tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 103)
  • Autor
    Wpisy
  • #83243

    kasiejka

    Witam Dziewczyny! wiecie co? dziś a właściwie całkiem przed przed chwilą tu weszłam i chyba właśnie decyduję się zakotwiczyć tu swój strudzony statek.

    Dopłynęłam tu po 18 cyklach bezowocnych starań, całym wachlarzu emocji- całej gamie odczuć, wytężonego planowania, radosnego, pełnego euforii wyczekiwania, niecierpliwienia się, niepokoju,obaw, lęku, paniki, frustracji, złości, wściekłości, buntu, rozpaczy, poddania się, wyciszania, godzenia się, cichej i pokornej postawie nadziei przeplatanej miarowo nadpływającymi i odpływającymi falami smutku i nostalgii, że chyba jednak moje życie pozostanie niestety życiem bezdzietnej kobiety, która będzie musiała inaczej wypełnić w życiu tę dramatyczną pustkę i okresami nadprzyrodzonej wręcz pewnosci i wiary oraz mobilizacji do walki, że przecież cierpliwość i wysiłek zawsze w końcu są najchojniej wynagrodzone.
    Odważyłam się tu wejść z takim myśleniem o nas jako o małżeństwie chyba po raz pierwszy od kiedy pierwszym moim odruchowym działaniem po wejściu na forum było kliknięcie na dział „Starające się” bo przecież staraliśmy się przez cały ten czas, staramy dalej a jakże.
    Po tych wszystkich miłych, wzmacniających i ubogacających doświadczeniach dzielenia się, niesienia i otrzymywania wsparcia od tylu fantastycznych dziewczyn, po odprawieniu wreszcie tylu fajnych, dojrzałych do macierzyństwa kobiet na dział „Oczekujące” , po stwierdzeniu wreszcie ostatnimi czasy, że jakoś już coraz mniej a obecnie to już niemal kompletnie nie pasuję do tego staraniowego grona atakiego świeżutkiego, radosnego tchnącego naiwnością i niecierpliwością- myślę, że czas się odnaleźć gdzie indziej bo tam czuję się wyobcowana.
    Jakoś tak czuję, że w tamtym tak ulubionym przeze mnie dotąd dziale od wielu tygodni poruszane są już tematy,problemy, które mnie wcale nie ciekawią, nie nurtują, nie zaskakują,nie pogłębiają mojej wiedzy, wręcz drażnią swoją powszedniością.Czuję, że swoimi bólami dzielić się za bardzo tam nie powinnam, nie powinnam truć swoimi doświadczeniami świeżych umysłów tych dziewczyn nieskażonych jeszcze dzikim niepokojem o brak dziecka.
    Odkrywam też, że to już jakoś nie ten przedział wiekowy, nie ten etap życia, nie ta wiatropylność- typowa dla wielu z nich łatwość zachodzenia w ciążę- one już starają się o drugie a są młodziutkie, ja za 4 dni kończę 30 i mam jedynie psiaka zamiast dziecka by kimś móc się opiekować, by do kogoś mówić pieszczotliwie jak do dziecka i dbać ponad psią miarę, by do reszty nie oszaleć.
    Ale spokojnie tak nieco dramatycznie piszę a jednak teraz nie szaleję, ostatnie miesiące, tygodnie są raczej wyciszone- nauczyłam się chyba tego z czasem. Nauczę więcej gdy to jeszcze potrwa.
    Jestem teraz(ale nie ręczę co będzie za chwilę,za dzień, dwa) spokojna i nieco pogodzona i potrafię to wszystko co tu bazgrzę o nocnej porze pisać z dystansem tylko przywołując w pamięci wszystkie doświadczone już stany ducha.
    Tak więc jak już pisałam dziś po raz pierwszy tu weszłam ale nie tak jak kiedyś co mi się też niesłychanie rzadko zdarzało, trakując tę stronę jak widmo, jak ciekawostkę zoologiczną – przerażającą i dlatego może intrygującą do obejrzenia ale tylko obejrzenia i czmychnięcia by tak o sobie jako o być może niepłodnej- broń Boże nie pomyśleć.
    Dziś weszłam tu jak swoja, jak do domu, jak wchodzi ktoś ktoś kto znajduje tu na tym dziale forum miejsce jedyne, odpowiednie dla siebie.Pozostanę tu jeśli pozwolicie mi się trochę ogrzać w Waszym milym towarzystwie.Może znajdę siłę, więcej siły by szukać dalej by odkrywać inne oprócz tych znanych mi przyczyny. Jak dotąd wysoka hyperprolaktynemia leczona u obojga od lutego bromergonem, po drodze u mnie leczenie torbieli, bardzo, bardzo kiepskie nasienie męża.Tyle wystarczy choć wiem, że wiele z was boryka się bez szemrania z wieloma innymi poważniejszymi problemami zdrowotnymi.
    Przygarnijcie mnie i niech wierzę, że bycie tu nie jest jednocześnie kapitulacją, poddaniem się lecz właśnie podjętą poważniej walką.

    Mój mąż jak mu właśnie oświadczyłam, że chyba tu zakotwiczę stwierdził: „A nie za drastyczny krok stosujesz? Niepłodność?”
    Tak,…. to co przeżywamy chyba tak się właśnie niestety nazywa… Niestety…ale wierzę, że to cierpienie się niedługo skończy. Od przyszłego cyklu ginka wreszcie włącza mi stymulację owulacji clostobelgytem- szczerze mówiąc nie pokładam w tym wielkich nadziei ale to jakiś krok naprzod, coś się ruszy po wielu miesiącach, męża wypycham wreszcie z wynikami do androloga- po 5 miesiącach wypychania w końcu przewalczyłam by przestał stawiać opór i tam się udał z wizytą.

    Pozdrawiam Was wszystkie. Z góry przepraszam za moją nieznośną przeciagłą pisaninę- jakoś mi trudno pisać krócej i zwięźlej. Kasia

    Edited by Kasiejka on 2006/11/19 11:24.

    #1200159

    lea

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Pieknie to wszystko napisalas…

    I oczywiscie, ze bycie tu, to nie poddanie, sie, wrecz przeciwnie!
    Sciskam kciuki za ten Twoj kolejny cykl.



    #1200160

    Anonim

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    …. dawno nie widziałam tak długiego posta, ale powiem szczerze piszesz bardzo ładnie i sczerze, każda z nas chyba przeżywała takie właśnie emocje. Ja też kiedyś byłam na kąciku „starające sie” ale z wielką ulgą w pewnym momencie zapoczątkowanym przez Gablysię przeszłam do tego kącika. Kasiu ściskam Ci łapkę na przywitanie i wiem, po prostu wiem to że będzie Ci tu dobrze, bo każda z nas tutaj jest wspaniałą kobietką, która dokładnie wie co znaczy niepłodność i co znaczy walka o dziecko o to aby być rodzicem.

    Kasieńko, pytaj ile wlezie, o wszystko co Cię nurtuje i mam nadzieję że już wkrótce zobaczysz swoje szczeście w postaci 2 kreseczek.

    Buziaczki

    #1200161

    aqq

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Chyba wszystkie zaczynałyśmy od „starających”.
    To ,że trafiłaś na ten kącik wcale nie oznacza jakiegoś poddania się-wręcz przeciwnie ja traktuję to jako pewnego rodzaju poczatek walki.Musiałam sobie najpierw uświadomić ,że mam problem z niepłodnością ,oswoić się z tym.Teraz nie wiem ,co zrobiłabym bez dziewczyn z tego kącika.
    Kasiejko ,mocno zaciskam kciuki i wierzę ,że szybciutko znajdziesz swoją fasolkę.

    Sylwia
    przed HSC…

    #1200162

    kasiejka

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Tak Lea-przyznam, że jakoś już mi lepiej, że się tu znalazłam. Jakoś tak adekwatniej mi tu jest wchodzić. W dodatku tak ciepło tu na tym dziale jak tak czytam rózniste wypowiedzi i wzajemne wspieranie się i kibicowanie sobie dziewczyn. Fajne miejsce parę nicków jak Twój i Bambamka w pewnym momencie mi znikło na Starających się- bo dobrze kojarzę Wasze nicki i tak sobie pomyślałam pozachodziły w ciążę i nawet nie raczyły nas o tym radośnie poinformować 😉 i co wczoraj z wielkim zdziwieniem w oczach odkrywam, że tu spryciule się zaszyłyście. Ale heca!
    Czuję się nieco tak jakbym zawędrowała do nieba i tam zobaczyła witających mnie i oczekujących wszystkich, których znałam i lubiłam za życiaa potem odeszli. Ha,ha, ha takie swobodne skojarzenie. Mam metaforyczne usposobienie jak widać.Nie recze za siebie- długo i patetycznie piszę.Ale miło, że trawicie ten styl. Uśmiecham się:)Kasia

    #1200163

    Anonim

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    no to mamy poetkę na w naszym kąciku Kasiejka badź sobą i już!!! Ja Cię witam w naszym „niebie”



    #1200164

    kasiejka

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    No właśnie i tu Cię widzę Bambamku- zawsze Twój nick kojarzył mi się z taką skaczacą, radosną piłeczką.Zabawny i sympatyczny. Tak pamiętam ten moment gdy Gablysia zaproponowała zajrzenie na ten dział dla dłużej starajacych się. Musiał być to dla Ciebie wtedy inny etap niż dla mnie- byłaś już dojrzałą emocjonalnie starającą się- bo to wszystko co przeżywamy a Wy będące tu dłużej szczególnie(hylę przed Wami czoła- jesteście Wielkie Kobiety), taki etap jaki ja osiągnęłam dopiero teraz bo mniezaproszenie wtedy jeszcze przestraszyło i za chiny ludowe nie chciałam tu wchodzić.
    Jak widzisz piszę długo ale miło, że szczerość moja została wyłapana i doceniona- chyba jestem zbyt ekstrawertyczna by nie pisać o swoich odczuciach i emocjach. Ile ich było tylko w tym roku, Boże kochany- współczuję i podziwiam wytrzymałość psychiczną mojego męża.On to wszystko tak z dystansem bierze, tak na chłodno i rozumnie- ja nie potrafię. Mój dystans nie istnieje- no może teraz go nieco z trudem wypracowałam ale wszystko co mnie otacza- a tyczy się dziecka w jakiejkolwiek formie czy postaci- czyjaś wypowiedż, jakiś obrazek w telewizji, scena z matką i dzieckiem wypatrzona na ulicy coś zawsze we mnie wewnętrznie powodują, coś się tam w środku zaczyna kłębić, buzować , jakieś myśli i wnioski płyną przez moją głowę.

    Tak, zgadłaś i wyczułaś świetnie mam chyba mnóstwo niedomówień,i pytań- muszę je tylko określićdokładnie i zmaterializowac w umyśle, mnóstwo jest ścieżek, których nie znam- działań których nie podjęłam bo za ciemno mi jeszcze- nikt mi tego nie oświetlił, żaden lekarz i nie wiem czy to dobry kierunek i trop, czy tędy, czy tamtędy dojść do macierzyństwa. Przekonałam się, że do części lekarzy częściej trzeba chodzić z gotową, opracowaną przez siebie bezbłędnie diagnozą i wręcz propozycją działań, badań, dokonanym wyborem leków niż z pytaniem ” i co teraz?”.
    Za dużo musi w dzisiejszych czasach wiedzieć, rozumieć, wywalczyć kobieta, która chce mieć zbyt długo już wyczekiwane dziecko. Musi mieć profesurę w garści i pełną świadomość całej tej funkcjonującej machiny medycznej opartej na czerpaniu zysków z jej życiowego dramatu. Ile kasy ja i mąż już wydaliśmy a ile wydamy to wolę nie myśleć. Póki co cieszę się, że zaświeciło mi takie mocne światło i jakoś tak przestało być mroczno. Pozdrawiam sympatycznie. K.

    #1200165

    Anonim

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Kasiu,

    zastanawia mnie, jaki jest Wasz plan? Mąż ma słabe nasienie, jak słabe? A skoro ma słabe nasienie to czy nie zastanawiacie się nad IUI? Gdzie sie leczysz? Czy w klinice niepłodności, czy u zwykłego ginekologa?

    #1200166

    lea

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Rzeczywiscie – skojarzenie oryginalne… 😉
    Ale wiesz co, ciesze sie, ze czujesz jakis nowy etap i ze jest on przyjety przez Ciebie z takim pozytywnym nastawieniem. I to najwazniejsze!

    A ja w ogole malo i na starajacych, i tu, nie wpisuje sie w zadne rankingi i generalnie troche klody pod nogi caly czas. Nie traktowalam siebie jak starajacej przez dlugi czas – choc nia bylam. Po prostu na ogol wolalam nie myslec. Ale w sumie jestem – i tu, i tam, i kibicuje, i na swoja odmiane losu tez licze.

    #1200167

    zabulijka

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Kochana!! Czytam Cie od dawna, bo po pierwsze zawsze bardzo ladnie piszesz, a po drugie bije od Ciebie takim cieplem.
    U Weteranek jest naprawde milo, i to wcale nie jest kapitulacja – moj maz caly czas sie ze mnie naigrawal, ze udaje nieplodna, a w rzeczywistosci problemu nie ma. Faceci po prostu inaczej przezywaja ojcostwo, nie tak doglebnie, biologicznie i u samych podstaw jestestwa.
    Witaj – i spiesz sie do nas, mam weterankowych!! Mam nadzieje, ze nie taka daleka droga juz przed Toba!
    Moooocno pozdrawiam
    G.

    Bartus maly cud



    #1200168

    kasiejka

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Na razie mój plan jest taki doprowadzić w tym lub przyszłym tyg. męża do androloga. Ta cała nasienna batalia trwa już ponad rok. W końcu się poddal bo jestem do bólu upierdliwa. Jak ja z nim walczyłam- on ma po prostu do tej kwestii potworny psychiczny opór. Badanie nasienia wykonał, na razie tak ogólnie- nie było łatwo, na szybko powiem, że jest kiepskie bardzo ale może się nie znam na stopniu znanej Wam kiepskości. Napiszę w najbliższym czasie jak znajde wyniki(zaraz wybywamy z domu:).Ogólnie to myślę, ze właśnie w tym jest przyczyna. Zbyt wysoką u męża 17 krotnie prolaktynę leczy od niemal roku bromkiem, podobnie ja swoja 11 krotnie wyższą też rozpoczynając w tym samym czasie(obydwa wyniki i odkrycia to zasługa mojego i tylko mojego drążenia) powoli zaczyna być co do poziomu prolaktyny pewnie dobrze-inne hormony w porządku były jakiś czas temu, lekarka na razie nie kazała kontrolować do jakiego poziomu spadła prolaktyna nie widząc w tym sensu gdyż najwcześniej możemy oboje odstawić bromergon koło marca przyszłego roku- wynik musi się, ustabilizować i utwierdzić na prawidłowym poziomie.
    Niepokoi mnienaprawdę głównie to jego nasienie, które cudem chyba możemy tylko polepszyć przy jego zapracowanym, stresującym od 7.00- 23.30 nie do zmiany praktycznie stylu życia gdy chce pracować nadal w zawodzie, który kocha- zawodzie projektanta instalacji. Jego życie to ciągła pozycja siedząca przed kompem lub za kierownicą. Praktycznie 15 minut dziennie góra to najwięcej jego fizycznego ruchu. Nie jestem w stanie na to kompletnie wpłynąć- batalie o to wiodę ale sama widzę, że to trudne w jego przypadku.
    Przyznam i chciałabym być w tym zrozumiana i zaakceptowana przez Was, że na inseminację ani in vitro się nie cchę zgodzić z powodu przekonań religijnych.Po prostu nie przeskoczę tego we mnie. Mówię tak teraz, być może stopień mojej determinacji osiągnie maksimum ale i wtedy mam nadzieję, że wybiorę jednak inną drogę do macierzyństwa. Zgodze się natomiast jeśli się nie będzie długo udawać na adopcję choć muszę to przepracować psychicznie gdyż na razie mnie to po prostu przerasta.
    Ja jak na razie jestem z sobą na bieżąco- bromek biorę,owulację chyba mam zawsze bo zawsze mam skok tempki i różnice w śluzie i ginka widzi tam zawsze jakieś pęchęrzyki(nie wiem czy pękają ale chyba tak), miesiączki mam regularne,torbiel kilkumiesięcznie wychodowana po zapaleniu przydatków grożąca mi na poważnie laparoskopią samoistnie zniknęła, teraz stymulacja clo w kolejnych na razie dwóch cyklach.Mam podobno piękną książkową macicę i endometrium i wyglądają one jak świeżo zdjęte z taśmy produkcyjnej ale co z tego jak wciąż pusta i nadal płacząca miesiąc w miesiąc krwawymi łzami ta moja żałosna macica;) śCISKAM. K.

    #1200169

    kasiejka

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Aleś mnie utaplała w miodku- jest mi teraz tak błogo i tak miło, że siedzę i się głupawo szczerzę do kompa. Dzięki za wszystkie ciepłe słowa:)))))) Buziaki soczyste ale i aseptyczne. K.

    Edited by Kasiejka on 2006/11/19 13:00.



    #1200170

    zabulijka

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    no i tak powinno byc z tymi forami, nie ;-))
    a co do buziakow, zapomnialam o aseptycznosci, bo moj maly cud stal sie jedna wielka slinianka, bueeee. Teraz zaden buziak mi nie grozny hihihi

    Bartus maly cud

    #1200171

    kasiejka

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Tak Agg oswajanie przychodzi zawsze w etapach-nie wiem czy u mnie to długo czy krótko te 18 miesięcy płynięcia tu, wcześniej 8 miesięcy czekania na to,kiedy to już możemy zacząć się starać- to już trochę tego czasu upłynęło w sumie i wiele etapów przeżyłam choć pewnie ejszcze kilka innych przeżyłam. Na żaden etap nie czekam jednak tak jak na etap chodzenia z krągłym pięknym brzuszkiem(choć pewnie wtedy będę marudzić jak to ja mam w naturze)i czucia fikan i kopniaków maluszka no a potem ten mozolny dlugotrwały etap uczenia się wszystkiego o świecie na nowo, ciekawiej niż to było w szkole- namacalnie bo razem z dzieckiem. Pozapominało mi się wszystkich tych szkolnych pierdółek geograficzno, biologiczno,fizyczno, matematycznych przydałoby się by mnie ktoś do tego odświeżenia sobie wiedzy zdopingował a takim dopingiem jest zawsze dziecko. Wspaniale było by trzymać je za rękę i pokazywać te wszystkie zwyczajne nadzwyczajne rzeczy- to czyni wszystko co tak oklepane nowym, świeżym, ciekawym.
    Jako pedagog powiem, że:
    nasze dzieci są niezwykłymi nauczycielami, nie my lecz one nimi są. Najpierw uczą nas anielskiej cierpliwości w oczekiwaniu na ich pojawienie się a potem to uczą nas już naprawdę wszystkiego po kolei jak leci…

    #1200172

    kaja26

    Re: tak to chyba miejsce dla mnie- nowa/stara

    Kasiejka witaj i zmykaj choć lubię Cię czytać życze aby pojawiły się efekty zbijania prl……powodzenia
    Lea Ciebie też witamy

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 103)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close