie niepotrzebnie, a potem musiałam powtarzać badania genetyczne i zyłam w niepewności nastepny miesiąc.
    Domyślam się ze możesz nie chcieć teraz o tym wszystkim rozmawiać, ale jak bedziesz chciała to pamietaj o mnie. Mój poród przebiegał podobnie, ale ze mna była mama. no i moja córka urodziła sie martwa. ..
    Pozdrawiam Cię.

    #512063

    annie

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Kochane dziewczyny!
    bardzo wam dziekuje za wszystkie dobre mysli – bardzo ich teraz potrzebuje.
    Czuje taka ogromna pustke i zal. Ze nie zobacze jak rosnie moja coreczka, nie pokazemy jej jaki piekny jest swiat, nie nauczymy zyc… Mimo ze balam się tego porodu, to było znacznie lepiej niż myslalam – polozna i lekarze naprawde bardzo starali się mi pomoc. Bolalo okropnie, ale gdy podano mi Malgorzatke w ramiona, zapomnialam o bolu i poczulam taka czulosc i milosc do niej. Była tak malenka i bezbronna… Ponieważ wczesniej dziewczyny pisaly mi czego mogę się spodziewac, wiec jakos się na to wszystko moglam starac przygotowac, wiedzialam ze chce ja przytulic i nikt nie robil mi zadnych problemow.
    Co do pogrzebu to najpierw się nad tym zastanawialam, ale wlasciwie razem z mezem zdecydowalismy, ze nie chcemy tego robic. Szpital sam robi takie pogrzeby, a my po prostu stwierdzilismy, ze nie mamy na to sil, ze nie musimy mieć grobu gdzie będziemy ja oplakiwali – i tak przeciez nic nie zmieni faktu ze była nasza pierwsza i ukochana coreczka.
    Wierze ze i my w koncu będziemy szczesliwi, ale teraz potrzebuje czasu by wyplakac się. A potem pewnie zaczne wracac do zycia, choc zawsze gdzies w sercu będę miala moja malenka coreczke. To było pierwsze z moich dzieci, które zobaczylam naprawde, a nie tylko na tescie czy USG… Jak przejdziemy już wszystkie badania to napisze wam czy cos wykryto i czy jest jakies dodatkowe badanie które warto zrobic na przyszlosc. A na badania nasze mam sie zglosic za 3 tygodnie, jak wydobrzeje i wyniki potem za kolejne 3-4 tygodnie. Belindo – na jaki adres moge do ciebie napisac? chyba juz pisalam, ale w zalewie infekcji komputerow nie wiem czy moj list dotarl.
    Dziekuje wam wszystkim za to ze jestescie.
    anka

    #512064

    aga30

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Aniu
    Kiedy czytam Twoją historię łzy nie przestają lecieć, to takie niesprawiedliwe, że najpierw dostajemy taką nadzieję, a potem zostaje nam ona odebrana, że witamy nasze dzieciatko i zaraz musimy się z nim pożegnać, wiem, że jest wam teraz bardzo ciężko, sama niedawno przeszłam coś podobnego dlatego rozumiem Twój ból, życzę Ci abyś znalazła w sobie dużo siły i nadziei, zróbcie badania genetyczne, a napewno potwierdzą, że możesz jeszcze urodzić zdrowe dzieciątko, ja też się tego trzymam i tylko dzięki tej nadziei jestem spokojna. Ściskam mocno i naprawdę wspólczuję, że Cię to spotkało

    Aga i Dawidek aniołek (10.12.2003)



    #512065

    kasiabzymek

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    w takiej hwili to nie wiadomo co powiedzieć, ale wiem co czujesz bo tez stracilam moja kruszynke. 3maj sie !
    kasia

    #512066

    mygdu

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Aniu kochana.. trzymaj się…. mam nadzieję że z czasem poczujesz ulgę w sercu i ten ból minie. Słonko życzę ci aby wasze badania wypadły pomyślnie i żybyś już niedługo mogła znowu być mamusią, tym razem zdrowego maluszka. Pozdrawiam cieplutko mygdu

    Mygdu i trzy aniołki



    #512067

    inka36

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    aniu kochana, trzymam kciuki za twoje badania, przeczytalam wszystko co mozna o genetyce i wyglada na to ze one bardzo zadko zle rokuja. Mysle ze wiekszosc naszych dzieci miala jakies wady, choc niewiele jest osob ktore przechodzily przez to co ty. Teraz moge sie przyznac ze po moim poronieniu myslalam ze wolalabym zobaczyc moje dziecko przed smiercia, nie zdawalam sobie sprawy jakie to ciezkie do przejscia. Lzy leca mi z oczu za kazdym razem jak czytam twoja opowiesc. Jestes strasznie dzielna, bardzo mocno cie sciskam
    inka

    #512068

    kaska

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    Czytałam i wyłam zadając pytanie dlaczego?
    życzę Ci wszystkiego dobrego , trzymaj się dzielnie, wiem co czujesz przeszłam prawie to samo, będzie dobrze ….

    Kaska i Nadia Michalina 17.05.2003

    #512069

    mysza30

    Re: Smutna historia dobiegla konca

    ANIU JA TAKŻE PŁAKAŁAM CZYTAJĄC TWÓJ LIST. JESTEM PEŁNA PODZIWU DLA WAS OBOJGA.NIE WIEM CZY JA PORADZIŁABYM SOBIE W TAKIM PRZYPADKU. JEST TO COŚ STRASZNEGO NIE MAM SŁÓW.JA STRACIŁAM DZIECKO W 9 TYGODNIU CIĄŻY I OD SILNEJ JUŻ DEPRESJI URATOWAŁA MNIE TYLKO NASTĘPNA CIĄŻA . TYM RAZEM SIĘ UDAŁO I MAM DLA KOGO ŻYĆ. MOŻE MÓJ ANIOŁEK WIDZIAŁ JAK TO STRASZNIE PRZEŻYŁAM I DOPOMÓGŁ MI ABYM ZNÓWU MOGŁA BYĆ RADOSNA JAK KIEDYŚ. CZĘSTO MYŚLĘ I WSPOMINAM O MOIM DZIDZIUSIU KTÓREMU NIE BYŁO DANE SIĘ URODZĆ. NIGDY O NIM NIE ZAPOMNĘ. ALE MAM TERAZ CUDOWNĄ CÓRECZKĘ KTÓRA JEST DLA MNIE WSZYSTKIM I WIERZĘ ŻE ŻE WASZ ANIOŁEK TEŻ WAM DOPOMOŻE I UPROSI U BOGA TO CZEGO NAJBARDZIEJ PRAGNIECIE. JESTEM Z WAMI .

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 45)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close