Tak rodziła się Milenka…..

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)
  • Autor
    Wpisy
  • #115684

    nutella

    30 lipca 2012

    4 rano… obudził mnie rudy koci głupek, który nie wiedzieć czemu postanowił skoczyć z parapetu na mój brzuch. Nie bolało ale tak się wystraszyłam, że usiadłam na łóżku z wrzaskiem.
    I kto wie czy to nie on zapoczątkował akcję „poród”
    Zaczął mnie boleć brzuch. Mąż powiedział żebym spróbowała się przespać może ból minie.
    Miał rację. Ból minął.
    Obudziłam się ponownie po 7 rano i zaczęliśmy nasz zwyczajny dzień.
    Śniadanie dla Krzysia, dla męża, uszykować mu śniadanie do pracy…
    Około 7:30 zaczęły mnie męczyć skurcze. Zupełnie nieregularne, bezbolesne. Pomyślałam, że to na pewno te osławione braxtony. Cały dzień spędziliśmy typowo: plac zabaw z Krzysiem, pranie, prasowanie, zakupy, sprzątanie, gotowanie obiadu – typowy dzień typowej kury domowej.
    Skurcze bezbolesne były cały dzień. Koło południa postanowiłam sobie je zapisywać, żeby porodu nie przegapić. Na fejsie nawet napisałam wtedy „czyżby czyżyk?”.
    Posypały się komentarze, że szczęśliwego porodu, że fajnie, że to już…
    No niestety jak przez chwilę pomyślałam, że to może faktycznie już, tak skurcze były mocno nieregularne, zupełnie bezbolesne ? ot takie durnowate spinanie się macicy.
    20 minut, 8 minut, 7 minut, 4 minuty i znów 35 minut… i tak cały dzień.
    Mąż wrócił z pracy, pyta jak sytuacja na froncie?
    Powiedziałam mu, że nic z tego, bo to skurcze przepowiadające i macica trenuje do porodu ? w końcu do terminu porodu miałam jeszcze 11 dni i byłam święcie przekonana, że tak jak chłopców ? urodzę grubo…gruuuuuuuuubo po terminie.
    Wieczorem jakby mój 6 zmysł postanowił poinformować Krzysia, że któregoś dnia może się zdarzyć, że się obudzi i nie będzie mnie i taty w domu. Ma się wtedy nie denerwować, bo będzie z nim dziadek, i to znaczy, że dziecko postanowiło się urodzić i jestem z tatusiem w szpitalu.

    Dziecko…tak dziecko, ciągle mówiliśmy o nim bezpłciowo.
    Niby na ostatnim USG przed porodem raczyło pokazać płeć i lekarz zdecydowanie powiedział wtedy Krzysiowi, że będzie miał siostrę….a mi kazał kupować różowe ubranka…ale moj mąz na wieść o dziewczynce powiedział ‚tere fere’.

    Około godziny 20:00 skurcze się wyciszyły i stwierdziłam, że faktycznie były przepowiadające.
    Krzyś dospania, kolacja, Jack Bauer znów odstrzelił komuś kolano na dzień dobry… i tak zleciał czas przed serialem do 22:00.
    Stwierdziłam, że czas spać bo jutro będę „nietomna”. Jako, że mężowi spać się nie chciało zainstalował się w łóżku z laptopem a ja poszłam spać. Około 22:45 znów pojawiły się skurcze, tym razem regularne i bolesne. Na tyle, że mnie obudziły. Mąż siedział i na laptopie zapisywał czas między jednym skurczem a drugim ? były co 15 minut.

    Pomiędzy skurczami smacznie zasypiałam, skurcz mnie budził, mówiłam do męża: zaczyna się….koniec. On zapisywał a ja nadal zapadałam w błogi sen.

    O 24:00 przyszedł pierwszy bardzo bolesny skurcz którego nie byłam w stanie wytrzymać na leżąco w łózku. W czasie jego trwania mówię do męża:
    Coś mocno mnie nawala, wstanę pochodzę może się wyciszą, bo to na pewno te przepowiadające.
    Wstałam i….na podłogę chlusnęły wody… Zbdladłam…
    Mąz widząc moją niepewną minę pyta:
    – Co się stało?
    – Wiesz….wody mi chyba odeszły… i ciągle się leją…
    – Serio?
    – Noooooo….wiesz co…. to chyba nie są już skurcze przepowiadające tylko zaczęłam rodzić…to się już nie wyciszy…
    – Dzwonić po ojca, jedziemy do szpitala?
    – Nie wiem… od odejścia wód to jeszcze może potrwać, nie mam ochoty kiblować w szpitalu, poczekajmy jeszcze….

    I tak nastał 31 lipca 2012….

    Parę minut później kolejny skurcz który zgina mnie w pół.
    Dobra kochanie – mówię do męża – dzwoń po ojca jedziemy do szpitala.
    Mąż zadzwonił do teścia, zamówił mu taksówkę na 00:25, a sam poszedł po auto na parking.
    W tym czasie ja się ubrałam usiłując jakoś opanować wody które leciały i leciały i nie miały zamiaru przestać.
    Wrócił mąż z autem z parkingu i mówi:
    – Słuchaj, ja jestem teraz pewny, że to jest dziewczynka.
    – Tak? A co cię tak naszło teraz? – spytałam kpiąco
    – Idąc na parking w środku nocy pomyślałem, że tylko baby mają takie porąbane pomysły, żeby rodzić się w środku nocy. Jakby to był chłopak to tak jak chłopcy by poczekał do rana i urodził się w dzień.

    Dojechał teściu i o 00:40 ruszyliśmy w stronę szpitala…
    Skurcze zaczęły być takie bolesne, że nie dawałam rady na siedząco. Pomiędzy skurczami mąż grzał 150 km/h przez uśpione miasto a podczas skurczu musiał zwalniać do 20km/h bo się na niego wydzierałam, że telepie autem i ja tego nie zniosę bo tak bardzo mnie boli.

    Na jednych ze świateł gdy oczekiwaliśmy na zielone nadszedł skurcz, a mąz zaczyna się śmiać pod nosem.
    – Z czego się śmiejesz? – wywarczałam.
    – A później Ci powiem jak skurcz minie.
    – No już, więc?
    – Pomyslałem żeby cię rozweselić i na skurczu zrobić ci kobyłę z zębami tylko bałem się, że dostanę z liścia 🙂
    – No na skurczu to murowane, że byś dostał 🙂

    Podjeżdżamy pod szpital, mąż parkuje i mówi – idź na IP ja zaraz z torbą dojdę.
    Podchodzę do drzwi – zamknięte… cicho…głucho…ciemno…
    No bez jaj – myślę…
    Podchodzi mąż, i mówię do niego:
    – Ty słuchaj tu jest jakiś dzwonek…dzwonić? Bo zamknięte…ale jakoś nie chcę robić rabanu… może zapukam? Tak kulturalniej będzie.
    – W drzwi automatycznie otwierane?
    – No może ona są i automatycznie otwierane, ale przede mną się nie otworzyły…a machałam nawet rękami przed tym czujnikiem.
    – Normalnie cię pogrzało, zaraz urodzisz na tej metalowej wycieraczce, dzwoń!
    – Wcale nie tak zaraz – obruszyłam się i nacisnęłam dzwonek.
    – Tere fere – odpowiedział mąż.

    Podszedł strażnik otworzył drzwi i mówi: proszę wejść.
    A mnie w tej chwili chwycił kolejny skurcz…. chwilunia – mówię…
    Chwilunia musiała chyba długo trwać, bo pielęgniarka na IP zdążyła po nas wyjść ? o do porodu ? zapraszamy ? mówi.

    ok. 01:10 ? przekraczam próg szpitala. Szybkie przebieranie się, wypełnienie pierwszych dokumentów miedzy skurczami…
    – Co ile pani ma skurcze ? pyta pielęgniarka?
    – Nie wiem…gdzieś co 15 minut? – odpowiadam pytaniem.
    – Co 15 minut były pół godziny temu, teraz są co około 5 minut – odpowiada mój mąż.

    Wózek, winda…..i jestem na porodówce…cisza…cały oddział śpi… wita mnie bardzo miłą pielęgniarka i położna.

    Badanie – 6 cm rozwarcia – padają słowa położnej.
    Około 01:35 podpinają mnie pod KTG… Mam niby wyleżeć pod KTG około 10 minut.
    No lekko nie jest…ból coraz większy…w pewnej chwili włącza się alarm.
    Tętno malutkiej spadło do 40…
    Przez ułamek sekundy widziałam w oczach położnej wachanie i nerwowy rzut oka na telefon czy dzwonić i będą robili cięcie na szybko żeby ratować dziecko.
    Mój mąż mnie potrząsnął za ramię – oddychaj, dziecko dotleniaj! – krzyknął.
    Strach minął, zaczęłam spokojnie oddychać, tętno malutkiej wróciło do normy.
    Wszyscy się uspokoili, najbardziej chyba ja…

    Mąż aby rozluźnić napiętą atmosferę zaczyna żartować, bardo mi pomagają te głupoty które plecie, ogarnia mnie spokój.
    Pomiędzy skurczami, trochę nieprzytomnie wypełniam wszystkie dokumenty, podpisując się w miejscu lekarza i wzbudzając tym ogólną wesołość wszystkich.
    Nadchodzi kolejny skurcz…. która jest godzina? – pytam
    – 01:54 odpowiada mąż.
    – Bożeeeeeee będę się tu jeszcze męczyła ze 2 godziny, a ja już nie daję rady, zaraz skonam. Może jednak wezmę te znieczulenie bo serio umrę!
    – Przecież nie chciałaś znieczulenia ? dziwi się mąż.
    – Zmieniłam zdanie….
    – Zbadam panią, mówi położna….jest 10 cm, możemy próbować przeć powoli jak przyjdzie skurcz.

    Nadchodzi skurcz, prę i ….. proszę z całej siły powstrzymać parcie – mówi położna i biegnie do telefonu. Dzwoni po lekarza, żeby szybko przyszedł.
    Okazuje się, poród tak szybko postępował, że Milenka nie zdążyła prawidłowo wstawić głowki w kanał.
    Bada mnie lekarz, położna… nie mogą się zdecydować, czy to bardziej uszko czy nosek Milenki…a ja marzę żeby ktoś urabał mi łeb przy samej dupie, żeby w końcu przestało boleć.
    To chyba uszko – mówi lekarz – główkę ma pod kątem, spróbujemy ją ustawić… i do mnie mnie mówi: na tym skurczu proszę nie przeć.

    Tere fere mówię – do siebie w głowie – tylko facet może być taki porąbany, żeby nie rozumieć, że na skurczach partych nie da się nie przeć. Nadchodzi skurcz…mam wrażenie, że zaraz zemdleję, przed oczami widzę zieloną łąkę i zaczynam wizualizować sobie jakieś pie.przone motylki, które fruwają, żeby tylko nie przeć, żeby skupić myśli na czymś innym…w tym czasie lekarz wpycha we mnie z powrotem Milenkę, ustawia jej prawidłowo główkę a ja chyba zaczynam odpływać z bólu…czuję na ramieniu dotyk męża. Od razu wraca mi świadomość: łapy przy sobie, nie dotykaj mnie – wywarkuję do męża.

    Nadchodzi kolejny skurcz, już mogę przeć. Zbieram resztki sił jakie mi zostały po poprzednim „nie przeć” i pomagam naszej córce wyjśc na świat.
    Pierwszy raz – wyszła główka, szybki wdech i żeby zdązyć na skurczu….jest udało się… poczułam natychmiastową błogość a na piersi położono mi małe, oślizgłe, lekko pomarczone dziecko.
    Na mnie je wycierano i owijano w pieluszki… nerwowo rozchylam jej nózki i mowię do meża – serio dziewczynka?
    A on przez łzy wydusza z siebie – tak…mamy córkę…to niesamowite…
    A ona…nie płacze, nie kwili… odchyla główkę i rozkleja powieki patrząc na mnie granatowymi oczami….zaczynam płakać…
    Słyszę za swoją głową jak jedna położna dyktuje drugiej dane do karty:
    Godzina urodzenia 02:12
    Podchodzi do mnie lekarz i pyta czy może ją osłuchać… mała cały czas wtulona we mnie, zgadzam się lekarz ją osłuc.***e.
    Po chwili zabierają ją na ważenie i mierzenie…
    Chwilę później znów dostaję ją w ramiona…już ubraną i myślę…to na ciebie czekałam tyle lat…
    Leżymy 2 godziny na sali obserwacyjnej…jest 3 nad ranem, tulę małą w ramionach, po raz pierwszy się karmimy, a mąż siedząc koło nas obdzwania rodzinę stawiając wszystkich w środku nocy na nogi…

    Tak urodziła się Milenka… mój cud o który starałam się ponad 5 lat….
    Urodziła się siłami natury, bez znieczulenia 31 lipca 2012 roku o godz. 02:12
    Ważyła 2480 i mierzyła 53 cm.

    Dziś Milenka ma już skończony miesiąc….a ja nadal nie dowierzam w ten ogrom szczęścia jaki dostałam od losu.

    Dziękuję opatrzności, bogu, losowi…sama nie wiem komu…. dziękuję za ten dar jaki otrzymaliśmy – za naszą ukochaną Milenkę, która dla całej naszej rodziny jest oczkiem w głowie.

    #5363023

    mama80

    Piękny opis Nutellko:Kocham:

    Raz jeszcze gratuluję!:Wow!:



    #5363024

    maszula

    Nutella,no i poryczałam się..po przeczytaniu..a myślałam że już tak niewiele może mnie wzruszyć..
    Gratuluję raz jeszcze i ucałuj swój mały cud od forumowej cioci 🙂
    no i starszych braci też, oczywiście

    #5363025

    beamama

    Kurde i to jest magia, no……niech se gadają co chcą 😀

    #5363026

    kruszyna

    no i co? i łzy mi kapią na klawiaturę

    gorąco ci kibicowałam

    gratulowałam już tego Cudu ale gratuluję raz jeszcze

    Milenko rośnij zdrowo.

    Ania i dzieciaki – Asia (9 lat), Jaś (6 lat) i Kubuś (4 m-ce)

    #5363027

    zuzia81

    Cudny opis 🙂 wzruszyłam się że aż … :Wow!::Wow!::Wow!:
    Jeszcze raz ogromne gratulacje, Kochana :Hura!::Hura!:

    Masz superowe męża ale to pewnie wiesz :Hyhy:



    #5363028

    neska1402

    Zamieszczone przez Nutella

    Tere fere mówię – do siebie w głowie – tylko facet może być taki porąbany, żeby nie rozumieć, że na skurczach partych nie da się nie przeć. Nadchodzi skurcz…mam wrażenie, że zaraz zemdleję, przed oczami widzę zieloną łąkę i zaczynam wizualizować sobie jakieś pie.przone motylki, które fruwają, żeby tylko nie przeć, żeby skupić myśli na czymś innym…w tym czasie lekarz wpycha we mnie z powrotem Milenkę, ustawia jej prawidłowo główkę a ja chyba zaczynam odpływać z bólu…czuję na ramieniu dotyk męża. Od razu wraca mi świadomość: łapy przy sobie, nie dotykaj mnie – wywarkuję do męża.

    Popłakałam się ze smiechu :Śmiech:

    [/QUOTE]
    Leżymy 2 godziny na sali obserwacyjnej…jest 3 nad ranem, tulę małą w ramionach, po raz pierwszy się karmimy, a mąż siedząc koło nas obdzwania rodzinę stawiając wszystkich w środku nocy na nogi…

    [/QUOTE]

    Tu też się popłakałam, ale ze wzruszenia :Wstyd:

    GRATULACJE OGROMNE :Hura!:

    #5363029

    ciapa

    Wspaniale się czyta o tak wyczekiwanym cudzie
    Chowajcie się zdrowo!

    #5363030

    arabellka

    cudny opis!!!!
    jeszcze raz wszystkiego dobrego i niech sie chowa zdowo córcia:Hura!::Hura!::Kciuki:
    no sie wzruszyłam..:Fiu fiu:

    #5363031

    violinka07

    piekny opis cudu narodzin i upragnionej corci GRATULACJE 🙂



    #5363032

    lilavati

    no i ryczę:Kocham:
    Cudzie trwaj, rośnij zdrowo mała królewno:Kciuki:

    #5363033

    esmena

    :Kocham:

    Dla całej rodzinki wielkie gratulacje 🙂



    #5363034

    picaporte

    Się poryczałam i jestem w gęsiej skórce cała

    Cuda się zdarzają, przykładem jest Milenka :Wow!::Wow!::Wow!:

    Gratuluję raz jeszcze z całego serca 🙂

    #5363035

    nala

    Ależ fajnie się czyta:) A mąż zgrywus pierwsza klasa;)
    Gratulacje:Hura!:

    #5363036

    ronda

    :Kocham:

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 24)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close