Starania

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)
  • Autor
    Wpisy
  • #30507

    brita5

    Mam 28 lat, maz 29. Od maja staramy sie o dzidziusia. W zyciu osiagnelismy juz b duzo: mamy wlasny dom, kariere, finansowo stoimy bdb no i siebie nawzajem kochamy do nieprzytomnosci. Brakuje tylko dziecka.
    Dziwne jest to zycie ze przez tyle lat robi sie wszystko zeby tylko nie byc w ciazy a pozniej jak sie juz zdecydujue to wieczorami placze w poduszke ze upragniona ciaza nie nadchodzi. Och ironii losu!!!
    Dzisiaj d25, tem 36.8C. Od d22 bole brzucha jakby menstruacyjne. Czy powinnam miec nadzieje?

    #403593

    brita5

    Re: Starania

    Niestety @ juz przyszla i z nia nadzieje sie rozwialy. Moze listopad bedzie dobrym miesiacem.



    #403594

    sliczna24

    Re: Starania

    trzymam kciuki imam nadzieje ze sie uda …powodzenia i nie przejumuj sie tak bardzo …

    Dorota i Zosia <16.07.2003>

    #403595

    brita5

    Re: Starania

    ]W sobote 29 listopada maz kupil mi 2 testy ciazowe zebym zrobila. Zrezygnowana odlozylam sprawdzanie na dzien nastepny. Bo przeciez nie mam zadnych objawow a okres powinien byc jutro a jak bedzie jutro to nie bede musiala juz robic tych glupich testow!!! W niedziele rano (30 listopada) zrobilam rano test i od razu wrocilam z powrotem do lozka spac dalej. Po kilku minutach maz sprawdza test i mowi ze jest delikatny plusik (testy Clear Blue). Patrzymy razem. Ja nie wierze. Zawsze mi sie wydawalo ze kobieta wie podswiadomie ze jest w ciazy. Do tego nie mam zadnych objawow. Jestem przerazona. Drugi test odkladam na poniedzialek rano. Przez cala niedziele jerstem w szoku, nie spie cala noc a poniedzialkowy test wskazuje juz wyrazny plus. ALE SIE CIESZE!!!!! Troche nie moge uwierzyc bo nadal zadnych objawow (oprocz dziwnego kluscia w boku, jakby w lewym jajniku- mam paranoje ze moze to ciaza pozamaciczna). Dostalam od meza piekny duzy bukiet kwiatow z kapusta w srodku (skoro dzieci znajduje sie w kapuscie;-) Dzisiaj jestem umowiona z lekarzem pierwszego kontaktu, 22 grudnia z ginem na pierwsze usg.
    Czy te klucia w boku sa normalne??? Boje sie

    Edited by smoki on 2003/12/09 09:18.

    #403596

    brita5

    Re: Starania

    Wczoraj bylam u lekarza, dziecko powinno sie urodzic 9 Sierpnia 2004. Dzisiaj lucie w boku jest mniej uciazliwe, za to boli mnie glowa i jest mi tak niedobrze (mdli).

    #403597

    brita5

    Re: Starania

    Moja radosc trwala krotko.
    Z medycznego punktu widzenia poronienia sa bardzo czeste we wczesnej ciazy i w sumie nie maja powodu. Ja nie probuje sie zastanawiac dlaczego tak sie stalo bo zwariuje. Aczkolwiek wydaje mi sie ze mam niski poziom jakiegos hormonu zeby utrzymac ciaze. Nie lecze sie i nie leczylam sie jeszcze. Probujemy z mezem od maja 03, we wrzesniu poszlam do gina bo wydawalo mi sie ze cos jest nie tak i nie owuluje zrobil badania, wyszlo ze moje pecherzyki dorastaja do 36mm i pekaja tuz przed okresem ale sie juz nie nadaja. Umowilam sie z nim ze bedziemy nadal naturalnie probowac do marca 2004 i jak nic sie nie uda to zaczniemy monitorowanie cyklu. Z tego co pamietam to wspominal tez o luteine, dlatego wydaje mi sie ze nie bylam w stanie doniesc ciazy.
    Test ciazowy zrobilam 30 listopada, powtorzylam 1 grudnia bo nie wierzylam wlasnemu szczesciu. Tak sie cieszylam, bylam taka dumna!!! Chodzilam juz po sklepach dla kobiet ciazy, zamowilam sobie probki/reklamowki produktow dla dzieci, zapisalam sie do listy dyskusyjnej zeby wysylali mi informacje co sie dzieje w kazdym dniu mojej ciazy. Z ginem bylam (i nadal jestem) umowiona 22 grudnia . To mialo byc moje pierwsze usg, juz zaprosilismy rodzicow i tesciow na obiad w restauracji zeby im pokazac piersze zdjecie dlugo oczekiwanego wnuka/wnuczki. To tez mial byc prezent swiateczny.

    Tydzien temu, dokladnie we wtorek czulam dziwny bol krzyzowy, taki jaki mam przy okresie. Wrocilam z pracy, ide do lazienki a tam czerwona ogromniasta plama na majtkach. Dostalam histerii. Dzwonie do szpitala a tam mowia ze mam lezec i sie uspokoic. Dzwonie do meza, mowi ze zaraz wychodzi z pracy ale niestety on dojezdza godzine do pracy. Wiec leze w lozku i wyje jak zbity pies, jak wilk co czuje ze cos zlego sie dzieje. Maz przyjechal i zawiozl mnie do szpitala na ostry dyzur. Ostry dyzur wyglada tak jak zwykla przychodnia, wiec siedze na krzesle w kolejce. Krawie i nadal wyje. W koncu po godzinie przyjmuja mnie, kaza nasikac do plastikowej butelki, mocz z krwia i skrzepami. Klada mnie na kozetce, daja kroplowke, za chwile pielegniarka mowi ze test ciazowy wyszedl negatywny. Zaczelam watpic. Moze nie bylam w ciazy, moze to spozniony okres, w sumie to cieszylabym sie gdyby to byl zwykly spozniony okres. Pobieraja krew, wyniki za 2 godziny. Nadal zaden lekarz mnie nie zbadal. W koncu po 3 godzinach lezenia, krawienia i czekania dowiedzialam sie ze w szitalu nie ma ginekologa i musza mnie przewiezc ambulansem do innego szpitala. Maz jedzie ze mna. W drugim szpitalu znow leze na kozetce na ostrym duzurze, czekam godzinami a pielegniarki co 15 min mowia ze lekarz zaraz przyjdzie tylko jest b zajety. Jest 3 w nocy. Nie mam sily czekac, wiem ze jest juz za pozno na cokolwiek. Chce isc do domu. Kloce sie z pielegniarkami ze pojde do domu. Mowia ze mam podpisac dokument ze wychodze na wlasna odpowiedzialnosc wbrew zaleceniom lekarza. Ja na to- jakie zalecenia lekarza, przeciez ja od 8 godzin nie widzialam zadnego lekarza. Bierzemy taksowke i wracamy do domu.
    Drugi i trzeci dzien spedzilam placzac i placzac i placzac. Przychodza wyniki krwi bHCG= 23, kolejny wynik to 6. Czyli poronilam. W sobote widze resztki woreczka plodowego na papierze toaletowym. Przygladam sie dobrze zeby zapamietac jak to bez ksztaltu mieso wyglada- chce siebie ukarac za to ze nawet nie potrafilam byc mama.
    Powiedzialam mamie i przyjaciolkom. Wszystkim przykro ale nie wiem czy lubie jak sie nade mna tak uzalaja. Kazalam mezowi zeby powiedzial tesciowej bo nie zniose pytan o wnuki w czasie swiat. Lepiej ich uprzedzic. Maz dzwioni, zaczyna rozmowe o duperelach, widze jak sie denerwuje zeby powiedziec. W koncu mowi, niewyraznie i niedokladnie, nie wspomina o poronieniu tylko o jakims krawieniu, nie mowi ze to byl 6ty tydzien tylko 2gi. Znowu dostalam histerii. Krzycze na niego ze nawet nie wie ktory to tydzien. Ma lzy w oczach. Wiem ze wie ale jakos tak chce go mocno zranic zeby tez czul jak moze byc zle. W nocy nie spimy, chyba oboje placzemy, w koncu rozmawiamy. Jest juz dobrze.

    Poronilam tydzien temu, w miedzyczasie spotykalam sie z kolezankami co wczesniej poronily i maja teraz piekne dzieciatka. Czyli takie poronienie jeszcze nic nie oznacza. Bedziemy mialy piekne dzieci skoro nasza natura nie przyjmuje anomalii. Jest mi nadal smutno ale nie pozwole zeby moje poronienie zepsulo mi swieta. Trzeba zyc, isc do przodu, niekoniecznie walczyc ale sie nie poddawac. Tyle jest w zyciu problemow ze takie pronienie to NIC. Ja zajmuje sie lekami na raka i widze ile mlodych ludzi umiera, ile dzieci odchodzi. Znalam 32 letnia matke co osierocila dwojke malych dzieci bo umarla na raka pluc. Tyle jest w zyciu tragedii ze poronienie nie jest nawet warte naszych nerwow i stresow. Ja to sobie tak tlumacze. Trzeba dac sobie czas na oplakanie tego co sie stalo ale sie nie poddawac sie. Ja kolejne starania zaczynam juz za tydzien (moze jestem glupia?)- jezeli oczywiscie gin stwierdzi ze wszystko sie oczyscilo bo do tej pory zaden lekarz mnie nie badal) bo uwazam ze to nie czas leczy rany tylko kolejna ciaza. Mam kolezanki po poronieniach co zachodzily w ciaze wlasnie pomiedzy 2 tygodniem a 3 miesiacem od poronienia.
    Nie zalamuie sie bo zycie jest pelne niespodzianek tych milych i tych tragicznych. I te tragiczne sa zawsze rekompensowane tymi milymi, inaczej nie byloby sensu. Moja mama mi teraz mowi: Tylko sie nie zalamuj bo jeszcze nie raz Zosia i Maksiu dadza ci w kosc’. Takie imiona sobie wybralam- Zosia i Max. Mama ma racje.

    Trzymam sie, nie zapomne o tym co sie stalo ale tez nie zastanawiam sie dlugo i nie szukam winy, dam sobie czas na oplakanie, pozniej spokojnie zacznie od nowa. Wierze ze bedzie dobrze. Musi byc dobrze!!! Takie jest moje postanowienie na rok 2004.



    #403598

    dronka

    Re: Starania

    Dzielna dziewczyna!!!!
    Zycze Ci aby nowy rok przyniosl upragnione dzieciatko!!!


    Iwona i Karolinka (01.26.02)

    #403599

    brita5

    Re: Starania

    Pogrudniowej wizycie ginekolog stwierdzil ze to nie byla prawdziwa ciaza tylko ‘ciaza mechaniczna’ (wynik B-hcg podczas krawienia = 23, po poronieniu=6), i mam ZPCO.
    Przyznam ze diagnoza ZPCO oraz ciazy mechanicznej troche mnie dziwi gdyz zadne badania hormonalne nigdy nie zostaly wykonane, jednoczesnie obraz usg jajnikow jest czysty (oprocz malych dojerzewajacych pecherzykow i czasami jednego duzego przerosnietego pecherzyka) i na pewno nie ma w nich ‘kisci winogron’.
    Ginekolog zasugerowal czekac do pierwszego okresu po poronieniu aby monitorowac cykl. Jezeli okaze sie ze pecherzyki dojrzewaja i pekaja jak powinny to zostane wyslana na laparoskopie aby stwierdzic droznosc jajowodow. W przypadku kolejnego pozytywnego testu ciazowego ginekolog sugerowal przyjmowanie hormonu podtrzymujacego ciaze (luteina?).

    Dzisiaj dostalam @- moj pierwszy po poronieniu. Mam wiec nadzieje ze za 14 dni test owulacyjny wykaze piekna kreske i bedzie mozna dzialac. Wczoraj dowiedzialam sie ze ze zona kolegi jest w ciazy. Kolega dzwonil do mnie przed swietami i skladal zyczenia, nic nie wspomnial o dziecku. Mam paranoje ze wszyscy ukrywaja przede mna wlasne ciaze i swoich zon. Moze nie chca zrobic mi przykrosci.
    W sumie racja, jest mi przykro i jestem zazdrosna ze wszystcy na okolo maja dzieci tylko nie ja! Dlaczego nie ja??????????????????????????????

    #403600

    brita5

    Re: Starania

    W piatek rano (30 stycznia) po pobraniu krwi na hormony poszlam do swojego
    gina. Zrobil USG, w dniu 18 pocherzyk 18mm, powinien juz peknac a
    tu nic. Znowu nawijal o PCO, kazal koniecznie w przyszlym tygodniu isc na USG zeby
    monitorowac owolacje i zobaczyc czy pecherzyk znowu przerosnie czy
    tez peknie sam. Zasugerowalam mu ze moze przepisze mi Pregnyl
    (naczytalam sie ze wlasnie to jest lek na pekanie pecherzykow) ale
    powiedzial ze to w ostatecznosci i jeszcze nie bo to za wczesnie.
    Poki co nie przepisze nic tylko monitorowac. Wyszlam od niego
    zalamana. Te cholerne pecherzyki to mnie mecza juz od wrzesnia. Juz
    pol roku o nich wiem a tu zadne leczenie nie ustalone. Zadzwonilam
    do meza, kazalam obdzwonic wszeystkie prywatne kliniki nieplodnosci
    w naszej okolicy i zamowic mi wizyte. Ceny jakie mu podali to
    kosmos:
    usg: 100 funtow
    konsultacja u gina; 140 funtow
    badania hormonow: 120 funtow
    monitoroowanie owulacji przez usg: 270 funtow (ale tylko max 3 usg)
    Zalamalam sie. Jak ja mam sie leczyc w tej cholernej Anglii. Jest
    to czasochlonne ale tez kosztuje FORTUNE!!!!!! Plakalam caly dzien.
    Wieczorem poszlam do Dr Polaka o ktorym to rozne fora o
    nieplodnosci wyrazaja sie bardzo pochlebnie. Pierwsze wrazenie b
    pozytywne bo facet to taki swir-hobbista. Wizyta trwala b dlugo.
    Ogladal WSZYSTKIE wyniki (nawet te z 3 lat temu) b dokladnie,
    zadawal mnowsto pytan, zbadal i powiedzial ze to syndrom LUF (czyli
    niepekajace pecherzyki- to co myslalam). Na pewno to nie jest PCO
    bo nie mam wielu pecherzykow, nie mam podwyzszonego testosteronu,
    nie jestem otyla itp itd. I o dziwo przepisal Pregnyl oraz luteine
    (czyli progesteron bo on ma mi pomoc w utzrymaniu ciazy jak juz
    zarodek sie zagniezdzi) pod jezyk. Wie jaka jest sytuacja sluzby
    zdrowia w Anglii wiec powiedzial ze monitorowanie cyklu przez usg
    to troche przesada. Wystarczy jak zacznie robic testy owulacyjne od
    dnia 10go cyklu, jak beda wychodzic ujemne a bedzie duzo sluzu to w
    dniu 14stym mam sobie zrobic domiesniowo zastrzyk z Pregnylu na
    pekniecie pecherzykow (one sie pieknie tworza tylko wlasnie nie
    pekaja, hormony w normie), pozniej 2 dni po zastrzyku brak luteine
    dopochwowo. I z taka diagnoza i z takim leczeniem zgadzam sie w
    100%!!! Z tego co sama wyczytalam i rowniez wiem, z doswiadczenia
    innych dziewczyn jestem pewna ze to odpowiednie leczenie. Jestem
    taka zadowolona ze trafilam na takiego specjaliste. Dziewczyny
    czasami latami chodza po roznych magikach-ginekologach zanim trafia
    na kompetentnego lekarza a ja juz swojego znalazlam.
    Od razu po wizycie wykupilam leki, 40 strzykawek i 40 igiel.
    Zastrzyki bedzie mi robic kolezanka, ktora jest pielegniarka.
    Inko- tak sie ciesze. Widze przyslowiowe swiatelko w tunelu. Teraz
    wiem ze wszystko idzie do przodu i na dobre.
    I moze juz za kilka miesiecy bede mogla ci sie pochwalic pozytywnym
    testem ciazowym. Tak bym chciala!!!!!!!

    #403601

    brita5

    Re: Starania

    Dzisiaj dzien 10ty nowego cyklu. Za 4 dni zrobie sobie sama zastrzyk z pregnylu jezeli test owulacyjny wyjdzie negatywny. Boje sie ale czego sie nie robi zeby w koncu miec bejbika! Zeby tylko te cholerne pecherzyki pekly!

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close