Trudy życia-mniej optymistycznie;)

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 50)
  • Autor
    Wpisy
  • #96294

    ahimsa

    No mam potrzebę ulania….sorki.
    Stąd ten post…

    Zaczynam się zastanawiac nad urokiem-serio! generalnie nie wierzę w takie rzeczy ale…tonący brzytwy się chwyta! może się wybiorę do jakiejś zaklinaczki czy coś…

    Bo od 5 lat moje życie nabrało zawrotnego tempa i nie chce zwolnic!
    Czy to się zdarza jednej osobie?
    W ciągu 3 lat straciliśmy 5 bliskich osób ( nasi ojcowie, brat męża, jego żona, moja babcia)
    Mój brat zachorował i nikt nie jest w stanie mu pomóc, nikt nie potrafi go nawet zdiagnozowac!!! a jest coraz gorzej.Gośc ma 22 lata dopiero i już spaprane życie.

    Kilka mies. temu oboje zostaliśmy bez środków do życia-nie licząc oszczędności, które jednak szybko stopniały. Wciąż grozi nam utrata mieszkania! Walczymy stale o to by tak się nie stało ale….już nie mam pomysłów. Są środki na wyciągnięcie ręki by się pozbyc problemów ( jakiś plus w końcu) ale są zamrożone! ( jedna spora transakcja,ludzie wiszą nam kasę od lipca! kilkanaście tysięcy złoty-wciąż zamówienie jest w realizacji) i mamy ziemię na sprzedaż-ale to trwa.

    No i do tego wszystkiego choroby. Teraz ten szpital- akurat teraz!:mad:
    Jak ciut wychodzimy na prostą to natychmiast coś się dzieje!!!
    Boję się, co będzie dalej. Nie mam już planów, żyję z dnia na dzień.
    Jestem potwornie zmęczona…kilka spraw jest do rozwiązania, kilka nie.

    Jestem zmęczona tym, co się teraz dzieje z moim bratem ( znów jest źle), wyniki NIC nie wykazują.

    Moja sytuacja rodzinna ( nie z mężem ale z innymi członkami rodziny) to osobny ciężki temat. Generalnie lekka paranoja. Też choroby i znów oczekiwanie na śmierc.Tego nie przeskoczę, to jest nieuchronne.

    Plusem jest to, że zaczęlam gadac z mężem-bo byłam bardzo bliziutko by uciec, serio! już doszłam do granic swej wytrzymałości. Ale zaczęłam mówic-samo zwerbalizowanie pokazało, że faktycznie jest się czym martwic.

    Moje zdrowie wysiada. Nie mam czasu nie mam jak zadbac o to.
    Potrzebuję odpoczynku-a się nie zanosi…

    Więc wracam do pytania-możliwe to by wciąż tak się działo???? co robię nie tak?! pech? urok? co?

    #2141040

    czarna111

    ja… nie wiem, czy to jest możliwe, skoro jednak tak się dzieje, to chyba niestety jest możliwe:(
    jak jest źle, ja szukam ratunku u Boga, ale wiem, że czasem brak sił.. znam osobę, która korzysta z usług „pani od uroków”, twierdzi, że jej pomogła, nie wiem, nie sprawdziłam…
    nie jestem w stanie pomóc, ale chociaż pomodlę się za Was, obiecuję.
    :Przytulam:



    #2141041

    lawinia

    Czasami tak bywa w życiu, że wszystko wali nam się na głowę: brak stałych dochodów do tego jeszcze choroby. Ale postaraj się spojrzeć na to innym okiem. Wiem że pewnie czasami bardzo ciężko jest to zrobić w takiej sytuacji. Ja w chwilach większych czy mniejszych dołków przypominam sobie słowa pewnej piosenki:
    …ty wiesz, co potrafi los
    gdy chce zrobić nam na złość
    jak może zaskoczyć ból
    gdy bliski ktos zawodzi
    lecz to co uderza w nas
    ma też swoja drugą twarz
    jak noc, która po to jest
    by słońce mogło wschodzić…

    #2141042

    talka

    Ja nie wierzę w pecha, urok itp..
    ale strasznie Ci się ciężaró nagromadziło.
    Wierzę, że ciężko to wszystko unieść..
    Mam nadzieję, że Pan Bóg Was trzyma za rękę..
    T.

    #2141043

    aniaos

    ala, nic madrego nie przychodzi mi do glowy… mysle, ze taki dolek, jaki teraz masz, kazdy kiedys przechodzi. moze krotszy, moze dluzszy, trudniejszy czy latwiejszy, ale jest nieuchronny jak smierc…
    trudne jest to, ze u ciebie chyba teraz osiaga apogeum…
    nie jestem ani osoba szczegolnie wierzaca czy religijna, ani nie jestem tez zwolenniczka wszelkich gusel, wiec trudno mi doradzac codzienne odmawianie rozanca czy wizyte u ‚babki”, ale swoja droga mysle, iz takie psychiczne wsparcie moze zdzialac cuda… potrzebne jest tobie pozytywne myslenie i aktywnosc. moze na samym poczatku zmien swoje nastawienie do problemow – ja wiem, ze w ostatnich pieciu latach mialo miejsce wiele bardzo trudnych i bolesnych zdarzen, ale alka pomysl, ile tez spotkalo was dobrego – wypisz na kartce wszystkie pozytywne zdarzenia, wszystko, co tylko mozesz zaliczyc na plus. masz 2 wspanialych synow, zaczelas rozmawiac o porblemach z mezem, mimo wszystko utrzymujecie mieszkanie, macie jakies zabezpieczenia w postaci ziemi i u swoich dluznikow…
    moze sprobuj „polaczyc sily’ z mezem, zacznijcie dzialac /albo chocby myslec/ wspolnie – to przyniesie na pewno lepsze efekty niz boczenie sie .

    a na pocieszenie – tez kiedys przechodzilam w swoim zyciu taka „czarna serie” – problemy mialam nieco inne od twoich, ale dla mnie wtedy to byly kwestie zycia i smierci… czepialam sie wszystkiego, dzialalam na zasadzie ‚Bogu swieczke i diablu ogarek”. albo cos mi pomoglo, albo moj limit na pecha sie w koncu wyczerpal… codziennie sie modle, by juz nigdy w moim zyciu nie bylo gorzej, niz jest dzis…

    #2141044

    kasiaw

    Zamieszczone przez ahimsa
    No mam potrzebę ulania….sorki.
    Stąd ten post…

    Ahimsa… bardzo mi przykro… 🙁
    Ale pamiętam, że przecież tak niedawno też miałam głowę pełną problemów, ale w końcu zaświeciło i dla mnie słońce. Nie powiem, bo różowo nadal nie jest, głównym problemem jaki mamy jest problem finansowy. Ale staram się nie poddawać i brnę dalej do przodu.
    Może u Was limit cierpień i problemów wreszcie się wyczerpał, bo rzeczywiście całkiem sporo tego było. Mam nadzieję, że teraz na długi czas zagości u Was spokój. Trzymam kciuki aby wszystko wreszcie zaczęło się układać.
    Trzymaj się cieplutko mimo szarej jesieni za oknem. Pozdrawiam



    #2141045

    a-nushka

    A to tak jest? Że jak sie wali to od razu wszystko? Bo u mnie też zaczęło się dziać ‚nie tak’. Było super, w pracy jak najlepiej, z mężem ‚nowe’ uczucie rozkwitło, z mieszkaniem – a raczej z kredytem miało być pozytywnie… i co? w pracy źle – złą atmosfere czuć na odległość, z mężem kłotnie i sprawy z kredytem wciąż się odwlekają… Moja mama męczy się z moim ojcem.. Aaa i jeszcze tata biol. Natalii stwierdził, że na dziecko łożyć już nie będzie..
    Jedynie z czego się ciesze to ze zdrowia.. choć kto wie, kiedy coś zacznie się dziać..
    Dziecko też zdrowe.
    I samopoczucie złe… bo jak taka pogoda ma wpływać dobrze?

    Więc też czekam, czekam, kiedy to ‚zło’ przejdzie.

    #2141046

    adonay

    Zamieszczone przez ahimsa
    No mam potrzebę ulania….sorki.
    Stąd ten post…

    Zaczynam się zastanawiac nad urokiem-serio! generalnie nie wierzę w takie rzeczy ale…tonący brzytwy się chwyta! może się wybiorę do jakiejś zaklinaczki czy coś…

    Bo od 5 lat moje życie nabrało zawrotnego tempa i nie chce zwolnic!
    Czy to się zdarza jednej osobie?
    W ciągu 3 lat straciliśmy 5 bliskich osób ( nasi ojcowie, brat męża, jego żona, moja babcia)
    Mój brat zachorował i nikt nie jest w stanie mu pomóc, nikt nie potrafi go nawet zdiagnozowac!!! a jest coraz gorzej.Gośc ma 22 lata dopiero i już spaprane życie.

    Kilka mies. temu oboje zostaliśmy bez środków do życia-nie licząc oszczędności, które jednak szybko stopniały. Wciąż grozi nam utrata mieszkania! Walczymy stale o to by tak się nie stało ale….już nie mam pomysłów. Są środki na wyciągnięcie ręki by się pozbyc problemów ( jakiś plus w końcu) ale są zamrożone! ( jedna spora transakcja,ludzie wiszą nam kasę od lipca! kilkanaście tysięcy złoty-wciąż zamówienie jest w realizacji) i mamy ziemię na sprzedaż-ale to trwa.

    No i do tego wszystkiego choroby. Teraz ten szpital- akurat teraz!:mad:
    Jak ciut wychodzimy na prostą to natychmiast coś się dzieje!!!
    Boję się, co będzie dalej. Nie mam już planów, żyję z dnia na dzień.
    Jestem potwornie zmęczona…kilka spraw jest do rozwiązania, kilka nie.

    Jestem zmęczona tym, co się teraz dzieje z moim bratem ( znów jest źle), wyniki NIC nie wykazują.

    Moja sytuacja rodzinna ( nie z mężem ale z innymi członkami rodziny) to osobny ciężki temat. Generalnie lekka paranoja. Też choroby i znów oczekiwanie na śmierc.Tego nie przeskoczę, to jest nieuchronne.

    Plusem jest to, że zaczęlam gadac z mężem-bo byłam bardzo bliziutko by uciec, serio! już doszłam do granic swej wytrzymałości. Ale zaczęłam mówic-samo zwerbalizowanie pokazało, że faktycznie jest się czym martwic.

    Moje zdrowie wysiada. Nie mam czasu nie mam jak zadbac o to.
    Potrzebuję odpoczynku-a się nie zanosi…

    Więc wracam do pytania-możliwe to by wciąż tak się działo???? co robię nie tak?! pech? urok? co?

    Alu mozemy podac sobie rece,bo ja tez od 5 lat przechodze prze ciezkie doswiadczenia,problemy…nie bede o nich pisala,bo sa to bardzo bolesne rzeczy,ktore nadal sa,moze kiedys sie tym podziele,ale raczej chce o tym tylko zpomniec?tak jak Ci pisalalam na priva,trzymam sie kazdego dnia Boga i to moja sila,by zyc i mimo tego co sie dzieje czerpac radosc,chec do zycia,zazdroszcze ci,ze masz przy swoim boku meza,ktory jest z Toba kochana szczerze zycze Ci bys na codzien brala z kazdego dnia co najlepsze,bys dostrzegala laske i dobroc,bo ona jest mimo ciemnych chmur jest.zycze Ci jak najlepiej,bys odnalazla swoje miejsce tu na ziemi.jest takie slowo w biblii,ci co sieja ze lzami beda zbierac z radoscia i niech tak sie stanie w Twoim przypadku:Przytulam:

    #2141047

    ahimsa

    Ja nie bardzo wierząca jestem…nie tędy droga dla mnie.
    Działac- pewnie ale jak się już nie ma możliwośc ruchu? Można tylko czekac.

    Może mój limit się wyczerpał zaraz po urodzeniu,kiedy to miałam 5% szans na przeżycie ( wcześniak) a jednak żyję. I jestem zdrowa. W takim razie ja to chrzanię!

    #2141048

    ahimsa

    adonay- ja ci priva wyślę:)



    #2141049

    figa

    Zamieszczone przez ahimsa
    No mam potrzebę ulania….sorki.
    Stąd ten post…

    Zaczynam się zastanawiac nad urokiem-serio! generalnie nie wierzę w takie rzeczy ale…tonący brzytwy się chwyta! może się wybiorę do jakiejś zaklinaczki czy coś…

    Bo od 5 lat moje życie nabrało zawrotnego tempa i nie chce zwolnic!
    Czy to się zdarza jednej osobie?
    W ciągu 3 lat straciliśmy 5 bliskich osób ( nasi ojcowie, brat męża, jego żona, moja babcia)
    Mój brat zachorował i nikt nie jest w stanie mu pomóc, nikt nie potrafi go nawet zdiagnozowac!!! a jest coraz gorzej.Gośc ma 22 lata dopiero i już spaprane życie.

    Kilka mies. temu oboje zostaliśmy bez środków do życia-nie licząc oszczędności, które jednak szybko stopniały. Wciąż grozi nam utrata mieszkania! Walczymy stale o to by tak się nie stało ale….już nie mam pomysłów. Są środki na wyciągnięcie ręki by się pozbyc problemów ( jakiś plus w końcu) ale są zamrożone! ( jedna spora transakcja,ludzie wiszą nam kasę od lipca! kilkanaście tysięcy złoty-wciąż zamówienie jest w realizacji) i mamy ziemię na sprzedaż-ale to trwa.

    No i do tego wszystkiego choroby. Teraz ten szpital- akurat teraz!:mad:
    Jak ciut wychodzimy na prostą to natychmiast coś się dzieje!!!
    Boję się, co będzie dalej. Nie mam już planów, żyję z dnia na dzień.
    Jestem potwornie zmęczona…kilka spraw jest do rozwiązania, kilka nie.

    Jestem zmęczona tym, co się teraz dzieje z moim bratem ( znów jest źle), wyniki NIC nie wykazują.

    Moja sytuacja rodzinna ( nie z mężem ale z innymi członkami rodziny) to osobny ciężki temat. Generalnie lekka paranoja. Też choroby i znów oczekiwanie na śmierc.Tego nie przeskoczę, to jest nieuchronne.

    Plusem jest to, że zaczęlam gadac z mężem-bo byłam bardzo bliziutko by uciec, serio! już doszłam do granic swej wytrzymałości. Ale zaczęłam mówic-samo zwerbalizowanie pokazało, że faktycznie jest się czym martwic.

    Moje zdrowie wysiada. Nie mam czasu nie mam jak zadbac o to.
    Potrzebuję odpoczynku-a się nie zanosi…

    Więc wracam do pytania-możliwe to by wciąż tak się działo???? co robię nie tak?! pech? urok? co?

    Ala,
    :Przytulam:

    jakoś tak mi się w życiu ukłąda,
    że nigdy nie ma takiego złego
    co by do jakiegoś dobrego w końcu nie doprowadziło.
    I tego się trzymajmy zacięcie i z uporem 🙂

    #2141050

    aniaos

    Zamieszczone przez Figa123
    Ala,
    :Przytulam:

    jakoś tak mi się w życiu ukłąda,
    że nigdy nie ma takiego złego
    co by do jakiegoś dobrego w końcu nie doprowadziło.
    I tego się trzymajmy zacięcie i z uporem 🙂

    dokladnie to.
    tez miewalam takie chwile i zdarzenia, ktore powodowaly, ze swiat walil mi sie na glowe. myslalam wtedy, ze to koniec, ze spotkalo mnie najgorsze… kazde z tych bardzo trudnych zdarzen doprowadzilo do samych dobrych i pozytywnych doswiadczen.
    nie poddawaj sie ala i skoncz z czarnowidztwem. szukaj pozytywow – nawet na sile…



    #2141051

    ahimsa

    No czekam na to dobre ale jakoś nie nadchodzi…

    #2141052

    Anonim

    Ala, ja wiem że teraz trudno znależc pozytywy. Jestem przekonana, że moze za rok, moze krócej, będzie lepiej. Goroąco ci życzę, żebys potrafiła inaczej spojrzeć, aby fatum się skonczyło. To też jest tak,że jak nam źle, to kazde nowe zdarzenie, nawet nie az tak negatywne, mocno wyolbrzymiamy, kolo się zamyka.
    Wiesci masz juz dobre, tylko z tych chmur ciezko ci dojrzec:)
    Masz męża, wiem że go kochasz, często o tym pisałaś, masz dwoch udanych synow. To jest najwieksze szczęście. Resztę trzeba dopomoc i wierze, że ci sie uda wyjsc.
    A moze jakas terapia u psychologa?
    Dopiszę , ze tzrymam duzzze kciuki, abys wyszła z tych kłopotów

    #2141053

    Anonim

    Ala, trzymaj się
    nie wiem co Ci napisac, wierzę że wszystko się poukłada
    u nas jeszcze nie tak dawno było beznadziejnie pod wieloma względami, finansowo, uczuciowo, mieszkaniowo – a teraz wszystko układa się, nadal nie jest różowo ale największe problemy już chyba za nami, teraz czas wyjść na prostą
    Wam też tego mocno życzę

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 50)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close